TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Sierpnia 2026, 22:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 433

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 433

Kto by pomyślał, że zawiedziona miłość może zaważyć nawet na relacjach z Bogiem. Na szczęście żadną ze stron w nieudanej realacji nie był ksiądz, ale właśnie od niego oczekuje się pomocy.

Po tym, jak przy okazji odwiedzin w szpitalu u pana Rysia, którego syn, jak najbardziej katolik, koniecznie chciał „podbić” wartość uszczerbku na zdrowiu u ojca celem wyłudzenia odszkodowania, przypadkowo wpadł na panią Małgorzatę, też niby katoliczkę, która co prawda na normalną niedzielną Mszę do kościoła nie uczęszczała prawie nigdy, ale za to chodziła na wszystkie pogrzeby, bo ktoś jej powiedział, że w ten sposób uzyska wysoką frekwencję na swoim własnym pogrzebie, Mateusz zaczął się poważnie zastanawiać nad tym, jak wiara się przekłada na codzienne wybory. Nie żeby wcześniej o tym nie myślał, no ale akurat te dwie sytuacje jakoś mu tak unaoczniły brak spójności między wyznawaną wiarą a codziennymi wyborami. Można nawet powiedzieć, że go to trochę przygnębiło. Mimo wszystko, tydzień później jeszcze raz wybrał się do szpitala, tym razem specjalnie dla pani Małgorzaty, która była niesamowicie zaskoczona. Trudno powiedzieć, czy zadowolona, ale już po pierwszych odwiedzinach Mateusz zrozumiał, że pani Małgorzata była bardzo asertywna, a mówiąc wprost wcale się nie certoliła w swoich wypowiedziach. Czy one były szczere to już inna sprawa. 

– A tym razem to komu zawdzięczam księdza wizytę? – zapytała, gdy włożył głowę pomiędzy drzwi a futrynę?

– A nikomu. Tym razem przyszedłem specjalnie do pani – odparł z szerokim uśmiechem Mateusz. 

– No przecież nie mógł ksiądz wiedzieć, że dalej tu jestem w tym szpitalu – pani Małgorzata wcale nie wyglądała na zadowoloną z odwiedzin.

– Poprzednim razem zapytałem tę sympatyczną pielęgniarkę, jakie pani ma tutaj rokowania i usłyszałem, że prędko pani nie wypuszczą, więc…

– Ciekawa jestem, czy oni tutaj mają pojęcie o RODO – przerwała mu, a Mateusz zaczął się zastanawiać, czy właśnie nie ściągnął na głowę pielęgniarki jakichś poważnych problemów.

– Ale pani Małgorzato, ona naprawdę w dobrej wierze…

– Dobra, przecież nie będę jej szargać opinii… Akurat ona to tu jest chyba jedyną kompetentną osobą. I miłą. Zresztą to ciekawe, że wiedziała, że szybko mnie nie wypuszczą, a ja do dzisiaj nie wiem, co u mnie wykryli…

– No właśnie pielęgniarka mówiła, że ponieważ jeszcze nie ma diagnozy, dlatego raczej ciężko oszacować długość leczenia – dodał szybko Mateusz, a pani Małgorzata przez chwilę pozostała w milczeniu, jakby się zastanawiała, czy dalej ma grać „twardą”, czy jednak okazać jakieś zadowolenie, bo przecież Mateusz dobrze pamiętał z poprzedniej wizyty słowa pielęgniarki, że nikt jej nie odwiedza i że ona nikogo się nie spodziewa. 

– To po co ksiądz przyszedł? – zapytała wreszcie i jakiś cień uśmiechu przebiegł przez jej twarz.

– Chciałem pani oznajmić, że trzy dni temu mieliśmy w parafii pogrzeb, no i pani niestety nie mogła wziąć udziału – zaryzykował żart.

– Wiem. Halina od Włosików… Nie wiem, czy nawet przy pełnym zdrowiu poszłabym na ten pogrzeb.

