TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Stycznia 2026, 01:07
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 419

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 419

Czasami wygląda na to, że Pan Bóg chce, aby ksiądz Mu się na coś poskarżył tylko po to, aby natychmiast go wysłuchać.

– Jak to jest Panie Boże, że zawsze jest odwrotnie? Jak mam wielką ochotę pójść do kogoś, poczuć się jak w rodzinie i nie być sam, to pies z kulawą nogą się nie pojawi, żeby mnie zaprosić, a kiedy marzę, żeby mieć wreszcie chwilę dla siebie, to drzwi się nie zamykają bez względu na porę dnia czy nocy? – powiedział Mateusz półgłosem wpatrując się w Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Po Mszy na zakończenie roku, którą zwyczajowo odprawiał o godz. 16.00, aby wierni ewentualnie mogli zdążyć na jakieś sylwestrowe szaleństwa, zupełnie spontanicznie ogłosił, że kościół pozostanie otwarty przez całą noc i będzie wystawiony Najświętszy Sakrament. Nigdy wcześniej tego nie robił i nawet organista Błażej przyszedł do niego po Mszy i zapytał, czy się nie boi zostawić kościoła, w którym przecież nie ma monitoringu, a w noc sylwestrową można się spodziewać, że na ulicach miasta będzie trochę pieszego ruchu ludzi w szampańskich nastrojach.
– Chłopie, co się martwisz? Ja jestem na miejscu, więc kto wie, może będę czuwał przynajmniej do 24.00 – odpowiedział z uśmiechem Mateusz.
– No to spoko! Bo ja dzisiaj baluję – odpowiedział również z uśmiechem Błażej a Mateusz trzepnął go dłonią w plecy kierując go jednocześnie ku wyjściu.
– Idź bracie i baw się póki jesteś młody i masz ochotę – powiedział i od razu przeszedł do kościoła i uklęknął przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Szczerze mówiąc nie sądził, żeby wytrzymał do północy, już nie pamiętał, kiedy ostatni raz nie był w łóżku na powitanie Nowego Roku. Wiek ma swoje prawa, a pierwszy dzień stycznia to przecież niedzielny porządek Mszy św., trzeba być wypoczętym. Ale już dawno tak nie miał, jak w tym roku, bo jednak liczył, że któraś z rodzin, z którymi miał bliższe relacje zaproponuje wspólne oczekiwanie na północ. No, ale jak się właśnie żalił Jezusowi, to się nie wydarzyło. Chciał być z kimś, a był sam. Zaraz, jak to sam? A może właśnie o to chodzi, że jak chce być z kimś, to przecież zawsze MA do kogo pójść, dokładnie jak w tym momencie!
– Panie Jezu musisz mi wybaczyć, że taki jestem tępy, mimo że się zbliżam do sześćdziesiątki… Jak mogłem tego nie zrozumieć i jeszcze Ci się żalić? To takie oczywiste, że jeśli chcę być z kimś, nie sam, a nikt mnie nie zaprasza, to znaczy, że Ty chcesz być ze mną… Czyż nie mówię o tym wszystkim ludziom, którzy czują się samotni? To czemu do jasnej cholery do własnego łba mi to nie wchodzi? – ostatnie słowa wypowiedział już niemal szeptem, bo ktoś wszedł do kościoła i zatrzymał się w jednej z ostatnich ławek. Mateusz sięgnął po obrazek z Jezusem Miłosiernym, który w tym roku przygotował