TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Sierpnia 2019, 23:33
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 293

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 293

Zuzanna siedziała naprzeciwko Mateusza w kancelarii parafialnej, uśmiechała się, ale nie miała najmniejszego zamiaru zacząć rozmowy. Dyskretnie obejrzała ściany kancelarii, regały, dostrzegła wysypujące się z kosza na śmieci papierzyska, na moment zatrzymała swoje uśmiechające się oczy na Mateuszu, po czym kontynuowała swoją obserwację nie mówiąc ani słowa. Mateusz przez chwilę udawał, że sortuje jakieś leżące na biurku papiery, desperacko oczekując, że to jednak kobieta odezwie się jako pierwsza, ale coraz mniej w to wierzył.
- Chętnie bym zwalił winę za nieporządek w kancelarii na wikariuszy, ale nie byłaby to prawda, bo to ja jestem takim bałaganiarzem – wydukał w końcu uśmiechając się przepraszająco, a przynajmniej tak mu się wydawało.
- Nie ma problemu, proszę księdza, mnie o wszystko można podejrzewać z wyjątkiem pedanterii – odpowiedziała spokojnie Zuzanna. - Widzę, że ksiądz zupełnie nie ma pojęcia o czym ze mną rozmawiać, mylę się? - zapytała nagle wprost nie zatrzymując jednak wzroku na Mateuszu i całe szczęście, bo musiał być w tym momencie buraczkowy na twarzy.
- Zielonego pojęcia – wykrztusił. - Widzi pani, pani Zuzanno, pani tato...
- Proszę mi mówić po imieniu, jest ksiądz przyjacielem ojca, a więc różnica wieku jest odpowiednia, ja zresztą generalnie nie przepadam za tytułowaniem – powiedziała Zuzanna. - Ja też nie wiem, o czym mamy rozmawiać, ale mogę pozgadywać, na co tatko miał nadzieję.
- No to ja chętnie posłucham – z ulgą powiedział Mateusz rozsiadając się wygodniej w fotelu.
- Jako pierwszą opcję obstawiłabym lęk tatuśka, że nigdy nie wyjdę za mąż. Wie ksiądz mam już trzydzieści lat i tato jeszcze mnie nie widział nigdy z chłopakiem, czy też z mężczyzną. Nie! Dobrze powiedziałam, z chłopakiem, bo pomiędzy tymi potencjalnymi kandydatami to właściwie sami chłopcy, żeby nie powiedzieć chłoptasie, o mężczyznę dziś naprawdę trudno. Tata jest przekonany, że poprzez moje dorastanie w niepełnej rodzinie, tylko z mamą, mam jakiś wstręt do małżeństwa i oczywiście czuje się winny z tego powodu, no i pewnie liczy, że ksiądz Mateusz, najlepszy ksiądz jakiego on w życiu poznał, pomoże mi. Ale od razu księdzu powiem, że nie mam żadnego uprzedzenia, może poza jedną rzeczą: nie chcę niczego robić pochopnie, jak to się przydarzyło rodzicom. Ale poza tym to mam wielkie pragnienie zamążpójścia, rodziny i tego wszystkiego, i sama wiem, że zegar mi tyka. No, ale z pustego, wie ksiądz, prawda? - Zuzanna zamilkła najwyraźniej dając okazję Mateuszowi do komentarza.
- Chyba muszę coś powiedzieć odnośnie tego najlepszego księdza jakim ja mam być – zaczął nieco niepewnie Mateusz.
- Jeśli chodzi o mnie, to akurat w tym temacie nie musi ksiądz nic wyjaśniać, bo mój tatko, jak sobie coś umyśli, to nikt i nic nie jest w stanie zmienić jego zdania. Najprawdopodobniej czymś mu ksiądz zaimponował i teraz już do końca życia będzie najlepszym księdzem jakiego poznał mój ojciec i wcale nie będzie się musiał ksiądz szczególnie starać. Wystarczy nie porzucić sutanny. Mój tato jest naprawdę bardzo przywiązany do swoich poglądów – zakończyła z uśmiechem Zuzanna.
- Aha! Rozumiem – skonstatował Mateusz i sam nie wiedział, czy jest zadowolony, że nie musi nic mówić, czy jednak lekko zawiedziony, że Zuzanna nie jest zainteresowana, czym mógł wzbudzić szacunek jej ojca. Zresztą i tak nie wiedział. - No a jeśli chodzi o zamążpójście to chyba też nie będę tu pani, znaczy się ciebie Zuzanno, uświadamiał. Chociaż trochę się zastanawiam, że to smutne, że nie udało ci się spotkać choć jednego poważnego mężczyzny, którego mogłabyś tak do końca prześladować swoją miłością.
- O, widzę, że ksiądz Poświatowską czytuje – uśmiechnęła się Zuzanna. - Ale ja wcale nie powiedziałam, że nie spotkałam prawdziwych mężczyzn, bo oczywiście spotkałam. Chodziło mi o potencjalnych kandydatów, czyli takich którzy by wykazali choć minimum zainteresowania moją skromną osobą. Pośród takich poważnych mężczyzn nie było. To może przejdę do drugiego ewentualnego tematu, o którym mógł myśleć ojciec umawiając nas na rozmowę. Tata chciałby zejść się z mamą.
