TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.366

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 366

- Trzeba się brać za ten KSM – powiedziała Majka. - Wie ksiądz, że są rekolekcje w Rzymie dla kapelanów KSM? Jak mamy do tego podejść poważnie, to powinien tam ksiądz być. Włoski ksiądz zna. Sprawdziłam ceny biletów lotniczych. Z Wrocławia są jeszcze tanie loty. Tylko proszę się pospieszyć.
- Do Rzymu? - zdumiał się Mateusz, a w jego myślach powróciły wspaniałe wspomnienia lat spędzonych w słonecznej Italii. Ale jeszcze bardziej niż perspektywa spędzenia kilku dni w Rzymie ucieszył go fakt, że przecież to był dokładnie jego, Mateuszowy sposób działania. Jakąkolwiek pobożność, czy też grupę duszpasterską chciał wprowadzić w parafii, zawsze rozpoczynał to od rekolekcji. To, że teraz ta młoda dziewczyna pomyślała, że to jego proboszcza, duszpasterza i ewentualnego opiekuna stowarzyszenia młodzieżowego tworzonego przy parafii należy wysłać na rekolekcje i to do Rzymu, było dla niego wielkim zaskoczeniem. Zresztą Majka zaskakiwała go nie pierwszy raz swoją dojrzałością i dalekowzrocznością.
- No przecież mówię, że do Rzymu, dziwi się ksiądz jakbym proponowała Madagaskar. Pomyślałam, że upiecze ksiądz dwie pieczenie na jednym ogniu: pozna doświadczenia księży pracujących z młodzieżą z całej Polski, a przy okazji odwiedzi swoich włoskich znajomych – powiedziała rzeczowo Majka.
- A skąd ty w ogóle wiesz, że ja pracowałem we Włoszech? - zainteresował się Mateusz.
- Halo, żyjemy w świecie mediów społecznościowych i globalnej wioski, niczego nie da się ukryć. A propos, a co tam u tej Emanueli? - zapytała mrużąc oko.
- U Emanueli? - zdumiał się Mateusz z jednej strony zszokowany wiedzą dziewczyny, a z drugiej rozrzewniony wspomnieniem jednej z najbliższych współpracowniczek we włoskiej parafii, której wiele zawdzięczał.
- No tak. Ostatnio zmieniła znowu status na swoich socjalach. Jest ponownie w związku – Majka znowu mrugnęła okiem.
- Naprawdę? To się cieszę, bo nie powinna być sama, ale ty Majka zaczynasz mnie przerażać – Mateusz pokręcił głową.
- Mogę też odświeżyć księdza wiedzę na temat Gianluki i Alessio – Majka z uśmiechem wymieniła imiona dwóch kolejnych osób związanych z parafią Matki Boskiej Loretańskiej, której proboszczem był Mateusz w Italii. - Ale to innym razem, bo teraz się spieszę. Niech ksiądz szybko ogarnie te bilety, my z Krystianem i Paulą wpadniemy jutro, może być?
- Jasne Sherlocku Holmesie – odpowiedział Mateusz z uśmiechem i w myślach zaczął planować wyprawę do Włoch, gdzie nie był od czasów przed pandemią. Naprawdę zaczął się mocno ekscytować tym planem, musiał tylko znaleźć jakieś zastępstwo na jeden tydzień i właśnie dzisiaj nadarzała się ku temu okazja, bo mieli spowiedź w jednej z parafii w dekanacie, więc będzie okazja poprosić któregoś z kolegów.
