Jeszcze o maju
W poprzednim numerze pisałem o moich majowych wspomnieniach, tych dziwnych i ideologicznych, jak pochody pierwszomajowe, tych nieuniknionych, jak matury i wreszcie tych wspaniałych, jak Pierwsza Komunia Święta. Jeden z Czytelników, napisał do mnie, z pewnym wyrzutem, że wspominam jakieś pochody, a nie pamiętam o ludziach masowo modlących się przy przydrożnych kapliczkach, właśnie w maju. Musiałem szczerze temu panu napisać, że niestety nie mogłem się podzielić takimi wspomnieniami, bo jakkolwiek wiem, że to rzeczywiście było powszechne, to ja akurat dzieciństwo i młodość spędziłem w niewielkim, ale jednak miasteczku, wyjazdy poza (z braku samochodu) były raczej rzadkością, więc nie uczestniczyłem w takich formach kultu, ani też ich za często na własne oczy nie widziałem. Za to mogę powiedzieć, że obecnie w mojej parafii reaktywujemy tę tradycję, może nie codziennie, ale dwa razy w tygodniu jeździmy rowerami do okolicznych kapliczek i tam się modlimy z mieszkańcami, czasami nawet w grupach przekraczających 100 osób (w tym wiele dzieci i młodzieży). I trzeba przyznać, że w oczach kierowców przejeżdżających samochodów widzimy nieraz ogromne zdziwienie. Ale może właśnie oni, za jakieś 20 czy 30 lat zaświadczą, że takie mają majowe wspomnienia, a ja się cieszę, że możemy dawać dzisiaj świadectwo przywiązania do Maryi.
Bo tego też nie napisałem poprzednio, ale czy to przy kapliczkach czy w kościołach, to jednak w maju Maryja rządzi. Miałem niegdyś w grupie młodzieżowej dwóch braci, jeden był bardziej pobożny, drugi mniej. I ten mniej pobożny przyszedł raz do mnie i wyznał mi, że on to się tak za bardzo nie lubi modlić, ale jak zaczął w maju na te majowe chodzić, to nie mógł przestać. Po ponad 20 latach spotkałem go ponownie i zapytałem, czy dalej chodzi na majowe. Jak myślicie, co odpowiedział? I w ten sposób powoli zmierzamy do przedostatniej refleksji, którą obiecałem dwa tygodnie temu.
Bo maj to czas święceń kapłańskich i Mszy prymicyjnych, a po nich wesel bez panny młodej, tak to kiedyś widziałem, a dzisiaj coraz częściej podnoszą się głosy, że powinny być takie Msze prymicyjne i wesela również „bez pana młodego”. Chodzi mi o to, że choćby 19 marca (o zgrozo w dzień Świętego Józefa) na sympozjum w Bonn za święceniem kobiet opowiedział się luksemburski kard. Jean-Claude Hollerich. Już kiedyś pisałem, że przy wypowiedziach tego hierarchy czasami bierze mnie jasna ch… (choroba kojarząca się z nazwiskiem rzeczonego purpurata). „Nie potrafię sobie wyobrazić, jak Kościół mógłby przetrwać na dłuższą metę, jeśli połowa ludu Bożego cierpi z powodu braku dostępu do posługi kapłańskiej” – powiedział, a ja się zastanawiam: a jak przetrwał te 2000 lat?
Na szczęście papież Leon XIV kilka dni później podczas katechezy wygłoszonej 25 marca przypomniał, że Kościół „opiera się na apostołach, których Chrystus ustanowił żywymi filarami swojego mistycznego ciała”. Skoro Pan Jezus nie wybrał na apostołkę nawet swojej Matki, która była też jego pierwszą uczennicą, to zamiast siać zamieszanie może jednak lepiej zacząć się modlić, zwłaszcza w maju, o kapłanów „żarliwych ewangeliczną miłością” oraz „odważnych misjonarzy”.
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!