TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 06 Grudnia 2019, 01:15
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 301

Rekolekcje się skończyły, ale mimo że był specjalny dzień spowiedzi, gdzie miejscowych kapłanów wsparły siły zaciężne z sąsiednich parafii, to w dalszym ciągu nie było dnia, żeby ktoś nie przyszedł z prośbą o spowiedź.


- Panowie, wiem, że to może być irytujące, bo ludzie przychodzą o każdej porze dnia, a czasem prawie w nocy, ale jeśli chodzi o spowiedź, to bardzo was proszę, żeby nikomu nie odmawiać – Mateusz tłumaczył wikariuszom, którzy zgłaszali mu przypadki z ostatnich dni. - Ja też się staram jak mogę i jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym kogoś odesłał.
- Spoko, proboszcz, nie denerwuj się, nikogo nie odsyłamy - odpowiedział uspokajająco Daniel. - W ostatnich dniach tak bardzo wszedłem w rolę ratującego cały świat, że na pewno nie będę się uchylał od jednania ludzi z Bogiem.
- A cóż to za ratowanie świata przypadło ci w udziale? - zdziwił się Mateusz.
- No a kto, jeśli nie my, uratował egzaminy w gimnazjum i podstawówkach? - Daniel dumnie wyparł pierś do przodu. - Kościół przez swoich kapłanów, siostry zakonne i katechetów po raz kolejny uratował Ojczyznę od blamażu i dzieci od niepotrzebnych stresów. Przyznam się, że nie spodziewałem się, że Pan Bóg miał aż tak dalekosiężne plany, kiedy te ćwierć wieku temu dopuścił do powrotu religii do szkoły i obiecuję, że już nigdy nie poddam w wątpliwość naszej obecności w szkole - zakończył Daniel swój żartobliwy, ale chyba nie do końca, wywód, a Szymon i Dawid też się uśmiechali z zadowoleniem.
- Muszę się zgodzić z Danielem, nawet sobie ksiądz proboszcz nie wyobraża, jak mi uczniowie dziękowali za obecność, a byłem w komisji w innej szkole. Nieraz mnie wkurza zachowawczość hierarchów i że tak długo te kościelne młyny mielą, ale w tych dniach wydaje mi się, że stanęliśmy po właściwej stronie, bo szkoda tych dzieciaków, żeby one miały krzywdę, bo nauczyciele za mało zarabiają, co też jest prawdą. I wcale im się nie dziwię, że chcą podwyżki – wypowiedział swoje zdanie Szymon.
- Ja stawiam dopiero swoje pierwsze kroki w szkole - skomentował Dawid, – uczę zaledwie dwa lata, więc jeszcze nie do końca mi wyparowały ideały, dlatego choć lubię moich kolegów i koleżanki w pokoju nauczycielskim, to jednak nie mogłem się z nimi solidaryzować w tym strajku. Ja naprawdę lubię te dzieciaki i sobie nie wyobrażam, żebym się bił o swoje, stawiając pod znakiem zapytania ich możliwość przystąpienia do egzaminów.
- Czasami się zastanawiam, czy jest możliwe, że niektórzy tak bardzo poddają się emocjom, że nie potrafią pomyśleć o konsekwencji swoich zachowań - ponownie zabrał głos Daniel. - Widzieliście ten filmik w Internecie, jak w którejś szkole nagrano taki protest-song, a jedna z nauczycielek przebrała się za krowę? - zapytał, a wszyscy potwierdzili skinięciem głowy. - Czy ta pani sobie nie zdaje sprawy, że zostanie krową do końca życia? Że nawet jeśli dzieci będą miały na tyle taktu albo strachu, żeby nie nazywać jej krasulą, to pewnie niejeden rodzic będzie się zastanawiał, co tam krowa nauczyła jego dzieci. Jak można się tak samemu zaorać? Ja już pomijam fakt, że dotacje na krowy i świnie będą ewentualnie z pieniędzy unijnych, a nie z budżetu i dziwi mnie, że niektórzy tak gładko pozwolili się złapać na tę rzekomą alternatywę, komu pieniądze: nauczycielom czy krowom, ale żeby jeszcze tym epatować? Naprawdę słabo to wszystko wygląda – zakończył Daniel.
- Co ja wam mogę na to powiedzieć? - zagaił Mateusz po dłuższej chwili milczenia. - Od bardzo dawna nie uczę w szkole.
- To mógłbyś proboszcz też jakiś strajk zorganizować, bo z tego co wiem ten pan z pierwszych stron gazet też już od dawna nie uczy – zażartował Daniel.
