Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.357
- To nie pani rozwaliła wasze małżeństwo – wypalił Mateusz, a Dominika przyglądała mu się w taki sposób, jakby zaczęła go podejrzewać o jakieś intelektualne braki.
- Proszę księdza, naprawdę nie musi mnie ksiądz bronić czy pocieszać wbrew faktom... Nie wiem, może ksiądz myśli, że mogę sobie coś zrobić i dlatego bierze ksiądz moją stronę wbrew faktom, ale proszę się o to nie obawiać. Ja sobie nic nie zrobię, na to jestem chyba zbyt tchórzliwa. W ogóle zdaje się, że niepotrzebnie zabieram księdzu czas. Mogłam być chociaż na tyle roztropna, żeby pójść do swojego proboszcza...
- Nie, nie pani Dominiko, trafiła pani do właściwego księdza i ja wcale pani nie pocieszam ze strachu o panią, ja po prostu... - Mateusz w dalszym ciągu się wahał, czy powiedzieć kobiecie wszystko co widział na własne oczy. W końcu nie był związany tajemnicą spowiedzi, bo nikt mu niczego nie wyznał, a był pewien na 100 procent, że mężczyzna, którego spotkał w lesie pod Zagrodnem był mężem pani Dominiki. Był pewien, że on wszystko ukartował i Mateusz patrząc na zachowanie Dominiki nie mógł znieść myśli, że wszystko poszło zgodnie z planem tego oszusta. Kobieta była święcie przekonana, podobnie jak jej cała rodzina, że wpadła w obsesję i przez tę obsesję doprowadziła swojego męża do takiej sytuacji, w której ten nie wytrzymał i ją zostawił.
- Co po prostu? - Dominika przerwała milczenie i wpatrywała się w niego coraz bardziej zmęczonymi oczami i nic nie rozumiejąc.
- Oglądała pani może kiedyś taki serial w telewizji o ojcu Mateuszu, którego akcja dzieje się w Sandomierzu? - zapytał z głupia frant.
- Oglądałam kilka odcinków – odpowiedziała po krótkiej chwili zastanowienia Dominika, w której wzroku było coraz więcej konfuzji, jakby zaczęła mocno się zastanawiać, czy z Mateuszem jest wszystko w porządku. - Ale jak ksiądz myśli, że teraz będzie mnie powstrzymywał przed samobójstwem albo czymś takim, to muszę księdza rozczarować, bo będą sobie radziła ze swoimi problemami zdecydowanie mniej filmowo.
- Całe szczęście – powiedział szybko Mateusz, zadowolony, że kobieta zna film. - Proszę nie myśleć o mnie źle, ale przypomniałem ten film, bo ja naprawdę poczułem się jakbym osobiście trafił w sam środek akcji filmowej. Kiedy dzisiaj rano pani zadzwoniła do moich drzwi...
- Właściwie w nocy – przerwała mu Dominika.
- No tak. W nocy. Rzeczywiście byłem w piżamie i poświęciłem stanowczo za dużo czasu na przygotowanie się do otworzenia pani drzwi, co spowodowało pani zniknięcie – tłumaczył.
- Nie. Wcale nie czekałam. Jak tylko zakończyliśmy konwersację przez domofon natychmiast uciekłam – Dominika chyba nie chciała, aby czuł się winny.
- Aha... No ale ja o tym nie wiedziałem i cały poranek minął mi właściwie na wyrzutach sumienia. Coś tam popracowałem w parafialnej biurokracji, a potem postanowiłem wyskoczyć na przejażdżkę rowerową. Rzadko mi się to zdarza, ale tym razem zdecydowałem, że zapakuję rower na samochód i podjadę do bardziej zalesionych terenów, aby pojeździć na łonie natury, a nie w miejskich spalinach. Dojechałem do terenów rekreacyjnych pod Zagrodnem i tam przesiadłem się na rower – mówił Mateusz uważnie przyglądając się Dominice, czy nazwa Zagrodno wywoła u niej jakąś reakcję, ale kobieta patrzyła na niego dość zobojętniałym wzrokiem, jakby niezadowolona, że opowiada jej jakieś dyrdymały.
