TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 06 Grudnia 2019, 01:12
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 300

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 300


- Chociaż, jak się chwilę zastanowię, to troszeczkę jednak pani o mnie wiedzieć powinna, choć pewnie nie to, czym się pani ze mną przed chwilą podzieliła – zagaił ponownie Mateusz.
- Co powinnam wiedzieć? - kobieta podniosła głowę i spojrzała na Mateusza.
- Skoro sprawdziła pani w Internecie, kiedy jest czynna kancelaria, to pani powinna wiedzieć, że dzisiaj jest nieczynna. Mimo to, widząc, że ma pani pilną potrzebę rozmawiania z proboszczem zaprosiłem panią, aby przyszła w dowolnym dla siebie momencie, nawet natychmiast. Z czego pani skorzystała. Co chyba raczej nie świadczy, że myślę tylko o sobie. Następnie oznajmia mi pani, że chce opuścić Kościół, co według mojej najlepszej wiedzy oznacza pani świadomy wybór odrzucania Bożej łaski i wprowadzenia siebie w kary kościelne, może pani widzi to inaczej, ale z mojej strony tak to wygląda, i dziwi się pani, że mi jest z tego powodu smutno? - Mateusz powiedział wszystko bardzo spokojnie, nie spuszczając wzroku z pani Gracjany, która przez chwilę patrzyła na niego, jakby się zastanawiała, o czym on w ogóle mówi.
- A czy pan zna ten wiersz księdza Twardowskiego „Nie przyszedłem pana nawracać”? - zapytała nagle wywołując nawet lekkie zdumienie u Mateusza, że jednak słowo ksiądz potrafi jej przejść przez gardło, a do tego czyta poezję.
- Tak, pamiętam ten wiersz. Dlaczego pani pyta? 
- No bo gdyby miał pan jednak odrobinę wrażliwości, to by mnie pan nie próbował nawracać – odpowiedziała kobieta, ale jej ton pozbawiony już był agresji.
- Pani Gracjano, ja bym bardzo chętnie spróbował panią nawrócić, jeśli potrzebuje pani nawrócenia, a już na pewno zachęcałbym panią do ponownego przemyślenia swojej decyzji o opuszczeniu Kościoła, ale na razie o tym
w ogóle nie ma mowy, ponieważ pani jest wobec mnie dość agresywna, przypisuje mi pani całe zło tego świata, a ja widzę panią po raz pierwszy w życiu i wydaje mi się, że nie zdążyłem pani zrobić nic złego - powiedział Mateusz.
- Czyli jednak nie chce mnie ksiądz puścić, tak? - kobieta próbowała jeszcze pokazać lwi pazur, ale wyraźnie spuściła z tonu, pierwszy raz nazywając go księdzem. - Może mi ksiądz wytłumaczyć dlaczego? Czy chodzi o te pieniądze na tackę, czy o napompowane statystyki?
- Z tymi pieniędzmi na tackę to chyba jednak pani przestrzeliła, bo raczej się w naszej świątyni nie spotkaliśmy. Ze statystykami też niezbyt dobry powód, bo wie pani, my księża, wbrew temu co się powszechnie mówi, płacimy podatki i to od liczby parafian. Zresztą nie tylko do Urzędu Skarbowego, ale i w Kurii płacimy pewne świadczenia na utrzymanie instytucji centralnych też w oparciu o liczbę parafian. Z tego punktu widzenia pani ewentualne wypisanie się z Kościoła i parafii nie byłoby jakimś ciosem... - tłumaczył Mateusz.
- No to po co by mnie ksiądz chciał zatrzymywać? - zdziwiła się kobieta.
- Bo pozwalając pani odejść, według tego w co wierzę całym sobą i dlaczego poświęciłem swoje życie, pozwalam pani odejść w... przepaść. Oczywiście nie zatrzymam pani siłą, ale będę próbował pani uświadomić. Może dzisiaj to modne, odejść z Kościoła, ale wie pani, nie dalej niż kilka dni temu oglądałem swoje zdjęcia sprzed 30 lat i chciałem się spalić ze wstydu patrząc w co ja się wtedy ubierałem. Mówię pani, mody potrafią być makabryczne. A ta na opuszczanie Kościoła, jest zaiste makabryczna. Więc jeśli to panią kieruje, to...
- Nie! - przerwała mu kobieta. - Nie kieruję się modą w tak istotnych sprawach.
- Czyli sama pani przyznaje, że to istotna sprawa. Nie mogę pani, ot tak, wypisać pisemka „Idź do piekła, skoro chcesz”.
- Nie puści mnie ksiądz dzisiaj? - patrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Z kancelarii parafialnej tak. Z Kościoła jeszcze nie – odpowiedział stanowczo.
- To co ksiądz proponuje? - pani Gracjana nie patrzyła już na Mateusza.
- Takich spraw nie załatwia się od ręki. Proszę panią, żeby jeszcze pani to przemyślała. W niedzielę rozpoczynają się rekolekcje w naszej parafii, będzie ojciec franciszkanin, może warto dać sobie i Panu Bogu szansę...
- Proszę pana, ja nie chcę odejść od Boga, chcę odejść od Kościoła – zaperzyła się.
- Rozumiem. Nie czas teraz tłumaczyć, ale
w takim razie proszę dać szansę sobie i Kościołowi, a może i Bóg coś przy okazji podpowie.
A po rekolekcjach zapraszam ponownie. A może już nie będzie potrzeby? - powiedział Mateusz,  a kobieta jeszcze przez chwilę siedziała, jakby się zastanawiała czy wyjść z przytupem, czy bez. Ostatecznie wstała i wyszła bez słowa.