- Też mi się tak wydaje – wtrącił się Mateusz.
- Mnie się nie wydaje, ja mam pewność, że tak jest – powiedziała Zuzanna. - I powiem księdzu więcej: mama też chce. Tylko, że oboje się boją uczynić ten pierwszy zasadniczy krok. Wie ksiądz, oni są gorzej niż dzieci. Wygląda to tak: tata robi drobny gest, mama się usztywnia, tata się wycofuje. Innym razem role się odwracają. I tak w koło Macieju... Trzeba, żeby któreś z nich poważnie to wyartykułowało, ale żadne nie chcę wziąć na siebie tego zobowiązania, że to on czy ona zrobiła ten pierwszy krok. Więc dają sobie sygnały, prowokując się nawzajem, ale nic z tego nie wychodzi.
- A twoim zdaniem, jest szansa żeby im się powiodło tym razem? - zapytał Mateusz.
- Myślę, że jakieś szanse są. Żadne z nich nie związało się z kimś innym. Jedyne co może być poważną przeszkodą, to ich starannie już wypielęgnowane nawyki i przyzwyczajenia, ale myślę, że nie układałoby się im znacznie gorzej niż dziesiątkom małżeństw, które znam. W każdym razie ja ich swatać nie zamierzam – powiedziała Zuzanna.
- No to może ja trochę spróbuję – uśmiechnął się Mateusz.
- OK, to chyba osiągnęliśmy cel naszej rozmowy, chociaż muszę przyznać, że za rozmowny to ksiądz nie był – uśmiechnęła się Zuzanna.
- Ale może są jeszcze jakieś inne tematy, które Bartek, znaczy się tato, mógł mieć na myśli – szybko zareagował Mateusz, któremu podobała się rezolutność i otwartość córki jego przyjaciela i nie miał nic przeciwko temu, aby rozmowa trwała, a nawet aby się rozkręciła.
- Na pewno jest jeszcze przynajmniej jeden. Tato chętnie od księdza usłyszy, że ma wspaniałą i piękną córkę. Co nie znaczy oczywiście, że ja tak uważam, ale tato – jak ksiądz pewnie wie – przez wiele lat borykał się ze swoim, nie wiem, prawdziwym czy wyimaginowanym powołaniem do kapłaństwa, a potem przez kilka lat z przekonaniem, że je zmarnował. No i teraz jest na etapie desperackiego szukania rzeczy, które mu w życiu wyszły. I od kiedy stosunki między mamą a tatą poprawiły się, na szczycie tej niedługiej listy rzeczy udanych jestem dla taty właśnie ja. Czasami wręcz twierdzi, że na tej liście jestem tylko ja, ale wtedy mówię mu, żeby mnie nie denerwował, bo wtedy jestem też ostatnia na liście, a tego nie lubię i szybko coś tam dorzuca. Ale tutaj oczywiście zostawiam księdzu wolną rękę, czy zechce tatę ucieszyć. Natomiast co do taty i mamy, to byłabym wdzięczna, gdyby ktoś wreszcie ich zamknął na parę dni w jednym pokoju, żeby sobie przypomnieli, jak mocno się kochają. To będziemy w kontakcie, dobrze? - zapytała Zuzanna wstając i zapinając kurtkę.
- Oczywiście – odpowiedział Mateusz. - A w trzecim temacie, myślę, że ojciec ma rację. No i skoro jestem jego ulubionym księdzem, to mam nadzieję, że jak już największe dzieło jego życia znajdzie mężczyznę godnego ołtarza, to zaprosi na ślub również mnie.
- To jak w banku, proszę księdza. Ojciec by się mnie wyrzekł gdybym tego nie zrobiła – uśmiechnęła się. - Z Panem Bogiem! - powiedziała i zamknęła drzwi za sobą zanim Mateusz zdążył coś powiedzieć. Szybko zerwał się z fotela i wyszedł za nią, ale kiedy stanął przed plebanią natknął się na swojego najmłodszego wikariusza, który wracał z rekolekcji.
- A to kto? - zapytał Dawid odprowadzając wzrokiem kobietę do furtki.
- Córka mojego przyjaciela – odpowiedział Mateusz również patrząc na plecy Zuzanny.
- Śliczna kobieta! - powiedział Dawid. - A co jej proboszcz powiedział?
- Nic – wzruszył ramionami Mateusz. - A co niby miałem jej powiedzieć?
- Skąd ja mam wiedzieć? Miała na ustach taki uśmiech, jakby wydarzyło się coś naprawdę wspaniałego. Oczywiście miałem nadzieję, że to na mój widok, ale kobieta była tak... nie wiem... podekscytowana?, że mnie nawet nie dostrzegła i nie odpowiedziała na „Szczęść Boże”. Coś jej proboszcz fajnego musiał powiedzieć – Dawid przyglądał się Mateuszowi jakby chciał w nim odkryć jakiś sekret.
- Wiesz co? Ona się może tak cieszyła, bo jej ojciec i matka chyba się zejdą razem po prawie trzydziestu latach. Kurdę, naprawdę, nieważne ile masz lat, jesteś zawsze dzieckiem swoich rodziców. Dzieckiem, które chce żeby rodzice się kochali...
- Bo się proboszcz rozpłacze – zaśmiał się Dawid a Mateusz tylko odwrócił głowę.

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!