TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Października 2020, 14:16
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księzy(ca) - odcinek 237

Jasna i ta druga strona księzy(ca) - odcinek 237

ojciec pio

Mateusz usiadł w ostatnim rzędzie i nie mógł uwierzyć, że ponownie jest w kinie. Już sam nie pamiętał, ile czasu minęło od ostatniego razu i nawet był zły na siebie, że tak zaniedbał swoją pasję. Oczywiście złość była relatywnie niska i raczej taka udawana, bo przecież w życiu, a zwłaszcza w życiu księdza, są inne rzeczy, z powodu których zaniedbania powinien być nie zły, a wręcz wściekły. Choćby spowiedź. Własna i jako posługa w konfesjonale. Ostatnio jakoś tak szczególnie przemawiała do niego postać ojca Pio, który spędzał w konfesjonale nawet piętnaście godzin dziennie.
- Piętnaście godzin wysiedzieć w konfesjonale to naprawdę trzeba być świętym - komentował podczas ostatniej ich rozmowy Maciej. - Ja jak mam te dwie godziny dyżuru w stałym konfesjonale u kanoników i jeszcze trafi mi się jakiś trudniejszy przypadek, albo armia przypadkowych kartkowiczów, to kiedy wychodzę czuję się, jak wyżęty przez wyżymaczkę. A ojciec Pio to miał takich trudnych przypadków na pęczki i on jeszcze wiedział więcej, niż oni mu mówili. Czyli ja raczej świętym nie będę, a już na pewno nie przez konfesjonał. Chociaż, jak tak się dobrze zastanowię, to przecież mam posuniętą do heroiczności zdolność wysłuchiwania ciebie i wyciągania z tarapatów, więc może przez to chociaż zasłużę na niebo - śmiał się Maciej.
- I nawzajem - odbił piłeczkę Mateusz, który bardzo lubił takie właśnie ich rozmowy, podczas których niby tyle się żartowało, a przecież dotykali wielu trudnych tematów, i pomiędzy jednym żartem i drugim, dzielili się swoim doświadczeniem, wiedzą, a nieraz i rozterkami. Naprawdę Bóg dał mu wiele, ale w przyjaciołach bardzo wiele.
- A wracając do ojca Pio i spowiedzi, to mam zawsze ten dylemat: już mam iść do konfesjonału, ale ktoś przyjdzie, bo musi Mszę zamówić. Pytam, czy nie może przyjść po Mszy Świętej, skoro już nie chce w godzinach kancelaryjnych, no i robi taką minę, jakbym jakąś pokutę zadał. Przyjmuję więc tę Mszę i potem mam pięć minut na konfesjonał. Naprawdę źle się z tym czuję. Bo chcę być w konfesjonale. Nie mówię, jak ojciec Pio, ale codziennie chcę dać ludziom szansę... Ty pamiętasz, co nam mówił ten ksiądz z Niemiec?
- Nie bardzo... - Maciej zmarszczył brwi w wyraźnym wysiłku, aby coś sobie przypomnieć.
- Może ciebie wtedy nie było... Rozmawialiśmy tak o różnych sprawach w kontekście rekolekcji ewangelizacyjnych i pojawiło się pytanie: dlaczego w Niemczech jest tak ciężko, gdy chodzi o wiarę katolicką. Wiesz, biskupi i księża buntują się przeciw papieżowi, nawet kiedy był Benedykt, czyli „ich“ papież. Ludzi w kościołach malutko, no i żaden ruch odnowy, ruch charyzmatyczny, czy cokolwiek innego nie jest w stanie tam się zakorzenić. Nic. Nawet w laickiej Francji czy w Hiszpanii pojawiają się jakieś jaskółki odnowy, ruchy, wspólnoty, a w Niemczech nic. Chyba, że coś nowego przeciw papieżowi. I wiesz, co on nam powiedział? Że jego zdaniem przyczyna tkwi w tym, że tam nikt nie żyje w stanie łaski uświęcającej. Wiesz, nawet ta mała grupa, która chodzi do kościoła co niedzielę, to i tak właściwie się nie spowiada, czyli bez względu na to, jakie mają grzechy i tak przystępują do Komunii Świętej. czyli, prawie nikt nie jest w stanie łaski uświęcającej, więc co tam może wykiełkować? Przyznam ci, że ja byłem tą wypowiedzią zdruzgotany. I zaraz zacząłem myśleć, jak to jest u mnie ze spowiedzią. I co tu dużo gadać, nie jest dobrze - zakończył Mateusz.
- Powiem ci tak. U ciebie na wsi, to i tak nie jest źle, podobnie jak u mnie. Ty pomyśl, co jest w większych miastach! - skomentował Maciej i później zaczęli rozmawiać o czymś innym, ale ten temat ciągle chodził Mateuszowi po głowie. Coś w tym kierunku musiał zrobić. Nawet teraz w kinie przyszedł mu do głowy ten temat. Tak mu się skojarzyło na kanwie różnych zaniedbań.
„Co jeszcze u mnie leży?“ - zastanawiał się, ale zanim wyciągnął jakieś konkretne wnioski zauważył, że sala kinowa jest pusta, a seans właśnie się rozpoczynał.
- No, no! Seans tylko dla mnie, czuję się zaszczycony! - powiedział półgłosem moszcząc się wygodnie w fotelu, ale zaraz jego zadowolenie przerodziło się w lekki niepokój, że może wybrał jakiś idiotyczny film. Było to całkiem możliwe, bo wszedł do kina zupełnie bez planu i bez wiedzy, co aktualnie jest grane, a na pasującą mu godzinę był tylko jeden film. Amerykańska komedia romantyczna. Nie wiedział o czym, no ale przynajmniej był pewien, że nie będzie aż tak durna, jak polskie komedie romantyczne, no i będzie po angielsku z napisami, więc przynajmniej odświeży trochę jego znajomość. To był jeden z powodów, dla których wybierał w kinie zawsze filmy anglojęzyczne. Innym powodem była, niestety, nędza polskich produkcji.
Rzeczywiście film okazał się dość słaby i potwierdził jego przekonanie, że Hollywood już nie zajmuje się niczym innym, jak tylko pakowaniem ludziom do głowy, że wszelkie wariactwa na temat miłości i małżeństwa są czymś normalnym, a wszelkie manipulacje wokół życia codziennością, jak choćby sprzedawanie nasienia i kupowanie go, sztuczne zapłodnienie itd. Właśnie o tym był film, na który trafił. Ideologia w pop-kulturze. Normalka, na którą on był już dawno uodporniony, więc chociaż mógł docenić grę aktorską, zwłaszcza głównej bohaterki, która przypominała mu jego znajomą. Charakterem. Lubiła wszystkim wszystko planować. Ale zdawał sobie sprawę doskonale, że te słodkie filmiki sączą w ludzi truciznę, której oni nie są świadomi przychodząc do kina dla relaksu i wyłączając mózgi, w które te głupoty mogły się wsączać bez kontroli. Pomyślał, że musi więcej o tym mówić również na kazaniach, może też sugerować jakieś wartościowe filmy, chociaż miał świadomość, że na tym polu, jak to mówił Jezus, ludzie tego świata są o wiele bardziej przebiegli od ludzi Światłości. Na tym polu wyraźnie przegrywamy.
Mimo wszystko wyszedł z kina zrelaksowany i z kilkoma pomysłami.

