Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 389
Wizytacja kanoniczna w parafiach i to przeprowadzana przez samego biskupa ordynariusza była głównym tematem wszystkich kapłańskich rozmów pomiędzy księżmi w dekanacie. Oczywiście podejście do sprawy było zróżnicowane, jakkolwiek u niektórych kolegów dało się wyczuć lekki niepokój. Właściwie ostatnią okazją do wymiany doświadczeń był niedzielny odpust Wszystkich Świętych u ks. Franciszka, a dzień później w poniedziałek ksiądz biskup miał się zjawić w pierwszej parafii ich dekanatu. Mateusz z wielką ciekawością przysłuchiwał się dyskusjom kolegów, ale sam mówił niewiele, bo jakkolwiek było to jego trzecie probostwo, to jakoś tak się złożyło, że ani razu nie przeżywał w swojej parafii wizytacji. To będzie jego pierwszy raz.
- Dla mnie to będzie już czwarta wizytacja, każda w innej parafii i na każdej inny biskup, więc chyba doświadczenie mam spośród nas tu obecnych największe – powiedział ks. Wiesław, a jego mina sugerowała: pytajcie mnie o co chcecie, wiem wszystko.
- Ale to znaczy, że ani razu nie musiałeś się zmierzyć z rozliczeniem z zaleceń poprzedniej wizytacji – zauważył ks. Franciszek, który był w podobnym do Wiesława wieku, ale zdecydowanie rzadziej zmieniał parafie.
- No to nie jest aż takie istotne, jeśli zważymy dość częste u nas ostatnio zmiany ordynariuszy. Żaden z ostatnich dwóch nie miał szans pojawić się dwa razy w tej samej parafii. Ale w sumie to masz rację. Na tym właśnie polega cały wic, żeby za długo w parafii nie siedzieć i nie musieć się rozliczać z tego, co ci biskup ostatnio zalecił. Bez względu na to, kto cię wizytuje po raz drugi – zaśmiał się Wiesław.
- Ty już nie udawaj takiego lekkoducha, bo przecież w każdej parafii gdzie byłeś, fakt że wszędzie nie za długo – w tym momencie wypowiedź Franciszka przerwał głośny śmiech kolegów, - zawsze jednak dokonałeś znaczących inwestycji. A że ciągle ci z ludźmi nie po drodze – tu znowu głośny śmiech kolegów potwierdził celność uwagi – to i parafię zmieniałeś często. Ale nie sądzę, że gdybyś miał powtórną wizytację na tej samej parafii, to musiałbyś się czegoś wstydzić, czy z czegoś tłumaczyć.
- E tam – machnął ręką ksiądz Wiesław. - Lepiej tego nie sprawdzać. Jak się za długo na parafii zasiedzisz, to potem i roboty ci się odechciewa. W każdym razie wierzcie mi, że to jest piękny widok, kiedy po zakończeniu wizytacji widzisz tylne światła odjeżdżającego samochodu księdza biskupa – podsumował wzbudzając ogólną wesołość.
- To powiedzcie mi, czy trzeba się tą wizytacją przejmować, czy nie? - zapytał ks. Krystian, który podobnie jak Mateusz po raz pierwszy miał do czynienia z taką formą odwiedzin biskupa.
- To zależy – po raz pierwszy odezwał się ks. Sławomir, który w ich dekanacie pełnił też funkcję ojca duchownego. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. - Każdy ksiądz, który według swoich możliwości stara się jak najlepiej pracować nie powinien się niczego obawiać, bo w końcu o to chodzi, żeby biskup zobaczył realną sytuację każdej parafii. Potem oczywiście wszyscy jesteśmy różni. Jeden daje z siebie wszystko, ale przede wszystkim na polu duszpasterskim, w tym się spala, ale nie za bardzo sobie radzi ze sprawami gospodarczymi, czemu też się trudno dziwić, bo nikt nas tego w seminarium nie uczył. Inny z kolei robi remont za remontem, inwestycję za inwestycją, ale w parafii oprócz Mszy Świętej nic innego się nie dzieje. Troszkę mam takie przeczucie, że mimo wszystko w ciut lepszej sytuacji z punktu widzenia wizytacyjnego będzie jednak ten drugi.
