TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 362

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 362

Niestety, idea parafialnego festynu rodzinnego została odesłana na lepsze czasy. Początkowo był z tego powodu mocno niezadowolony, bo bardzo nie lubił wycofywać się z dobrych pomysłów, a ten na pewno był dobry, ale prawda była taka, że nie miał z kim tego zrobić. Nawet rodzice dziennikarki Iriny, państwo Anna i Gerard Pawłowscy, którzy w jakiś sposób go zainspirowali podczas kolędy, kiedy się do nich odezwał w tej sprawie nawet nie pamiętali o co chodzi. Może gdyby się sprężył i przygotował wszystko na wiosnę, to by nie zapomnieli, ale – niestety – Mateusz przegapił najważniejszy moment. Na kogo mógł liczyć? Organista Błażej i jego dziewczyna, florystki Małgosia i Beata i... na tym koniec. Teraz pojawiła się młodzież, Majka, Paula i Krystian. Ale przecież nie mógł ich zaprząc do roboty tylko dlatego, że chcieli, aby w parafii zaczęło się dziać coś dla młodzieży. W ten sposób mógłby ich tylko zniechęcić, w końcu nie zdążył jeszcze im nic dać z siebie... Ale może do wiosny okrzepną, przyciągną innych i to już będzie jakiś trzon. Może też więcej ludzi przekona się do niego. Jak będzie to się okaże, póki co festynu nie będzie. Trochę go wkurzył Maciej, bo kiedy Mateusz zakomunikował mu swoją decyzję, stwierdził krótko, że wiedział, iż tak to się skończy, bo Mateusz się zafiksował i zmarnował za dużo czasu na Dominikę i jej perypetie z mężem. Z tym się nie mógł zgodzić, bo przecież na wiosnę nie miał zielonego pojęcia o Dominice, a przecież wtedy był newralgiczny okres. Zresztą, co Maciej może wiedzieć o jego codzienności? Przez chwilę zastanawiał się nad tym pytaniem, aby w końcu sobie odpowiedzieć, że jednak Maciej wie o nim najwięcej ze wszystkich ludzi na świecie i może faktycznie ma rację, że niepotrzebnie się zafiksował z tą Dominiką. Ale na pewno nie z tego powodu nie będzie festynu. To są dwie różne sprawy. Ale musiał przyznać, że czasami jeszcze się zastanawiał, czy jego desperacka akcja z Romanem miała wpływ na cokolwiek: czy Roman jest dalej ze swoją kochanką, a Dominika dalej zrozpaczona. Niestety, mijał miesiąc od ostatnich wydarzeń, a on nie miał żadnej informacji od Dominiki. Powoli pozwalał już tej sprawie odejść z coraz głębszym przekonaniem, że nigdy nie pozna jej finału. Ale uważał, że postąpił właściwie. I podobnie jak ewentualny festyn parafialny i inne sprawy swojej wspólnoty, tak i Dominikę i jej małżeństwo omadlał przez cały październik, który powoli zmierzał ku końcowi. Bardzo mu pomógł codzienny Różaniec i zaczynał poważnie się zastanawiać, czy nie wprowadzić tego nabożeństwa każdego dnia przez cały rok. Wiedział, że to dodatkowy obowiązek, a przecież był sam. Znaleźć księdza na zastępstwo na jedną Mszę to nie był problem, jeśli się prosiło również o Różaniec, niektórzy koledzy kręcili nosem. Ale jeśli ten ewentualny zwyczaj okrzepnie, to przecież czasami może też poprowadzić modlitwę i świecki, choćby Błażej. Ale to się zobaczy na koniec miesiąca. Bo szczerze mówiąc, to nawet w październiku tłumów na Różańcu nie było, więc można było mieć uzasadnione obawy, że tym bardziej nie będzie szału w inne miesiące. No ale dzisiaj, big day! Pierwsze spotkanie młodzieży, czyli KSM-u. Mateusz był