Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 401
- I sobie Franciszek odszedł tak, jak Jan Paweł II, w oktawie Wielkanocy - westchnął głośno Mateusz.
- Pamiętasz, jak razem oglądaliśmy w telewizji jego pierwsze wyjście na balkon? - zapytał Maciej.
- Pamiętam, pamiętam… Szczerze mówiąc, nie przypuszczaliśmy wtedy, że pociągnie aż dwanaście lat - odpowiedział Mateusz.
- Pamiętam też, że jak ogłosili kardynała Jorge Bergoglio to myśmy się przyznali, że nie bardzo wiemy co to za jeden, a Piotrek się mądrzył, że on go zna i przypuszczał, że to właśnie jego wybiorą, pamiętasz tego mądralę? - wspominał Maciej.
- Ale przecież Piotrka wtedy z nami nie było, oglądaliśmy tę relację sami, tylko ty i ja - zauważył Mateusz.
- Faktycznie! Czyli to ty się wymądrzałeś, że go znasz, tak?
- Nie pamiętam, czy się wymądrzałem, ale na pewno się nie spodziewałem, że to będzie on. Dopiero potem gdzieś tam doczytałem, że Bergoglio był podobno głównym liberalnym kontrkandydatem już na poprzednim konklawe, kiedy wybrano Ratzingera…
- Ciekawe, kto był głównym kontrkandydatem, kiedy wybrano Franciszka, bo może i jego wybiorą za drugim podejściem - uśmiechnął się Maciej.
- Ja tam wolę myśleć, że to są wszystko domysły niekoniecznie prawdziwe, a Duch Święty zrobi swoją robotę.
- A chciałbyś, żeby ktoś z naszych został? Krajewski albo Ryś?
- No co ty, nie pamiętasz tego dowcipu o naszym Janie Pawle II?
- Jakiego dowcipu? Chcesz tutaj pamięć świętego papieża szargać? Po tobie się tego nie spodziewałem... - Maciej teatralnie uniósł brwi.
- Broń Boże! Ale dowcip był sympatyczny. Jan Paweł II miał mieć „audiencję” u Pana Boga, który przepytywał go co do planów na najbliższą przyszłość: A czy przewidujesz zniesienie celibatu? A zamierzasz dopuścić kobiety do święceń kapłańskich? A czy pozwolisz na błogosławienie par homoseksualnych? A czy zgodzisz się na udzielanie Komunii rozwodnikom? I na każde z tych pytań Jan Paweł II odpowiadał tak samo: Ależ skąd Panie Boże, w żadnym wypadku! Dopóki ja jestem papieżem nic takiego się nie wydarzy! No i wtedy Pan Bóg mówi: Dobrze, uspokoiłem mnie, możesz odejść. Ale Jan Paweł II zamiast odejść prosi: A czy ja mogę zadać Panie Boże jedno pytanie? Oczywiście - Pan Bóg na to. I Jan Paweł II pyta: Czy po mnie będzie jeszcze jakiś inny Polak papieżem? A Bóg odpowiada: Ależ skąd drogi Janie Pawle, w żadnym wypadku! Dopóki ja jestem Bogiem nic takiego się nie wydarzy! - zakończył Mateusz z uśmiechem.
- Rozumiem - śmiał się Maciej. - Czyli ani Ryś, ani Krajewski szans nie mają. Ciekawe czy wola Boża może się też objawiać w humorze… Nie wykluczałbym tego. A swoją drogą, to kto wie, jakby nasz Franciszek pożył jeszcze parę lat, to te wszystkie pytania Pana Boga z dowcipu mogłyby znaleźć odpowiedź twierdzącą.
- Jakie masz odczucia Maciej po tym pontyfikacie? - Mateusz zadał to pytanie całkiem na poważnie.
- Wiesz co? Myślę, że wiele dobrych intuicji wyjścia w kierunku słabych i poranionych było naprawdę super. Sam podjąłem parę decyzji ważnych dzięki tym jego intuicjom, w sensie wychodzenia poza swoją strefę komfortu. I to chyba po nim zostanie. Ale też i sporo zamieszania w kwestiach moralności. Natomiast muszę ci powiedzieć jedną rzecz, którą zauważyłem. Mianowicie w mojej poprzedniej parafii, bo tu oczywiście jestem zbyt krótko, żeby takie rzeczy zauważyć, ale w mojej poprzedniej parafii miałem sporo osób zachwyconych, przynajmniej w deklaracjach, papieżem Franciszkiem. I część z nich to byli ludzie normalnie praktykujący co niedzielę w kościele, a część znałem tylko z kolędy, albo z jakichś przygodnych spotkań na „neutralnym terenie”. I wiesz co? Żadna z tych osób będących poza Kościołem i zachwyconych papieżem Franciszkiem, nie zaczęła do kościoła chodzić. Przynajmniej ja żadnej nie kojarzę w tamtej parafii. Mam wrażenie, że zachwycenie się Franciszkiem, przynajmniej w ich przypadku, nie spowodowało procesu nawrócenia, a raczej utwierdzało ich w trybie życia jaki prowadzili. To są moje wrażenia oparte o, można powiedzieć, liczby. I nie ma to nic wspólnego z moją oceną papieża Franciszka, który był Kościołowi potrzebny. Pewnie się dopiero okaże do czego konkretnie. Ale Bogu dziękuję za ten pontyfikat i nie za to, że się już skończył - uśmiechnął się Maciej schodząc nieco z poważnego tonu.
- Maciek, wyjaśnienie jest bardzo proste - zauważył Mateusz. - Ci ludzie byli zachwyceni Franciszkiem, a nie swoim ówczesnym proboszczem, więc pretensje możesz mieć tylko do siebie - roześmiał się na koniec.