– A skąd pani wiedziała? – Mateusz zignorował drugą część jej wypowiedzi.

– No przecież ktoś tam z parafii zawsze zamieszcza na Facebooku te nekrologi – odpowiedziała pani Małgorzata zdziwiona, że on w ogóle o to pyta.

– Aha! Czyli śledzi pani nasz profil! – autentycznie ucieszył się Mateusz. 

– No dzięki temu wcale nie muszę do kościoła chodzić, a i tak wiem, co się dzieje, tak że to jest akurat dobra sprawa – powiedziała pani Małgorzata.

– Szczerze mówiąc to jeśli ten profil zwalnia panią z chodzenia do kościoła, to ja wcale nie wiem, czy to taka dobra sprawa – nieco zasępił się Mateusz. 

– Zwalnia czy nie zwalnia, i tak bym nie chodziła na Msze, tylko tyle co pod tablicę nekrologi zobaczyć – „pocieszyła” go kobieta i Mateusz nie miał pomysłu na dalszą rozmowę. 

– A korzysta pani tutaj z posługi kapelana? – zapytał wreszcie.

– Nie – odparła szybko.

– To może ja mogę jakoś pomóc…

– Nie, nie. Nie ma potrzeby.

– Hmmm… To cóż? Co się dzieje w parafii wie pani z Facebooka, porozmawiać ze mnę nie chce, posługi sakramentalnej też nie… To chyba sobie już pójdę – Mateusz rozłożył ręce.

– Też myślę, że to jest dobry pomysł –  powiedziała kobieta. 

– No to cóż? Życzę, żeby szybko odkryli przyczynę pani dolegliwości, powrotu do zdrowia, do domu no i do naszej parafii oczywiście – powiedział Mateusz wstając z krzesła.

– Do domu wystarczy. Dziękuję, że ksiądz się pofatygował – pani Małgorzata odwróciła się na łóżku w stronę okna dając znak, że wizyta jest skończona. Mateusz już bez słowa wyszedł i dopiero przed windą zorientował się, że przecież miał w reklamówce koszyk z borówkami amerykańskimi, które przyniósł dla kobiety. Postanowił więc wrócić z powrotem na salę. Kiedy kobieta znowu zobaczyła go w drzwiach przewróciła z niedowierzaniem oczami.

– Ksiądz to jest jednak namolny – skomentowała Małgorzata. 

– Przepraszam, po prostu mam tu dla pani koszyczek borówek i zupełnie o nim zapomniałem. Chciałem tylko zostawić i już mnie nie ma – wyjaśnił z uśmiechem stawiając na stoliku przy łóżku koszyk naprawdę dorodnych borówek. Kobieta musiałaby mieć alergię, aby takiego daru nie przyjąć no i najwyraźniej nie miała. 

– Dziękuję księdzu – powiedziała łagodnym tonem i natychmiast, nawet nie pytając czy umyte, sięgnęła po kilka owoców i włożyła je do ust z wyraźną przyjemnością. Mateusz uśmiechnął się i odwrócił w kierunku drzwi.

– Naprawdę chciałby mi ksiądz pomóc? – zapytała niespodziewanie pani Małgorzata, kiedy był już za progiem.

– Oczywiście. Jeśli tylko będę mógł – odpowiedział z zadowoleniem Mateusz robiąc ponownie kilka kroków od drzwi w kierunku łóżka.

