Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 376
- No i co, pojawiła się w Wielki Piątek? - zapytał Maciej. - Oczywiście. Ale już nic więcej ci nie powiem, bo nawet poprosiła mnie o spowiedź, więc wiesz – Mateusz nic więcej na ten temat nie mógł koledze powiedzieć. - Ale załatwiłeś jej to zaświadczenie na matkę chrzestną? - Tak. Zadzwoniłem do chłopaków w parafii św. Maksymiliana, jakoś tam za nią zaręczyłem, zresztą oni sprawdzili kartotekę i nie było tam nic, co by nie pozwalało jej być chrzestną i potem mailem przesłali zaświadczenie bezpośrednio do parafii, w której miał być chrzest. Nawet się trochę zdziwiłem, że tak łatwo, ale wikariusz, chyba Tomek, powiedział mi, że dzisiaj tak trudno o chrzestnych spełniających warunki, że oni jeśli ktoś nie ma przeciwwskazań, typu niesakramentalny związek, to się nawet nie pytają, czy praktykuje wiarę, tylko pouczają, że powinien. W sumie mniej więcej to samo, co ja powiedziałem tej Nikoli. Ale powiem ci, że naprawdę się zastanawiam, nawet się o to modlę, czy to nie będzie dla tej kobiety punkt zwrotny w jej życiu, a to by oznaczało, że jej mama, która przed śmiercią uprosiła swoją wierzącą i religijną córkę, że na matkę chrzestną dla dziecka ma wziąć swoją mało pobożną siostrę, miała naprawdę świetny pomysł, pewnie żarliwie omodlony i tu za życia, i później w Niebie – zamyślił się Mateusz.
- Ale też, powiedzmy sobie szczerze, całe szczęście, że ta kobieta trafiła akurat na ciebie i tobie się chciało poświęcić jej tyle czasu. Równie dobrze mogła trafić do kogoś innego, który by ją odprawił z kwitkiem w dwóch zdaniach – zauważył Maciej.
- Nawet ja sam bym mógł ją odprawić z kwitkiem, jak tylko się okazało, że nie jest z mojej parafii. Ale w Wielki Czwartek jakoś tak nie potrafiłem... na szczęście. Ale tak się teraz zastanawiam, że my będziemy mieć coraz więcej takich sytuacji...
- Już mamy – przerwał mu Maciej.
- Tak, tak, wiem że już mamy, ale chciałem powiedzieć, że będziemy mieli coraz więcej sytuacji, w których ktoś do nas przychodzi przekonany, że w minutę czy dwie załatwi sobie jakiś „świstek”, a my będziemy musieli wykorzystać tę minutę czy dwie, żeby go jakoś zewangelizować, bez względu na to, czy możemy mu wydać to zaświadczenie, czy nie.
- No tak... Stachura kiedyś napisał książkę „Wszystko jest poezją”, a my dzisiaj musimy życiem pisać inną książkę „Wszystko jest ewangelizacją” - stwierdził Maciej, a Mateusz popatrzył na niego podejrzliwie, bo nie wiedział, czy jego przyjaciel mówi poważnie, czy sobie z niego stroi żarty.
- Poważnie mówię – zapewnił go Maciej, który dostrzegł dziwne spojrzenie kolegi. - Naprawdę! Do mnie prawie nigdy nikt nie przychodzi, żeby porozmawiać o jakimś kryzysie wiary tylko w 90 %, a może i jeszcze więcej, po zaświadczenie, zamówić Mszę albo opłacić grób na cmentarzu. Więc masz rację, że teraz trzeba te chwile wykorzystywać. A jak myślisz? W seminariach już się na pewno zorientowali i uczą tego kleryków, co? No tym razem to sobie robię jaja – od razu zastrzegł Maciej.
- Nie wiem, raczej wątpię, ale wiesz co? Skoro wspomniałeś o seminarium to mi się przypomniało, że jeden ksiądz w naszym dekanacie mówił, że zgłosiła się do niego jakaś para narzeczonych, którym ich ksiądz dał do rąk własnych protokół małżeński i kazał im wypełnić – powiedział Mateusz.
