Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 389
Od samego rana zastanawiał się, ilu może być takich księży jak Romek, który wczoraj wieczorem go odwiedził, a których samotność dobija dzień po dniu i nawet najbliżsi koledzy nie zdają sobie z tego sprawy. Parafianie pewnie też nie. W sumie to za bardzo nie wiedział, jakie zdanie parafianie Romka mają o swoim proboszczu, ale z tego co wczoraj usłyszał, to raczej nie mają świadomości, że chłopakowi jest bardzo ciężko. Pewnie widzą niezły samochód i przyklejony do twarzy uśmiech, Romek był w tym całkiem dobry i Mateusz tak naprawdę dopiero wczoraj zobaczył jego inne oblicze. I był naprawdę dumny z siebie, że nie wymówił się od spotkania papierkową robotą, za którą ostatecznie wziął się właśnie dzisiaj. Miał nadzieję, że od rana nikt mu nie będzie przeszkadzał. Teraz cała rzecz w tym, żeby o Romku nie przypomnieć sobie dopiero za rok, albo i jeszcze później. Na wszelki wypadek zdecydowanym ruchem sięgnął po telefon komórkowy i wpisał sobie alarm za dwa tygodnie z opisem: „Sprawdzić co u Romka”. A najlepiej będzie go zaprosić któregoś wieczoru, a wcześniej rozpalić kominek. Odłożył telefon i zabrał się za dalsze wpisywanie powiadomień o przyjętych sakramentach, kiedy drzwi kancelarii uchyliły się bez pukania i pojawiła się w nich głowa lektora Grzesia.
- Grzegorz?! - Mateusz zareagował o wiele za głośno niż tego wymagało normalne powitanie, ale na widok chłopaka nagle przypomniał sobie, że przecież na Jasnej Górze spotkał jego narzeczoną, która była zdesperowana, ponieważ za Grzesia wyjść nie chciała, a nie wiedziała, jak mu o tym powiedzieć. I Mateusz jej obiecał, że postara się pomóc, po czym oczywiście o wszystkim zapomniał. Całe szczęście, że Grześ pojawił się u niego przed swoją narzeczoną, bo musiałby się tłumaczyć ze swojej sklerozy.
- Co tak proboszcz od samego rana w komputerze siedzi? Taka piękna jesień, że ja się wybrałem na spacer – powiedział Grzegorz i od razu usadowił się na krześle naprzeciw Mateusza. Chłopak wydawał się bardzo szczęśliwy i Mateusz nie miał pojęcia, w jaki sposób mu powiedzieć, że jego narzeczona nie chce być jego żoną.
- A mam trochę zaległości i pomyślałem, że najlepiej uporać się z tym od samego rana, bo nikt mi nie będzie przeszkadzał, ale widzę, że się myliłem – powiedział ze śmiechem Mateusz odchylając się na chwilę w swoim biurowym fotelu, aby rozluźnioną pozycją ciała dać do zrozumienia chłopakowi, że chętnie odrywa się od pracy, a jego wizyta jest mile widziana.
- Musi się proboszcz nauczyć systematyczności – powiedział z przekonaniem w głosie Grzegorz. - Wszystko dokładnie planować, a potem się trzymać planu.
- Ty się zawsze trzymasz planu? - zapytał Mateusz.
- Oczywiście! - Grzegorz wydawał się nie mieć ani cienia wątpliwości.
- To dobrze. Wiesz, że mamy niedługo wizytację księdza biskupa w naszej parafii, więc będę potrzebował również twojej pomocy, żeby trochę spraw poogarniać – Mateusz postanowił zyskać trochę na czasie.
- Wiem, wiem. I bierzmowanie też. Cokolwiek będzie potrzeba zrobić, chętnie pomogę. A coś w mojej specjalności, czy tak w ogóle?
- Chciałbym trochę pogrzebać w oświetleniu tabernakulum, więc w twojej specjalności jak najbardziej też. A propos, powiedz mi, jak to się stało, że wybrałeś zawód elektryka? W sumie w twoim wieku to jeszcze wielu udaje, że studiuje, a ty już od dobrych paru lat sam na siebie zarabiasz... - Mateusz przyglądał się chłopakowi z ciekawością.