- No to całe szczęście, że ja i na jednym i na drugim polu mam spore sukcesy – wtrącił się Paweł, czym wywołał największy wybuch wesołości, bo jednak wszyscy dobrze wiedzieli, że Paweł był duszą towarzystwa przez wszystkich lubianym, również przez swoich parafian, ale to był jego jedyny większy sukces, o czym on sam doskonale wiedział i celowo powiedział to, co powiedział.
- To prawda Pawełku, pośród nas ty jedyny możesz spać spokojnie, bo choćbyś na głowie stanął, to zaległości do dnia wizytacji nie nadrobisz. Natomiast my jeszcze mamy cień szansy – śmiał się Krystian.
- No i właśnie w związku z powyższym nie mam najmniejszego zamiaru czegokolwiek nadrabiać, no i trawy na zielono nie będę malował – odparł Paweł z godnością. - A tak a propos to mi się taki dowcip przypomniał: w pegeerze była wizyta, nie mylić z wizytacją, pierwszego sekretarza partii, nie mylić z biskupem, który przyglądał się, czy ludzie dobrze i wydajnie pracują. No i zauważył, że taki Kowalski lata w te i z powrotem z pustą taczką. Zawołał go i pyta: Co wy tak z tą pustą taczką latacie, Kowalski? - Towarzyszu sekretarzu - mówi Kowalski - taki zapiernicz, że nie ma kiedy załadować.
- Stary suchar – zawyrokował Wiesław.
- Suchar mówisz? - uniósł brwi Paweł. - No to ja bym chciał zobaczyć, czy u naszego kolegi Jędrka z 15 Kowalskich z pustymi i pełnymi taczkami nie lata wokół plebanii przed wizytacją – zakończył Paweł z przekąsem, a wszyscy koledzy ponownie ryknęli śmiechem, bo było tajemnicą poliszynela, że ks. Jędrzej bardzo pragnął zmiany parafii, nie na mniejszą oczywiście, i bardzo mu zależało, żeby wizytacja wypadła jak najlepiej.
- Oj, oj ale macie ubaw! - zżymał się Jędrzej. - Macie po kilkadziesiąt lat kapłaństwa, a nie rozumiecie prostej sprawy.
- Jakiej niby, że większa parafia jest lepsza od mniejszej? - Paweł jako pierwszy prześmiewca nie odpuszczał, a całe towarzystwo śmiało się do rozpuku.
- Moja na pewno lepsza od twojej – odparował Jędrzej. - Ale nie o to mi chodziło. Po prostu – i teraz mówię całkiem poważnie – z ludźmi na wsi to nieraz jest tak, że jak ja ich proszę żeby coś zrobili, to zrobią ale nieraz im to zajmie dwa miesiące albo pół raku. A jak im powiem, że ksiądz biskup przyjeżdża i wstyd będzie, że nie zrobione, to potrafią i w pięć dni zrobić. Ot i cała tajemnica, a wy się doszukujecie jakiegoś drugiego dna. I owszem, prace u nas idą całą parą w tych dniach, ale to wcale nie znaczy, że ja się gdzieś wybieram.
- Faktem jest, że lepszego dekanatu nie znajdziesz – po raz pierwszy z uśmiechem włączył się do rozmowy Mateusz, bo rzeczywiście mimo tych wszystkich żartów, czy nawet czasem drobnych uszczypliwości, atmosferę w dekanacie mieli znakomitą i zdarzało się, że był to element decydujący przy przyjmowaniu bądź kulturalnym i taktownym, ale jednak odrzucaniu propozycji biskupa zmiany placówki.