- Jak wygląda pani mąż? - zapytał nagle Mateusz, który podjął ostatnią próbę wykluczenia swojej ewentualnej pomyłki, bo jeśli opis męża Dominiki będzie diametralnie różny od mężczyzny, którego widział pod Zagrodnem, to okaże się, że chodzi o kogoś innego i nie ma potrzeby, aby opowiadać jej cudze historie.
- Proszę księdza, przecież i tak go ksiądz nie zna... Ja naprawdę nie rozumiem do czego to wszystko zmierza i nie wiem, czy chcę dalej brać udział w tej rozmowie – Dominika ewidentnie traciła resztki cierpliwości.
- Dość wysoki, szczupły, gęste włosy, dość długie i zaczesane do tyłu, jak kiedyś pan Kulczyk... - Mateusz szybko zaczął sobie przypominać wygląd mężczyzny z parku i kiedy wspomniał nazwisko zmarłego biznesmena Dominika znieruchomiała.
- Skąd ksiądz wie? - zapytała, a jej twarz stała się niemal biała. - To nie może być prawda... znajomi przezywali Konrada Kulczykiem, właśnie z powodu jego włosów...
- Mogę kontynuować? - zapytał Mateusz już teraz bez cienia wątpliwości, a Dominika milcząco skinęła głową.
- To może być dla pani przykre... - zauważył, ale Dominia jeszcze raz skinęła głową, że ma mówić dalej. - Więc wracam do sytuacji, która dla mnie jest, jak z filmu, a jednak to wszystko prawda. Po kilkunastu minutach jazdy rowerem natknąłem się w parku pod Zagrodnem na... mężczyznę i kobietę leżących na kocu i leniwie rozmawiających.
- To był Konrad z jakąś kobietą? Na kocu? - przerwała mu Dominika patrząc na niego z niedowierzaniem.
- Na to wygląda albo jakiś inny pan podobny do Kulczyka – westchnął Mateusz. - I na dodatek dość głośno rozmawiali i... ten pan opowiadał o... swojej żonie, która jak wariatka biegła za nim w nocy... Ja wtedy od razu skojarzyłem to z pani poranną wizytą, chociaż naprawdę ciężko było uwierzyć w taki zbieg okoliczności – Mateusz patrzył na coraz bardziej zrozpaczoną twarz Dominiki i nie wiedział czy ma kontynuować. Zapadła dłuższa chwila ciszy i żadne z nich nie podejmowało dalszej rozmowy.
- Myśli ksiądz, że to coś poważnego? Z tą kobietą? - zapytała wreszcie Dominika.
- Słyszałem zaledwie fragment rozmowy, ale wynikało z niego, że pani mąż robił wszystko, aby pani go wreszcie wygoniła z domu i był bardzo zadowolony, że wreszcie mu się udało. I wyraźnie stwierdził, że chodziło o to, aby to była pani wina, że pani ma obsesję i jest chorobliwie zazdrosna bez powodu. No i tłumaczył tej kobiecie, że muszą być cierpliwi, że jeszcze parę miesięcy i wreszcie będą mogli przestać się ukrywać...
- Czy ona jest ładna? - zapytała Dominika nie patrząc na niego.
- Trudno powiedzieć – Mateusz chciał powiedzieć, że na pewno o wiele brzydsza o Dominiki, ale uznał, ze to może być jego prywatna ocena, której lepiej nie wyrażać głośno. - Na pewno znacznie od niego młodsza.
- Ode mnie też... - westchnęła Dominika, a Mateusz pożałował, że o tym wspomniał. - A... czy mówili coś o dziecku?
