TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:06
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jeden świat, jedna kobieta, jedno marzenie

Jeden świat, jedna kobieta, jedno marzenie

Jej rodzice pochodzą z Opatówka. Ona sama urodziła się w Ustce. Od dzieciństwa marzyła o podróżowaniu po całym świecie. Pływała po wszystkich oceanach. Powtarza, że zawsze po sztormie wychodzi słońce, a marzenia się spełniają, nawet jeśli nie ma się na ich realizację ani grosza. Jest piękna, silna, wrażliwa i nigdy się nie poddaje. Przyznaje, że boi się wody i niesympatycznych, oślizłych stworzeń. Prawie dwa lata spędziła sama na morzu, sama naprawiała swój jacht, przeżyła spotkanie z piratami i spełniła marzenia dzieci z fundacji Anny Dymnej. Jedna z najmłodszych kobiet, która samotnie opłynęła kulę ziemską - Natasza Caban.

Idąc na spotkanie z kobietą, która opłynęła świat spodziewamy się dziewczyny w sportowym, luźnym stroju, w trampkach, takiej, po której od razu widać, że nie dba zbyt o fryzurę. Tymczasem Natasza Caban na spotkaniu w Opatówku w niczym nie przypominała żeglarki, ani nawet kogoś, kto chciałby spróbować żagli. Wysoka, piękna, gustownie i bardzo kobieco ubrana, w bardzo wysokich szpilkach, z burzą długich, zadbanych włosów. Pamiętaj, nigdy nie oceniaj człowieka po pozorach!
Walczyć o marzenia
O podróży morskiej dookoła świata Natasza marzyła już jako mała dziewczynka. Przygotowania do opłynięcia Globu rozpoczęła osiem lat wcześniej. Jak podkreśla od samego początku brakowało jej funduszy, co wcale nie powstrzymywało przygotowań. - Spotkałam ludzi, którzy mówili mi, że na pewno mi się nie uda, że nie warto, ale nie można się poddawać, o marzenia trzeba walczyć. Wszystko do rejsu przygotowywałam całkiem sama, od zera. Nie wiedziałam na początku od czego zacząć i jak to zrobić. Uczyłam się wszystkiego, uczyłam się naprawiać jachty, wiedziałam, że na oceanie będę sama i będę musiała to robić sama. Przydała mi się też wiedza ze szkoły: matematyka, fizyka (szczególnie), chemia, technika, biologia i oczywiście geografia. Uczyłam się też żeglować. Pływałam z najlepszymi żeglarzami, jakich udało mi się spotkać - mówi Natasza Caban. Jej jacht ma około dziesięciu metrów i nazywa się Tanasza Polska Ustka, posiada też baterie słoneczne, żeby pozyskiwać niezbędną podczas żeglowania energię. Natasza sama skonstruowała na nim owiewkę nad wyjściem spod pokładu, żeby fale przetaczające się przez łódź nie zalewały go zbyt obficie. - Chowałam się za taką owiewkę, żeby nie walczyć z falami i zachować energię, bo kiedy jest się samemu na ocenie to najważniejsze, żeby nie tracić energii. Miałam też ze sobą specjalną boję ratunkową, gdyby coś się naprawdę złego działo mogłabym ją wyrzucić i wezwać pomoc. Miałam też specjalną latarkę zakładaną na głowę, bo jak się coś psuło, to przeważnie w nocy. Miałam też gips - opowiada podróżniczka. Na zdjęciach pokazywała, jak wyglądało jej miejsce do spania, a był to kawałek podłogi w głębi jachtu, bo tam najmniej bujało. Natasza opisywała też swoją ,,łazienkę” i ,,kuchnię”. Kąpała się w misce, w którą nabierała morskiej wody. Do gotowania miała małą kuchenkę, która przechylała się w przeciwną stronę do przechyłu jachtu, a mimo to, jak sama przyznawała, nie raz jej obiad lądował na pokładzie łodzi. - Co ciekawe, jeśli taki jacht płynie z polską flagą, jest kawałkiem polski, taką ambasadą - dodaje Natasza. W czasie rejsu kobieta nie raz będzie naprawiać swój jacht, dobierze się nawet do silnika. Wiele części, z braku pieniędzy, będzie robić sama, choćby z części rowerowych czy innych blaszanych elementów.

