TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Marca 2026, 21:15
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 422

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 422

Mateusz usiadł przed komputerem, aby sprawdzić pocztę elektroniczną. Niestety, jak mu się często zdarzało, zamiast kliknąć natychmiast w ikonkę programu pocztowego, otworzył najpierw Facebooka. W sumie nawet bez wyrzutów sumienia, bo nie chodziło o jego własny profil, gdzie wcale nie zaglądał, ale o ten parafialny, o który musiał dbać, aby informacje były udostępniane na bieżąco, ale było to marne pocieszenie. Bo tak naprawdę nie miał nic nowego do wrzucenia, a komunikator skradł mu kilkadziesiąt minut. Najpierw jego uwagę przyciągnęły dwie nowe osoby śledzące profil parafii, a byli to… Szymon i jego ciocia Michalina. Przy czym oba komentarze przez nich umieszczone niekoniecznie się podobały Mateuszowi. Szymon w sumie trochę się czepił jakości umieszczanych zdjęć i braku dbałości o urozmaicenie wyglądu postów. Ale to akurat można było wykorzystać, bo Mateusz już sobie postanowił, że powie Szymonowi: „skoro ci się nie podoba, to pomóż mi to zrobić lepiej”, podobnie jak to było z winietą gazetki parafialnej. Szymon rzeczywiście przygotował bardzo ciekawe i profesjonalne logo, a później się okazało, że cały layout, czyli układ graficzny, wyglądał zbyt siermiężnie przy nowej winiecie, więc Szymon popracował również nad layoutem i teraz wszystko do siebie pasowało. Mateusz jedynie pomyślał, że teraz będzie musiał się bardziej przyłożyć do treści, bo forma była już na wysokim poziomie, a w treści Szymon pomóc mu nie mógł. Więc krytyczny wpis Szymona, będzie można przekuć na coś dobrego, przynajmniej tak sobie kombinował Mateusz. Natomiast zupełnie nie wiedział, jak potraktować komentarz Michaliny, no bo jak interpretować słowa: „Fajnie się bawicie chłopcy w swoim męskim gronie. Szkoda tylko, że w kościołach jest o wiele więcej kobiet, ale z tych zdjęć by nie wynikało. Patriarchat jaki był taki jest” umieszczone pod fotorelacją z wyjazdu na łyżwy z grupą ministrantów. Mateusz był z niego szczególnie dumny, bo z ministrantami szło mu jak krew z nosa, ciężko było pozyskać chłopców nie mając z nimi codziennego, choćby szkolnego kontaktu, więc ta mała grupka go cieszyła i ufał, że takie relacje na mediach społecznościowych może przyciągną innych. A tymczasem „Peperoncino” Michalina zaatakowała na ostro. Po dłuższej chwili zastanowienia Mateusz odpowiedział: „Następnym razem zabierzemy na łyżwy scholkę. Tam mamy akurat matriarchat. Same dziewczynki i opiekun jest też płci pięknej”. Na koniec umieścił kilka ikonek z uśmiechem, żeby nie było wątpliwości, że odpowiedź była żartobliwa. Ledwie umieścił komentarz, niemal natychmiast pojawił się kolejny komentarz Michaliny: „Ciekawe, czy z dziewczynami też ksiądz pojedzie…” „Oczywiście, panią też zapraszamy jeśli lubi poszusować po lodzie” – odpisał i po kilku minutach doczekał się odpowiedzi. „Jeśli ksiądz umieści wcześniej informację na profilu o dacie i godzinie, chętnie się wybiorę. Wystarczy też w ogłoszeniach parafialnych w kościele w niedzielę”. Mateusz przeczytał tę odpowiedź z uśmiechem, bo najwyraźniej Michalina postanowiła chodzić na Mszę niedzielną, a to z kolei na pewno wywołało uśmiech w niebie jej mamy Kornelii, która niejako w swej ostatniej woli obarczyła go „opieką”, a nawet „wyswataniem” swojej córki.

– Nie wiem , jak będzie z wyswataniem, pani Kornelio, ale póki co wygląda na to, że „Peperoncino” zacznie chodzić do kościoła i tym się póki co zadowolimy – wyszeptał z satysfakcją Mateusz, ale już po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy bo Facebook podrzucił mu post o jakimś księdzu, rzekomo przestępcy. Bez klikania Mateusz patrzył na klasyczne dla takich postów zdjęcie kawałka szyi i koszuli z koloratką. Pod zdjęciem były setki polubień i komentarzy. Mateusz jeszcze przez kilka minut przewijał na ekranie kolejne wrzucane mu przez algorytm posty, w nadziei, że trafi na jakiś inny mówiący o księżach, pozytywny, ale nic takiego się nie pojawiło. A chciał jedynie sprawdzić, jakie będą reakcje… Nie znalazł żadnego. Może to przypadek, a może po prostu Mateusz zbyt mało w ogóle wchodzi na różne posty, w tym te dotyczące Kościoła i nie został jeszcze odpowiednio sprofilowany, więc Facebook nie wie, co mu suflować, żeby go przytrzymać przed ekranem. A nawet bez tego sprofilowania ukradł mu ponad pół godziny! 

Mateusz otrząsnął się i szybko wstał od komputera. Zdołował go ten wpis o księdzu, chociaż nawet nie znał jego treści. Potrzebował świeżego powietrza, a ponieważ na dworze znowu popadał śnieg, postanowił odśnieżyć teren wokół kościoła. Wyjście na świeże, mroźne powietrze rzeczywiście dobrze na niego wpłynęło, a kilkadziesiąt minut machania łopatą wprawiło go wręcz w dobry humor, a ponieważ do Mszy pozostała jeszcze godzina, postanowił nie wracać na plebanię, ale odstawił do schowka łopatę i wyruszył spokojnym krokiem na spacer w kierunku parku. Tam właśnie spotkał parę swoich parafian, którzy ucieszyli się na jego widok.

