TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc.353

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc.353

- Proszę księdza, przepraszam, może niepotrzebnie zawracam księdzu głowę – zaczepiła go starsza pani podczas spaceru wokół kościoła, który był właśnie po to, aby przechodzący ludzie mogli go „zaczepić”, więc Mateusz zwrócił się ku kobiecie z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Droga pani, wcale pani nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, chodzę sobie wokół kościoła, nie tylko po to, aby posłuchać śpiewu ptaków, a dzisiaj wyjątkowo głośne są, ale żeby dać okazję do swobodnych rozmów, o które może być trudno w kancelarii, czy w konfesjonale – wyjaśnił.

- Wiem. Pamiętam, jak ksiądz o tym mówił. Tylko, że ja mam obawę, czy temat, który chcę poruszyć jest odpowiedni – zastrzegła się kobieta.

- Na pewno jest odpowiedni. Proszę śmiało powiedzieć, co pani chodzi po głowie – zachęcił Mateusz.

- Chodzi mi o procesję Bożego Ciała – powiedziała kobieta i na chwilę zamilkła.

- Czy coś było nie tak? - Mateusz przerwał zbyt długie milczenie.

- Proszę księdza, chodzi mi o te ołtarze. Ja nie mówię, że one nie są ładne, bo są ładne, no ale co roku właściwie te same. Trochę inne kwiatki, czy jakieś tam szczegóły, ale te plansze to jak ksiądz pewnie zauważył, to nawet wypłowiałe już trochę. Tak się składa, że ja zawsze po procesji jadę na obiad do mojej starszej siostry, a u nich na wsi procesja jest popołudniu, więc od kilku lat mam okazję do porównania. No i powiem księdzu, że może i tam trochę tak bardziej folklorystycznie, ale za to co roku inaczej i tak kolorowo, że aż człowiekowi serce ściska. No i ludzie są ciekawi, patrzą się w te ołtarze, tak mi się wydaje, że nawet nieraz trochę rywalizują między sobą. Jakieś życie w tym widać, mam na myśli i w ołtarzach i we wspólnocie. A u nas, to się rzuci okiem, żeby sobie przypomnieć, że tak jak w tamtym roku. Ksiądz proboszcz u nas od niedawna, może warto by coś ożywić, zmienić. Przecież parafia nasza całkiem spora, ze dwa razy większa niż parafia mojej siostry... Chyba się ksiądz nie pogniewa, że to mówię?

- Ależ skąd! Wręcz przeciwnie, pani sobie nie wyobraża, jakie to ważne, że ktoś podejdzie i osobiście się podzieli taką refleksją, a nie zbluzga anonimowo na jakimś portalu społecznościowym. Dlatego naprawdę bardzo pani dziękuję za te słowa. Mogę też pani powiedzieć, jak to wygląda w naszej parafii. Praktycznie na trzy tygodnie przed Bożym Ciałem, w odstępie dwóch, trzech dni otrzymałem cztery telefony od osób, które poinformowały mnie, że one się zajmowały ołtarzami i chętnie zrobią to po raz kolejny. Moje doświadczenie tutaj jest takie, że raczej ludzie się trzymają na dystans, więc oczywiście ucieszyłem się, że ktoś sam się proponuje do współpracy. Nie wiedziałem natomiast, że to trwa już tak długo i dekoracje są niemal identyczne co roku. Ale teraz już poznałem tych państwa, mam do nich kontakt i na pewno na przyszły rok będę z nimi rozmawiał i będziemy coś zmieniać. Szczerze mówiąc to już z nimi rozmawiałem – wyznał Mateusz i przez myśl mu przemknęły reakcje jakie dostrzegł u budowniczych ołtarzy. Delikatnie rzecz ujmując była to ulga na samą myśl, że może wreszcie ktoś ich zastąpi. Więc na pewno będą zmiany, ale tego Mateusz tak kategorycznie nie chciał zakomunikować, bo kobieta mogłaby wyciągnąć jakieś pochopne wnioski.

- To dobrze – powiedziała przeciągle kobieta nie patrząc na Mateusza, jakby jeszcze coś rozważała w swoich myślach. - To dobrze – powtórzyła jeszcze raz, tym razem bardziej zdecydowanie.

