TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 10:46
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 393

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 393

Mateusz nie mógł sobie wybić z głowy sytuacji swojego przyjaciela Macieja, który jak się okazało, był nękany, a może nawet szantażowany przez firmę pogrzebową, z której usług jako administratora cmentarza przestał korzystać. Nie żeby się na nich obraził, czy coś osobistego, po prostu kontrakt się zakończył i Maciej go nie odnowił, co było korzystne dla parafii, ale okazało się niestrawne dla firmy. Przede wszystkim Mateusz był zły na siebie, że nie zauważył problemów swojego przyjaciela, najlepszego przyjaciela, z którym znali się jak łyse konie. A skoro on nie zauważył, to zapewne nikt inny również nie, w związku z czym Maciej był w tym kompletnie sam, zwłaszcza że nie mógł nic powiedzieć swoim współpracownikom w parafii, aby nie dopuścić do jakichś samosądów czy rozłamów. Sprawa ta bardzo nurtowała Mateusza również w innym kontekście: skoro nie zauważył problemów Macieja, z którym kontakt miał stosunkowo często, to co mógł powiedzieć o swojej najbliższej rodzinie, bracie, bratowej, bratanicach, nie wspominając innych krewnych... Czy on w ogóle miał pojęcie, co się u nich dzieje? I ile spraw a może nawet problemów mógł przegapić? Odwiedziny, zwykle kilkadziesiąt minut raz na kilka miesięcy to nie była dobra perspektywa, aby mieć pojęcie o ich życiu. A nie można wszystkiego tłumaczyć zapracowaniem albo przekonywać samego siebie, że skoro codziennie się za nich modli to i tak robi dla nich bardzo dużo. Z tymi myślami skierował się do kancelarii parafialnej, aby pobrać kartoteki na dzisiejszą porcję wizyty kolędowej, w którą miał wyruszyć za kilka minut. W planie było około 25 rodzin, ale będzie musiał bardzo uważać na upływ czasu, bo o 13.00 miał pogrzeb. Prosił rodzinę zmarłego o wyznaczenie ceremonii choćby o godzinę później, ale się nie udało. Więc musiał pilnować czasu i oczywiście wyjść punktualnie. Czyli za pięć minut. Powkładał karty i obrazki do teczki i już miał wyjść, kiedy u drzwi rozległ się dzwonek. 
- Tylko nie to... - jęknął cicho kierując się do korytarza. Podejrzewał, że zapewne ktoś chce zamówić Mszę Świętą za zmarłego, którego miał dzisiaj pochować, co często się zdarzało, więc nie powinno to zabrać zbyt wiele czasu.
- Szczęść Boże, zapraszam – powiedział zanim jeszcze stojący przed drzwiami kobieta i mężczyzna zdążyli się odezwać, ale obecność aż dwóch osób nieco zaniepokoiła Mateusza, bo to mogło chodzić o coś innego niż tylko zamówienie Mszy. Okazało się, że przeczucie go nie myliło.
- Proszę księdza, chcieliśmy załatwić pogrzeb – powiedział mężczyzna.
- Ksiądz już gotowy do wyjścia, pewnie na kolędę – zauważyła kobieta – ale my niestety nie możemy przyjść później, bo jesteśmy z Wrocławia i jeszcze dzisiaj chcemy wszystko załatwić i wrócić do domu. A potem przyjedziemy już w dzień pogrzebu  - wyjaśniła, a Mateusz spojrzał na nią z wdzięcznością za jej domyślność. Miał zaproponować jedynie ustalenie dnia i godziny, a potem przyjście powtórne z dokumentami, ale wyglądało na to, że wszystkie formalności musiały być załatwione natychmiast. To co powiedziała kobieta pozwoliło mu jednak natychmiast przystąpić do dzieła bez tracenia czasu na ewentualne negocjacje.
- Oczywiście. Proszę usiąść i powiedzcie mi kto umarł – Mateusz uścisnął dłonie obojga i sam skierował się za biurko.
