Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc.361
Trochę się obawiał, ale zupełnie niepotrzebnie. Z lekkim spóźnieniem, ale Paula i Majka pojawiły się na plebanii zgodnie z umową. Mało tego, zabrały ze sobą jeszcze jakiegoś chłopaka, którego Mateusz widział po raz pierwszy.
- To jest Krystian, proszę księdza. On jest trochę nieśmiały, ale się rozkręci. – Majka przedstawiła chłopaka zanim ktokolwiek coś powiedział.
- Świetnie Krystian, cieszę się, że mogę cię poznać. Jesteś z naszej parafii? - zapytał Mateusz ściskając dłoń chłopaka.
- Z naszej, ale do kościoła chodzi do sąsiadów – Majka znowu nie dopuściła kolegi do głosu.
- Ale może jednak pozwolisz, żeby Krystian sam się wypowiedział? - wtrąciła się Paula i lekko się przy tym zarumieniła. Mateusz od razu zauważył, że dziewczynie podoba się Krystian, ale raczej mu tego jeszcze nie powiedziała, swojej koleżance pewnie też nie.
- Zanim wyciągniemy z niego słowo zrobi się ciemno – Majka bynajmniej się nie zraziła i chyba raczej nie zauważyła rumieńca u Pauli. - Ale spoko luz, jeszcze trochę i się rozkręci.
- Moi rodzice lubią kościół na Asnyka i dlatego najczęściej tam chodzimy, ale u nas też bywam – wypowiedział się wreszcie Krystian.
- No i jesteś już prawie pełnoletni, więc nie musisz się trzymać maminej spódnicy – podsumowała go Majka i zanim ktokolwiek zdążył zareagować zmieniła temat. - Jak się księdzu podoba plakat?
- Jaki plakat? - zdumiał się Mateusz.
- No ten co księdzu wysłałam. Niech mi ksiądz nie mówi, że go jeszcze nie widział...
- Kiedy mi go wysłałaś, gdzie i przede wszystkim co to za plakat? - Mateusz nic nie rozumiał.
- Jakieś dwie godziny po naszym pierwszym spotkaniu. Na messengera. O spotkaniu wspólnoty młodzieżowej – ze znudzoną miną Majka odpowiadała po kolei na wszystkie jego pytania.
- Aha, a ja messengera właściwie nie używam – tłumaczył się Mateusz wyciągając z kieszeni komórkę. - Ale już sprawdzam... A rzeczywiście coś jest! Nie powiem złego słowa, całkiem zgrabny plakacik... aha, czyli to będzie KSM? - nieco się zdziwił, bo nie zdążyli jeszcze konkretnie porozmawiać o formule spotkań młodzieżowych w parafii, które mieli zamiar zorganizować.
- No raczej... chyba że ksiądz woli ZSMP, to się księdzu młodość przypomni – zażartowała z uśmiechem Majka, a Mateusz z jednej strony nieco się zirytował, ale z drugiej nie mógł ukryć podziwu, bo pewnie niewielki promil ludzi w jej wieku mógł wiedzieć, co to było ZSMP.
- Mylisz się moja droga – odpowiedział również ze śmiechem. - Ja byłem w ZHP w tamtych czasach. Ale wracając do naszej wspólnoty, to myślałem o jakiejś bardziej otwartej formule...
- Proszę księdza, im bardzie otwarte, tym prędzej się rozleje i rozleci. To jak wolne związki. Musi być jakiś konkret – powiedziała Majka, a Mateusz znowu szukał swojej szczęki po podłodze.
- A znacie trochę strukturę i zasady działania KSM? - zapytał wreszcie, gdy aparat mowy wrócił mu na miejsce.
- Szczerze mówiąc nie za bardzo – włączyła się Paula. - Ale księdzem, który w naszej diecezji zajmuje się KSM-em jest taki wariat co wrzuca świetne filmiki na TikToku, więc może to się w okolicy rozkręci, a my przecież chętnie poznamy też nowych ludzi.