- Jest coś jeszcze w naszej parafii czy kościele, co panią jakoś zastanawia i może chce się pani tym podzielić? - zachęcił ją Mateusz.

- Cóż, dekoracje kwiatowe mamy pierwsza klasa i nowy organista jest po prostu wspaniały. A jaki grzeczny! Naprawdę Pan Bóg go nam zesłał, bo nasz Romciu to już dawno powinien był odejść. Ale najważniejsze, że tak szybko znalazł się nowy i taki dobry. A jakby się czegoś czepiać, to brakuje tych ministrantów... Tak ładnie było w tym tygodniu białym po Pierwszej Komunii, tak ładnie ci chłopcy służyli, a potem w niedzielę znowu pusto i na Boże Ciało też. Szkoda! Bo i nam starszym lepiej się modli i jakaś taka duma jest w człowieku, jak widzi dzieci przy ołtarzu zaangażowane...

- Nad tym też będziemy pracować, proszę pani. Bardzo pani dziękuję za te spostrzeżenia – Mateusz jeszcze raz szeroko się uśmiechnął do kobiety, która już się oddalała, a on zapomniał zapytać nawet jak miała na imię. Słowa kobiety przywołały wspomnienie ostatniego dnia Białego Tygodnia, kiedy mamy chłopców, którzy z racji Pierwszej Komunii posługiwali jako ministranci, podeszły do niego i zakomunikowały, że ładnie to wyszło, ale to by było na tyle. Miał wrażenie, że przynajmniej niektórzy chłopcy byli dość rozżaleni z tego powodu, a także niektóre mamy też raczej odwracały głowy, jakby nie do końca przekonane co do konieczności tego ostrego zakończenia sytuacji, więc trochę podejrzewał, że jakaś część rodziców musiała po prostu dość silnie lobbować za tym, aby chłopcy się „nie wkręcili” w ministranturę i wymogli na pozostałych lojalność i jednomyślność. W tamtym momencie Mateusz uznał, że nie ma sensu drążyć tematu, ale jakkolwiek było mu przykro, to jednak pozostawała w nim nadzieja, że sprawa nie jest jeszcze przegrana.

- Nad czym proboszcz tak duma? - głos organisty Błażeja wyrwał go z zamyślenia.

- A witaj Błażej, właśnie przed chwilą rozmawiałem z jedną parafianką, jest tobą zachwycona, jak wszyscy zresztą – uśmiechnął się Mateusz. - Żebym ja usłyszał o sobie chociaż jedną dziesiątą komplementów, które słyszę o tobie, to bym mógł umrzeć na drugi dzień ze szczęścia - zażartował.

- No już niech proboszcz nie przesadza. Ale wydawało mi się, że raczej coś księdza trapi... - nie dawał za wygraną Błażej.

- Bo ta sama pani, która ciebie wychwalała, powiedziała też, że szkoda że nie mamy ministrantów, bo tak ładnie te dzieciaki pierwszokomunijne służyły...

- Faktycznie, coś musimy wymyślić, bo już na Boże Ciało słabo było...- zgodził się Błażej. - A wie proboszcz, że w Pliszkowie to ja się też ministrantami trochę zajmowałem?

- Żartujesz! - zdumiał się Mateusz.

- Wcale nie żartuję. To znaczy nie na zasadzie stałego opiekuna, ale tam proboszcz miał taki zwyczaj, że skoro był sam i każdą grupą musiał się zajmować, to miał takiego jakby pomocnika, animatora. I ja mu trochę pomagałem z ministrantami, a moja dziewczyna ze scholką, która dopiero powstawała – wyjaśnił Błażej.

- A tej twojej dziewczyny to czemu ja jeszcze nie poznałem? - zapytał Mateusz, chociaż w tej chwili bardziej go interesowały inne fragmenty wywodu Błażeja, ale potrzebował trochę czasu, żeby się w nim wszystko ułożyło.