dla każdej rodziny na wizytę duszpasterską i po raz kolejny się zachwycił pięknym wydrukiem. Szymon ewidentnie miał głowę do grafiki. Mateusz początkowo był wkurzony, że dokonano zmian w wydruku bez konsultacji, ale sam by tego nie wymyślił. A obrazek stał się właściwie obrazem dzięki tej złotej ramce, którą właśnie Szymon – wnuk zmarłej pani Kornelii – wykonał. Tak, tak! Wykonał, nie ściągnął z Internetu, ale sam ją w programie graficznym stworzył. Pani Kornelia miała rację, że chłopak musi mieć w sobie pragnienie sacrum, bo tu nie wystarczyłyby umiejętności techniczne, trzeba mieć jeszcze to coś, co tylko ludzie o wielkiej wrażliwości duchowej posiadają. Albo geniusze sztuki. Bóg jeden wie, kim się okaże Szymon. Najważniejsze jest to, że udało się nawiązać kontakt. Zdążyli trochę pogadać jeszcze w drukarni, Mateusz zapytał chłopaka, czy nie mógłby mu trochę pomóc z gazetką parafialną, która była na poziomie sprzed 20 lat, żeby nie powiedzieć „powielaczowym” i Szymon niby się wymawiał, ale Mateusz nie przegapił błysku w jego oczach. Trochę nacisnął i chłopak się zgodził, niby z oporami i „jeśli znajdzie czas”, ale się zgodził.
– Panie Jezu, jeśli taka jest Twoja wola, bo co do pani Kornelii to nie mam wątpliwości, że jej wolą było, żeby Szymon został księdzem, ale jeśli taka jest Twoja wola, to uczyń ze mnie narzędzie, abym mógł pomóc mu rozeznać powołanie i go nie zatracić. A jeśli nie ma być księdzem, to niech rozwija swój talent graficzny w służbie Pięknu, a nie brzydocie – modlił się półgłosem Mateusz. – W ogóle Panie Jezu, chciałbym w tym przyszłym roku, czyli już za parę godzin, być narzędziem TYLKO w twoim ręku. Nie pani Kornelii i wszystkich innych ludzi, którzy mają wobec mnie jakieś oczekiwania, a ja staję na głowie, żeby im sprostać. Jestem tym zmęczony, bo im bardziej się staram, tym mniej z tego wychodzi, a pozostają tylko rozczarowania. Po co pisałem na swoim obrazku prymicyjnym „uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść”, skoro teraz ciągle się pozwalam uwodzić, na szczęście nie w sensie dosłownym, różnym osobom, najczęściej kobietom i robię wszystko, żeby ich nie zawieść, co i tak się nie udaje… Wiesz co, Panie Jezu? Teraz pójdę na trochę do siebie, może odpiszę na esemesy z życzeniami, bo przez Święta nie odpisałem nikomu, a potem jeszcze wrócę tutaj. Kto wie, może tym razem przywitam Nowy Rok w Twoim towarzystwie? – uśmiechnął się i wsunął obrazek z Jezusem Miłosiernym pod ławkę. Swoją drogą to się zdziwił, kto go tam zostawił. Przecież przeszedł zaledwie dwie trasy kolędowe i nie było tak, że obrazki kolędowe walały się po wszystkich kątach… Kiedy wychodził z kościoła niemal się wpakował prosto na Szymona i jego ciocię Michalinę. No nie! Dopiero co powiedział Jezusowi, że nie będzie się zajmował życzeniami nawet pobożnych i zmarłych kobiet, a tu proszę, jak na tacy: Michalina i Szymon, których obiecał wziąć pod opiekę, zanim pani Kornelia wyzionęła ducha.