- Mówię poważnie, Daniel. Od lat nie uczę, więc nawet nie wiem na jakim poziomie kształtują się zarobki nauczycieli, a wy też mi się nie spowiadacie z tego, ile wam płacą, ale mam w głowie jedno wspomnienie. Byłem nastolatkiem, kiedy wprowadzono stan wojenny. Ale ponieważ u nas w domu aż tak bardzo telewizji się nie oglądało, to jakoś nam umknęło, że w poniedziałek lekcje zostały odwołane. I wyszedłem rano, jak co dnia, kilka minut po szóstej na Roraty z teczką, bo zwykle po Roratach szliśmy prosto do szkoły. Inni ministranci, jak mnie zobaczyli z tornistrem, najpierw się zaśmiali, że jestem gapa, ale szybko się przestali śmiać. I tak czekaliśmy na tę Mszę i myśleliśmy, że coś musi być bardzo nie tak, skoro nie ma lekcji. Nie żebyśmy mieli jakieś pojęcie o prawie dziecka i ucznia do normalnej edukacji, bo wtedy w szkole akcentowało się głównie nasze obowiązki. Ale w naszych dziecięcych łepetynach coś nie grało. Nie rozumieliśmy za wiele, a właściwie nic z polityki, ale coś nie grało. A teraz jeszcze pamiętam z radia reklamę Fundacji Świętego Mikołaja chyba, gdzie Franciszek Pieczka mówi o dzieciach z Mariampola, które nie mogą iść do szkoły bo jest wojna... I takie myśli chodzą mi po głowie - zakończył Mateusz. - Zostaje nam się modlić, żeby ta sytuacja zakończyła się jak najszybciej i żeby straty były jak najbardziej ograniczone, bo że straty będą to nie mam, niestety, wątpliwości. A przecież potrzebujemy tej trzeciej nogi: rodzina, szkoła i Kościół, zawsze to mówię i naprawdę wierzę, że żadnej z nich nie wolno osłabiać. Ale zamykam ten temat, bo trzeba się zająć przygotowaniami dekoracji do Grobu Pańskiego. I od razu się przyznaję, że zupełnie zapomniałem, aby posiać owies do Bożego Grobu, a teraz jest już chyba za późno – Mateusz uderzył się w pierś.
- Ale czemu miał proboszcz o tym pamiętać, skoro już rok temu wyznaczył mnie, żebym się zajął dekoracjami? - szczerze zdziwił się Dawid.
- Naprawdę? Mam nadzieję, że słyszeliście, jak coś walnęło – westchnął Mateusz.
- Walnęło? - zdziwił się Daniel.
- Tak. To kamień spadł mi z serca – wyjaśnił Mateusz zadowolony, że nabrał chłopaków. - To jak, Dawid, będzie ten owies?
- Owies już jest, u pana Chraboty, tylko trzeba pojechać odebrać i myślę, że proboszcz zrobi to najlepiej, jako że dysponuje kasą parafialną – uśmiechnął się Dawid.
- A obiecałeś mu coś, czy mam się z nim dopiero dogadać? - chciał wiedzieć Mateusz.
- Nic się nie dogadywałem, bo pan Chrabota sam się do mnie zgłosił, że przygotuje, więc myślę, że to będzie gratisowo dla parafii.
- Super! To ja od razu do niego podjadę, bo dzisiaj popołudniu mają przyjść ludzie do pomocy. Ciekaw jestem ilu chętnych będzie w tym roku – powiedział Mateusz i poderwał się z fotela. Po drodze wstąpił jeszcze do kancelarii, aby spisać adres pana Chraboty, bo dokładnie nie pamiętał, a potem skierował się do garażu.
***
Pan Chrabota właśnie przechadzał się po swoim tradycyjnym gospodarstwie, kiedy Mateusz wjechał na jego podwórko.
- O sam pleban mnie zaszczycił! Niech będzie pochwalony! - uśmiechnął się Chrabota ściskając drobną dłoń Mateusz swoją spracowaną, kościstą i twardą. - Pewnie ksiądz po owiec przyjechał?
- Zgadza się panie Zygmuncie. Przyznam się, że zupełnie mi wyleciało z głowy, aby osobiście pana poprosić, ale powiedział mi ksiądz wikariusz, że sam się pan zaoferował. Bardzo się cieszę – mówił Mateusz przekładając skrzynki z pięknie wyrosłym owsem do swojego samochodu.
- Przez wiele lat, jeszcze mój ojciec dawali ten owies, kiedyś było tego z pięć razy więcej niż dzisiaj. No ale potem przyszła moda, na te groby patriotyczne i powiem księdzu, że mnie to się nie do końca podobało. Ja wiem że takie były czasy, ale ja zauważyłem, że potem to już był przerost, prawie rywalizacja, czyj grób będzie bardziej patriotyczny, odważniejszy i to wtedy, kiedy już to żadną odwagą nie było. Więc ja co roku owies proponowałem i cieszę się, że wreszcie znowu posłuży – tłumaczył zadowolony Chrabota.
- Posłuży, i to jak! - odpowiedział Mateusz.
- A proszę mi powiedzieć, jak ja się mogę panu odwdzięczyć?
- Nijak proboszczu. Niech się ksiądz ino pomodli za moją córkę. Jest dyrektorką szkoły podstawowej. Idzie na ten strajk codziennie, a potem wraca do domu i płacze po nocach, bo jej dzieciaków szkoda. A ja patrzę w telewizor i wyklinam, a potem patrzę na nią i mi się serce kraje. Pomodli się proboszcz?
- Panie Zygmuncie modlitwa zapewniona, bo mi też się serce kraje. Bóg zapłać. I za owies, i za to, co pan mi powiedział, bo z tej strony tego nie widziałem.

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!