- Dobre pytanie... - uśmiechnął się Błażej. - Akurat mieliśmy mały kryzys, no i ja zostałem trochę skierowany do drzwi w tamtej parafii i nagle znalazłem się tu w Jaroszynie. Strasznie szybko to się stało, sam byłem zaskoczony, a co dopiero moja dziewczyna. No i ona jest z Pliszkowa, więc rozumie ksiądz, że mały kryzys przerodził się w duży kryzys.

- O kurczę, nie miałem o tym zielonego pojęcia – zmartwił się Mateusz, który parę sekund wcześniej wyobrażał sobie dwójkę narzeczonych zaangażowanych w jego parafii przy ministrantach i przyszłej scholce.

- Nie chcę zapeszać, ale wydaje mi się, że wszystko jest już na dobrej drodze, abyśmy do siebie wrócili. To znaczy już właściwie jest ok, ale od września Kinga zamieszka w Jaroszynie, bo będzie robić podyplomówkę, więc rozumie ksiądz. Będzie jeszcze lepiej – uśmiechnął się Błażej.

- Uff. Kamień z serca. Czyli rozumiem, że ty możesz mi pomóc z ministrantami? - zapytał wprost.

- Jasne! Bardzo lubiłem to robić w Pliszkowie, więc spróbuję coś pokombinować. Ja znam tych rodziców od Pierwszej Komunii, więc zagadam z nimi tak od siebie, a nie jako księdza wysłannik, pod pretekstem, żeby może tylko na nasz odpust chłopcy posłużyli, a potem może jakiś wyjazd w nagrodę, bo zaraz będą wakacje, zobaczymy, może się uda  – zaproponował. 

- Super! - powiedział Mateusz i każdy z nich poszedł w swoją stronę, Błażej na chór, a Mateusz do zakrystii. I w tym momencie niczym obuchem uderzyły go w głowę usłyszane wcześniej słowa, że Błażej bardzo lubił ministrantów w Pliszkowie i natychmiast syrena zawyła w jego wyobraźni. Nagle wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Dlaczego proboszcz w Pliszkowie pozbył się tak świetnego organisty? W jednej chwili cała historyjka bratanka, który ukończył studium organistowskie i oczekiwał, że wuja go zatrudni stała się o wiele mniej prawdopodobna, jeśli w ogóle do przyjęcia. Dopadły go poważne wątpliwości, o ile wcześniej widział we wszystkim palec Boży, teraz wszystko zrobiło się zbyt piękne, żeby być prawdziwe... I jeszcze kłopoty z narzeczoną. Mateuszowi bardzo zależało, aby parafia miała dobrego organistę, piękną liturgię i gromadę ministrantów. Oczywiście, że tak. Ale nie mógł sobie pozwolić na najmniejsze ryzyko, aby ktoś mógł skrzywdzić dzieci w jego parafii. Dobro dzieci jest najważniejsze, a on musi być roztropny.

Przez całą Mszę był okropnie rozkojarzony, chociaż w każdym możliwym momencie błagał w myślach Ducha Świętego, aby dał mu łaskę skupienia. Wiedział, że pierwsze co musi zrobić po wyjściu z zakrystii, to zadzwonić do proboszcza w Pliszkowie. Musiał mieć pewność, że dzieci w jego parafii są bezpieczne. Zanim jednak wybrał numer, pomyślał, że to nie jest rozmowa na telefon. Tu będzie potrzebna rozmowa w cztery oczy. Natychmiast udał się do garażu, wsiadł w swojego busa i ruszył do Pliszkowa. Zupełnie nie zwrócił uwagi na kontrolkę sugerującą, że kończy się paliwo i dopiero silnik, który nagle zaczął się dławić uzmysłowił mu, że de facto jechał na oparach, a i te już się skończyły. Samochód jęknął po raz ostatni, szarpnął i zatrzymał się. Na parę kilometrów przed Pliszkowem. Chcąc nie chcąc musiał jednak zadzwonić do pliszkowskiego proboszcza.

- Szczęść Boże, Zbyszku, tu Mateusz z Jaroszyna, słuchaj jechałem do ciebie, bo chciałem pogadać i zabrakło mi paliwa na parę kilometrów od ciebie. Dasz radę jakoś mi pomóc?

Jeremiasz Uwiedziony

Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA) 

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!