TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 10:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc. 395

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc. 395

Mateusz razem z Maciejem siedzieli na kartonach w olbrzymiej plebanii parafii w Turnicach. Nowej parafii Macieja od dwóch dni. Parafia była mniej więcej tej samej wielkości co poprzednia, też miała tylko jeden kościół, ale za to plebania była przynajmniej dwa razy większa.
- Całe szczęście, że tutaj przynajmniej nie ma żadnej firmy pogrzebowej - westchnął Maciej, który z poprzednią placówką pożegnał się właśnie z powodu ewidentnego aczkolwiek niemożliwego do udowodnienia nękania przez właścicieli firmy, z którą zakończył współpracę. - Jeszcze nigdy nie zmieniałem parafii w ciągu roku i nie spodziewałem się, że to takie stresujące - dodał rozglądając się po wielkim salonie, w którym spokojnie można by było organizować bale.
- Ja to się zastanawiam - wtrącił Mateusz, - jak ten Grzesiu w ciągu dwóch dni tak dokładnie wyczyścił tę plebanię? Przecież tu nawet żyrandoli nie ma…
- On mi mówił, że nie miał za dużo roboty, bo zajmował tylko trzy pokoje i kancelarię, a reszta stała pusta, ale patrząc teraz na to wszystko, to nie widzę żadnej różnicy w tych pomieszczeniach. Wszystkie wyglądają tak samo - skwitował Maciej.
- Taka wielka plebania, a nawet kominka nie ma - Mateusz od razu zauważył brak czegoś co obaj z Maciejem bardzo lubili. - Ale za to zobacz jaki jest widok z tych okien! Normalnie bomba! - Mateusz podniósł się z kartonowego pudła i podszedł do okien. Mniej więcej dwieście metrów od plebanii rozciągały się pola i lasy i widok był naprawdę piękny.
- Szkoda, że te okna wychodzą akurat na północ, ale od wschodu i zachodu też nie jest źle, bo cała moja parafia leży na południe od kościoła.
- Ciekawe, że kościół i plebania nie są jakoś centralniej ulokowane, tylko tak na skraju lasu - zauważył Mateusz, który nigdy wcześniej nie był w tej parafii, Maciej zresztą też nie. Plusem było to, że teraz będą mieć do siebie znacznie bliżej. Zresztą teraz najważniejsze było to, żeby Maciej jakoś doszedł do siebie. Bo jeszcze dwa tygodnie temu był w fatalnym stanie psychicznym. I zaczął się odbijać od dna dopiero wtedy, kiedy miał w dłoni dekret na inną parafię. Mateusz nigdy by się nie spodziewał, że Maciej, który był dla niego zawsze wzorem siły w przeciwnościach, tak bardzo podupadnie psychicznie, choć sprawa nie była bagatelna, a do tego wredna. Ciężka do udowodnienia.
- Mi tam pasuje - uśmiechnął się Maciej.
- Ty, ale jeszcze jednej rzeczy mi brakuje w tej układance - przypomniał sobie Mateusz. - Ty miałeś powód do nagłej zmiany i wszyscy wiemy o co chodziło, ale co z Grzegorzem? On też chciał zmianę?
- Wiesz, jak to u nas jest, dokładnie nie wiem o co poszło, ale zdaje się że na niego też były jakieś skargi z parafii i to raczej nie takie anonimy jak na mnie te kopidołki pisały, że bardzo łatwo można było wykazać kłamstwa, ale normalne listy podpisane przez konkretne osoby gotowe do konfrontacji. Myślę, że trochę ich za mocno finansami naciskał. On tu był chyba cztery i pół roku. Wcześniej był w innej części diecezji, gdzie ludzie na wszelkie remonty się po prostu opodatkowywali, wiesz, tyle i tyle od rodziny na miesiąc i tak to szło bez żadnych problemów. Potem przyszedł tutaj i myślał, że będzie tak samo, ale tu się to wcale nie przyjęło. I właściwie ciągle darli z nim koty o to. Że materialista, biznesmen i takie tam. Kiedy był w kurii powiedział, że akurat teraz spłacił renowację ołtarza i w parafii nie ma żadnych długów, ale też ani grosza na koncie. I że już tutaj niczego palcem nie tknie, bo nie będzie się użerał o pieniądze, jakby to robił dla siebie. A ponieważ biskup miał na biurku moją prośbę o zmianę, więc zapytał go, czy w związku z tym, że mu tu nie idzie z parafianami chciałby mieć zmianę. No i Grzesiu odpowiedział: „Choćby jutro”. Nie wiem czy żartował, ale biskup stwierdził mówisz i masz i proszę bardzo - Maciej rozłożył ręce.
