TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 10 Czerwca 2026, 20:03
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) 429

Jasna i ta druga strona księży(ca) 429  

Na sprawy parafii można, a nawet trzeba spojrzeć z perspektywy księdza i świeckich. A co wspólnego mają z tym media
społecznościowe?

– Ale ksiądz tak na poważnie? – zapytał Piotrek Nowakowski, który zwykle nie miał za wiele do powiedzenia, bo był jak święty Józef, człowiekiem czynu.
– Na poważnie z czym? – nie od razu zrozumiał o co chodzi Mateusz.
– No z tą całą synodalnością 

– odpowiedział Piotr i na chwilę zamilkł, jakby przestraszony tym, co powiedział, ale za chwilę mówił dalej. – Wysłał nas ksiądz na to spotkanie do kurii z tym fachowcem od synodalności, ale albo ja jestem za głupi, albo on, za przeproszeniem, tak pitolił, że mało kto coś zrozumiał. Wyświetlał te slajdy, ale co to miało wspólnego z realnym życiem parafii to ja nie wiem. Szczerze mówiąc, to nic z tego spotkania nie pamiętam, poza tym że miałem wrażenie jakbym był na jakimś unijnym obowiązkowym szkoleniu, które ktoś musi przeprowadzić, bo zgarnia za to jakąś kasę. No i myślałem, że jak teraz papież się zmienił, to już nie będziemy się w to bawić – zakończył Piotr, a Mateusz zaczął się poważnie zastanawiać po co w ogóle zwołał to spotkanie synodalne, na które nie pofatygowali się nawet niektórzy członkowie rad parafialnych, a spoza tych gremiów były ze trzy osoby, w tym właśnie Piotr. Może niepotrzebnie zaznaczył, że nie będą dyskutowane żadne projekty...

– Piotrze, papież się co prawda zmienił, ale synod o synodalności się jeszcze nie zakończył i dlatego...

– A masło jest dalej maślane – wtrącił niemal szeptem Karol Wawrzyniak, ale i tak wszyscy pozostali uczestnicy słyszeli i z trudem tłumili śmiech. 

– Karolku, nie bądź taki do przodu, bo ci z tyłu zabraknie – powiedział Mateusz, ale i jemu ciężko było zachować powagę i co tu ukrywać, jeszcze nigdy chyba mu się nie zdarzyło, żeby miał tak słabe wewnętrzne poczucie i przekonanie, aby bronić tego, co zostało zlecone przez kurię diecezjalną, a konkretnie przez księdza biskupa. Nie miał jednak zamiaru zwalać wszystkiego na kurię.

– To niech nam teraz ksiądz proboszcz, ale tak prosto, na chłopski rozum wyjaśni, o co w tym wszystkim chodzi - powiedział Karol.

– O! I tak możemy rozmawiać 

– uśmiechnął się Mateusz i gorączkowo się zastanawiał, jak spełnić prośbę parafialnego satyra i prześmiewcy.

– No to może ja Karolowi przeczytam, co na ten temat twierdzi sztuczna inteligencja – zaproponowała Jola Woźniak z rady duszpasterskiej, która właśnie wpatrywała się w swój telefon.

– Proszę bardzo – chętnie zgodził się Mateusz zadowolony, że zyska trochę na czasie przed odpowiedzią.

– No więc AI mówi, że... – Jola przebiegała wzrokiem kolejne wersety na ekranie ewidentnie nie chcąc czytać wszystkiego, co tam było. – No w największym skrócie mówi, że „Synod o synodalności to XVI Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne Synodu Biskupów, zwołane przez papieża Franciszka, którego głównym celem jest reforma sposobu funkcjonowania Kościoła katolickiego poprzez włączenie wszystkich wiernych (nie tylko duchownych) w procesy decyzyjne i dialog".

– No ja bym tego lepiej nie powiedział – ucieszył się Mateusz. – Właśnie o to chodzi: włączyć wiernych świeckich w procesy decyzyjne i w dialog no i po to tu dzisiaj jesteśmy. Jak widać, zbyt wielu chętnych się nie zebrało.

– Jakby ksiądz ogłosił, kto jest chętny do rządzenia, to na pewno byłaby lepsza frekwencja – zażartował Piotr. – Ale poważnie mówiąc, to przecież chyba tak u nas jest, nie wydaje się wam?

– No nie wiem. Za poprzedniego proboszcza to synodalności u nas raczej nie było – zauważyła Jola.

– Co bynajmniej nie oznacza, że ks. Piotr nic nie robił, bo przecież zrobił bombonierkę tak z kościoła, jak i plebanii – obruszył się pan, którego imienia Matusz nie pamiętał. 

– Rysiek, ale ja wcale nie twierdzę, że ks. Piotr niczego dobrego nie robił, tylko że się nikogo nie pytał i sam o wszystkim decydował – doprecyzowała Jola.

– I może właśnie dlatego tyle zrobił 

– skwitował Rysiek, a Mateusz stwierdził, że musi przerwać tę dyskusję, bo ona do niczego nie doprowadzi, a nie chciał, żeby się pojawiły jakieś plebiscyty zasług pomiędzy nim a poprzednikiem, zwłaszcza że gospodarczo to stał na absolutnie przegranej pozycji.

– Ks. Piotr miał szczęście, że za jego czasów jeszcze się nie mówiło o synodalności – powiedział z uśmiechem Mateusz. – I naprawdę wszystko co robił, zrobił na poziomie. W każdym razie wracając do tematu. Rozumiem, że w waszym przekonaniu w naszej wspólnocie mamy wystarczający udział świeckich, a przynajmniej tych, którym zależy, w procesach decyzyjnych i że generalnie każdy ma możliwość wypowiedzi? – zapytał i spojrzał po zgromadzonych, których było około 20, może 25.

