TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 373

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 373

- Mateusz, ja studiuję to wszystko – Rysiek wskazał ręką na książki na półce, – czytam, staram się być na bieżąco, nie dla siebie, nie dlatego, że mam taką pasję, ale dla moich parafian! Żeby ich lepiej zrozumieć, żeby jak najlepiej im służyć, żebyśmy stworzyli piękną wspólnotę. I w niedzielę doszło do mnie, że tylko mi na tym zależy. A im, przynajmniej znakomitej większości, wcale. I pękłem.
- Nawet nie wiesz, jak cię rozumiem – powiedział po dłuższej chwili milczenia Mateusz. - Ostatnio przyjaciel ksiądz podesłał mi pewien podcast na youtubie o klerykalizmie. Wiesz, taka rozmowa dominikanina z dominikaninem, o tym skąd się wziął klerykalizm, skąd się wzięło przekonanie, że wszelkie zło w Kościele jest przez świeckich. I to wszystko było przekonujące i w większości zgadzam się z tym, co tam było powiedziane. Ale teraz tak myślę o twojej parafii, a trochę też i o mojej, i wcale mi nie wygląda, że my widzimy wszelkie zło w świeckich, raczej wręcz przeciwnie, ale jakoś nam się nie udaje doprowadzić naszych parafian do aktywności. Nawet w liturgii. I sam już nie wiem, czy to spuścizna tego klerykalnego podejścia przez wiele lat, czy my coś robimy nie tak jak trzeba, czy może jednak mierzymy się z czymś zupełnie innym. Nie mam pojęcia. Ale chciałbym żebyś wiedział, że to co się stało, wiesz – wygonienie ludzi z kościoła – nie było dobre, ale ja cię doskonale rozumiem. Sam niejednokrotnie miałem ochotę tak zrobić. I nie wiem, czy po prostu nie miałem na tyle charakteru, by tak zrobić, czy się bałem, czy uznałem, że tak nie można...

A najbardziej to mnie wkurza, jak jest Msza w tygodniu, obecnych jest kilka czy kilkanaście osób i wszyscy zajmują dwie ostatnie ławki. A cały wielki kościół jest puściutki. Gdyby nie to, że ołtarza nie da się ruszyć, to bym go wziął i zaniósł tam pod chór do tych dwóch ostatnich ławek i powiedział: „Nie chce wam się bliżej podejść, to ołtarz przyszedł do was”. Wiesz, pasowałoby powiedzenie „nie przyszedł Mahomet do góry, to przyszła góra do Mahometa”, ale jeszcze by kto pomyślał, że islamizuję wiernych... Ale poważnie mówiąc to też mam takie myśli, tyle że się nie posunąłem nigdy do czynów – zakończył swój wywód Mateusz. - Jak to widzisz teraz, z perspektywy czasu? - Nie widzę tego wcale. Ani nie jestem dumny z tego co zrobiłem, ani nie żałuję. Mam tylko nadzieję, że coś się oczyściło we mnie i coś się oczyściło w moich parafianach. Zobaczymy... Wiesz co jest w tym wszystkim najbardziej paradoksalne? Że ja nie mam ani krzty sentymentu do liturgii przedsoborowej i jestem naprawdę całym sercem za tym co jest teraz, kocham tę liturgię... Ale gdybym odprawiał Mszę tyłem do ludzi i nie widział ich minimalnego, niemal żadnego zaangażowania, to pewnie nigdy by się nie wydarzyło to, co się stało – powiedział Rysiek i zamilkł. - Być może – zgodził się Mateusz. - A jeśli biskup zaproponuje ci po tym wszystkim zmianę parafii? - Myślisz, że tak się to wszystko skończy? - Ryszard wyglądał na zupełnie zbitego z tropu takim pytaniem. - Nie, nie! Wcale tak nie myślę, ale wiesz jak teraz jest: ksiądz nie ma nigdy racji i jak jest jakiś problem na linii ksiądz - parafianie, to rzadko biskup staje po stronie księdza – wyjaśnił Mateusz. - W sumie to nawet nie wiem, czy ktoś był na skargę w kurii – zauważył Ryszard. - Ja sam wysłałem esemesa do kurii i powiedziałem co się stało i że przyjadę na rozmowę. - No ale po tym, co się stało, nie wolałbyś odpuścić i przejść gdzie indziej? - zapytał Mateusz. - No co ty? Przecież ci mówię, że ja tutaj wszystko robiłem dla tych ludzi, stary... Ja ich kocham i jeśli posunąłem się do takiej desperacji, to właśnie dlatego, że mi na nich zależy – Rysiek wydawał się wręcz zdziwiony, że Mateusz mógł w ogóle pomyśleć, że on chciałby stąd odejść. Zapadło dłuższe milczenie. - Tak mi się wydaje, - podjął w końcu rozmowę Rysiek, - że nie takie rzeczy się księżom przebaczało, a nasz biskup w wielu sytuacjach mawiał: „dajmy mu szansę”. Mam nadzieję, że mnie też taka szansa będzie dana, zwłaszcza że do tej pory nigdy niczego nie zawaliłem, nigdy nie dostałem żadnego upomnienia, a nawet po wizytacjach – a dwie już przeżyłem jako proboszcz – nie było nigdy żadnych istotnych wskazań, że coś trzeba zmienić, albo że coś źle robię. - Na pewno wszystko się poukłada – powiedział Mateusz. - A powiedz mi, czy miałeś jakieś sygnały od twoich parafian? - Oczywiście – Rysiek się uśmiechnął i Mateusz od razu się domyślił, że ze strony parafian reakcja musiała być raczej pozytywna dla proboszcza. - Kilka osób nawet przyszło, żeby mnie ochrzanić. - Ochrzanić? - zdziwił się Mateusz. - Tak, ale w takim sensie, że powiedzieli; „proboszczu, na tych naszych nygusów, to by trzeba było jakiegoś bicza użyć i dobrze, że ksiądz wreszcie zareagował, tylko czy to księdzu nie zaszkodzi?”. Z takich zdecydowanie negatywnych, to może tylko jeden, od szefa Akcji Katolickiej, który mi powiedział, że powinienem się ugryźć w język, zanim powiedziałem, co powiedziałem, bo on akurat był na tej Mszy i poczuł się trochę urażony, no bo wiesz, on zaangażowany w życie parafii i coś takiego musiał usłyszeć też pod swoim adresem. A muszę ci powiedzieć, że to jest akurat gość, który faktycznie się angażuje w tej Akcji, ale akurat na Mszy to chyba nawet „Ojcze nasz” nie mówi, że już nie wspomnę o śpiewaniu pieśni. - Też mam trochę takich ludzi, ale od kiedy zmieniliśmy organistę, to się wszystko zmieniło na lepsze – powiedział Mateusz. - A właśnie! Miałem ci powiedzieć. Wiesz, że po twojej, nazwijmy to „akcji” to nawet w dzień powszedni zauważyłem, że ludzie – chociaż ich była garstka – śpiewali znacznie głośniej niż zwykle? I kiedy powiedziałem o tym organiście, to właśnie on mi powiedział, co się wydarzyło u ciebie i stwierdził, że teraz to na pewno we wszystkich okolicznych parafiach śpiew na liturgiach się poprawi. Tak, że wiesz, na pewno są jakieś pozytywne skutki – uśmiechnął się Mateusz. - Przynajmniej w innych parafiach – zgodził się Rysiek. - Ale mam nadzieję, że w mojej również. I mam nadzieję, że to będzie dalej moja parafia. - Na pewno tak będzie – powiedział Mateusz. - A myślałeś już o jakiejś formie przeprosin, na przykład w przyszłą niedzielę? - Tak, oczywiście. Sam jestem ciekaw, jaka będzie ta kolejna niedziela, ale dzisiaj na wieczornej Mszy, nie mogę się skarżyć, ludzie ładnie się włączali w śpiew – uśmiechnął się Rysiek.  - Czas na spoczynek, chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju.