- Rozumiem – Mateusz w zamyśleniu kiwał głową i patrzył na plakat w swoim smartfonie. - Widzę, że już nawet jest podana data i godzina pierwszego spotkania – zauważył i chyba skutecznie ukrył lekką irytację, którą poczuł w związku z faktem, że Majka nawet nie pomyślała, żeby z nim to uzgodnić.
- No tak, może się ksiądz zjeżyć, że nie pytałam księdza o zdanie, ale szczerze mówiąc po prostu poza piątkiem wieczór nie ma szans na inne rozwiązanie. Za dużo innych spraw w tygodniu a w sobotę trzeba dać ludziom odpocząć – wyjaśniła Majka. - Mówiłam księdzu, że za młodymi dzisiaj trudno nadążyć – dopowiedziała widząc jego okrągłą ze zdziwienia twarz. Ta dziewczyna albo mu czytała w myślach, albo trafiła mu się wyjątkowa perełka, z którą będzie można coś zbudować, albo jego wiedza na temat młodzieży jest nic nie warta. To wszystko wkrótce się okaże, ale w tym momencie był bardzo, ale to bardzo zadowolony, bo przynajmniej w tej jednej dziewczynie widział determinację.
- Nie będę się jeżył, piątek wieczór jestem zawsze wolny, a tak mi się wydaje, że nawet jakby kiedyś wyjątkowo mnie nie było, to ty wszystko spokojnie ogarniesz – uśmiechnął się.
- Spoko luz – Majka uniosła kciuk w górę i roześmiała się. Mateusz zauważył, że w przeciwieństwie do ich pierwszego spotkania dziewczyny nie wybuchały śmiechem tak synchronicznie, ale powiązał to z ewentualną miętą ze strony Pauli do Krystiana i to ją pewnie trochę hamowało.
- A Krystian to wasz kolega ze szkoły? - zapytał Mateusz.
- Broń Boże! - zarzekła się ze śmiechem Majka i tym razem Paula przyłączyła się do niej. - Błąkał się taki samotnik, to go przygarnęłyśmy. A tak na poważnie, to widzieliśmy się na kilku imprezach, bo ksiądz jeszcze nie wie, ale Krystian to tylko w dzień jest taki małomówny, ale jak w nocy odpali swoje didżejskie sprzęty, to by go ksiądz nie poznał.
- Chodzę do technikum elektronicznego, też do trzeciej klasy – wyjaśnił Krystian.
- Super! To mam nadzieję, że przyciągniesz tu nam trochę chłopaków, bo nie chcę żeby nas dziewczyny zdominowały – zażartował Mateusz.
- Bez nas byście zginęli – powiedziała Majka i obie wybuchnęły śmiechem. - Proszę księdza, my się musimy zwijać. To niech ksiądz ten plakat, jeśli taki może być, wydrukuje i wywiesi w gablocie, no i trzeba w ogłoszeniach w niedzielę powiedzieć, że zapraszamy młodzież na spotkanie.
- Dobrze księże proboszczu – uśmiechnął się Mateusz i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Oj, nie mam takiej opcji. Nawet gdyby wyświęcali kobiety nigdy bym się nie zdecydowała, bo celibat to nie dla mnie – uśmiechnęła się Majka.
- Ani dla mnie! - nieco zbyt szybko dorzuciła Paula spoglądając na Krystiana.
- Wiesz co Majka? - Krystian na chwilę przymknął oczy. - A mnie się wydaje, że jak zaczną święcić kobiety to i celibat zniosą, więc wiesz...
- Widzę, że sprawy Kościoła bardzo was nurtują – zauważył Mateusz, - i powiem wam, że mnie to bardzo cieszy. Jeszcze jedno pytanie odnośnie naszej wspólnoty: stawiamy jakieś bariery wiekowe?
- Ja myślę, że od ósmej klasy wzwyż. Dla młodszych to jest bierzmowanie najpierw, tak mi się wydaje – powiedziała Paula, a Majka i Krystian milcząco pokiwali głowami.
- To niech tak będzie, od ósmej wzwyż. Czy my się jeszcze zobaczymy przed kolejnym piątkiem, oprócz niedzielnej Mszy oczywiście? - zapytał Mateusz.