– Księże proboszczu, w tamtym roku podczas kolędy zostawił ksiądz takie ankiety na temat funkcjonowania naszej parafii, prawda? – zapytał Piotr. 

– Prawda. A w tym roku zostawiłem na kolędzie deklaracje ewentualnego zaangażowania w różne grupy i posługi – przypomniał Mateusz. 

– No właśnie. To niech ksiądz powie, ile tych ankiet rok temu i ile deklaracji w tym roku zostało oddanych?

– Ankiet, może... ze 100? A deklaracji to na pewno mniej niż 100. Co ja mówię? Mniej niż 50 – odparł Mateusz. 

– No to sam ksiądz widzi, jak wielkie jest u nas parcie, żeby się włączać w tę całą synodalność, zresztą to nasze spotkanie i jego frekwencja też o czymś świadczą. Dlatego ja uważam, że jak najbardziej w naszej parafii ludzie dostali narzędzia i możliwości, aby mieć wpływ na wiele rzeczy i w znakomitej większości z tego nie skorzystali, więc nie ma co tego forsować na siłę. Mamy rady parafialne, zawsze mówimy, że można się włączyć, nikt nikogo nie wygoni. Ale też się nikogo nie zmusi siłowo, aby się angażował i „brał sprawy w swoje ręce”. Takie jest moje zdanie – zakończył Piotr.

– Też tak myślę – powiedziała Jola. 

– Chociaż chyba nie wszędzie tak jest, bo w mojej rodzinnej parafii, skąd pochodzę, to pamiętam jeszcze przed moim ślubem proboszcz nagle powołał radę duszpasterską. No i po tym powołaniu chyba z pięć lat wcale się z nimi nie widział, a jak byłam na Święta u rodziców, to ta rada się dowiedziała, bo mój ojczulek też niby należy, że teraz się nazywają zespołem synodalnym. Tata się mnie pytał, czy wiem o co chodzi, no i ja mu wtedy z tej sztucznej inteligencji też cytowałam – uśmiechnęła się i zamilkła.

– O! Fajnie, że o tym powiedziałaś Jolu – Mateusz odzyskał rezon. – Bo ten przykład pokazuje, że sytuacja jest bardzo różna w różnych parafiach. Ja się bardzo cieszę, że uważacie, że w naszej parafii było synodalnie zanim o tym zaczęło się mówić i może rzeczywiście nie trzeba za wiele zmieniać. Ale to, o czym powiedziała Jola, wskazuje dlaczego biskupi upierają się, aby temat podtrzymywać – Mateusz był przekonany, że temat można spokojnie zamknąć.

– Hola, hola! – odezwał się jakiś pan, jedyny chyba, którego Mateusz zupełnie nie znał, siedzący na końcu sali. 

– Wcale nie jest tak różowo. 

– Słuchamy – zachęcił go Mateusz.

– Od czego mam zacząć? – mężczyzna zrobił zamyśloną minę, a pośród innych uczestników spotkania dał się słyszeć szept rozmów. – Ministrantek nie widzę, a bynajmniej ministrantów nie jest za wielu. Nie wydaje mi się też, żebym dostrzegł jakieś kroki w kierunku osób w kolejnych związkach, jakby nie było Amoris letitia. W księdza kazaniach ciągle się pojawiają wątki wyraźnie deprecjonujące wspólnotę LGBT i generalnie księdza sposób przepowiadania postrzegam jako pozbawiony miłosierdzia i mało inkluzywny, natarczywie konserwatywny z forsowaniem twardej doktryny moralnej, która wydaje się być od dawna nieaktualna. 

– Przepraszam, że panu przerywam, ale bynajmniej nie wydaje mi się, że doktryna moralna, którą głoszę została odwołana – trochę się uniósł Mateusz.

– Ja też przepraszam – wtrącił się Karol. – A może pan powiedzieć, kim pan jest, bo jakoś nikt z nas pana nie zna.

– Nazywam się Maciej Parka.

– Ale czy pan w ogóle jest z naszej parafii? – zapytała Jola.

– A jakie to ma znaczenie? - zdziwił się pan Parka wzruszając ramionami. – No chyba właśnie o to chodzi w synodalności, że każdy ma głos i każdego trzeba wysłuchać, a nie wykluczać.

– Ale jak niby można wykluczyć kogoś, kto nie należy? – do rozmowy wtrącił się milczący dotąd organista Błażej

– No właśnie! No właśnie! Proszę siebie posłuchać! – gorączkował się pan Parka. – Na tym polega wykluczenie, że są nasi i oni. Słuchamy tylko naszych!

– Nie nie, proszę pana – Mateusz stwierdził, że musi interweniować. 

– Po pierwsze, to jest spotkanie parafialne, na które są zaproszeni mieszkańcy naszej parafii. Po drugie, pan postawił szereg zarzutów, a przecież pan nie uczęszcza do naszego kościoła, skąd pan może mieć widzę, co się u nas dzieje...

– A bo to nie ma mediów społecznościowych? – obruszył się pan Parka.

– Są. Ale tam nie ma wszystkiego. Tam nie ma moich kazań, tam nie ma wielu rzeczy, bo jesteśmy parafią realną, a nie wirtualną. Ale nawet gdyby pan miał we wszystkim rację, a nie ma pan, to proszę powiedzieć, dlaczego jest pan na spotkaniu u nas, a nie w swojej parafii? My tutaj mamy sporo ludzi, którzy uczestniczą w życiu parafii, choć w niej nie mieszkają, ale pan raczej nie uczestniczy, nikt z nas, nigdy pana nie widział, więc zanim pan nas zacznie krytykować, to może najpierw pan nam powie, co pan tak naprawdę tu robi? 

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!