niesamowicie podekscytowany, przecież młodzież to było jego oczko w głowie przez większość jego życia i kapłaństwa i naprawdę mu tego brakowało. I cieszył się jak wariat, że przebudzenie jego parafii, w której wkrótce stuknie mu rok, rozpocznie się właśnie od wspólnoty młodzieżowej. Właśnie zmierzał do salki zwanej „salką z tyłu”, pewnie trzeba będzie wymyślić jakąś ciekawszą nazwę, ale właśnie to miał być jeden z jego dzisiejszych atutów, miał powiedzieć młodym, aby sami wymyślili nazwę dla salki, która będzie ich bazą. A nazywano ją „salką z tyłu”, bo rzeczywiście można było się do niej dostać tylko od zewnątrz i to w najdalszej części plebanii, zupełni z tyłu. Trochę nawet się obawiał, że jeśli ewentualnie będą wychodzili „na papieroska” to akurat tam jest najciemniej. No ale nie ma co sobie bandażować głowy zanim się jej sobie nie rozbije, Mateusz uśmiechnął się sam do siebie. W połowie drogi wyszła mu naprzeciw Majka z Paulą.
- No i co dziewczęta, pojawił się ktoś? - zapytał Mateusz podekscytowanym głosem.
- Oprócz nas i Krystiana, będzie jakieś piętnaście osób – powiedziała Paula.
- To fantastycznie! - ucieszył się. - Na pierwszy raz to naprawdę super!
- Nie jest źle – uśmiechnęła się Majka. - Nasz werbunek okazał się dość skuteczny.
- Świetnie. To idziemy do środka – Mateusz ruszył przed siebie, ale zauważył, że dziewczyny nie ruszały się z miejsca. - Co jest? - zapytał.
- Widzi ksiądz, jest taka sprawa... – zagaiła Majka nie patrząc mu w oczy.
- Jaka sprawa? - Mateusz zaczynał się lekko denerwować.
- Bo w sumie, to chodzi o to czy ksiądz nam ufa? - powiedziała Majka, tym razem patrząc mu prosto w oczy.
- A jak myślisz? Zobaczyłem was pierwszy raz na własne oczy i od razu zgodziłem się na wszystkie wasze propozycje. Według ciebie, ufam ci, czy nie? - zapytał Mateusz.
- To proszę, żeby nadal mi ksiądz ufał i pozwolił, żeby dzisiejsze spotkanie odbyło się... bez księdza – wypaliła Majka.
- Beze mnie? - Mateusz zaskoczony wytrzeszczył oczy.
- No jednego mamy księdza, czyli tak, bez księdza, księże Mateuszu – powiedziała Majka z kwaśną miną.
- Nie mogę nawet wejść się przywitać i powiedzieć „fajnie że jesteście”? - Mateusz jeszcze nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
- Zupełnie bez księdza – wyjaśniła od razu Paula.
- Ale... ale... ja zupełnie nie...
- Rozumiemy, że ksiądz zupełnie nie wie o co chodzi, może nawet przyszły księdzu do głowy wszystkie sytuacje, kiedy jakieś wspólnoty młodzieżowe czy charyzmatyczne odłączyły się od Kościoła katolickiego i doskonale rozumiemy te obawy – tłumaczyła Majka, a Mateusz musiał się pewnie zarumienić, bo dokładnie te sytuacje z przeszłości przebiegły mu przez myśli i po raz kolejny zapytał się w myślach, kim jest ta dziewczyna o tak niesamowitej przenikliwości, ale nic nie powiedział tylko pozwolił jej dalej mówić.
- Chodzi o ten jeden jedyny raz, proszę żeby mi ksiądz zaufał. Potem wszystko opowiem. Może nie dzisiaj, bo to może trochę potrwać, ale odezwę się jutro na pewno. A dzisiaj niech sobie ksiądz już zrobi wolne. Co ksiądz na to? - Majka patrzyła mu w oczy, a on odwzajemniał spojrzenie i nikt nie miał zamiaru odpuścić.
- Dobrze Majko, ufam ci. Daj znać, jak przebiegło spotkanie – powiedział w końcu, chyba z przekonaniem, bo napięcie zelżało na twarzy dziewczyny.
