TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Lutego 2026, 23:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 421

Jasna i ta druga strona księży(ca) 

Przegadanie trudnych spraw z przyjacielem pozwala spojrzeć na nie z innej perspektywy. Nawet jeśli przyjaciel czasem doszukuje się drugiego dna...

– Facet jaja sobie ze mnie robisz? – Maciej wyglądał na bardzo mocno wkurzonego i nerwowo zacierał zgrabiałe od mrozu dłonie. – Jest prawie dziewiąta.
– Sorry bracie, ale naprawdę nie dało się wcześniej, chociaż w sumie to niemal żałuję, że nie przerwałem tej farsy wcześniej – westchnął głęboko Mateusz starając się jak najszybciej otworzyć drzwi od plebanii. – Poza tym mówiłem ci już tyle razy, że mogę ci dać klucz zapasowy i mógłbyś dawno rozpalać w kominku.
– Nie lubię się komuś rządzić w domu – burknął Maciej.
– Od kiedy? – wybuchnął śmiechem Mateusz, który właśnie od przyjaciela nauczył się swobody w poruszaniu się po mieszkaniach kolegów księży.
– Od kiedy u Piotrka wystraszyłem gospodynię, że już nie wchodzę na żadną plebanię, żeby nie mieć nikogo na sumieniu.
– A tej historii mi nie opowiedziałeś - Mateusz popatrzył na przyjaciela.
– Chłopie, wchodź już do tej chałupy, bo zamarznę na kość – Maciej bezpardonowo przecisnął się między Mateuszem a futryną i szybko skierował się w kierunku saloniku, gdzie był kominek i wygodne fotele. – Nie muszę ci wszystkiego opowiadać – dodał jeszcze odnośnie poprzedniego wątku. – Czy ty tu w ogóle ogrzewasz? – jęknął układając kawałki drewna w kominku. Mateusz w międzyczasie zdejmował płaszcz i sutannę.
– Jak mnie cały dzień nie ma w domu, to ustawiam temperaturę na 18 stopni – odpowiedział. – W tym roku do połowy stycznia przepuściłem przez komin tyle pieniędzy ile w tamtym roku przez całą zimę, więc wiesz… Jak nie zacznę oszczędzać, to będę musiał specjalne zbiorki na ogrzewanie kościoła i plebanii ogłosić.
– No to ogłosisz, w czym problem? – Maciej właśnie podłożył ogień pod drwa i już mu się twarz rozjaśniła.
– Dobrze wiesz, że nie lubię prosić o pieniądze – odparł Mateusz.
– Chłopie, sześćdziesiątki dobiegasz i jeszcze zgrywasz tę Zosię – samosię, że ja wszystko sama? Korona z głowy ci nie spadnie, jak poprosisz ludzi o pomoc – Maciej już otrzepywał ręce i wreszcie zdjął kurtkę i rzucił ją na fotel. Mateuszowi przebiegły przez myśl wszystkie fortele, które przez 30 lat swojego kapłaństwa stosował, aby nigdy nie prosić ludzi o pieniądze na bieżące sprawy i potrzeby. Jeśli dla innych to co innego. Na misje, na poszkodowanych, na ofiary wojny. W tym był przekonujący i się nie wahał… Przypomniał sobie, jak zorganizował zbiórkę ofiar na odbudowę kościółka w Kołymce na dawnych ziemiach polskich, skąd pochodzili przodkowie jego parafian, żeby w ten sposób pobudzić ich do ofiarności na nowo budowany kościół we własnej parafii. Wtedy to był strzał w dziesiątkę. I wiele innych sposobów, żeby nie jęczeć o pieniądze. Ale może rzeczywiście Maciej miał rację i był to przejaw pychy.
– Kawa czy herbata? – zapytał kolegę.
– Herbata i to koniecznie z jakimś prądem. Bo jak się rozchoruję, to ty będziesz kończył kolędę w mojej parafii – Maciej teatralnie wzdrygnął się z zimna, choć na pewno w domu nie było aż tak źle.
– Jasne… Jak się wyrobię u siebie, tak w połowie lutego najwcześniej, to dokończę twoją – odpowiedział z sarkazmem.