Po około kwadransie i ustaleniu wszystkiego mógł wyruszyć na trasę zadowolony o tyle, że państwo z Wrocławia, którzy chowali swojego samotnego kuzyna, z wielkim zrozumieniem przyjęli wszystko co proponował, łącznie z godziną 16.00 Mszy pogrzebowej, dzięki czemu kolęda za trzy dni, w dniu kolejnego pogrzebu, będzie mogła przebiegać spokojnie bez spoglądania na zegarek. Co z kolei dzisiaj będzie musiało być, niestety, jeszcze częstsze. Całe szczęście, że w programie były cztery niewielkie bloki mieszkalne i kolęda była bez ministrantów. 
- No dobrze, proszę księdza, niech no ksiądz tam spojrzy w te swoje papiery, czy z czymś zalegamy, bo ja się spieszę do pracy, a JA nie mogę się spóźnić – to były pierwsze słowa mężczyzny, który przyjął go w mieszkaniu na parterze. Wcześniej, na pozdrowienie Mateusza odpowiedział tylko skinieniem głowy i nie odzywał się aż do momentu, kiedy skończyła się modlitwa. Ewidentnie chciał w ten sposób okazać Mateuszowi swoje zniecierpliwienie faktem, że kolęda nie rozpoczęła się o 9.00, ale o 9.15.
- Przepraszam, ale akurat tuż przed wyjściem pojawiali się u mnie ludzie z formalnościami pogrzebowymi i nie mogłem ich nie przyjąć – spokojnie wyjaśniał Mateusz.
- Cóż... - powiedział rozkładając ręce w teatralnym geście pan Nowak, jak wynikało z kartoteki, bo Mateusz oczywiście nie pamiętał człowieka ani z kolędy, ani z innej sytuacji. - Mamy jakieś zaległości?
- Nie bardzo rozumiem, o co pan pyta, bo podczas kolędy przychodzę z błogosławieństwem, jest też okazja do rozmowy i lepszego poznania się nawzajem...
- No jak się ksiądz domyśla na rozmowę to ja za bardzo nie mam czasu, bo spieszę się do pracy. A o zaległości pytam z tej prostej przyczyny, że ja kolędę przyjmuję zawsze dwa razy w roku: raz w miejscu gdzie mieszkam, które w związku z pracą zmienia się dość często, a drugi raz w domu rodzinnym razem z mamą, która jest już starszą kobietą i wolę, aby nigdy nie była sama w domu podczas wizyt obcych. No i u mamy co roku ksiądz jeszcze się dobrze nie przywita, ale od razu wylicza na co to mama jeszcze nie zapłaciła. A to miejsce na cmentarzu, a to jakiś parkan, a to na organistę. Ciągle ma mama jakieś zaległości. Raz to nawet mamę zawiozłem tam na plebanię, bo chciała coś uregulować. Czekałem na nią w samochodzie i proszę sobie wyobrazić, że pański kolega w pewnym momencie wyszedł do mnie do samochodu i raczył mnie poinformować, że mama nie ma przy sobie wystarczającej kwoty i że ja, jako jej syn, jeżdżący takim samochodem, powinienem mieć odrobinę wstydu i za mamę zapłacić ten tysiąc złotych, czy ile tam było. Więc proszę się nie dziwić, że jak widzę księdza po kolędzie, to od razu pytam, jakie mam zaległości – pan Nowak się ewidentnie mocno rozgadał, mimo że się spieszył do pracy. Mateusz miał wielką ochotę, żeby sobie z tym panem uciąć pogawędkę, ale prawda była taka, że sam się też spieszył i w związku z tym, nie mógł nawet próbować zaspokoić swojej ciekawości, o którego kolegę chodziło, choć była i taka możliwość, że ten ksiądz był z innej diecezji, co często się zdarzało, bo ich dekanat sąsiadował już z parafiami innej diecezji.
- Jeszcze raz przepraszam za spóźnienie, żałuję, że pan się spieszy, więc nie będę panu dłużej zajmował czasu. O zaległościach nie mam zwyczaju rozmawiać podczas kolędy, poza tym my nie mamy cmentarza parafialnego, więc pewnie inaczej to wygląda w parafii pańskiej mamy – zaznaczył.
