TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 388

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 386

Trzeba przyznać, że możliwość robienia zakupów przez Internet jest naprawdę wspaniałą rzeczą, zwłaszcza jeśli to, czego potrzebujemy nie jest dostępne w najbliższej okolicy, a nie ma czasu, żeby się wybrać choćby do Częstochowy, gdzie zwykle Mateusz zaopatrywał i siebie i parafię w paramenty liturgiczne.
Kiedy więc się zorientował, że już w najbliższą niedzielę wypadałoby poświęcić różańce, aby dzieci mogły z nich korzystać podczas październikowych nabożeństw, szybciutko zamówił je on line i czekał na dostawę. Ta jednak nie nadchodziła. W piątek w porze obiadu denerwował się coraz bardziej, bo przesyłki nie było, a kurierzy raczej w sobotę nie pracują. Kiedy po 17.00 szedł do kościoła na Mszę już miał pewność, że różańce przed niedzielą nie dotrą. Nie wiedział, czy ma się bardziej złościć na niesłownych sprzedawców, do których nawet zadzwonił, aby się upewnić, że jego zamówienie zostanie zrealizowane do końca tygodnia, czy jednak na siebie samego, że nie pomyślał o tym wcześniej. Po Mszy wrócił do siebie i postanowił zadzwonić do Macieja, bo ten miał w zwyczaju robić zakupy na kilka lat. Mateusz żartował, że w ten sposób jeszcze dzisiaj używa obrazków, czy książeczek z poprzedniej epoki, ale Maciej bronił się, że przynajmniej zapłacił za nie dwa razy mniej niż Mateusz musi płacić dzisiaj. Może to i była prawda, ale jednak siła nabywcza pieniądza się zmienia, a poza tym Mateusz lubił szukać ciągle czegoś nowego.
– Cześć Maciuś, słuchaj, czy w twoich nieprzeliczonych zasobach nie znajdziesz jakichś 50 jednakowych różańców dla dzieciaków z trzeciej klasy? - zapytał.
– W moich zasobach jest wszystko, ale będzie cię to drogo kosztować - uśmiechnął się Maciej.
– Jakie „drogo” skoro kupiłeś to za jakieś grosze jeszcze przed denominacją pieniędzy w późnej komunie - zażartował Mateusz z ulgą oddychając, bo jego problem został właśnie zażegnany. 
– Popyt ustala cenę, a Ty zdaje mi się jesteś w tak zwanej czarnej dziurze, więc nie dyskutuj - odgryzł się Maciej. - Poczekaj chwilę, zobaczę do mojego kantorka, jak wyglądają sprawy - dodał jeszcze i najwyraźniej odłożył komórkę bez przerywania połączenia. Mateusz czekając na powrót kolegi przeglądał ogłoszenia parafialne i zdał sobie sprawę, że październik będzie naprawdę pełen wrażeń, których kulminacją będzie wizytacja biskupia zapowiedziana na początek listopada. Jutro będzie musiał poświęcić sobotę na dobre rozplanowanie wszystkiego, włącznie ze spotkaniami rad parafialnych, bo co prawda parafia była - można powiedzieć - wyprowadzona na bieżąco, ale zawsze można coś uporządkować. Nie dlatego, że biskup przyjedzie i Mateusz ma „fifra”, ale dlatego, że jest okazja do zmobilizowania i siebie i innych.
– Mati, mamy problem - głos Macieja w słuchawce brzmiał grobowo.
– Domyślam się, że masz tych różańców tylko dla siebie - zgadywał Mateusz. 
– Gorzej! Nie mam ich nawet dla siebie… Nie mam pojęcia, jak mogłem tego nie zauważyć. Całe szczęście, że zadzwoniłeś, bo bym się obudził w niedzielę rano z ręką w nocniku - podsumował Maciej.
– Ha! To teraz musimy znaleźć kogoś, kto może pomóc nam obu…
– Nic nie wymyślimy, bo takiej ilości to nawet chyba ks. Taramara nie będzie miał - zauważył Maciej. - Nie pozostaje nam nic innego, jak kopsnąć się do Częstochowy. Jakie miałeś plany na jutro? - Maciej zadał pytanie w czasie przeszłym, jakby nie miał najmniejszych wątpliwości, że te plany ulegną zmianie.
– Na 16.00 mam przyjęty chrzest i raczej nie chciałbym tego delegować, bo to bardzo zaangażowana rodzinka…
– No to luzik. Wyjedziemy od ciebie o 5.00 o ósmej jesteśmy na miejscu, wizyta u Mamy, zakupy, obiadek o 12.00 i o 16.00 chrzcisz, jakby nigdy nic - Maciej już wszystko zaplanował.
– O piątej? - jęknął Mateusz.
– Koleżko, ja żeby być u ciebie o 5.00, muszę wstać przed 4.00, więc nie marudź.
– No ale czy musimy obaj jechać? - Mateusz zadał to pytanie tylko po to, aby zobaczyć reakcję Macieja, bo bardzo lubił jeździć do Częstochowy.
– Chyba nie myślisz, że sam tam pojadę - prychnął Maciej. - A swoją drogą, musisz przechodzić jakiś poważny kryzys, skoro nie chce ci się jechać do Matki Bożej - zawyrokował Maciej. - Gdzie te czasy, kiedy wyciągałeś mnie na nocne czuwania?
– Masz rację - uśmiechnął się Mateusz. - Następnym razem pojedziemy na noc. Idę dokończyć koszenie trawy i czekam na ciebie o piątej. Hej!