– Jak będziesz tak jak dzisiaj siedział w każdym domu prawie godzinę, to możesz się nie wyrobić nawet przed marcem. Co tam się wydarzyło?
– Nigdy się nie przejmuję, co tam księża wcześniej napisali w kartotece, ale dzisiejszy dopisek „wrogo nastawiona” okazał się eufemizmem. Wyobraź sobie, że pani najpierw była nieprzygotowana, więc przez czas jakiś rozważała, czy w ogóle przyjmować księdza. Potem w końcu się zdecydowała, ale zamiast od razu przystąpić do modlitwy musiałem poczekać aż najpierw uporządkuje stół, potem znajdzie biały obrus, potem skoczy do sąsiadki po krzyżyk, potem znowu dłuższą chwilę szukała koperty… Jak tak się teraz zastanawiam to już sam nie wiem, czy ona tego nie robiła specjalnie…
– Ale specjalnie w sensie, żebyś sobie poszedł, czy żeby cię wkurzyć?
– Sam już nie wiem, może taki charakter… Ale kiedy już się wreszcie pomodliliśmy i zasugerowałem, że jest okazja, żeby o coś zapytać… No wiesz, po tym jak prawie pół godziny szukała potrzebnych paramentów wydawało mi się, że głupio wycofać się po minucie modlitwy…
– A że twój biedny przyjaciel stoi na mrozie – wtrącił się Maciej – to nie ma żadnego znaczenia, prawda?
– Pewnie, że nie – zaśmiał się Mateusz. – Przyjaciela widzę często, a ową panią chyba pierwszy raz w życiu, nie mogłem nie dać jej okazji do rozmowy, choć nie ukrywam, że potem żałowałem. Troszkę.
– No to słuchamy… O co cię oskarżyła?
– O robienie kłopotów z chrztem dziecka. Wiesz, ja nigdy nikomu nie odmówiłem chrztu, więc się bardzo zdziwiłem, o co jej może chodzić. Do tego oczywiście pojawił się temat Grzesia „chrzczę wszystko co się rusza i przyciągam śluby jak magnes”, najwspanialszego księdza wszechświata, ale nawet nie komentowałem jego zachowań, bo to jest groch o ścianę. Natomiast musiałem dojść do konkretów, jeśli chodzi o zarzuty pod moim adresem. Pani ma troje dzieci, niektórzy chrzcili swoje dzieci przed ślubem, inne ślubu nie mają, w każdym razie ostatecznie okazało się, że ja nie miałem nic wspólnego z żadnym z tych chrztów, odmów czy pozwoleń.
– To dlaczego cię wrzuciła do tego sympatycznego koszyczka „księży którzy utrudniają”? – zdziwił się Maciej.
– Po dłuuugiej kwerendzie doszliśmy do właściwego casusu. Otóż jeden z synów pani rzeczonej, nie wyjawiam danych osobowych, przyszedł do mnie kilka lat temu, z prośbą o karteczkę na chrzestnego. Pan żył wówczas i chyba nadal żyje w związku niesakramentalnym, bez żadnych przeszkód co szczerze wyjawił, a poza tym od dziesięciu lat nie mieszkał już w naszej parafii. Więc ani on nie miał rekwizytów do bycia chrzestnym, ale nawet gdyby miał, to ja nie byłem osobą kompetentną, aby mu takie zaświadczenie wystawić, bo nie był moim parafianinem. Więc mu nie wystawiłem…
– Poczekaj, niech zgadnę: „idzie Grześ przez wieś” przyjął go na chrzestnego bez żadnego zaświadczenia?
– Nie wiem, czy bez, czy sobie „lewe” załatwił, ale tak, został chrzestnym, a na mnie jego mamuśka wylała niezłą dawkę pomyj za wszystkich księży, którzy „tylko utrudniają i rzucają kłody pod nogi”. No więc ja zapytałem panią po prostu, czy ona na moim miejscu, wiedząc to wszystko, wypisałaby takie zaświadczenie synowi. No i pani się zamyśliła przez chwilę, po czym spojrzała na zegarek i stwierdziła, że się zasiedziałem. No więc nie pozostało mi nic innego, jak przeprosić, że zająłem jej tyle czasu, zaprosić do dalszego zaangażowania w sprawy parafii i pospieszyć do marznącego przyjaciela.