- Tradycja rodzinna. Dziadek był elektrykiem, ojciec był elektrykiem, więc nie było mowy, żebym ja robił coś innego – odparł Grześ z uśmiechem, ale trochę ten uśmiech był wymuszony.
- Czyli nie był to twój wymarzony zawód?
- Nie. Ale jest ok. Kontakty, które miał mój ojciec, dostarczają tyle pracy, że się człowiek spokojnie utrzyma i właściwie wszystkim ewentualnym nowym klientom muszę odmawiać. Więc na pewno nie będę narzekał. Wielu moich kumpli żyje na garnuszku u rodziców, a mnie stać prawie na wszystko. Na przykład na super podróż poślubną – Grzegorz lekko się ożywił.
- No właśnie! - Mateusz zareagował chyba w sposób przesadzony, bo Grzegorz przyjrzał mu się uważnie. - Przecież ty się żenisz za parę miesięcy... Jak ta twoja wybranka ma na imię?
- Lena – odpowiedział Grzegorz odrywając wzrok od Mateusza. - Moja Lenka!
- Jak idą przygotowania do ślubu i wesela?
- Super! - Grzegorz odpowiedział zdecydowanie za szybko, aby odpowiedź była prawdziwa. Chyba ta jego Lena rzeczywiście miała rację, że to dobry chłopak, ale trochę niesamodzielny.
- No i ta wymarzona podróż poślubna to dokąd będzie? - zapytał Mateusz.
- Żenimy się w karnawale, więc tu będzie zimno, dlatego wybieramy się na Kubę i później liźniemy Stanów Zjednoczonych na Florydzie.
- O, to rzeczywiście nie w kij dmuchał... - uśmiechnął się Mateusz. - I to było twoje marzenie czy Leny?
- Wspólne - powiedział Grzegorz, a Mateusz pomyślał, że pewnie Leny.
- Naprawdę się cieszę Grzegorz, że przeżywasz taki wspaniały okres... Zakochanie, ślub, podróż poślubna... Wspaniała sprawa... Jakbym nie był księdzem, to chciałbym przeżyć coś takiego... - Mateusz plótł trochę bez sensu, ale bacznie przyglądał się chłopakowi, którego twarz bynajmniej nie wyrażała jakiejś euforii. - Ale jak się dokonuje właściwego wyboru, to jako ksiądz też przeżywa się cudowne chwile, choć innego rodzaju. Pamiętam, jak jeden kolega miał poważne wątpliwości, właściwie tuż przed święceniami... - Mateusz zawiesił głos pozwalając na ewentualną interwencję, ale Grzegorz nie patrzył nawet w jego kierunku. - Jeden kolega to nawet już podczas święceń, jak się leży na posadzce w katedrze to chciał wstać i wyjść, ale koledzy, którzy leżeli z boku go przytrzymali lekko i w sumie został wyświęcony i jest szczęśliwym księdzem.
- Po co mi proboszcz o tym mówi? - zapytał nagle Grzegorz.
- Tak, po prostu. Podejmujesz ważną decyzję w życiu i tak mi się skojarzyło – tłumaczył się Mateusz.
- Proszę księdza, decyzję to ja już dawno podjąłem. To znaczy podjęliśmy razem z Leną. Teraz to już wszystko jest w ruchu, klamka zapadła – Grzegorz lekko się uśmiechnął.
- No tak. Najważniejsze, że jesteście pewni tej decyzji...
- Proszę księdza, czy Lena może z księdzem rozmawiała? - Grzegorz znowu przyglądał się uważnie Mateuszowi.
- Wpadliśmy raz na siebie w Częstochowie i zamieniliśmy parę zdań...