Ocean niespokojny i kokosowe kraby
Hawaje to początek rejsu młodej Polki dookoła świata. Pierwszy etap to właśnie Ocean Spokojny i ponad miesiąc na morzu, w całkowitej samotności, na dobry początek. - Ja wolę nazywać ten ocean Pacyfikiem, bo spokojny to on na pewno nie jest. Wydaje mi się, że kiedy Magellan go tak nazywał, to się po prostu pomylił - stwierdziła Natasza. Jej największym utrapieniem, nie tylko na tym etapie były olbrzymie statki (ponad trzystometrowe), na które mały jacht musi uważać w dzień i w nocy. - Kiedy pogoda i widoczność były dobre nie trzeba było się martwić, kiedy była gorsza pogoda mogłam spać tylko około 15-20 minut. Potem wstawałam, wychodziłam na pokład i sprawdzałam, czy żaden wielki statek na mnie nie płynie - opowiada podróżniczka. Po tym etapie dotarła do przepięknej, zielonej wyspy, która jednak otoczona była stadami rekinów. Był na niej także fantastyczny targ z mnogością świeżych, pysznych owoców. Jedyne, co Nataszy się na nim nie podobało były kokosowe kraby. - To niespotykane zwierzęta z wielkimi szczypcami, które są pod ścisłą ochroną. Niestety są tacy, którzy je łowią, dla tych, którzy chcą je jeść, bo podobno mają bardzo dobre mięso. To straszne, że sprzedają je jeszcze żywe mimo zakazu. To mi się nie podobało, a bardzo podobało mi się, że panie na tym targu nie miały plastikowych foliówek, ale specjalne, stuprocentowo ekologiczne torby z liści, które można polecić każdemu - mówi Natasza. Opowiedziała także o kobiecie, która na tej egzotycznej wyspie miała swoje ,,laboratorium”. Składało się na nie kilka słoiczków i małych buteleczek. W pomieszczeniu nie było prądu, a jednak ta kobieta codziennie pozyskiwała z różnych preparatów, owoców i warzyw specyfiki, którymi leczyła ludzi.

Piraci, krokodyle i misjonarze
Na jednym z kolejnych etapów podróży Natasza Caban przeżyła mały horror. - Chciałabym wam pokazać odpowiednie zdjęcie, do tego, co chcę opowiedzieć, ale wtedy nie robiłam zdjęć tylko strasznie się bałam - mówi żeglarka. Tym niebezpiecznym wydarzeniem było spotkanie z najprawdziwszymi piratami. Nie byli oni jednak tak sympatyczni, jak ci z filmów. Kiedy dziewczyna zauważyła na horyzoncie nieznakowany statek, postanowiła wywołać go przez radio. To jednak wywołało (nomen omen) reakcję odwrotną do spodziewanej. Statek zgasił swoje światła i podpłynął do jachtu, a Natasza domyśliła się, że to piraci. Pokonała jednak strach i postanowiła zastosować wypróbowaną w takich przypadkach technikę. Udawała, że na jachcie jest więcej osób. - Włączyłam muzykę, biegałam od okna do okna, machałam rękami, przez radio udawałam różne głosy. Udało się. W końcu piraci odpłynęli. Jednak, jak słyszałam, kolejny jacht na tym obszarze, nie miał już tyle szczęścia - mówi Natasza.
Na początku swojej podróży dzielna kobieta spotkała się z rekinami, teraz przyszedł czas na krokodyle. U wybrzeży Papui Nowej Gwinei krokodyle zjadają około stu osób rocznie (!) Szczególnie narażone są na to kobiety, które na brzegu piorą ubrania swoich najbliższych. One również noszą największe ciężary. Jest to niestety pozostałość z dawnych czasów, kiedy to kobieta niosła produkty np. żywnościowe, a mężczyzna szedł przodem, jako ochroniarz, żeby walczyć z ewentualnym wrogim plemieniem lub dzikim zwierzem.
Ciekawostką w Papui Nowej Gwinei jest bardzo duża liczba misjonarzy chrześcijańskich, głównie z Polski. - Jest ich ponad 200. Jak organizują Mszę św. to przychodzą na nią osoby bardzo różnych wyznań i jest to dla nich wielkie święto. Ubierają się w swoje najlepsze, kolorowe stroje i cieszą się, tańczą, śpiewają - mówi Natasza.

