TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 10:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 391

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 391

Nigdy jeszcze tak się strasznie nie męczył przygotowaniem dekoracji bożonarodzeniowej w kościele i w ogóle nic mu się nie podobało. Albo inaczej: wszystko było dziwne. Bardzo dziwne. Nie mógł zrozumieć, dlaczego to on, Mateusz, nosił te wszystkie choinki, a jego organista siedział w pierwszej ławce po prawej stronie i dyrygował. 
- Niech ksiądz tę wysoką choinkę przestawi na prawą stronę, a tę niższą z powrotem na lewą – powiedział. 
- No ale przedtem tak było i przecież właśnie je zamieniłem miejscami – zdeprymował się Mateusz.
- Bo pracujemy metodą prób i błędów, tak ja się proboszczowi podoba – odparł organista. - Proszę zamienić choinki miejscami i nie dyskutować – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu, a Mateusz pomyślał, że chłopak się dość mocno rozbestwił ostatnio, ale już bez gadania przestawił choinki.
- No niech tak będzie – z westchnieniem rezygnacji i niezadowolenia skwitował efekt organista. - Tak nędzne choinki w tym roku ksiądz proboszcz załatwił, że lepiej nie będzie. Z pustego i Salomon nie naleje – zawyrokował, a Mateusz z osłupieniem patrzył na przepiękne choinki, które im podarowała całkowicie za darmo pani Małgorzata i zupełnie nie rozumiał irytacji Błażeja, mało tego, sam zaczynał się irytować.
- A co ty masz do tych choinek? - zapytał. - Przecież to najładniejsze drzewka odkąd jestem w tej parafii.
- Odkąd ksiądz jest to może tak, ale za poprzedniego proboszcza to była zupełnie inna kategoria – skwitował Błażej.
- Chłopie, przecież to ja ciebie ściągnąłem do tej parafii, a wcześniej ty tutaj nigdy nie byłeś, skąd możesz wiedzieć jak wyglądały dekoracje bożonarodzeniowe? - Mateuszowi zupełnie nie podobała się postawa jego organisty, który zachowywał się, jakby coś w niego wstąpiło.
- Coś się proboszczowi miesza w głowie. Zresztą, nie pierwszy raz. Ja idę napić się gorącej herbaty, a proboszcz niech jeszcze pozamiata przed szopką i na tym będzie koniec na dzisiaj – powiedział Błażej i udał się w stronę zakrystii pozostawiając Mateusza z rozdziawioną ze zdumienia gębą. Jednak zanim zdążył coś powiedzieć, Błażej zamknął za sobą drzwi od zakrystii i Mateusz, chcąc nie chcąc chwycił miotłę i skierował się w stronę wybudowanej przy lewym bocznym ołtarzu betlejemskiej stajenki. Już się miał zabrać za zamiatanie kiedy jego wzrok przykuły figurki znajdujące się wewnątrz dekoracji. Siedzące po prawej i lewej stronie żłóbka wół i osioł miały wyraźnie ludzkie twarze! I to były twarze, które Mateusz doskonale znał, no może nie doskonale, ale znał, i one się dawały rozpoznać. Wół miał twarz matki lektora Grzegorza, a osioł matki Leny, jego narzeczonej! Mateusz zamarł i szybko się rozejrzał po kościele, który na szczęście był pusty.
- Dzięki Bogu – westchnął z ulgą. - Gdyby to ktoś zobaczył...
- Ojcze Mateuszu, jestem wzruszony i zaszczycony, że Święty Józef w waszej szopce bardzo mnie przypomina – rozległ się nagle głos jego biskupa Daniela totalnie szokując Mateusza, bo przecież trzy sekundy wcześniej zlustrował wzrokiem cały kościół i nikogo w nim nie było, a teraz nagle biskup stał tuż za jego plecami w normalnej czarnej sutannie, ale podpierając się pastorałem. Zanim cokolwiek odpowiedział przyjrzał się postaci św. Józefa przy żłóbku i rzeczywiście, wypisz wymaluj biskup Daniel. „Boże drogi, cale szczęście, że nie wół albo nie daj Boże...” – i dalej już nawet bał się pomyśleć.