***

Siedzieli przy kolacji w pełnym składzie razem z rekolekcjonistą, który opowiadał im swoje wrażenia na półmetku rekolekcji. 
- Chcecie posłuchać, jakie pytania zadali mi uczniowie szkoły średniej? - zapytał o. Darek.
- To miał z nimi ojciec kazanie dialogowane? - zdziwił się Daniel.
- Nie. Ale poprosiłem ich, żeby w domu przygotowali karteczki z pytaniami i wrzucili je anonimowo do koszyczka, zapewniłem, że odpowiem na każde pytanie. Nie zasypali mnie karteczkami, ale kilkanaście było. Większość dotyczyła spraw prozaicznych, na przykład ile ksiądz zarabia – opowiadał o. Darek.
- I co im ksiądz powiedział? - pierwszy zainteresował się Dawid.
- Zgodnie z prawdą, czyli że nic. Pieniądze z nauczania religii w szkole idą na klasztor, wszelkie inne dochody, na przykład z głoszenia rekolekcji tak samo. Oczywiście potem padło pytanie, z czego żyję, za co idę do kina, więc powiedziałem im, że mamy kieszonkowe, a w razie potrzeby idę do gwardiana i mówię czego potrzebuję. Co oczywiście wywołało rozbawienie. Pytali też, dlaczego „wybrałem ten zawód”, czy miałem dziewczynę, co bym zrobił jakbym odkrył w zakonie pedofila, czy trudno jest wytrzymać w celibacie i czystości, czy nie czuję się samotny. Ale były też dwa pytania, jak i kiedy zrozumiałem, że mam powołanie, a to może znaczyć chłopaki, że ktoś nad tym myśli, więc musicie się im dobrze przyglądać, żeby tych powołań nie zniszczyć -  powiedział całkiem poważnie ojciec Darek. 
- To raczej nikt w moich klasach – skomentował Daniel. - Na każdej parafii, na której byłem wyniuchałem powołania po pierwszych kilku miesiącach, i uwaga, nigdy się nie pomyliłem. To że potem niektórzy nie skończyli seminarium, to już inna sprawa, i na to wpływu nie miałem. Ale tutaj u nas wydaje mi się, że jakby to powiedzieć, zupełnie nie ma środowiska. Może to i nasza wina, ale nigdy nie zauważyłem jakiegoś otwarcia na tę drogę. O księżach i zakonnikach mówi się tylko po to, żeby mieć bekę, chociaż jakiejś agresji nie ma. Robią to z sympatią – zakończył Daniel.
- Aż dwa takie pytania? - Szymon kręcił głową najwyraźniej przebiegając w myślach szkolne ławki, ale też nikt mu nie przychodził do głowy.
- Ja wiem, że to nie jest tak łatwo, bo dzisiaj młodzi mało żyją w realu, ale trzeba mieć oczy i uszy otwarte – skomentował o. Darek. - Bo wiecie, powołania są, tylko my je marnujemy. 
A który z was uczy w gimnazjum?
- Ja – odpowiedział tym razem Dawid. - A dlaczego ojciec pyta?
- Jak ksiądz myśli, jest tam jakaś szczególnie uzdolniona poetka? - zapytał ojciec Darek.
- Poetka? A skąd... Nawet ojcu nie będę mówił, jakie te dzieciaki mają problemy z czytaniem. Na spotkaniach do bierzmowania próbowałem coś z nimi czytać na głos, ale szybko zrezygnowałem, bo mi było wstyd...
- To niech ksiądz posłucha – powiedział ojciec Darek wyciągając z kieszeni kolejną karteczkę.
- Tytuł wiersza „Spojrzenie”:
Ocean i strumień, drzewo i las
Skulone pod nieba wzrokiem
Księżyc i Słońce mierzą nasz czas
Każde jest jednym Bożym okiem.
Jak ciepły wiatr, który dmucha w twarz,
Jak dziecka największe marzenie
Tak dobro, które trzyma wieczną straż
To Jego niewidzialne spojrzenie.
- Naprawdę napisał to ktoś z moich klas? - zdziwił się Dawid.
- Naprawdę – uśmiechnął się o. Darek.
- I co najciekawsze, nie prosiłem ich o wiersz, ale poprosiłem żeby przygotowali coś jako prezent dla swojego przyszłego dziecka. I jedna księdza uczennica napisała taki wiersz. Pozory czasem mylą. Dlatego mówiłem o tych powołaniach i że musimy się o dobry biotop dla powołań starać. O to środowisko, o którym mówił ks. Daniel.
- Dobrze, że ojciec to mówi, jestem naprawdę wdzięczny – powiedział Mateusz.
- I musimy koniecznie namierzyć tę poetkę, Dawid, bo z niej będą ludzie. A pamiętasz ojcze Darku moją prośbę?
- Oczywiście księże Mateuszu. Cały czas pokazuję Kościół jako matkę karmicielkę, a co z tego dotrze, to w rękach Boga.

Jeremiasz Uwiedziony 
Ilustracja Marta Promna
Wiersz „Spojrzenie” Karina Zimniak

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo
do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!