- Ciekawe jak on sobie poradzi z tym kopidołkami… Mówiłeś mu o wszystkim?
- Oczywiście, a on już sobie poradził - zaśmiał się Maciej.
- Jak to? - zdziwił się Mateusz.
- Wczoraj wszystko załatwił. Mnie się tylko zapytał, ile oni płacili parafii za możliwość administrowania cmentarzem zanim nie skończyła się nasza umowa i jak przyszli do niego, wiesz z kwiatami, koniaczkiem i całą radosną mową powitania, proponując swoje usługi, to Grzesiu się od razu sie zgodził podwajając stawkę. I mówi, że nie będzie się z nimi szarpał, a tym bardziej z wywozem śmieci z cmentarza.
- Ja nie wiem, czy to jest zgodne z prawem, żeby tylko jedna firma miała prawo do cmentarza parafialnego - Mateusz pamiętał jakieś spory dotyczące tych spraw.
- No właśnie, Grzegorz jeszcze sobie zastrzegł w umowie, że ona obowiązuje pod warunkiem nie kolidowania z obowiązującym ustawodawstwem, więc twierdzi, że nie ma się czym przejmować.
- No zobacz… Jeden prawie się nie wykończył psychicznie, a drugi w pięć minut wszystko załatwił - zaśmiał się Mateusz.
- Ja mu życzę jak najlepiej. I powiedziałem mu też, że tam pomysł z opodatkowywaniem rodzin na pewno się nie przyjmie, więc lepiej, żeby nie próbował, ale Grzesiu stwierdził, że na najbliższe piętnaście lat on tam nie widzi nic do remontowania, więc się nie będzie wychylał.
- Czyli to chyba był komplement dla ciebie, że wszystko ładnie wyprowadzone - zauważył Mateusz.
- No na to wygląda. Chociaż nie wie, jak on w jeden dzień to wszystko ma już tak ogarnięte, bo ja tutaj nie wiem od czego zacząć. Może zaczniemy od pizzy?
- W Turnicach macie pizzerię? - zdziwił się Mateusz.
- Nawet dwie i ponoć obydwie bardzo dobre, bo ze sobą rywalizują, więc ciągle podnoszą jakość produktu. Zresztą zaraz się przekonasz. Idę zadzwonić, a ty się rozejrzyj po plebanii, tylko mi się nie zgub - uśmiechnął się Maciej i Mateusz ruszył na obchód. Rzeczywiście budynek był olbrzymi, zdaje się, że planowano tu pierwotnie jakiś ośrodek, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. W lepszych czasach był tu wikariusz, ale już od ponad 10 lat jest tylko proboszcz. Przechodząc od pokoju do pokoju Mateusz stwierdził, że można by tu mieć trzy duże sale na różne spotkania, kancelarię przenieść z niewielkiego pomieszczenia do innego, do którego mógłby być dostęp od zewnątrz, proboszcz mógłby mieć do swojej dyspozycji trzy pokoje i łazienkę, a oprócz tego byłby jeszcze mały apartamencik gościnny z łazienką, plus cztery inne pokoje gościnne, ale już ze wspólną łazienką na korytarzu. I do tych czterech pokoi też można by było zaaranżować osobne wejście. Mateusz myślał o coraz częstszych prośbach o nocleg czy to bezdomnych, czy to pielgrzymów i dobrze by było mieć taką część plebanii, z której nie ma dostępu do reszty w tym mieszkania proboszcza. I tutaj to wszystko można by zrobić, ale to na pewno wymaga wielkiego nakładu kosztów.
- Halo! Jesteś tam! - z dołu dobiegł głos Macieja.
- Już schodzę - odkrzyknął Mateusz i skierował się w stronę schodów.