***
Trochę smutna okazała się ta spowiedź w parafii św. Benedykta i to nie tylko dlatego, że w kościele było pieruńsko zimno, ale przede wszystkim ze względu na kiepską frekwencję wiernych. Księża siedzieli w konfesjonałach i patrzyli się jeden na drugiego z rzadka tylko posługując „kapiącym” co jakiś czas wiernym. Ku zaskoczeniu Mateusza znudzeni koledzy sami zaczęli korzystać z sakramentu pokuty klękając u kratek konfesjonałów, więc niewiele myśląc i on przez nikogo nie niepokojony przygotował się i przystąpił do sakramentu. I to w sporym stopniu osłodziło rozczarowanie niewielką ilością penitentów i wprawiło go w naprawdę świetny humor. Kiedy więc zasiedli do stołu, aby wypić kawę i zjeść jakieś ciastko, już miał zapytać, kto mógłby go zastąpić na czas jego rzymskich rekolekcji, ale do akcji wkroczył proboszcz sąsiedniej parafii ks. Rysiu. Rysiu był bardzo lubiany przez księży z dekanatu, ale z jakichś nie do końca rozeznanych przyczyn zupełnie nie zaiskrzyło między nim a jego parafianami z Madejówki. Każde spotkanie kapłańskie było dla niego okazją do ponarzekania, a koledzy księża mieli z tego spory ubaw, wręcz stawiano drobne zakłady o to, na co dzisiaj będzie narzekał Rysiu. I właśnie ledwie siedli do stołu, zanim jeszcze zdążyli zamówić gorące napoje Rysiu „odpalił”. Chociaż szczerze mówiąc, to Rysiu z marsowym wyrazem twarzy siedział i nic nie mówił, ale ks. Łukasz nie byłby sobą, gdyby go nie „podpuścił”.
- A co to ksiądz Ryszard dzisiaj taki milczący? - zapytał.
- Lepiej mnie nie denerwuj – odburknął mu Ryszard.
- Coś się wydarzyło? - nie odpuszczał Łukasz. - Z nami może się ksiądz podzielić, zawsze to będzie też jakieś doświadczenie dla nas – perorował z trudem tłumiąc śmiech, podczas gdy Maciej dawał mu kuksańca, żeby go uspokoić.
- Nic się nie wydarzyło. Nic nowego. Wszystko normalnie – powtarzał niczym automat Rysiu nerwowo poruszając kolanem pod stołem. - Nic nowego. To co zawsze. Już nie mogę na nich patrzeć, kurka, co za ludzie, no nie do opisania. No jak tak można...
- Ale co konkretnie? - Łukasz czuł, że ma go na haczyku.
- Wszystko! A właściwie nic! Niczego od nich nie można oczekiwać! Jaki ja byłem głupi, że odszedłem z tego Wiślina, parafia była mniejsza, ale ludzie do rany przyłóż. Sami wiedzieli, kiedy trzeba trawę skosić, śnieg odgarnąć...
- A w Madejówce nie? - Łukasz już tylko „machał czerwoną płachtą”, a Rysiu nic innego nie widział.
- A skąd? Wczoraj odgarniałem śnieg i podeszło dwóch pacanów i zamiast się chociaż zapytać, czy może księdzu pomóc, to mi powiedzieli, żebym se inną łopatę kupił, bo ta co mam jest nieodpowiednia! Wyobrażasz sobie? No to ja mówię, że może mi pożyczą taką odpowiednią, a ten do mnie, że on nie jest wypożyczalnią. Rzucił kiepa zadeptał i poszli dalej. Czujesz to? - Rysiu już był nieźle nakręcony i za chwilę mogły paść znacznie cięższe słowa, bo Łukasz już się szykował, żeby coś dorzucić, więc Mateusz pomyślał, że to dobry moment, aby zakończyć ten wątek.
- Rysiu, to może chcesz tak dla odtrutki trochę popracować z moimi parafianami? - zapytał.
- Chcesz się zamienić? - w głosie Rysia mieszała się drwina z niedowierzaniem, bo niewątpliwie parafia św. Pawła była najlepszą według ludzkich kryteriów parafią w dekanacie.
- Zamienić to może nie, bo to raczej biskup decyduje takie rzeczy, jeszcze nie słyszałem, żeby się księża parafiami zamienili – uśmiechnął się Mateusz. - Ale chciałem prosić...
