Kolęda w czasach zarazy
Kiedy piszę te słowa, jak zawsze w ostatnim możliwym terminie (co w związku z odnowioną szatą graficzną i przesunięciem „wstępniaka” na drugą stronę okładki oznacza, że mówimy o czwartku: cztery dni wcześniej niż cały środek i dziesięć dni przed dotarciem gazety do parafii), jestem jeszcze przed rozpoczęciem tzw. kolędy w parafii, którą w tym roku nazwaliśmy (re)wizytą duszpasterską.
W niektórych parafiach mówi się o „kolędzie odwróconej”, a pewnie znalazłoby się jeszcze kilka innych ciekawych określeń. Jakbym jej nie nazwał to jedno jest pewne: to z całą pewnością zupełnie nowa sytuacja i chyba nigdy jeszcze w środowisku kapłańskim nie dyskutowaliśmy tak długo przed jej rozpoczęciem. Zgodnie z zaleceniami arcybiskupa Grzegorza mieliśmy do wyboru dwie możliwości: albo zapraszać teraz, czyli w okresie w jakim zawsze kolęda się odbywała, małe grupy przedstawicieli rodzin z danej ulicy czy miejscowości na spotkania w kościele, albo zaczekać do zakończenia pandemii i związanych z nią obostrzeń i odwiedzić parafian w zupełnie innym czasie.
Osobiście jestem zagorzałym zwolennikiem odwiedzin parafian w ich domach i - w miarę możliwości - w gronie rodziny. Postępowałem tak nawet wtedy, kiedy byłem proboszczem we Włoszech, gdzie zwyczaj ten jest niemal zupełnie zapomniany. W znakomitej większości parafii chodzi się tam pobłogosławić dom tylko „na zaproszenie”. Często słyszę i czytam głosy ludzi, którzy uważają, że tak powinno być w Polsce, że to najlepsze rozwiązanie, że wreszcie byłoby u nas jak na Zachodzie. Szanuję opinie wszystkich i nie podważam decyzji proboszczów, którzy mają podobne zdanie. Myślę jednak, że ja też mogę mieć w tej sprawie swoją opinię i uważam, że „kolęda na zaproszenie” odbiera mi jedyną możliwość kiedy mogę zobaczyć moich parafian, których nigdy nie widzę, a z doświadczenia włoskiego wiem, że zapraszają zazwyczaj te rodziny, które i tak są mocno obecne w duszpasterstwie. Ktoś powie, że być może ludzie przyjmują księdza, który się zapowiedział z wizytą kolędową, wbrew swojej woli. To możliwe. Sam czuję niekiedy taką atmosferę i to jest znakomita i JEDYNA okazja, aby się dowiedzieć dlaczego tak jest, aby próbować ich zrozumieć. Bo skoro jednak otworzyli drzwi (zawsze mogą nie otworzyć albo otworzyć i podziękować, czy nawet szorstko odmówić, a wtedy grzecznie przeproszę, że zakłóciłem ich spokój) to jednak dla mnie jest to jakiś przyczółek. Jeszcze coś im nakazuje otworzyć drzwi księdzu, jeszcze coś ich wzbrania przed zamknięciem się. Od tego można zacząć, nigdy nie zaszkodzi spróbować. Już tu kiedyś pisałem, że nigdy nie pogodzę się z „machnięciem ręką” na katolików kulturowych, którzy niewiele mają wspólnego z Kościołem. Ale jeszcze coś mają, tak? Dlaczego nie odwołać się do tego „coś”?
Święty Paweł pisze do Tymoteusza takie słowa: „Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, [w razie potrzeby] wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie!” (2TM, 4,2-5) Oczywiście słowa te trzeba mieć na uwadze nie tylko myśląc o wizycie duszpasterskiej, jednak warto o nich pamiętać również teraz.
A teraz po tej wielkiej obronie tradycyjnej wizyty duszpasterskiej wracam do naszych realiów i z przykrością konstatuję, że w tym roku tej okazji nie będę miał. Jak już napisałem, ponieważ nie ma widoków na zakończenie pandemii, postawiliśmy na rewizytę kolędową, czyli zapraszamy przedstawicieli rodzin na spotkania w kościele. I z wielką niecierpliwością czekamy na pierwsze rezultaty, to znaczy jak ludzie odpowiedzą na to zaproszenie, bo to też będzie dla nas ważna lekcja. Jakkolwiek trzeba pamiętać, że pandemiczne lęki na pewno będą mieć na to wpływ, to jednak w jakimś stopniu przekonamy się, jak bardzo naszym parafianom zależy (bądź nie zależy) na dorocznym błogosławieństwie mieszkania i rodziny. Wielu woli tego problemu nie dotykać, ale nie ma co ukrywać, że okaże się również jak wielka jest chęć (albo jej nie ma) naszych wiernych do materialnego wsparcia swoich parafii, co zwyczajowo dokonywało się podczas kolędy. Tak więc, podobnie jak każda inna wizyta duszpasterska zawsze pomagała nam nauczyć się czegoś o sobie nawzajem, tak samo będzie i tym razem, przy okazji kolędy w czasach zarazy.
Ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!