- Żartujesz! - nie mógł uwierzyć Maciej.
- Nie, nie, absolutnie. Przyszli do niego ci ludzie, bo tam czegoś nie rozumieli i chcieli się go zapytać. On też nie wierzył, to pół godziny później wrócili i pokazali mu protokół z pieczęcią parafii. Wiesz, ksiądz zarobiony był...
- Normalnie wierzyć się nie chce, ale to musiał być chyba jakiś „świeżak” tuż po seminarium – Maciej nadal kręcił głową z niedowierzaniem.
- Nie wiem czy młodziak, bo kolega jednak nie zdradził, z której parafii była pieczęć, ale wiesz, że w niektórych parafiach proboszcz w ogóle nie dopuszcza wikariuszy do spraw kancelaryjnych i ksiądz może dopiero w drugiej czy nawet trzeciej swojej parafii zetknąć się z protokołem przedmałżeńskim, więc niekoniecznie musiał być aż taki młody. A może nawet nie chodziło o to, że nie wiedział jak się to robi, ale po prostu sobie odpuścił. W każdym razie, jak tak dalej pójdzie, to stwierdzenia nieważności małżeństwa staną się nagminne. I niestety znowu jakaś część winy będzie nasza, czyli księży – westchnął Mateusz.
- Sami sobie grabimy czasami – zgodził się Maciej.
- Ale muszę ci też powiedzieć, że jestem naprawdę bardzo zadowolony z przebiegu całych Świąt Zmartwychwstania – ożywił się Mateusz zmieniając temat. - I nie chodzi mi tylko o to, że z Bożą pomocą udało się pomóc tej całej Nikoli, ale w ogóle wszystkie celebracje były piękne, ludzie naprawę świetnie się przygotowali, wiesz, do czytań, do psalmów... Organista z narzeczoną wszystko to świetnie ogarnęli. Wszystkie ławki były wypełnione, a na Wigilii Paschalnej to jeszcze wielu ludzi stało. Ty wiesz, jak mi zawsze zależało na tych liturgiach i z drugiej strony jak mnie zawsze wkurzało, kiedy ludzie byli nieprzygotowani, roztargnieni i człowiek zamiast sam te misteria przeżywać musiał ciągle za czymś latać, nieraz nawet już podczas liturgii...
- Pamiętam, jak mi kiedyś opowiadałeś, żeście wyszli na procesję do Liturgii Światła w Wigilię Paschalną bez paschału – przypomniał sobie Maciej.
- Też pamiętam – Mateusz wzdrygnął się na samą myśl. - A potem jak już ten paschał donieśli to się okazało, że już powsadzali weń te gruszki, czyli gwoździe, które ja miałem uroczyście umieścić... No ale, to było dawno temu, a w tym roku było wszystko pięknie i naprawdę sam mogłem się spokojnie modlić. I dostałem nawet mnóstwo esemesów od moich parafian, którzy mi dziękowali, bo było widać, że ksiądz naprawdę przeżywa to, co celebruje. Niektórzy nawet przy okazji psioczyli na mojego poprzednika, ale to zostawmy, bo wiadomo, że ludzie lubią wyolbrzymiać. W każdym razie, szczerze ci powiem, że ucieszyły mnie te wiadomości od ludzi, bo w jakimś wymiarze potwierdziły to, co sam odczuwałem.
- A możesz powiedzieć o co się czepiali do Piotrka? - zapytał Maciej unikając wzroku Mateusza.
- No takie tam, wiesz, że on te liturgie to tak byle szybciej odprawiał, maksymalnie skracał wszystko co się dało skrócić, trzy krzyże do adoracji w Wielki Piątek, żeby było szybciej, no ale przecież nie tylko Piotrek tak robi, prawda? Pomyśl sam ilu naszych kolegów jest zachwyconych parafianami, którzy lubią „krótko, zwięźle i na temat”... Chociaż muszę przyznać, że się nie spodziewałem takich zarzutów do Piotrka, zwłaszcza jak sobie pomyślę, jak pięknie odnowił cały kościół i jak wszystko jest dopracowane, właśnie pod względem liturgicznym – Mateusz zamyślił się przez chwilę.