- Rozumiem – perorował dalej uszczęśliwiony biskup,  - że to jest takie uznanie dla mojej ojcowskiej postawy wobec księży w naszej diecezji, tak?
- No... w sumie... można tak powiedzieć, chociaż przyznam się, że sam jestem trochę zaskoczony tą dekoracją, bo...
- Jak to zaskoczony? Nie uważa ksiądz, że jestem niczym Święty Józef? - oburzył się biskup.
- Nie, no nie o to mi chodzi, po prostu to wszystko wymyślił organista...
- A co ksiądz proboszcz wygaduje? - niczym z podziemi wyrósł Błażej. - Przecież to wszystko księdza pomysł!
- Mój? - Mateusz nie mógł powstrzymać emocji.
- No nie do końca księdza, rzeczywiście, bo ksiądz chciał swoją twarz dać św. Józefowi, a księdza biskupa obsadzić jako...
- Błażej! - wrzasnął Mateusz przerywając organiście, bo nie miał pojęcia z czym ten chciał wyskoczyć i wolał nie sprawdzać. Na całe szczęście wydawało się, że biskup wcale nie był zainteresowany ich rozmową tylko z błogością wpatrywał się w figurę św. Józefa. Mateusz spojrzał ze złością na Błażeja, jakby chciał mu powiedzieć, że ma się zamknąć, a najlepiej zniknąć.
- To piękne ojcze Mateuszu, że widzicie we mnie ojca, bo nim jestem – powiedział po chwili ksiądz biskup. - A jako ojciec jestem odpowiedzialny za swoich duchowych synów, czyli wszystkich kapłanów. I w sumie cieszę się, że właśnie w takiej scenerii, przy żłóbku..., a propos żłóbka, to ja już gdzieś widziałem tego osła... i tego wołu też... A może mi się wydaje? Teraz to wszystko takie wymieszane, nie wiadomo chłop czy baba...
- Baba, baba! - wtrącił się Błażej. - Obie baby – dodał wskazując ruchem głowy figurki w szopce.
- Faktycznie – zgodził się ksiądz biskup. - Ale i tak chyba gdzieś je widziałem. Czy one nie były w kurii ze skargą na księdza? - zapytał nagle.
- Nie wiem, czy już były, ale nie jest to wykluczone – powiedział Mateusz przypominając sobie ostatnią rozmowę z mamami Grześka i Leny.
- No właśnie. Więc ja jako ten ojciec, jako ten Święty Józef, chciałbym w tej pięknej scenerii oznajmić księdzu, że one już nie muszą przychodzić na żadną skargę, bo księdza już w tej parafii nie ma... Ksiądz już tu jest tylko przez chwilę. Czas księdza się zakończył.
- Czy ta decyzja ma związek z ostatnią wizytacją? - wymamrotał zszokowany Mateusz.
- Ojcze, powiedzmy sobie szczerze: wizytacja była czystą formalnością. Ksiądz się nie nadaje na miejską parafię. Ksiądz nie ma kompetencji miękkich, a i merytorycznie jest ksiądz zaledwie dostateczny. Mamy nowe czasy, potrzebujemy nowych ludzi, żeby podjęli nowe wyzwania i poprowadzili Kościół. Ksiądz się nadaje do... lamusa. Ponieważ jednak póki co nie mam nikogo, kogo mógłbym tu przysłać, to za chwilę przyjdzie mój sekretarz i tego tu oto młodzieńca, który nam się wydaje rozsądną i godną osobą – tu ksiądz biskup wskazał na Błażeja  - wyświęcimy na diakona stałego i mianujemy administratorem tej parafii.
- Błażej – wymamrotał Mateusz, który już nie wiedział co mówi, – przecież ty masz narzeczoną, jak cię wyświęcą to już się nie będziesz mógł ożenić...
- Hej! Księże proboszczu! Halo! Pobudka! Szopka gotowa, skończyłem! - Błażej mocno szarpał za ramię siedzącego na ławce Mateusza, który z wielkim trudem wybudzał się do rzeczywistości. - Ale się księdzu zdrzemnęło – uśmiechał się Błażej z dumą wskazując na piękną szopkę. 
- Super, nie? Coś ksiądz mówił, że nie mogę się ożenić, czy mi się wydawało?

Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!