***

Maciej nie byłby sobą, gdyby nie zrobił jakiegoś psikusa i rzeczywiście zaczął walić w drzwi Mateusza o… czwartej rano!
– Czy ciebie już całkiem porąbało? - powiedział Mateusz stając w drzwiach w piżamie, bo budzik miał nastawiony na 4.30 i dosłownie wyrwało go z najlepszej fazy snu to walenie w drzwi. 
– A jakoś spać nie mogłem i pomyślałem, że wpadnę wcześniej i przygotuję śniadanko - Maciej miał na twarzy ten swój uśmiech, który Mateusz pamiętał z najdawniejszych czasów ich przyjaźni. 
– Rób sobie co chcesz, ja wracam do łóżka - Mateusz udawał naburmuszonego, ale doskonale wiedział, że nie ma sensu wracać do łóżka, więc powlókł się do łazienki. Kiedy zakończył poranną toaletę włącznie z goleniem, którego w związku z wczesnym wyjazdem nie planował, ale w zaistniałej sytuacji wcale nie musiał się spieszyć, z kuchni doszedł do niego zapach jajecznicy i co tu dużo gadać, wywołało to szerokiego banana na jego twarzy. Po wejściu do kuchni spojrzał Maciejowi przez ramię i zobaczył na patelni jajka o tak intensywnym kolorze żółtka, niemal czerwonym, jak jeszcze nigdy nie widział.
– A skąd ty wziąłeś takie jajka? - zdziwił się, bo na pewno u niego w lodówce takich nie było.
– A widzisz? Wiedziałem, że ci przypadną do gustu, a zapewniam cię, że smakują nawet lepiej niż wyglądają. Aha, pomidory i boczek też moje - zaznaczył z dumą Maciej a Mateusz tylko się uśmiechnął do swoich myśli. A myślał o tym, jak to fajnie mieć takich przyjaciół. 
– Tylko sobie nie myśl, że zrobiłem to dla ciebie - Maciej chyba czytał mu w myślach. - Zrobiłem to tylko i wyłącznie z myślą o sobie, bo jednak ten ekspres do kawy i ziarno masz lepsze, a tego potrzebowałem dzisiaj rano.
– Jasne! - uśmiechnął się Mateusz z rozkoszą pakując do ust pierwszy widelec jajecznicy.