– Powiedziałam księdzu, że na pogrzeb Halinki pewnie i tak bym nie poszła… Nie interesuje księdza dlaczego? – zapytała, a Mateusz sobie przypomniał, że właśnie o to miał zapytać, ale mu umknęło. Zwłaszcza, że na pogrzebie Haliny Zamorskiej z domu Włosik było naprawdę dużo ludzi, wszyscy tę kobietę znali i szanowali, więc dziwne było, że pani Małgorzata ze swoją „pogrzebową teorią” akurat ten pogrzeb miała pominąć. Zanim jednak powiedział cokolwiek kobieta zaczęła mówić dalej. – Z Halinką chodziłyśmy do jednej klasy, ale to mało powiedziane. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami od przedszkola. Całą podstawówkę razem, potem szkołę średnią. Zawsze w jednej ławce. Na studia poszłyśmy na inne kierunki, ale na tę samą uczelnię. To samo duszpasterstwo akademickie, te same góry i spływy kajakowe na wakacje, potem te same wyjazdy na wakacje zagraniczne, zawsze wszystko robiłyśmy razem – pani Małgorzata na chwilę przerwała, ale Mateusz nie śmiał wtrącić ani słowa.

– Mieć to wszystko razem było naprawdę wspaniałe, ale już zakochać się w tym samym chłopaku, niestety nie – Małgorzata znowu przerwała swój wywód, a Mateusz puścił wodze wyobraźni. Leżąca na szpitalnym łóżku kobieta była mniej więcej w jego wieku, może o kilka lat starsza, ale raczej przed sześćdziesiątką. Z lekką nadwagą i z ewidentnymi oznakami jakiegoś chorobowego cierpienia, ale nie dało się nie dostrzec rysów twarzy, które kiedyś musiały być atrakcyjne, może nawet bardzo atrakcyjne. A jednak ten chłopak pewnie wybrał tę drugą. 

– Czyżby ten wasz kolega wybrał jednak pani koleżankę? – zaryzykował wreszcie pytanie Mateusz.

– Nie. Wybrał mnie. Przez ostatni rok studiów byliśmy ze sobą, a relacje z Halinką niestety się rozluźniły, no ale chyba nie mogło być inaczej, przynajmniej z jej strony i ja to rozumiem. W każdym razie mniej więcej rok po studiach, kiedy zaczęliśmy już snuć plany małżeńskie, nagle z niebytu pojawiła się w mieszkaniu, które wynajmowałam we Wrocławiu Halinka i oznajmiła mi, że jest w ciąży. Byłam taka szczęśliwa, że chwyciłam ją w objęcia, wyściskałam i wycałowałam, ale nagle poczułam, że ona jakaś taka wiotka w tych moich objęciach i wcale ich nie odwzajemnia. Po chwili zrozumiałam dlaczego. Powiedziała mi, że ojcem dziecka jest mój chłopak, którego miałam poślubić. Maciej Zamorski. Musi go ksiądz znać. Jeśli nie wcześniej to przynajmniej z pogrzebu – powiedziała Małgorzata i zamilkła. Mateusz też przez dłuższą chwilę nie mógł z siebie wydobyć słowa. Przecież doskonale znał i Macieja, i Halinę, to było dobre małżeństwo, bardzo dobrzy ludzie, oddani dzieciom i parafii… Ale im dłużej o nich myślał, tym bardziej sobie uzmysławiał, że on ich nigdy nie widział w jakiejś sytuacji czułości, bliskości… Nigdy nie widział, żeby się obejmowali, czy choćby prowadzili za rękę, jak to robiło wiele par, również w ich wieku. Zawsze grzeczni, uprzejmi wobec siebie, ale to było wszystko. 

– Świat mi się wtedy rozsypał i nigdy się już nie poukładał – wyrwała go z zamyślenia Małgorzata. – Straciłam serce do wszystkiego. Do Boga, do Kościoła, do relacji, do przyjaźni. Nigdy więcej nikogo nie pokochałam. Miałam kilka przelotnych związków, ale od wielu lat już nawet takich nie było. Potem zaczęły się moje choroby, podczas gdy Halinka, która też z rodziną wróciła na stare śmiecie, nigdy nie chorowała na nic, o ile wiem, bo nie utrzymywałyśmy kontaktów, a teraz umarła… Powtórzę moje pytanie: naprawdę chce mi ksiądz pomóc? 

Jeremiasz Uwiedziony 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!