TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 14 Października 2026, 12:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 438

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 438

– Ot, tak po prostu, nie było żadnej sprawy, tak ci powiedział biskup? – gorączkował się Maciej, do którego Mateusz pojechał natychmiast po tym, jak usłyszał od swojego zwierzchnika, że cała sprawa z jego przejściem na stanowisko proboszcza i kustosza parafii św. Jacka jest nieaktualna, bo ks. Zbigniew długoletni kustosz wcale nie jest tak ciężko chory, jak się wszystkim wydawało i nadal może pełnić swoją misję. 
– Dokładnie. Powiem ci, że przez chwilę myślałem, że to może jakiś żart, ale wiesz jaki jest nasz biskup Adrian: uśmiechnął się sucho i temat był zakończony. Wyszedłem na korytarz i poszedłem do kurialnej kaplicy, ale sam nie wiedziałem, czy mam Panu Bogu dziękować, że mnie to jednak ominęło, czy troszkę Mu się poskarżyć, bo już się psychicznie nastawiłem na tę wielką zmianę – tłumaczył koledze Mateusz.
– No ja ci powiem, że dla mnie to trochę niepoważne, ale z drugiej strony, jeśli Zbychu naprawdę dobrze się czuje, to przecież nie mogli go tak „wysadzić” ze stanowiska… – zastanawiał się głośno Maciej. – W każdym razie jestem głęboko przekonany, że to tylko kwestia czasu, co się odwlecze to nie uciecze. Skoro biskup ci powiedział, że jesteś ich planem A na następcę po Zbyszku, to jak on przejdzie na emeryturę, karma do ciebie wróci.
– Ale drugi raz to ja już raczej się nie zgodzę – szybko zapewnił Mateusz.
– Jak to się nie zgodzisz? Duma ci nie pozwoli? W końcu to chyba nie wina biskupa ani samego Zbycha, że jednak okazał się zdrowy… Nie mów głupot i się nie zarzekaj, bo wszyscy wiemy, że to jest twoje naturalne przeznaczenie. Poza tym sam mówiłeś, że nawet na Jasnej Górze dostałeś te swoje „znaki” potwierdzające. Pamiętaj, że choćby taki św. Paweł po tym jak się nawrócił i miał wielki zapał, żeby głosić Chrystusa został odesłany i dopiero po kilku latach posłali po niego Barnabę. Do ciebie też powrócą z tą propozycją.
– No to żeś teraz pojechał porównaniem z grubej rury – Mateusz nie mógł się nie uśmiechnąć na słowa przyjaciela, który chyba jako jedyny przewidział taki obrót sprawy, choć nie z takim zaskakującym zakończeniem. Przynajmniej na razie. – Całe szczęście, że ta sprawa nie rozeszła się poza nami, mam nadzieję, że nikomu nic nie powiedziałeś – Mateusz spojrzał na kolegę nie bez pewnej podejrzliwości.
– Oprócz Piotrka, Bartka i tego plotkarza Grzegorza nikomu – zażartował Maciej i ledwo się uchylił od prawego prostego, który w jego kierunku wyprowadził Mateusz.
– Nawet sobie nie żartuj – powiedział Mateusz i zaczął zbierać się do wyjścia.
– Mati, jeszcze jedno – zawołał za nim Maciej. 
– Co tam? – Mateusz patrzył na niego ze zdziwieniem, ale i z zaciekawieniem.
– Żebyś mi się czasem teraz nie poczuł zniechęcony.
– Niby czym miałbym się zniechęcić? 
– No wiesz… Już się szykowałeś i nastawiłeś na wielkie wyzwania, a tu trzeba wrócić do swojego grajdołka – wyjaśnił Maciej uważnie przyglądając się swojemu przyjacielowi.
– Co ty gadasz, nie ma takiej opcji – szybko, może zbyt szybko zaprzeczył Mateusz. – Przecież wiesz, że ja się o nic nie prosiłem i nigdzie z mojej parafii św. Pawła nie wybierałem.
– Wiem. Ale wiem też jak to jest, jak się człowiek na coś nakręci, a ty zgadzając się na św. Jacka musiałeś się nakręcić, bo inaczej byś się nie zgodził. Trochę cię znam. Więc trzymaj gardę wysoko, bo wypalenie stoi zawsze za najbliższym rogiem.
– Dzięki Maciej, ale naprawdę mi to nie grozi – uśmiechnął się Mateusz, ale gdy tylko zamknął drzwi za sobą, uśmiech zniknął z jego twarzy, bo jednak Maciej miał trochę racji. Dopiero teraz do niego docierało, że jednak się trochę napalił na to nowe wyzwanie i mentalnie „pożegnał się” z tym, co było dobre i kochane w jego parafii. Czuł się gotów na rozstanie. A rozstania nie będzie. 
– Jak dobrze, że nic nikomu z parafii nie powiedziałem, bo dopiero bym wyszedł na głupka - westchnął do siebie wsiadając do samochodu. 