- Na pewno masz rację, bo ty masz zawsze rację - skwitował Maciej. - A jak tam święta minęły? Miałeś jakieś fajerwerki? Wymyśliłeś coś nowego?
- Ja? Nic nowego. Ale skoro pytasz, to muszę ci powiedzieć, że Anna przygotowała z kwiaciarkami taki Boży Grób, że normalnie mi szczęka opadła i po dziś dzień jej nie mogę znaleźć...
- Anna? Ta Anna, co u niej byłeś pięć razy po kolędzie w jednym miesiącu? Ta ładna? - ożywił się Maciej.
- Maciej! Proszę cię, czy zawsze musisz takie debilne zachowania prezentować, jakbyś dostawał małpiego rozumu, gdy pada jakieś damskie imię? Masz z tym jakiś problem? Nie byłem u Ani z kolędą pięć razy, tylko dwa. A poza tym, zanim powiesz kolejną bzdurę, zobacz to! - Mateusz wyciągnął z kieszeni telefon i odszukał w galerii zdjęcia z dekoracjami Grobu Pańskiego i ustawił na pierwszym z nich. - Patrz! I potem przesuwaj w prawo na kolejne zdjęcia.
Mateusz przekazał koledze telefon i wpatrywał się uważnie w jego minę, podczas gdy Maciej przesuwał palcem po ekranie i bez słowa oglądał kolejne zdjęcia Grobu Pańskiego.
- No, no, kolego… Muszę powiedzieć, że normalnie bomba! - wykrztusił wreszcie. - Prawie poziom naszego kolegi księdza Piotra w Paradiso.
- Widzisz? Chyba nie ma większego komplementu dla kogoś, kto robi Grób Pański, niż porównanie go z perełkami jaki przygotowuje Piotrek, prawda? I zobacz, to jest ten poziom. A kobieta robiła to po raz pierwszy w życiu.
- Super to wygląda, wszystko tu jest, stół ofiarny, odwołanie się do ofiary Abrahama, drzewo życia, krzyż piękny, naprawdę mnóstwo roboty, żeby te wszystkie gałęzie zapleść… Naprawdę nic jej nie sugerowałeś? - dopytywał
z ciekawością Maciej.
- Nic! Powiedziała, żebym jej zaufał i nie ukrywam, że trochę miałem mieszane uczucia, bo nic mi nie chciała wcześniej zdradzić, żadnego projektu, nic. Jak jej niby trochę sugerowałem, że może sobie zrobić research w Internecie i się poprzyglądać, jak inni te groby robią, to prawie mnie wzrokiem zgromiła, że ona nie będzie nic od nikogo kopiować, bo sama wymyśli jak to ma wyglądać. Więc możesz sobie wyobrazić, że lekko się niepokoiłem. Dopuściła do współpracy tylko nasze kwiaciarki i te dwie mądrale też nic mi nie chciały zdradzić, tylko się ciągle podśmiechiwały. Poważnie zacząłem myśleć, czy ona czasami czegoś odpali…
- To po co ją w ogóle prosiłeś? To znaczy, jak się widzi efekt, to miałeś super intuicję, ale skoro mówisz, że bałeś się, co ona wykombinuje…
- No właśnie sęk w tym, że ja jej wcale nie prosiłem, sama się zaoferowała - wtrącił się Mateusz.
- Sama się zaoferowała? - Maciej zrobił minę, jakby odkrył Eurekę. - Podsumujmy: najpierw na kurs lektorski, teraz do budowy Grobu Pańskiego, a za chwilę pewnie zechce ci gotować…
- Maciek! - aż krzyknął Matusz.
- No co? Przecież nie masz gospodyni?
- I nie mam zamiaru mieć! Ale widzę, że po prostu zazdrość cię zżera…
- Nie powiem, ładnej kobiety to zawsze człowiek trochę zazdrości…
- Miałem na myśli dekoracje, zazdrościsz mi świetnych dekoracji!
- A to jak najbardziej. Tutaj zanim się zdążyłem obejrzeć, kościelny wyciągnął ze strychu gotowy grób, ten sam od 20 lat pewnie, zdmuchnął kurz, postawił kwiatki i było gotowe - Maciej aż kręcił głową wspominając ten fakt.
- No to nieźle - zaśmiał się głośno Mateusz. - Ale za rok zbierzesz sobie jakichś ludzi, a ja poproszę Anię, żeby ci udostępniła swój projekt i będziesz miał wielki krok do przodu.
- Bardzo chętnie… Może też wpadnie na konsultacje… W sumie ja też nie mam gospodyni, więc jakby chciała… Ok! - Maciej zauważył minę Mateusza i przestał żartować. - Może być bez konsultacji. A projekt, jeśli się zgodzi, biorę! A wracając do spraw poważnych. Co tobie, Mati, zostanie po papieżu Franciszku?
- Pamiętam, jak kiedyś miał u siebie jakąś delegację przywódców gdzieś z Afryki, w każdym razie chyba skonfliktowanych ze sobą, albo prowadzących jakąś wojnę. I papież Franciszek przed każdym z nich uklęknął i pocałował ich w buty prosząc, żeby naprawdę starali się o pokój. Przypomniałem sobie wtedy, że jedną z pierwszych rzeczy jakie zrobił po swoim nawróceniu św. Franciszek, było podejście do napotkanego trędowatego i pocałowanie go w usta. I wtedy zrozumiałem, że papież Franciszek naprawdę chce być Franciszkiem. I to mi zostanie, bez względu na wszystkie inne wrażenia - odpowiedział Mateusz.
Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo
do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!