– To jest świetny pomysł, proszę księdza, z tym kościołem otwartym przez całą noc sylwestrową – powiedziała do niego Michalina. – Zawsze spędzaliśmy tę noc z mamą, właśnie ja i bratanek Szymon, i mama zawsze żałowała, że nie ma w jej parafialnym kościele Mszy o północy na powitanie Nowego Roku – wspomniała, a Mateuszowi oczywiście zrobiło się głupio i próbował sobie przypomnieć, czy za jego poprzednika taka Msza była, czy nie, ale bezskutecznie. – Ja osobiście wcale nie tęskniłam za modlitwą zamiast szampana – kontynuowała kobieta, – ale wie ksiądz, jaka była mama. A teraz Szymon mnie wyciągnął pod pretekstem, że niby jakiś obrazek tu zostawił, kłamczuszek jeden – Michalina z uśmiechem pacnęła w nos swojego bratanka.
– Żaden kłamczuszek! I zaraz ci to udowodnię, no chyba że ktoś obrazek świsnął – powiedział Szymon patrząc podejrzliwie na Mateusza.
– Jeśli chodzi o znakomicie przez ciebie zaprojektowany nasz obrazek kolędowy Jezusa Miłosiernego, to leży pod drugą ławką – odparł z uśmiechem Mateusz.
– Mówiłem ci? – Szymon tryumfalnie spojrzał na swoją ciotkę.
– Zaraz, zaraz, Szymuś, ty zaprojektowałeś jakiś kościelny obrazek? – Michalina okazała zdziwienie i Mateusz nie mógł rozszyfrować czy dotyczyło ono faktu zaprojektowania, czy kościelnego. – Ależ twoja babcia byłaby z ciebie dumna!
– Na dodatek zaciągnąłem cię do kościoła – Szymon wcale się nie uśmiechał.
– No dobrze, idź po ten obrazek i wracamy do domu. A ksiądz proboszcz z kim świętuje Sylwestra? – zapytała zupełnie zbijając Mateusza z tropu.
– Ja? - wyjąkał czerwieniąc się.
– A jest tu jakiś inny proboszcz? Może ten księdza przemądrzały koleś, jak mu tam… Maciej? - powiedziała Michalina.
– Widzę, że polubiła pani Macieja – mimo wszystko uśmiechnął się Mateusz. – A co do Sylwestra, to pewnie spędzę go tutaj – powiedział i od razu się zaczerwienił ponownie, bo raz – zabrzmiało to patetycznie, a dwa – wcale nie planował wielogodzinnej adoracji, a co najwyżej jeszcze jedną, zapewne krótką, wizytę.
– Naprawdę będzie ksiądz sam? – tym razem głos Michaliny zabrzmiał naprawdę troskliwie i Mateusz przypomniał sobie, że pani Kornelia przekonywała go, że z całej czwórki jej dzieci właśnie Michalina miała najlepsze serce, choć skryte pod maską gburowatości i czepialstwa. Mateusz już miał powiedzieć, że nie, że będzie z Panem Jezusem, ale jakoś nie mógł wydobyć z siebie głosu. – No to zapraszamy księdza do mnie, jesteśmy tylko z Szymonem, a jestem przekonana, że mama bardzo by się ucieszyła… Aha! Coś tam upichciłam, ale mistrzem kuchni to ja nie jestem, lojalnie uprzedzam.
– Niech ksiądz się zgodzi – powiedział Szymon, który właśnie dotarł z obrazkiem Jezusa w dłoni. – Może trochę pogadamy o tej gazetce parafialnej.
– W sumie… dlaczego nie? Ale pod jednym warunkiem: że zaprosimy też pani ulubionego księdza, a mojego najlepszego przyjaciela Macieja – odpowiedział z uśmiechem. – Przepraszam, głupi żart – szybko się wytłumaczył, ale Michalina zupełnie nie zwracała na niego uwagi tylko się wpatrywała z zachwytem w obrazek Jezusa Miłosiernego, który wzięła od Szymona.
– Szymon! Na miłość Boską, ty to zrobiłeś? Jest przecudny! – Michalina nie odrywała oczu od Jezusa.
– Nie, no co ty? Obraz ktoś namalował, ksiądz dał zdjęcie, a ja tylko dorobiłem tę złotą ramkę i trochę podrasowałem kolory – tłumaczył zmieszany Szymon.
– No dzięki, że masz mnie za taką idiotkę! Przecież wiem, że to reprodukcja, ale ten układ graficzny naprawdę jest piękny… Tę ramkę skąd wziąłeś?
– Z głowy? – Szymon od razu spojrzał pytająco na ciotkę Michalinę.
– No właśnie! I o tym mówię! Masz chłopak głowę… tylko nie wiem czy do grafiki czy do… no nie wiem… Bożych spraw? Proboszcz pomożesz? – zwróciła się nagle w kierunku Mateusza.
– Powiem pani, Michalino, że dokładnie ten sam dylemat mnie męczy, bardzo dobrze go pani ujęła, ale to tylko Szymon będzie potrafił udzielić odpowiedzi. I to nawet nie nam – uśmiechnął się Mateusz. – A skoro mamy iść na Sylwestra do pani, to muszę was poprosić, żebyśmy zostali jeszcze trochę na adoracji, bo taką złożyłem obietnicę, że jeszcze tu wrócę, więc muszę dotrzymać jej teraz, znamię wyjdziemy, bo potem może być różnie.
– Jasne – uśmiechnął się Szymon.
– Jasne! – przedrzeźniała go ciotka Michalina i pierwsza ruszyła w kierunku ołtarza. 

Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!