Kiedy zajechał przed plebanię, zauważył że drzwi do kościoła były otwarte, więc poszedł od razu zobaczyć co się dzieje. Okazało się, że Małgosia i Beatka pracowały przy kwiatach.
– Szczęść Boże w pracy! – Mateusz próbował nadać swojemu głosowi beztroski i radosny ton. – A te piękne kwiaty to na jaką okazję?
– Na ślub proboszczu, chyba widać? Czy nie? – odpowiedziała Małgosia.
– W poniedziałek układacie kwiaty na ślub? – zdziwił się Mateusz. 
– Już proboszcz zapomniałeś? –  Beata spojrzała na niego zza bukietu swoim sceptycznym okiem. – Sam się zgodziłeś na wtorek, to ta para z eksportu.
– A, ok, teraz sobie przypominam – Mateusz aż się stuknął dłonią w głowę.
– Załatwialiśmy to chyba z pół roku temu, zupełnie to wyparłem.
– Naprawdę zupełnie, bo nawet ksiądz nie wpisał na intencjach. Całe szczęście, że to ludzie spoza parafii, bo zaraz by się zaczęły jakieś teorie spiskowe, czemu ksiądz ich nie „wywiesił” – powiedziała Gosia, a Mateusz dobrze wiedział, czemu zapomniał… Bo miał głowę w obłokach, a dokładnie w Sanktuarium św. Jacka, dlatego mu umknęło… Ciekawe ile innych rzeczy pomylił czy pominął.
– To żeby jutro proboszcz czasem nie był roztargniony, bo przecież ten ślub jest u nas tylko dlatego, bo ponoć panna młoda sobie nie wyobrażała, żeby ktoś inny niż wspaniały ksiądz Mateusz miał powiedzieć kazanie na jej ślubie – roześmiała się Beata. – A niech sobie proboszcz wyobrazi, że my dzisiaj z Małgośką obie obudziłyśmy się zlane potem w środku nocy.
– Mam nadzieję, że nie zaczęłyście sypiać ze sobą – Mateusz nie zdążył się ugryźć w język i ten głupi dowcip jednak wybrzmiał.
– Bardzo śmieszne – skrzywiła się Beata.
– Ale naprawdę, niech sobie ksiądz wyobrazi, że obie miałyśmy bardzo podobny sen. Mi się śniło, że gdzieś księdza przenoszą na inną parafię, a Beacie, że ksiądz wpadł w jakąś śpiączkę – tłumaczyła Małgośka.
– I tak was te wizje przeraziły? – zapytał Mateusz.
– No jasne że tak! Gdzie my takiego drugiego proboszcza znajdziemy, który da nam we wszystkim wolną rękę? Jak się dzisiaj rano zgadałyśmy o tych snach, to prawie się popłakałyśmy – powiedziała Małgośka, a Mateusz prawie by się popłakał dokładnie w tym momencie.
– Głównie z powodu tej jutrzejszej panny młodej, że by się tak ciężko rozczarowała brakiem swojego ulubionego kaznodziei – próbowała wszystko obrócić w żart Beata, ale Mateusz już wiedział swoje. Był wzruszony i było mu niesłychanie słodko na duszy. W sumie nie wiedział co powiedzieć, na szczęście do kościoła wparował z impetem Błażej. 
– Szczęść Boże wszystkim – wrzasnął od samych drzwi. – Widzę, że prawie wszystko gotowe na jutrzejszy ślub. Słuchajcie dziewczyny, a wy znacie tę młodą parę?
– Oprócz kaznodziejskich upodobań panny młodej za wiele nie wiemy –  odparła Beata. – No może jeszcze tylko to, że nie chcieli jakiejś białej szmaty zamiast czerwonego chodnika, co dobrze o nich świadczy. A czemu pytasz?
– No bo mnie też super pozytywnie zaskoczyli, chyba po raz pierwszy w mojej karierze organisty ktoś wcale nie wydziwiał przy wyborze repertuaru. Żadnych tam Cohenów, czy ABBY albo innych pierdół, ale poprosili o zagranie znanych pieśni kościelnych, żeby wszyscy wierni śpiewali! I jeszcze po Komunii chcieli Te Deum! Ale tu powiedziałem, że muszę zapytać proboszcza, czy się wyrobimy, bo przecież po ślubie mamy jeszcze normalną Mszę wieczorną. Wyrobimy się?
– Oczywiście, to naprawdę super, że chcą Boga wysławiać i dziękować za sakrament. No takie rzeczy to tylko u św. Pawła  – roześmiał się Mateusz i zamierzał pójść do siebie.
– Proboszczu, mam sprawę, możemy chwilę pogadać? – poprosił Błażej.
– Jasne, chodź ze mną – Mateusz uśmiechnął się jeszcze do dziewczyn. 
– Spokojna wasza głowa, nigdzie się nie wybieram, a na tamten świat chyba też jeszcze Najwyższy mnie nie wzywa.
– Ja właśnie a propos tego wybierania się księdza na inną parafię – zagaił Błażej.
– Co wy dzisiaj wszyscy z tym wybieraniem się na inną parafię, przecież mówię, że się nigdzie nie wybieram – Mateusz był już lekko poirytowany, choć przecież w głębi ducha wiedział, że taka sytuacja była o włos.
– Nie myślałem o proboszczu, tylko o mnie – odparł Błażej, a Mateusz stanął jak wryty.
– Jak to o ciebie? A gdzie ty się wybierasz?
– Powiem księdzu szczerze, że wydarzyła się próba, jakby to powiedzieć, podbicia stawki przez jednego z proboszczów, ale proszę mnie nie pytać o kogo chodzi, bo nie powiem.
– Dostałeś propozycję grania gdzie indziej? – Mateusz nie potrafił ukryć niedowierzania i rozczarowania, jakby Błażej podpisał umowę na całe życie i nie miał żadnego prawa szukać korzystniejszej oferty.
– No… można powiedzieć, że dostałem – przyznał Błażej.
– I przyjąłeś tę ofertę? – Mateusz ciągle nie mógł sobie poradzić z sytuacją, bo zaledwie kilka miesięcy wcześniej umówili się z organistą na nową stawkę, podpisali umowę, regularnie były płacone ZUSy nie brakowało premii.
– A co ksiądz by zrobił na moim miejscu? Nie wiem, na przykład gdyby księdzu zaproponowali parafię św. Jacka, gdzie na pewno miałby ksiądz znacznie większe pole do działania, to by ksiądz przyjął, czy nie? 

Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!