Domek dla przyjaciół na wyspie kokosowej
Natasza Caban widziała i sfotografowała niesamowite widoki, które my oglądamy w internecie i mruczymy, że pewnie podkolorowane w Photoshopie. Takie pejzaże znaleźć można m. in. na wyspach kokosowych. Charakterystyczne na nich są nie tylko kokosy, które nasza podróżniczka nauczyła się rozróżniać, obierać i wybierać z nich to, co najsmaczniejsze. Najciekawszy na jednej z tych wysp był tzw. domek dla przyjaciół. Było to niezwykłe miejsce, gdzie każdy mógł zostawić wiadomość dla przyjaciela, rodziny. Było tam mnóstwo listów, upominków i nikt nie martwił się, że coś zginie. Nieopodal znajdowała się galeria klapek. Tak, dokładnie, były tam zebrane wszystkie klapki, najczęściej pojedyncze sztuki, które wyrzucił ocean. 
Nieco dłużej Natasza zabawiła wokół Przylądka Dobrej Nadziei. Nie dlatego, że tak bardzo zachwyciła ją nazwa tego miejsca (chociaż to też), ale chodziło przede wszystkim o podleczenie chorej nogi i zrobienie zapasów żywności. Zapewne każdy słyszał niedawno o szesnastoletniej dziewczynie, która postanowiła sama opłynąć świat. Musiała zostać ściągnięta z Oceanu Indyjskiego, gdzie obecnie panuje zima. Jak się okazuje wzięła przykład ze swojego brata, ponad rok starszego Zacka (któremu ta sztuka się udała). Właśnie u jednego z wybrzeży Natasza spotkała Zacka. Chłopak czekał na części do swojego jachtu. Miał utknąć na dwa miesiące, jednak okazało się, że Polka ma części, które są mu potrzebne do naprawy.
Dziewczyna przeżyła tsunami podczas swojej podróży, nie spała trzy noce i modliła się, żeby sztorm wreszcie się skończył. Kiedy jacht stracił sterowność przez całą dobę przepłynęła tylko odległość odpowiadającą ok. 40 km. Kiedy zakażenie kolejny raz zaatakowało jej nogę musiała być sama dla siebie lekarzem. Płynęła eskortowana przez bardzo duże ryby. Na wyspach Galapagos widziała pelikany i foki, które na targu kradły złowione ryby i szybko z nimi uciekały. Była na wyspach, gdzie nauczyła się zrywać grejpfruty i cytryny z drzew, bo nie ma ich na straganach.

Dziewczynka z gitarą
Trudno opowiedzieć, choć małą część z tego, co przeżyła Natasza podczas rejsu, dlatego zapraszamy na jej stronę internetową www.nataszacaban.com, jednak podczas spotkania podkreślała ona, że wcale nie samo opłynięcie Ziemi było najważniejsze. - Najważniejsi byli przyjaciele, którzy zostali w domach, pamiętali o mnie, ale także ci poznani podczas podróży. Na jednej z wysp dałam małej dziewczynce swoją gitarę, podobno do dzisiaj z nią śpi. Spełniło się też jeszcze jedno moje marzenie. Mogłam poznać Annę Dymną i wziąć na jacht dwoje chorych dzieci z jej fundacji - mówi Natasza.  Maluchy pływały łodzią, a nawet próbowały nurkować i były dla młodej podróżniczki wielką radością.
Co pomagało jej przetrwać najcięższe chwile (jak sama przyznaje było ich bardzo dużo)? Przede wszystkim duchowe wsparcie bliskich, ich ciepłe myśli i smsy, a także muzyka. Natasza przyznała, że nie wyruszyłaby w rejs bez muzyki, a nawet żartowała, że wypłynęła głównie po to, żeby mieć czas na czytanie książek. - Podczas podróży było mnóstwo magicznych momentów. Sytuacji, kiedy niespodziewanie pojawiali się nowi przyjaciele. Ostatni etap był najcięższy, ale przez dziesięć lat czekałam i wyobrażałam sobie ten moment - mówi Natasza Caban.

Anika Djoniziak

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!