- O! Właśnie! - wtrącił się Rysiu. - Porozmawiajmy o kompetencjach. Księża się nie zamieniają parafiami, bo decyduje ordynariusz. Zgadza się. A wiecie co moi parafianie robią? Groby na cmentarzu sobie odsprzedają! Powaga! Przychodzą z pogrzebem i mówią, że miejsce już mają, bo sobie od Nowaka odkupili! No to ja tłumaczę, że tak nie wolno, bo ja jestem administratorem cmentarza jako proboszcz i takich rzeczy nie można robić, to mnie wyzywają, że jestem chciwy. No i jak tu z nimi ujechać? - Rysiu westchnął głęboko, a Łukasz zacierał ręce z radości, bo pewnie się z kimś założył, że Rysiu poruszy temat cmentarza. Mateuszowi do śmiechu nie było, bo chciał jednak dzisiaj znaleźć zastępstwo na czas swoich rekolekcji.
- Rysiu, nie ma się co denerwować, każdy z nas ma jakieś problemy w parafii, nie jesteś wyjątkiem – łagodził sytuację.
- Ach tak? A ty jaki masz Mati, jaki masz problem w swojej parafii? - dopytywał Rysiek.
- No teraz to akurat mam taki, że chcę jechać na rekolekcje dla kapelanów KSM i nie mam zastępstwa i zastanawiałem się, czy może byście mi koledzy z dekanatu jakoś nie pomogli. Myślałem, że może właśnie ty Rysiu w tygodniu byś dał radę, bo mamy Msze o różnych godzinach... - Mateusz przyglądał się Ryśkowi z nadzieją.
- A gdzie na rekolekcje? - zapytał Ryszard.
- No akurat w Rzymie są...
- W tym Rzymie we Włoszech? - chciał się upewnić Rysiek.
- Tak, we Włoszech...
- Mnie to by chyba na taczkach wywieźli jakbym im powiedział, że na rekolekcje do Włoch jadę. I jeszcze by mówili, że za ich pieniądze – skwitował Ryszard.
- No ale to ja pojadę do Rzymu, jak się uda, a ty byś mnie ewentualnie zastąpił w Jaroszynie, na to chyba by nie narzekali – Mateusz próbował do końca.
- Kiedy to ma być?
- W przyszłym tygodniu – odparł Mateusz.
- To na mnie nie licz, bo pomagam Markowi w Zawrotnie – Rysiek rozłożył ręce.
- A w ogóle na kogoś mogę liczyć? - Mateusz rozejrzał się po kolegach.
- Mati, trochę się późno obudziłeś, bo w przyszłym tygodniu to chyba z czterech z naszego dekanatu jedzie na rekolekcje do Księżówki, więc nie sądzę żeby ktokolwiek miał jeszcze jakieś wolne przebiegi – powiedział proboszcz z Obsadnej i wszyscy inni potakiwali głowami.
- Łukasz? - Mateusz spojrzał w kierunku jedynego obecnego wikariusza.
- Sorry, ale ja głoszę rekolekcje u mojego kursowego – odpowiedział.
- Kurka, to słabo, ale rozumiem. W ostatniej chwili dowiedziałem się o tych rekolekcjach, więc oczywiście nie mam pretensji. Poszukam może gdzie indziej pomocy – Mateuszowi zupełnie opadł entuzjazm.
- Nie chcę księdza wpędzać w ponury nastrój, ale przyszły tydzień to istny eksodus z naszej diecezji, wiem o naprawdę wielu księżach, którzy wyjeżdżają, więc trudno będzie kogoś znaleźć – dodał jeszcze Łukasz.
- No widzisz Mati, nie zawsze wszystko nam w życiu wychodzi – Rysiek sprawiał wrażenie niemal zadowolonego, że nie tylko on ma podły nastrój, ale Mateusz wiedział, że to tylko wrażenie, bo tak naprawdę Rysiek był fajnym kolegą, tyle że nie zapałał miłością do swojej obecnej parafii. Zapadła trochę niezręczna cisza więc Mateusz, powoli oswajając się z myślą, że z Rzymu nici, postanowił przywrócić rozmowę na poprzedni tor.
- Rysiu, a za ile oni sobie te miejsca u ciebie na cmentarzu odsprzedają?ce

Jeremiasz Uwiedziony

Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA)

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!