- Nie zawiedzie się ksiądz, do zobaczenia – powiedziała Majka i obie biegiem puściły się w kierunku salki, a Mateusz jeszcze chwilę stał w miejscu zastanawiając się, co tu się odwala. Przez moment nawet miał ochotę podejść i chociaż przez okno rzucić okiem, czy kogoś zna z innych dzieciaków, ale na szczęście szybko przegonił tę myśl i z wolna ruszył w kierunku plebanii. Miał potrzebę zajęcia swojej głowy czymś innym i pomyślał, że może telefon do Macieja dobrze mu zrobi, więc nie namyślając się zbyt długo wyciągnął komórkę z kieszeni i wybrał numer przyjaciela. Niestety automatyczna sekretarka poinformowała go, że abonent jest poza zasięgiem. Odczekał jeszcze kilkadziesiąt sekund i spróbował ponownie z takim samym rezultatem. Na szczęście na horyzoncie pojawił się organista Błażej, który ogarniał też robotę kościelnego, a w sobotę miał być ostatni ślub w tym roku.
- Powiem proboszczowi, że mam czarne myśli co do jutrzejszego ślubu – zagaił widząc go łażej.
- No to dzisiaj nie mamy nic kolorowego – filozoficznie zauważył Mateusz.
- Coś się stało? - Błażej uważnie mu się przyglądał.
- Nie, nie, wszystko pod kontrolą – bez przekonania odparł Mateusz. - A co z tym ślubem?
- No oczywiście nie chcieli naszych kwiaciarek, tylko swoją, no ale to chyba raczej balonistka, a nie kwiaciarka, bo w kościele w dekoracji kwiatka nie uświadczysz, same balony, wstążki i świeczki – opowiadał Błażej.
- No to nieźle – Mateusz jakoś szczególnie się nie zdenerwował.
- Nieźle? - zdziwił się jego łagodną reakcją Błażej. - Jak ksiądz zobaczy to osobiście to raczej nie będzie taki spokojny.
- Pewnie nie, ale co możemy zrobić? - Mateusz dzisiaj najwyraźniej uznał, że na niewiele spraw ma wpływ i wszyscy sobie radzą świetnie bez niego.
- Ja bym zadzwonił do młodych i powiedział parę słów – wygrażał się Błażej.
- Błażej, to ich najpiękniejszy dzień w życiu, jak im teraz zadzwonię, że dekoracja do wymiany to się tak zestresują, że do jutra im nie przejdzie. Nie chcę im tego robić. Po prostu musimy przygotować takie zasady i wręczać je każdemu, kto chce ślub w naszym kościele. Jeśli ich nie akceptuje to...
- Je nagniemy? - wtrącił się z uśmiechem Błażej.
- Nie wiem. Najpierw je musimy stworzyć – odpowiedział zrezygnowany Mateusz, który w tym konkretnym momencie nie miał najmniejszej ochoty, żeby cokolwiek komukolwiek udowadniać.
- No dobra. To nie będę księdzu marudził jakie piosenki chcieli, żebym zaśpiewał. W każdym razie ja nie o tym chciałem mówić. Jakaś para przyszła do proboszcza i czeka przed drzwiami plebanii – wyjaśnił Błażej. - Powiedziałem, że jest ksiądz na spotkaniu młodzieży i że to pewnie trochę potrwa, ale oni powiedzieli, że i tak poczekają, więc szedłem księdzu powiedzieć, że ktoś czeka, no ale widzę, że już po spotkaniu. Tak szybko? - zdziwił się Błażej.
- Nie, nie, młodzi dopiero się rozkręcają, ale poradzą sobie beze mnie – powiedział Mateusz i przyspieszył kroku, zaciekawiony cóż to za para może na niego czekać, bo z nikim się nie umawiał. Kiedy wreszcie wyszli zza węgła Mateusz stanął jak wryty i przez dłuższą chwilę nie mógł się ruszyć. Przed drzwiami plebanii stała Dominika. A obok niej jej mąż Roman.

Jeremiasz Uwiedziony

Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA)

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!