- Nie, nic takiego nie mówili – zaprzeczył szybko. - W każdym razie mam nadzieję, że teraz pani rozumie, dlaczego tak stanowczo stwierdziłem, że to nie pani rozbiła wasze małżeństwo. To pani mąż skutecznie przeprowadził pewien plan, aby panią popchnąć do desperacji i mieć powód do rozstania, bo po prostu ma już kogoś innego, ale chce żeby wina za rozpad małżeństwa spadła na panią. I z tego co pani mówi, to mu się to udaje, bo nawet pani bliscy są przekonani, że ma pani obsesję bez powodu. I mam nadzieję, że rozumie pani, dlaczego wspomniałem, że poczułem się jak ojciec Mateusz z filmu, bo takiego scenariusza to nawet świetny autor by nie wymyślił. Tym bardziej, że ja w tym Zagrodnie to byłem chyba drugi raz w życiu. No i kiedy wróciłem na plebanię pani stała pod drzwiami. Więc naprawdę trafiła pani do właściwego księdza – powiedział Mateusz i trochę się chyba zarumienił, bo ostatnie zdanie zabrzmiało dość dziwnie. Przez chwilę zastanawiał się, czy zachowałby się tak samo, gdyby kobieta nie była tak atrakcyjna i elegancka jak Dominika, ale natychmiast odrzucił tę myśl, bo przecież przydarzyło się to właśnie Dominice i nie ma takiej opcji, żeby jeszcze raz przeżył podobną sytuację w innym składzie osobowym.
- I co ja mam teraz zrobić? - Dominika spojrzała na niego, a ból i bezradność w jej oczach ponownie nadały jej jakiegoś wyjątkowego piękna.
- Na pewno nie możemy tego tak zostawić – powiedział szybko, za szybko, Mateusz.
- Ale co możemy zrobić? - Dominika od razu przyjęła opcję, że będą coś z tym robić razem i Mateusz trochę się zapeszył.
- Przede wszystkim teraz już pani wie, że to nie była żadna obsesja i jaki jest plan pani męża...
- Ale nie wiemy o jaką kobietę chodzi – wtrąciła Dominika.
- To chyba nie jest aż takie istotne – powiedział Mateusz i zaczął się zastanawiać, w czym powinien pomóc tej nieszczęsnej kobiecie: ratować małżeństwo? Bo do tego powinien dążyć, ale był ze sobą szczery i wiedział, że przynajmniej na tą chwilę zależało mu tylko na tym, żeby plan jej męża się posypał i żeby odium całej sytuacji spadło na niego. Chyba musiał się trochę zdystansować.
- Myślę, że powinna pani wrócić do domu i jestem przekonany, że pani mąż prędzej czy później się pojawi. Przecież większość rzeczy ma jeszcze w waszym wspólnym mieszkaniu, prawda? A jak się pojawi...
- Mam mu powiedzieć to, co wiem od księdza?
- Sam nie wiem – odparł bezradnie Mateusz. - W którymś momencie na pewno tak, ale jestem przekonany, że na pewno dobrze pani rozezna właściwy moment.
- Czy chce ksiądz powiedzieć, że mam sobie z tym dalej radzić sama? - zapytała.
- Nie, nie, absolutnie. Przecież pani wie, gdzie mieszkam – uśmiechnął się Mateusz. - W każdej chwili może pani wrócić, jeśli pojawią się jakieś nowe fakty i chętnie o tym porozmawiam. Może coś doradzę. Na pewno będę się modlił, bo to akurat moja specjalność. A ten film o ojcu Mateuszu to w końcu serial i zwykle jest dalszy ciąg – zażartował.
- Ale najczęściej każdy odcinek to inna historia – zauważyła Dominika.
- Nie, nie. Ja bardzo dziękuję za inne historie, to już naprawdę wolę, żeby ta jedna miała dalszy ciąg. Szczęśliwy dla pani oczywiście – zaznaczył Mateusz.
- Tylko jaki dalszy ciąg może być dla mnie szczęśliwy? - westchnęła kobieta.
Jeremiasz Uwiedziony
Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA)
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!