- Już widzę po twoich oczkach, że pewnie już mi całą plebanię rozplanowałeś - powiedział Maciej, kiedy ponownie usiedli na kartonach w wielkiej sali czekając na dowóz pizzy.
- Oczywiście, że tak, ale chyba nie myślisz, że ot tak ci wszystko wyłożę kawa na ławę. Najpierw sam musisz pogłówkować, a potem może coś ci doradzę. Za drobną opłatą - uśmiechnął się Mateusz.
- Powiedz mi, zanim przyjedzie pizza, jak ci poszła kolęda w tym roku?
- W sumie jestem zadowolony, jak na warunki miejskie sporo ludzi mnie przyjęło, nawet mam wrażenie, że trochę więcej niż w zeszłym roku. Było parę naprawdę fajnych spotkań. Raz nawet wyobraź sobie, że kobieta najpierw nie chciała mnie wpuścić, potem jednak mnie wpuściła, a potem - ponieważ trochę się spieszyłem na pogrzeb - prosiła, żebym przyszedł jeszcze raz, a potem jeszcze raz - uśmiechnął się Mateusz.
- Co ty mówisz? Trzy razy byłeś po kolędzie u jednej osoby? Opowiadaj! - poprosił Maciej i na ile mógł usadowił się wygodniej na pudle, a Mateusz opowiedział historię swojej kolędy u pani Anny Niezguły, która od 10 lat nie przyjmowała księdza, ponieważ niegdyś proboszcz wygonił jej syna z ministrantury, bo nie chciał ściąć długich włosów.
- Była strasznie rozżalona, że syn za włosy wyleciał z ministrantury i zupełnie się zraził na zawsze do Kościoła, a teraz ona widzi księży przy ołtarzu z długimi włosami. Wiesz, była tak wkurzona na samo wspomnienie, że mi powiedziała, że ma ochotę wziąć nożyczki i tym księżom poobcinać te kitki, tak jak stoją przy ołtarzu - opowiadał Mateusz.
- Całe szczęście, że ty jesteś łysy - uśmiechnął się Maciej.
- Dokładnie o tym samym pomyślałem - przypomniał siebie Mateusz. - No i jak chciałem już sobie pójść, to ona mnie zatrzymała, że niby dokąd się wybieram, bo przecież jeszcze do niczego jej nie przekonałem. No i musiałem usiąść, ale naprawdę miałem ten pogrzeb z tyłu głowy, więc mówię, że jednak na tyle to musi wystarczyć. A ona do mnie: „I myśli ksiądz, że to wystarczy za te 10 lat, podczas których księdza nie przyjmowałam?” No i od słowa do słowa umówiliśmy się, że w sobotę jak skończę trasę około 15.00, to przyjdę jeszcze raz. No i poszedłem.
- Ładna? - zapytał Maciej.
- Co „ładna”? - nie zrozumiał Mateusz.
- No kobietka, ta Anna, ładna? - dopytywał Maciej.
- Ty to masz nasrane w tym łbie - zirytował się Mateusz, kiedy wreszcie załapał do czego pije kolega.
- No ciekawe czy tak do wszystkich byś poszedł drugi raz na kolędę?
- Oczywiście, że bym poszedł, gdyby była taka potrzeba - zarzekał się Mateusz.
- Trzeci raz też do wszystkich? No właśnie, byłeś u niej trzeci raz?
- Hmmm… Z tym trzecim razem to było tak, że zobowiązałem się porozmawiać z jej synem, tym Miłoszem. No i to miało być tak trochę ukartowane, że kiedy syn będzie u niej, bo normalnie mieszka z ojcem, czyli z mężem, z którym się rozwiodła, to ja przyjdę przypadkiem na kolędę, o której ona niby nie wiedziała…
- Ale piękna intryga…
- Zamknij się. No i przyszedłem na tą niby kolędę, ale syn się z nią o coś pokłócił i minęliśmy się w drzwiach…
- Aha! czyli będziesz musiał pójść czwarty raz po kolędzie, do pani Anny, która wcale nie jest ładna, tylko taka zagubiona…
- Rany, co za bałwan! Nic ci już więcej nie powiem! Kiedy ta pizza przyjedzie…

Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!