TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 01:59
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jest inny świat

Jest inny świat

Zakończył się, przynajmniej liturgicznie, trudny rok 2021, teraz Adwent podprowadza nas do świąt Bożego Narodzenia, a potem zakończy się również rok kalendarzowy i będzie to okazja do podsumowań. I pewnie narzekań. Zobaczymy.

Ale zanim to się stanie, zanim pozwolimy sobie zanurzyć się w radość Bożego Narodzenia, Kościół zwłaszcza przez liturgię Słowa, usilnie próbuje nam przypomnieć, że nie żyjemy w rzeczywistości jednowymiarowej, gdzie wszystko rozgrywa się wokół naszych potrzeb i uczuć dotyczących komfortu naszego życia tu i teraz, naszego samopoczucia i naszego ciała. Owszem, to wszystko jest ważne, ale jeśli wplecione w rzeczywistość, która oprócz tego świata, w którym żyjemy z naszymi bliźnimi, nie jest ślepa na pozostałe wymiary, których nie widzimy, a mówiąc wprost, na niebo i piekło. Jest coś więcej niż to, co się dzieje w naszych umysłach i w naszych ciałach. O tym Kościół próbuje w tych dniach przypomnieć.
Ktoś powie, że to „przypominanie” może prowadzić do jeszcze gorszych lęków, a chyba nie chodzi o to, żeby straszyć. Nie. Straszenie nie ma sensu, ale trzeba ostrzegać. Co prawda, jak to powiedział abp Fulton Sheen, w świecie ślepych, każdy który widzi uważany jest za wizjonera, albo szaleńca (dodam od siebie), ale to nie znaczy, że ma milczeć. Bo dzisiejsze lęki różnią się od lęków, które odczuwali ludzie w poprzednich epokach. Oni lękali się o swoje dusze, o zbawienie, a dzisiaj nasze lęki koncentrują się wokół ciała. Martwimy się o bezpieczeństwo, stan posiadania, dobry (ciągle młody) wygląd i przede wszystkim o zdrowie. Zwłaszcza teraz, w tych latach pandemii zdrowie stało się czymś absolutnie najważniejszym, można było odnieść wrażenie, że nawet dla ludzi Kościoła lęk o zdrowie i życie doczesne wziął górę nad lękiem o duszę. Ale, na szczęście widać już objawy opamiętania. I ten czas, który teraz przeżywamy i słowo Boże, które słyszymy, sprzyjają temu opamiętaniu.
Bardzo mi się podoba porównanie, którego w kontekście naszych refleksji użył kiedyś wspomniany już Fulton Sheen. Otóż, porównał on podejście życiowe chrześcijanina i poganina do dziecka, które otrzymuje nową piłkę do grania. I temu dziecku zapowiedziano, że jest to jego jedyna piłka, jaką kiedykolwiek otrzyma. Nigdy nie dostanie innej. Takie dziecko zareaguje zgodnie z psychologią i będzie się bać o tę piłkę i ją szanować, chronić przed zniszczeniem i tak naprawdę nigdy sobie tą piłką nie pogra z radością. Zbyt duży będzie lęk przed zniszczeniem jej. Wszak wie, że nie dostanie nigdy innej piłki. A teraz załóżmy, że temu dziecku, owszem, podarowano tę piłkę, ale też obiecano mu, że za jakiś czas, może za rok, ale może i wcześniej, dostanie inną piłkę i ta inna będzie naprawdę niezniszczalna, zawsze będzie sprawiała mu radość i nigdy mu się nie znudzi, w przeciwieństwie do tej, którą ma teraz. Oczywiście takie dziecko potraktuje pierwszą piłkę mniej poważnie, ale co istotne, będzie nią grać bardziej radośnie i bez lęku, nawet jeśli się trochę poniszczy, ponieważ będzie wiedziało, że wkrótce dostanie tę inną, lepszą, definitywną piłkę. Niezniszczalną. Fulton Sheen konstatuje, że to pierwsze dziecko przypomina współczesnego poganina, który ma tylko jedną zabawkę, jeden świat, jedno życie. Nie będzie się nią odpowiednio cieszył i z niej korzystał, bo będzie się bał, że mogą mu ją zabrać. Będzie też zabiegał, aby nic jej się nie stało i unikał jej zniszczenia (unika cierpienia). Natomiast chrześcijanin to dziecko, które wie, że może w pełni cieszyć się swoją piłką, nawet jeśli ona się trochę poniszczy (umie znosić cierpienia), bo kiedyś dostanie inną, definitywną, czyli inne życie, które się nie wyczerpie (nie będzie cierpienia, ale wieczna radość z Bogiem).
Chrześcijanin nie może zapomnieć słów Pana Jezusa, które usłyszeliśmy w Niedzielę Chrystusa Króla, że Jego Królestwo nie jest z tego świata, a więc nie może myśleć i wierzyć, że jest tylko ten jeden nasz ziemski świat. Chrześcijanin musi widzieć dalej, szerzej i w konsekwencji przyjąć, że skoro Pan Jezus musiał ponieść ludzką klęskę, aby Jego Królestwo się urzeczywistniło, to nie inaczej będzie z tymi, którzy idą za Nim. Mogą być poddawani próbom, ale mają jasno wytyczony cel. Pewny cel. I jak przypomniał mi kolega podczas rekolekcji, cytując ks. Tischnera (który może pod koniec życia trochę się pogubił, ale nie można tym przekreślić wszystkiego, czego dokonał wcześniej), zawsze lepiej przegrać z Jezusem niż wygrać z Piłatem.

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!