- Ale organistę macie chyba? Mam złożyć jakiś datek? - pan Nowak wyciągnął portfel z tylnej kieszeni i pytająco przyglądał się Mateuszowi.
- Nie ma takiej potrzeby – uśmiechnął się Mateusz.
- No to mamy to z głowy – pan Nowak jeszcze szybszym gestem schował portfel na miejsce i w oka mgnieniu sięgnął po płaszcz, a księdzu nie pozostało nic innego, jak tylko się pożegnać.
- To wszystkiego dobrego w Nowym Roku, szczęść Boże – powiedział Mateusz i wyszedł na klatkę schodową. Pomyślał, że jak tak będą wyglądać dzisiaj wszystkie wizyty duszpasterskie, to będzie w domu dwie godziny przed pogrzebem, ale jego kondycja psychiczna nie będzie zbyt dobra. Podszedł do kolejnych drzwi i zadzwonił, a ponieważ nie usłyszał żadnego dźwięku, to jeszcze dodatkowo zapukał. Minęło kilkadziesiąt sekund i nikt nie otwierał, co ciekawe, drzwi pana Nowaka też pozostawały jeszcze zamknięte, a przecież był już w płaszczu. Mateusz odczekał jeszcze chwilę, ale ponieważ żadne drzwi się nie otwierały, więc jak to miał w zwyczaju, zaczął się modlić za rodzinę, która mieszkała za zamkniętymi drzwiami. Po jakichś 30 sekundach wydawało mu się, że dostrzegł jakąś zmianę światła w wizjerze, czyli tzw. judaszu, jakby ktoś jednak ze środka go obserwował, ale nie zważając na to Mateusz kontynuował swoje „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”, a nawet zamknął oczy, aby się nie sugerować tym, co widział. W pewnym momencie usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i przez chwilę myślał, że to pewnie pan Nowak wreszcie wychodzi, więc nawet nie otwierał oczu.
- Co pan tu robi pod moimi drzwiami? - to pytanie sprawiło, że Mateusz musiał otworzyć oczy, bo okazało się, że to jednak drzwi, przed którymi się modlił się otwarły.
- Modlę się – odparł Mateusz. - Wiem, że nie wszyscy mogą przyjąć kolędę, zwłaszcza jak chodzę rano, ludzie wychodzą do pracy, ale zawsze skoro już jestem pod drzwiami, to odmawiam choćby krótką modlitwę za moich parafian, którzy tu mieszkają.
- Robi tak pan przed każdymi zamkniętymi drzwiami? - kobieta przyglądała mu się podejrzliwie.
- Tak – odparł krótko Mateusz i pomyślał, że przecież miał wahania przed tą modlitwą, bo nie chciał, aby ewentualnie wychodzący z mieszkania pana Nowak go zobaczył i miał się pomodlić już wchodząc po schodach na kolejne piętro.
- Ale ja nie przyjmuję księdza z rozmysłem, a nie dlatego, że jestem w pracy – powiedziała kobieta.
- Widzę, że nie jest pani w pracy – odparł z uśmiechem Mateusz, którego uwadze nie umknął fakt, że pani wcześniej tytułująca go panem bezwiednie przeszła na księdza.
- A może ja sobie nie życzę, żeby ksiądz się za mnie modlił pod moimi drzwiami?
- No niestety tego nie mogłem wiedzieć, że pani sobie nie życzy, a ja chcę się modlić za wszystkich moich parafian, czy też za wszystkich mieszkańców mojej parafii. Ale skoro pani sobie nie życzy, żebym się modlił pod pani drzwiami – Mateusz postanowił podjąć ryzyko – to zawsze może mnie pani wpuścić do mieszkania i tam pomodlimy się razem.
- Ale ja nie przyjmuję księdza od dziesięciu lat – nie poddawała się kobieta.
- A jak będzie W TYM roku? - nie ustępował Mateusz uśmiechając się.
- Proszę wejść.

Jeremiasz Uwiedziony
 CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne
i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!