– O ksiądz proboszcz! Szczęść Boże! Wybrał się ksiądz proboszcz na spacerek? – zapytała pani Malinowska.

– Szczęść Boże, pani Krystyno, witam panie Janie! – odparł Mateusz ściskając im dłonie. – Zgadza się, mały spacerek na pobudzenie krążenia.

– No właśnie, widzi ksiądz, my już na emeryturze i też nie mamy nic do roboty, więc dużo chodzimy – powiedział pan Jan, a Mateuszowi „zazgrzytało” słowo „też”. Ewidentnie pan Jan sugerował, że Mateusz nie miał nic do roboty i w przeciwieństwie do swoich parafian nie dlatego, że był na emeryturze, ale ponieważ był proboszczem. 

– No, ja jeszcze nie na emeryturze – uśmiechnął się cierpko – ale na brak pracy nie narzekam. Nawet już muszę wracać, bo przecież o 17.30 Różaniec, a o 18.00 Msza Święta.

– Różaniec? – zdziwił się pan Jan. – Przecież to nie październik. 

– Panie Janie, w naszym kościele od czasów pandemii Różaniec mamy codziennie, przez cały rok – przypomniał  z uśmiechem Mateusz.

– Naprawdę? – pani Krystyna też była wyraźnie zaskoczona.

– Naprawdę. Codziennie. Serdecznie was zapraszam, skoro państwo mają tyle czasu wolnego, na pewno macie też  jakieś sprawy, które warto zawierzyć Matce Bożej – zachęcał Mateusz. 

– Ale żeby tak codziennie? – Pan Jan
z niedowierzaniem kręcił głową.

– No, państwo nie muszą codziennie, codziennie to tylko ja jestem, chociaż… a na spacer wychodzicie codziennie?

– Jak deszcz nie pada to codziennie. No jeszcze jak te mrozy były to też nie - odpowiedziała pani Krystyna.

– No widzicie… Można tak samo z Różańcem, albo i Mszą Świętą… A kościółek mamy ogrzewany! No to ja zmykam, bo beze mnie nie zaczną – Mateusz uścisnął dłonie starszych państwa i ruszył w powrotną drogę.

– Ciekawe, kto na ten Różaniec chodzi? – Mateusz usłyszał jeszcze za plecami powątpiewający głos pana Jana.

– No, jak znam życie to na pewno chodzi… - niestety dalszy ciąg odpowiedzi pani Krystyny był już poza zasięgiem słuchu Mateusza, który się uśmiechnął i przez chwilę zastanawiał się, kogo mogła mieć na myśli.

***

Po Mszy Mateusz wyciągnął telefon i zauważył, że miał dwadzieścia (!) nieodebranych połączeń z tego samego numeru. „Albo ktoś umiera bądź umarł, albo ktoś jest bardzo nerwowy” – pomyślał wybierając numer.

– Proszę księdza, no wreszcie! Czy zapoznał się ksiądz z moją ofertą, którą przesłałem w mailu chyba z sześć godzin temu? Miał ksiądz odpowiedzieć, a ja tu nic nie mam! – mężczyzna wrzeszczał w słuchawkę, a Mateusz aż jęknął, bo właśnie sobie uzmysłowił, po co wszedł do Internetu. Miał sprawdzić pocztę, żeby odczytać tego maila, ale Facebook „podał mu owoc i on zjadł” i z tego wszystkiego zapomniał, po co tam w ogóle wchodził. 

– Bardzo pana przepraszam, rzeczywiście z mojej winy, jeszcze nie odczytałem tego maila, jeśli pan…

– No to są jakieś jaja! – przerwał mu bezceremonialnie mężczyzna.

– Proszę pana… ja pana przeprosiłem. Pan mi wysłał jakąś ofertę, o którą nie prosiłem, nawet panu wspomniałem, że nie jestem zainteresowany, ale pan się upierał, więc się zgodziłem i powiedziałem, że w wolnej chwili zajrzę na pocztę… – tłumaczył poirytowany zachowaniem owego pana Mateusz.

– No ale minęło sześć godzin! Chyba mi ksiądz nie powie, że był taki zajęty. Co wy tam macie do roboty?

– Przepraszam, ale pan chce ze mną nawiązać jakąś współpracę i pan mnie obraża mówiąc, że ja nie mam nic do roboty? – zapytał spokojnie Mateusz. 

– Nie, no ja nie chcę księdza obrażać – głos mężczyzny wyrażał bezgraniczne zdziwienie. – No ale, tak szczerze, to co… no co wy robicie, oprócz Mszy w niedzielę… no i jakichś pogrzebów?

– Proszę pana… – ciężko westchnął Mateusz. – Jeszcze raz przepraszam, że nie odpowiedziałem natychmiast na maila, zrobię to za pięć minut. A co do naszych kapłańskich zajęć, to proszę porozmawiać ze swoim proboszczem, dobrze? 

– No dobrze, niech się ksiądz nie gniewa. Może jak przyjmie ksiądz moją ofertę, to się lepiej zorientuję, jak wygląda wasze życie – powiedział mężczyzna.

– Za chwilę odpiszę, szczęść Boże – Mateusz zakończył połączenie.
„Jak Ty sobie Panie Boże radzisz z tym Kościołem, skoro księża to albo przestępcy, albo lenie” – pomyślał. 

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!