– Mam nadzieję, że tej koperty, której tak długo pani szukała, nie przyjąłeś? – uśmiechnął się Maciej.
– No pewnie, że bym nie wziął, gdyby mi pani zaproponowała, ale nie zostałem postawiony przed taką koniecznością. Ale wiesz co? Jak tak pani szukała tych obrusów i innych rzeczy to oglądałem fotografie na ścianie i zauważyłem, że w tej rodzinie nikt się nie uśmiecha. Nawet do zdjęcia! I jak już podszedłem do drzwi, odwróciłem się do tej pani i naprawdę szczerze się do niej uśmiechnąłem, najszerzej jak potrafiłem, i powiedziałem: „Życie jest darem od Pana Boga, który trzeba przyjąć z radością. Ja naprawdę czekam na panią i pani rodzinę w naszym kościele i naprawdę wam błogosławię”. I powiem ci, że chyba cień uśmiechu się pojawił na jej twarzy. I dlatego wcale nie żałuję, że nie dałem się ponieść nerwom, że ze spokojem jej wszystko tłumaczyłem i że ty marzłeś na dworze. Nie żałuję!
– I to ma być przyjaciel… – teatralnie westchnął Maciej kręcąc głową.
– Opowiedz mi jak wystraszyłeś gospodynię u Piotrka – Mateusz zbył kolegę.
– Nie, nie, nie! Chyba zapomniałeś, czemu my się w ogóle mieliśmy dzisiaj spotkać?
– Najwyraźniej musisz mi przypomnieć – odpowiedział Mateusz, który był przekonany, że nie było żadnego ekstra powodu.
– Nie udawaj, nie udawaj, tylko mów jak było na Sylwestra! – zaśmiał się Maciej i Mateusz dopiero teraz zorientował się do czego od początku „pije” kolega.
– Lepiej pójdę zrobić tę herbatę z prądem – powiedział z uśmiechem.
– Kombinujesz co mi powiedzieć? Całą prawdę, rozumiesz, całą prawdę! – Maciej dorzucił jeszcze kilka drew do kominka i w salonie było już całkiem przytulnie. Mateusz wspomniał koledze o niespodziewanym zaproszeniu w sylwestrowy wieczór, a rzeczywiście później się już nie widzieli. Michalina, córka śp. pani Kornelii, trochę Maciejowi zalazła za skórę i był ciekawy, co się wydarzyło podczas przyjęcia, na którym byli tylko Michalina, jej bratanek Szymon, no i właśnie Mateusz.
– Powiem ci szczerze, że było trochę dziwnie – powiedział Mateusz stawiając na stole dwie filiżanki.
– No wyobrażam sobie, z takim peperoncino jak ta cała Michalina – zauważył Maciej. – Dobrze, że chociaż był Szymon z wami. Zaraz… A na pewno był Szymon? – zapytał udając podejrzliwość Maciej.
– Był, był! Nie fantazjuj… Chociaż szczerze ci powiem, że większość czasu chlopak spędził przy komputerze…
– Czyli… – wtrącił Maciej.
– … w tym samym pokoju! – nie pozwolił sobie przerwać Mateusz. – Miał laptopa i cały czas pracował nad winietą do gazetki parafialnej i świetnie to zrobił.
– Winieta mnie mniej interesuje, skoncentrujmy się lepiej na „Peperoncino” – skomentował Maciej.
– Peperoncino mówisz… No wiesz klasyczny przykład pięknej kobiety o silnej osobowości, która nie potrafi znaleźć mężczyzny, który by się jej nie wystraszył. Powiem ci, że momentami przykro było słuchać, ilu patałachów za przeproszeniem spotkała na swojej drodze…
– Pocieszyłeś ją jakoś? – Maciej nie mógł się powstrzymać
– Maciej!!! 

Jeremiasz uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!