***
Wszedł do zakrystii i natychmiast zobaczył spojrzenie pana Władzia, który wbrew jego błaganiom, groźbom i zaklęciom nie chciał uczestniczyć we Mszy Świętej, jak wszyscy, wewnątrz kościoła, ale uparcie meldował się w zakrystii mówiąc, że tu jest jego miejsce. I nic nie pomagało.
- No to się ksiądz dzisiaj przejechał po Hollywood! Gratuluję! To kazanie powinno być wydrukowane i rozdawane w kościołach, bo ludzie pojęcia nie mają o tych technikach podprogowych - pan Władek nie mógł się nachwalić proboszcza.
- Panie Władziu, jakby pan był na kościele, to może by się panu jeszcze bardziej podobało. Wie pan, kontakt wzrokowy jest niesamowicie ważny w komunikacji. Niemniej mam nadzieję, że i tak wyciągnie pan wnioski i weźmie się do pracy - powiedział z uśmiechem Mateusz.
- Do pracy? - zdziwił się pan Władziu, udając że nie słyszał pierwszej części proboszczowskiej wypowiedzi.
- No widzi pan? Tak wszyscy robicie, pochwalicie kazanie, podyskutujecie i wszystko zostanie po staremu - skomentował Mateusz.
- No, ale co niby miałbym zrobić? Film nakręcić? Czy co? - pan Władziu za wszelką cenę chciał pokazać, że on, i owszem, jest gotowy do pracy, byle ktoś mu powiedział, co konkretnie ma zrobić. Choć w jego szelmowskim uśmiechu widać było wyraźnie, że jest przekonany, że on, biedny Władziu, nic zrobić nie może, bo przecież nie jest Spielbergiem. Zanim Mateusz zdążył powiedzieć cokolwiek, do zakrystii weszły dwie osoby, pani i pan i przerwali ich konwersację.
- Proszę księdza proboszcza, my właśnie chcemy coś zrobić, żeby zatrzymać to bezbożnictwo, bo ksiądz ma świętą rację - powiedział pan, który był Mateuszowi znany z widzenia, ale raczej z rzadkiego widzenia, bo nie pamiętał jego imienia i nazwiska.
- Widzi pan, panie Władziu? Coś można zrobić. A teraz pan pozwoli....
- Oczywiście, już wychodzę. Potem mi ksiądz wyjaśni, może ja też się na coś przydam - powiedział wychodząc pan Władziu.
- Na pewno pan się przyda - krzyknął za nim Mateusz, a potem zwrócił się do pana znanego z rzadkiego widzenia. - A co konkretnie myślicie zrobić, aby powstrzymać to... bezbożnictwo?
- Chcemy założyć grupę ojca Pio - powiedział mężczyzna i Mateusz w pierwszej chwili aż się ucieszył, bo wyglądało mu to na interwencję z nieba.
- To wspaniała myśl! - powiedział, ale po chwili nie mógł się powstrzymać od pytania. - Proszę mi wybaczyć, że pytam o takie kwestie, no ale w końcu jestem waszym proboszczem... Kiedy pan się ostatnio spowiadał?
- Oj, dawno, dawno temu... No, ale gdzie dzisiaj znaleźć takiego spowiednika, jak ojciec Pio?

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!