TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 06 Grudnia 2019, 01:27
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 298

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 298

- Nic się proboszcz nie przejmuj – powiedział Daniel, jego najstarszy wikariusz, ale w tonie swojej wypowiedzi wcale nie zabrzmiał uspokajająco, ale jakoś taki zrezygnowany.
- Wiesz, Daniel, pamiętam kiedyś w rozmowie mówiłeś, że trochę zazdrościsz tym starszym kapłanom, co już przechodzą na emeryturę, bo oni co prawda żyli w trudnych, komunistycznych czasach, ale mieli tysiące ludzi po swojej stronie, którzy zawsze stanęliby za nimi murem, nawet jeśli nie byli super duszpasterzami, a nawet jeśli mieli jakieś ludzkie słabości. Pamiętasz? I mówiłeś, że ty już niestety załapałeś się na czasy większego zobojętnienia, a nawet ataków na księży, ale prorokowałeś, że ci co są teraz święceni to dopiero będą mieć przerąbane. Pamiętasz? - dopytywał Mateusz.
- No pewnie, że pamiętam. Powiem ci proboszcz więcej, właściwie nie ma spotkania kapłańskiego, żebyśmy o tym nie mówili - zamyślił się Daniel.
- Naprawdę? Nie macie innych lepszych tematów? Ja już nawet nie mówię duszpasterskich, chociaż wcale by wam nie zaszkodziło wymienić się doświadczeniami, pomysłami, ale chociaż o samochodach albo o piłce nożnej... Musicie się takimi kasandrycznymi wizjami katować? - Mateusz, który po nieprzyjemnej rozmowie z antyklerykalnym urzędnikiem bankowym, przez kilka dni chodził z tematem, a dzisiaj podzielił się nim z najstarszym wikarym, nagle zobaczył bezsens sytuacji, w której młodzi jeszcze księża „biczują się” niepewnymi wizjami przyszłości, aż go to autentycznie rozbawiło.
- Ja cię, proboszcz, nie rozumiem, najpierw niby mi pokazujesz, że na własnej skórze doświadczasz, że zaczną nas dociskać coraz bardziej,
a potem się ze mnie śmiejesz, że my z kolegami też tak myślimy - Daniel trochę się zirytował.
- Spokojnie, wyjaśnijmy sobie pewne rzeczy. Ja ci chciałem tylko powiedzieć, że kiedy ten cały Ewaryst mi się odgrażał, to sobie przypomniałem twoje słowa i zastanawiałem się, jak ty byś zareagował na te jego zaczepki. Ale, szczerze ci mówię, myślałem, że tamta twoja wypowiedź była taką odosobnioną opinią w chwili zmęczenia,
a nie wspólnym mianownikiem waszych kapłańskich spotkań. Przecież ty jeszcze nie masz czterdziestu lat, no i do tej pory jeszcze nie musiałeś własną piersią bronić wiary i Kościoła. Dlatego przywołałem tamte twoje słowa, bo myślałem, że mi je zaraz rozmontujesz, żebym nie powtarzał takich wynurzeń... No powiedz, jakbyś zareagował na tego Ewarysta? - Mateusz nie chciał się konfliktować ze swoim wikariuszem.
- Myślę, że z trudem bym się powstrzymał przed posłaniem go na drzewo... I na pewno bym zaraz zabrał swoje pieniądze z tego banku. Natychmiast! O, tak bym zrobił – odpowiedział Daniel. - Zadowolony?
- Oczywiście, że zadowolony – skomentował Mateusz. - Ale sam zobacz, jak my się zachowujemy. Bo ja go na drzewo nie wysłałem, ale powiem ci, że na argumenty spokojnie gościa rozprowadziłem po kątach, aż się popluł. Sam się nie spodziewałem, że tak zareaguję. Ale chodzi mi o to, że my, siebie też mam na myśli, za dużo płaczemy na zapas, jak to mówią Włosi bandażujemy sobie głowy, zanim nam je ktoś rozwali, ale trochę myślałem, że to raczej moja generacja, ale widzę, że to jest szersze zjawisko. Narzekamy, narzekamy, ale potem jak przychodzą jakieś, póki co dzięki Bogu niewielkie problemy, to w sumie bierzemy je na klatę, tak czy nie?
- No wygląda na to, że tak - zgodził się Daniel.
- Dokładnie. I tak się właśnie zastanawiam, że coś z tym trzeba zrobić, bo ta atmosfera bandażowania głowy to się udziela innym. Zauważyłeś na przykład naszego kościelnego? O czym byś z nim nie rozmawiał, to tylko mówi, że to się rozpadło, tej grupy już nie ma, ta w stanie szczątkowym... Jeszcze dobrze Dawid nie zaczął spotkań z Eucharystycznym Ruchem Młodych,
a już kościelny wieszczy, że i tak się wszystko rozpadnie, bo się wszystko rozpada. I wiesz skąd on to ma? Od nas! Bo my ciągle w tej postawie oczekującej najgorszego, że lepiej to już było i tak dalej.
- Lepsze jutro było wczoraj, chyba tak to było - skomentował Daniel.
- No właśnie. Czyli mamy już dwa ważne wnioski - powiedział Mateusz.
- Jakie wnioski? - zdziwił się Daniel.