- Może być ciężko – Krystian patrzył w swoją komórkę.
- Się ksiądz nie martwi – dodała Majka. - Pierwsze spotkanie musi być trochę spontaniczne, w ten sposób, jeśli ktoś przyjdzie oczywiście, to będzie wrażanie otwartości na wszystkie pomysły i wydaje mi się, że tak powinno być.
- No dobra! - zgodził się Mateusz. - To teraz dokąd zmierzacie?
- Mamy małą domówkę u naszej koleżanki – powiedziała Paula.
- W moich czasach mówiło się na to prywatka – powiedział Mateusz.
- Oj, proszę księdza, teraz to ma różne nazwy, ale nie chce ich ksiądz znać – uśmiechnęła się Majka. - No ale my tam idziemy nie poszaleć, ale werbować do KSM-u! - dodała.
- Werbunek się źle kojarzy – zauważył Mateusz.
- Widzę, że poczucie humoru nie zawsze księdza wspiera – Majka przyjrzała mu się uważnie. - Spoko luz! Wiemy co robimy. Z Panem Bogiem.
- No dobrze, ale naprawdę nie szalejcie za bardzo – uśmiechnął się Mateusz przybijając piątkę z wychodzącymi za Majką Paulą i Krystianem. Zamknął drzwi i już miał pójść do siebie, ale usłyszał pukanie. Wrócił szybko i kiedy otworzył drzwi zobaczył Krystiana.
- Dziewczyny cię porzuciły? - uśmiechnął się Mateusz.
- Nie, nie, czekają pod kościołem – odparł Krystian. - Proszę księdza, chciałem jeszcze o coś zapytać.
- Śmiało – Mateusz klepnął go zachęcająco w ramię.
- Bo widzi ksiądz, jak byłem mały zawsze chciałem być ministrantem, ale moja rodzina była dość daleko od Kościoła no i nie było to możliwe. Ale jakieś cztery lata temu moi rodzice mieli poważny kryzys małżeński i właśnie jeden ksiądz w kościele na Asnyka bardzo im pomógł. Właśnie dlatego teraz najczęściej tam chodzimy na Mszę, chociaż tego księdza już tam nie ma.
- Rozumiem, naprawdę nie mam z tym problemu, że ktoś chodzi do innego kościoła na Mszę Świętą – zapewnił go Mateusz.
- Wiem. Ale właśnie pomyślałem, że teraz może mógłbym być ministrantem, ale nie wiem czy nie jest za późno, bo w końcu mam siedemnaście lat i zwykle w tym wieku ministranctwo się porzuca. No i na Asnyka mają sporo ministrantów, a moja parafia jest tutaj i trochę głupio, że nie ma tam przy księdzu nikogo. Zwłaszcza, że ksiądz z uporem maniaka nie stawia od razu wszystkiego na ołtarzu, jak w innych parafiach, gdzie są ministranci, a i tak wszystko przez całą Mszę stoi na ołtarzu, tylko zawsze podczas Mszy przenosi w tę i z powrotem – uśmiechnął się Krystian.
- No właśnie dlatego z uporem maniaka to robię, bo mam nadzieję, że wreszcie ktoś to zauważy i się zgłosi. Innymi słowy wygląda na to, że wreszcie ktoś się zgłosił. Krystian, oczywiście że możesz być ministrantem, byłbym ci za to bardzo wdzięczny – Mateusz z trudem hamował w sobie euforię.
- Fanie, ale jak mam być w tym KSM-ie to jedno drugiemu nie przeszkadza? - zapytał jeszcze uradowany Krystian.
- Wręcz przeciwnie. Wiesz co, kiedyś był taki ksiądz, który w swoim kapłańskim życiu zrobił więcej niż kilkudziesięciu innych księży razem wziętych. Miał na imię Wacław. I on mówił, że tylko ten kto robi bardzo wiele może zrobić jeszcze więcej. A ten kto nic nie robi, cóż... nie można na niego liczyć.
Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!