Rzeczywiście w Częstochowie byli jeszcze przed ósmą, więc cały „program” mogli zrealizować bez pośpiechu. Najpierw obeszli kilka sklepów z dewocjonaliami, Mateusz zakupił 70 różańców, a Maciej, który miał dwa razy mniejszą parafię… 200! Pokupowali też inne drobiazgi, wino mszalne, komunikanty i zanieśli wszystko do samochodu. Teraz był czas na wizytę w sanktuarium. Maciej poprosił, aby najpierw poszli do kaplicy spowiedzi, bo chciał skorzystać z możliwości „porządnej spowiedzi”, jak to określił, a Mateusz zmierzał w kierunku ławek, aby się pomodlić przed Najświętszym Sakramentem. Zanim jeszcze uklęknął rozejrzał się i ku swojemu zdumieniu w jednej z kolejek do konfesjonału dostrzegł narzeczoną jednego z lektorów z ich parafii, która wyraźnie się speszyła na jego widok. Mateusz uśmiechnął się do niej tak, aby ją zapewnić, że nie ma nic dziwnego w tym, że ktoś się spowiada na Jasnej Górze, ale dziewczyna uczyniła znak dłonią, jakby chciała zobaczyć się z nim póżniej. Mateusz odpowiedział skinieniem głowy, a dziewczyna już po chwili weszła do konfesjonału. Jej spowiedź nie trwała długo i po krótkiej modlitwie w ławce wyszła z kaplicy a Mateusz za nią.
– Szczęść Boże księże proboszczu, ale mi głupio - zaczęła dziewczyna.
– Szczęść Boże - odpowiedział Mateusz, który oczywiście nie pamiętał jej imienia i to jemu powinno być głupio. - Naprawdę nie ma żadnego problemu w tym, że ktoś się spowiada na Jasnej Górze, wręcz przeciwnie.
– No ale właśnie tak naprawdę, to nie tyle mi chodziło o spowiedź, co o rozmowę i jak księdza zobaczyłam, to od razu pomyślałam, że to z księdzem powinnam porozmawiać, a nie z paulinem, który nie zna ani mnie ani Grześka. Faktycznie, tylko się wyspowiadałam, a tematu wcale nie poruszyłam.
– A co to za temat? - zapytał Mateusz.
– Proszę księdza, ja nie chcę wyjść za Grześka - wyrzuciła z siebie dziewczyna. - A mamy już wszystko zaplanowane, zapłacone, wie ksiądz, sala, goście, zaproszenia, no i ślub w naszym kościele.
– Coś się wydarzyło? Poznałaś kogoś innego? - Mateusz próbował dowiedzieć się trochę więcej.
– Nic z tych rzeczy. Ja Grześka kocham, ale jak brata, natomiast moi rodzice kochają go jak zięcia. Znamy się od dziecka, od zawsze byliśmy parą i dla wszystkich, to że się ożenimy jest tak pewne, jak to że ziemia się kręci wokół słońca. Tylko nie dla mnie. Nie wiem, co mam zrobić, bo czasu coraz mniej a wszyscy są tacy szczęśliwi, że się pobieramy i ja nie mam serca, ani odwagi, żeby to wszystko odwołać.
– A co na to Grzegorz? - zapytał Mateusz.
– Proszę księdza, Grzesiu to jest kochany człowiek, dobry człowiek i ja absolutnie nie chcę go skrzywdzić. Ja naprawdę chcę go mieć w swoim życiu, ale jako przyjaciela, brata. Problem w tym, że Grześ tak naprawdę sam nie wie, czego chce, a ponieważ jesteśmy razem tak długo, więc on by się temu dał ponieść aż do końca. Ale to chyba nie o to chodzi. Trochę mi to głupio mówić księdzu, ale my nie mamy żadnych problemów z wytrwaniem w czystości przedmałżeńskiej, ale nie dlatego, że jesteśmy takimi wiernymi katolikami, ale po prostu dlatego, że pomiędzy nami nie iskrzy, rozumie ksiądz co mam na myśli?
– Myślę, że tak. Dobrze się złożyło, że się tu, u Matki Bożej spotkaliśmy. Z tego co mi mówisz, musimy jakoś powstrzymać to wszystko zanim nie będzie za późno. Ja ci pomogę na ile będę mógł. Spotkajmy się w niedzielę albo w poniedziałek w kancelarii, dobrze?
– Dobrze! Nie uważa ksiądz, że jestem złą osobą? - zapytała jeszcze dziewczyna.
– Nie. Jesteś osobą, której zależy.

***

Kiedy Mateusz prosto z samochodu Macieja wpadł do zakrystii, już tam na niego czekali rodzice i chrzestni z dzieckiem. Chrzestny wręczył mu jakąś paczkę.
– Sąsiad przyniósł i powiedział, że kurier się pomylił i wczoraj zostawił u nich. 

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!