- W świecie to się nazywa wypalenie zawodowe, a u nas nie wiem. Ale pomyśl o niektórych księżach, choćby o śp. Ryśku z dużego kościoła... Przecież to był prekursor wielu działań duszpasterskich, mentor i kierownik duchowny dla kilku pokoleń księży, a dokończył żywota jako rozgoryczony cynik, dla którego wydawało się, że już nie ma żadnej świętości... - Maciej odzyskał rezon, jakby zadowolony, że już się nie mówi o Świętach Zmartwychwstania. - Kto wie, kiedy nas to dopadnie...
- O nie bracie, jak dostrzeżesz u mnie takie objawy, to proszę cię zastrzel mnie, albo przynajmniej strzel mi z liścia - wzdrygnął się Mateusz. - Ja nikogo nie osądzam, bo Bóg jeden wie, co sprawiło, że chłopakom się pokręciło, ale modlę się codziennie, żeby to na mnie nie przyszło. I za ciebie też się modlę - Mateusz klepnął przyjaciela w plecy. - Aha! Jeszcze jedno chciałem ci powiedzieć odnośnie Świąt - ożywił się Mateusz, a Maciej ponownie odwrócił od niego wzrok.
- Czym jeszcze chcesz się pochwalić? - zapytał bez entuzjazmu.
- Ej! Nie chcę się chwalić, tylko się podzielić! - żachnął się Mateusz. - Chodzi mi o to, że bardzo się cieszę, że jednak w mojej parafii procesja rezurekcyjna jest ciągle o świcie. Zresztą u ciebie też, nie? - zauważył dostrzegając dziwny grymas twarzy u Macieja, jakby go nagle ząb zaczął boleć, ale nie zrażony tym Mateusz kontynuował. - Ja wiem, że już prawie wszędzie wieńczy ona Wigilię Paschalną, ale jest coś pięknego w tym zdążaniu do kościoła przed świtem, do pustego grobu... No i przepisy liturgiczne dopuszczają obie możliwości, więc nie widzę potrzeby, żeby to zmieniać. A dodatkowo w tym roku pojawili się u nas regionaliści z grupy rekonstrukcyjnej z prawdziwą armatą! I rąbali z tej armaty podczas procesji! No świetna sprawa mówię ci, nikt w parafii nie mógł przespać Zmartwychwstania Pana Jezusa – cieszył się Mateusz. - No i na szczęście nikt się później nie skarżył.
- To szkoda, że tych salw armatnich u mnie nie było słychać – kwaśno skwitował Maciej.
- No, jednak trochę za daleko... – zauważył Mateusz przyglądając się uważnie przyjacielowi.
- Tak. Za daleko. A ja nie tylko salw nie słyszałem, ale też i budzika... - wyznał wreszcie Maciej i Mateusz dopiero teraz się domyślił, dlaczego kolega niezbyt chętnie wracał myślami do Świąt.
- Zaspałeś na Rezurekcję? - Mateusz z trudem powstrzymywał śmiech.
- No zbiedziłem po całości. Ponad piętnaście minut – westchnął Maciej. - I też dostałem dużo esemesów od moich parafian, ale nie były takie miłe jak te do ciebie, więc nie będę ci ich cytował. Najłagodniejszy z nich sugerował, że może jednak dla dobra ogółu lepiej przenieść tę procesję na zakończenie Wigilii Paschalnej.
- Mam nadzieję, że obudziły cię jakieś kobiety. To by było jak w Ewangelii, kiedy kobiety przyszły do Apostołów, żeby im powiedzieć, że grób jest pusty – śmiał się Mateusz.
- To by był jakiś plus... Ale niestety wparował do mnie kościelny wkurzony jak nie wiem co, a jednocześnie zadowolony, bo ja go zawsze ganię za niepunktualność...
Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!