- Brawo Mateusz! W pełni się z tobą zgadzam – Jędrzej pomyślał, że w Mateuszu znalazł sojusznika i w pewnym sensie miał rację, bo Mateusz też był przekonany, że taka nadchodząca wizytacja kanoniczna może być impulsem, żeby nieco spraw w parafii czy też w administracji uporządkować. On sam ostatnio przeglądał księgi i aż się przeraził ile drobnych, ale jednak adnotacji, miał do uzupełnienia. Jednak na pewno by nie włożył ręki w ogień za Jędrzeja, jeśli chodzi o jego pragnienie pozostania w swojej parafii. Coś tam między nim a parafianami nie zaskoczyło i chyba jednak myślał o zmianie. Ale kto go tam wie?
- A czy ktoś z was ma te księgi obiektów budowlanych? - zapytał Krystian, który nawet coś tam sobie notował.
- Ja właśnie niedawno założyłem i powiem wam, że to nie jest jakaś wielka filozofia – odpowiedział Sławek. - Ale i tak najważniejsze, żeby mieć aktualne kontrole i protokoły z nich, bo do ksiąg się tylko wpisuje, że była, ale protokół i tak trzeba przechowywać.
- Ja nie mam, ale właśnie zamówiłem druki na Allegro, więc zupełnie szczerze będę mógł powiedzieć wizytatorom wstępnym, że jestem w trakcie zakładania – pochwalił się Stanisław.
- Wiesz co Stasiu? - zwrócił się do niego rozbawiony Mateusz - Właśnie mi przypomniałeś kolegę z seminarium, który zawsze spał na czytaniu duchownym, albo czytał jakieś opowiadania niezbyt natchnione, ale zawsze kiedy miał mieć skrutynium z ojcem duchownym to dzień wcześniej wypożyczał z biblioteki na przykład „Wyznania” św. Augustyna i potem na rozmowie na pytanie, co czyta na czytaniu duchownym odpowiadał szczerze i zgodnie z prawdą „Wyznania”. A ojciec duchowny nigdy nie pytał: „od kiedy i co czytałeś wcześniej”. No i zawsze go chwalił. Czy ty czasami nie robiłeś tak samo?
- No nie, w seminarium to ja byłem bardzo ortodoksyjny – uśmiechnął się Stasiu. - A z innej beczki. Czy to prawda, że podczas wizytacji ksiądz biskup zagląda też do pomieszczeń gospodarczych?
- Podobno tak – zauważył Jędrzej, - ale w sumie to bardzo dobrze, bo gdyby poprzedni też tak szczegółowo sprawdzał i egzekwował porządek, to nie miałbym po poprzedniku stodoły pełnej olbrzymich, dziś zupełnie nie do użycia dekoracji, chyba w magazynach Hollywood i Bollywood razem wziętych tyle nie mają.
- Najgorzej jak po wyznawcy sacro – realizmu przyjdzie wyznawca minimalizmu – zaśmiał się Franciszek, który się przyjaźnił z poprzednikiem ks. Jędrzeja. - Może popytaj wśród księży i znajdzie się jakiś amator na te dekoracje.
- Chętnie bym oddał, ale w większości nie nadają się one do ponownego użytku – zauważył Jędrzej. - Zresztą już wszystko mam uporządkowane, na szczęście były głównie drewniane i zanim wprowadzą zakaz opalania drewnem, to ktoś jeszcze się nacieszy niezłą ilością opału.
- A czemu ty się tak Stasiu obawiasz, że ci biskup zajrzy do pomieszczeń gospodarczych? Bałagan masz, czy wręcz przeciwnie, jakieś atrakcyjne rumaki tam ukrywasz, mechaniczne oczywiście? - zażartował Krystian, bo Stasiu znany był z tego, że się do samochodów nie przywiązywał.
- Ja się niczego nie obawiam, po prostu nie lubię być zaskakiwany – uśmiechnął się Stasiu.
- Ja też się nie obawiam niespodzianek ze strony biskupa – dodał Olek. - Już znacznie bardziej martwię się o frekwencję parafian na spotkaniach z księdzem biskupem, bo to dzień powszedni...
- Nie martw się – Paweł poklepał go po plecach. - W końcu gdzie dwóch albo trzech się gromadzi w imię Jezusa tam On jest. Myślę, że ksiądz biskup też o tym wie.
Jeremiasz Uwiedziony
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!