- Nawet nie wiedziałem, że ona była w Częstochowie... – Grzegorz zrobił się cały czerwony na twarzy. - Ona coś kombinuje! Wiedziałem! - Grzegorz walnął pięścią w biurko, ale tak szybko rozluźnił uścisk, że Mateusz był niemal pewien, że chłopak coś przed nim odgrywa. Jakby chciał znaleźć jakiś powód, żeby się pokłócić z narzeczoną.
- Grzegorz, popatrz się na mnie i powiedz mi szczerze: chcesz się ożenić z Leną?
- Całe życie chcę się z nią ożenić – odparł.
- Ale ja się nie pytam o całe życie, ale czy teraz w tym momencie chcesz się z nią ożenić?
- No skoro całe życie chciałem, to chyba teraz też chcę? - Grzegorz chyba bardziej pytał sam siebie niż odpowiadał Mateuszowi.
- Chyba? - chwycił go za słowo Mateusz, ale chłopak nic nie odpowiedział.
- To może inaczej, Grzesiu, czy ty kochasz Lenę? - spróbował jeszcze raz Mateusz.
- Bardzo ją kocham i nigdy nie przestanę – odpowiedź Grzegorza była absolutnie szczera, Mateusz był o tym przekonany.
- No widzisz, czyli wiemy na pewno, że kochasz, ale nie wiemy na pewno, czy kochasz jak żonę. Rozmawialiście w ogóle ostatnio o ślubie?
- Rozmawiamy o ślubie i weselu non stop, ale raczej o technicznych kwestiach i generalnie, muszę przyznać, jest dość nerwowo. Bardzo nerwowo. Czasami chciałbym po prostu, żeby to wszystko było już za nami i żebyśmy sobie leżeli na tej plaży na Kubie i już o tym nie myśleli, bo to się stało i już. Tak bym chciał. Chyba... – wyznał Grzegorz.
- A gdybyś jednak doszedł do wniosku, że to twoje „chyba” jest jednak zbyt wielkie byłbyś w stanie powstrzymać całą tę ślubno – weselną machinę?
- Nie. Nie byłbym w stanie. Nie mógłbym tego powiedzieć Lenie, rodzicom... Poza tym przecież ją kocham!
- Wiesz co myślę? Zamiast wkurzać się, że Lena była w Częstochowie i nic ci nie powiedziała, to ty zrób dokładnie tak samo. Wybierz się do Częstochowy, może nawet dzisiaj, i tam przed Matką Bożą to wszystko wypowiedz, wypłacz, nie wiem. Bądź szczery i proś o pomoc. A potem wróć i z taką samą szczerością, jak tutaj ze mną, a potem u Matki Bożej, porozmawiaj z kobietą, którą kochasz i razem zdecydujcie, czy z tej miłości macie się ożenić, czy ona ma się rozwijać w jakiś inny sposób. I nie lękaj się, bo strach jest najgorszym doradcą. A już broń Boże nie wolno się żenić ze strachu. Cokolwiek byście nie zdecydowali, jestem do waszej dyspozycji, również jeśli chodzi o ewentualną rozmowę z twoimi czy jej rodzicami – Mateusz już mówiąc te słowa wiedział, że się pakuje w poważne tarapaty, ale naprawdę chciał być pomocny. Tyle razy sugerował parom żyjącym razem bez ślubu, aby przemyśleli ewentualność sakramentu, tym razem rozeznał, że raczej trzeba zrobić wszystko, aby ci dwoje ślubu nie wzięli. No chyba że Matka Boża zasugeruje Grześkowi coś innego.
- Tak zrobię, ale mówię księdzu, Lenka jest naprawdę mocno za tym ślubem i ja absolutnie, nigdy pod żadnym pozorem nie chcę jej skrzywdzić, ani rozczarować – powiedział Grzegorz.
- No właśnie o to chodzi, Grzesiu, to co teraz powiedziałeś, jest absolutnie najważniejsze: aby jej nie skrzywdzić i nie rozczarować. Jestem przekonany, że jak pogadasz z tymi dwiema paniami, to wszystko będzie jasne – zapewnił go Mateusz.
- Tych pań to jest znacznie więcej, bo jeszcze moja mama i przyszła teściowa – westchnął Grzegorz.
Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!