- No pierwszy wniosek jest wprost z Ewangelii i z naszego doświadczenia. Nie musimy się martwić co to będzie, zastanawiać się co zrobimy, jak jakieś „wiosny” czy inne pory roku zaczną nam dokuczać, bo dokładnie wtedy Duch Święty nas poprowadzi, co i jak mamy mówić. Jak reagować. Czy z kimś grzecznie, czy posłać go na drzewo. Słuchaj chłopaku, dziewczyno, myśl sobie i rób co chcesz, ale żeby się Pan Jezus pojawił na ołtarzu, albo ci udzielił przebaczenia, potrzebujesz mnie, księdza. Wiesz gdzie mnie znaleźć. No może nie każdemu w ten sposób, ale taka jest prawda. No a drugi wniosek dotyczy tego kosmicznego pesymizmu, jak tak będziemy biadolić, to nas to biadolenie pochłonie, bo jest zaraźliwe. Rozumiesz, co mam na myśli? - Mateusz wpatrywał się uważnie w Daniela.
- Rozumiem. Tylko to znaczy, że ja sobie będę musiał gębę zakleić, bo ja raczej zawsze marudzę – Daniel nie owijał w bawełnę.
- No to chłopaku, od czego mamy Wielki Post? Zamiast wymyślać nie wiadomo jakie postanowienia, zrobimy sobie tu u nas pośród księży takie jedno wspólne. Nie biadolimy! Jak jest jakiś problem, to nie biczujemy się nim, tylko rozmawiamy w kategoriach szukania rozwiązania. Bierzemy na klatę, rozumiesz?
- No dobra, ale jak to będziemy egzekwować, bo jak znam życie to po paru dniach wszystko wróci do normy, przynajmniej u mnie - samokrytycznie dodał Daniel.
- Skarbonka. Na stole w kuchni. Za każde biadolenie bez propozycji konstruktywnej dycha do skarbonki. Dochód na wakacyjny wyjazd ministrantów - Mateusz długo się nie zastanawiał.
- O kurka, to chyba im fundniemy wyjazd zagraniczny - zaśmiał się Daniel. - Ale, chyba musimy zapytać pozostałych chłopaków.
- Nic nie będziemy pytać. Ja tu jestem proboszczem, a jak chcą demokracji, to pomylili powołania. Poza tym możemy przegłosować. Ty i ja jesteśmy „za”, więc nawet jakby Szymon i Dawid byli przeciw to mój głos przy remisie przeważa na naszą korzyść.
- A skąd proboszcz wiesz, że jestem „za”? - Daniel przyglądał mu się uważnie.
- Bo to jest najlepsze postanowienie „ever”, jakiego właśnie ty potrzebujesz - odparł Mateusz i wytrzymał spojrzenie Daniela do samego końca. W tym momencie do jadalni wszedł Szymon.
- Co tak zawzięcie dyskutujecie? Tak mnie dzisiaj w szkole wkurzyli, że chyba sobie wezmę parę dni bezpłatnego. Nie idzie ujechać z nimi. Postraszyłem dzisiaj jedną dziewczynkę w trzeciej klasie, że jeżeli jeszcze raz przyjdzie bez zadania domowego, a uwaga, od początku roku ani razu nie odrobiła, to nie dopuszczę jej do Pierwszej Komunii Świętej. A ona do mnie, że mogę sobie gadać co chcę, a jej mama i tak wszystko
z proboszczem załatwi. Mam dość. Naprawdę. Jak śpiewa Nosowska „ja pas” - westchnął Szymon i ciężko opadł na krzesło.
- I już gościu wisisz dyszkę - z uśmiechem na twarzy skwitował go Daniel.
- Za co? - zdziwił się Szymon.
- Daniel ci wszystko wytłumaczy, bo ja muszę skoczyć do Maćka – odpowiedział Mateusz i zostawił chłopaków przy stole. Podszedł do komody w przedpokoju sięgnął po kluczyki od samochodu i wyszedł na zewnątrz. Rześkie, zimowe powietrze natychmiast podniosło mu poziom endorfin w organizmie, bo przyszła mu nieodparta chęć biegania. Zawsze tak miał w chwilach euforii. Która zwykle szybko przechodziła. Tym razem na pewno nie mógł przejść do czynu od razu, bo do Macieja był niezły kawałek, nawet w formie by pewnie nie dał rady, a obecnie był po z górą trzyletniej przerwie od ostatniej istotnej aktywności fizycznej. Fizycznie był w nędzy strasznej. Ale czuł się znakomicie. Jakby zaczynało się coś ważnego i pięknego. W samochodzie mocno ściskał kierownicę. Miał taką chęć, żeby gwałtownie skręcić, a potem przyspieszyć, ale droga była prosta, więc musiał się opanować. Właściwie nie miał pojęcia, po co w ogóle jedzie do Macieja. Przecież ma Mszę wieczorną, za dwie godziny musi być znowu w parafii. Ale musiał mu powiedzieć, co im Duch podpowiedział na Wielki Post. Musiał mu powiedzieć, że są pierwsze efekty „Wiosny” i to bardzo dobre, wbrew jaskółkom. Musiał mu powiedzieć, że zaczynają akcję „pesymizm kosztuje i to dosłownie”. Aż stuknął pięścią w kierownicę. W tym momencie usłyszał też dźwięk przychodzącej wiadomości. Choć nie powinien czytać podczas jazdy, ale odruch był bezwarunkowy. Nadawcą był Daniel: „Jak chcesz proboszcz posiedzieć dłużej z Maciejem, to ja wieczorną za Ciebie wezmę. PS. Skasowałem już dwa razy Dawida i raz Szymona. Ministranci będą mieć wypasiony wyjazd :)”

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!