***

Mateusz przez cały wtorek co chwilę sprawdzał telefon, czy nie ma jakiejś wiadomości od Ryszarda, który miał odwiedzić kurię, ale do samego wieczora nic nie otrzymał. A sam nie chciał dzwonić i się dopytywać. Jeśli Rysiek będzie chciał się podzielić efektami rozmowy ze zwierzchnikiem, to na pewno da mu znać. Wydawało mu się mało prawdopodobne, żeby biskup zdecydował o zmianie proboszcza z takiej przyczyny. Trudno by też było znaleźć jakiegoś proboszcza z mniejszej parafii, aby się zgodził na transfer tuż przed Świętami. Natomiast pewnie znalazłby się chętny wikariusz, ale Dobroszyce to nie była placówka na pierwsze probostwo. Nie było więc żadnych przesłanek, które wskazywałyby na zmianę, ale fakt, że Rysiek się nie odzywał trochę go niepokoił. Mateusz poczuł jakąś mocną więź z tym kolegą, którego wcześniej prawie nie znał, a teraz po tym co się zdarzyło, po tym jak poznał jego tok myślenia, jak zobaczył jego księgozbiór i ulubione płyty, nagle wydawało mu się jakby go znał od lat i wręcz żałował, że tak późno go odkrył. I bardzo chciał mieć szansę kontynuacji tej znajomości w ramach tego samego dekanatu. Bo tak naprawdę Mateusz miał sporo dość bliskich kolegów pośród księży, ale tak naprawdę tylko jednego przyjaciela, Macieja. A nawet u Macieja w mieszkaniu nigdy nie poczuł się, jakby był u siebie. Nie ze względu na gościnność, bo ta u Macieja była wręcz legendarna, ale ze względu na to co się w tym mieszkaniu znajduje. Mieszkanie Ryśka spokojnie mogłoby być mieszkaniem Mateusza, jakby on sam je meblował i wyposażał. Znalazłby tam wszystko czym się pasjonuje i co pozwala mu dobrze spędzać czas. No może tylko gitary tam nie zauważył.

Nigdy wcześniej coś takiego mu się nie wydarzyło. Przez chwilę pomyślał, że to stalkerzy różnych znanych osobowości urządzają swoje mieszkania na wzór tych, których prześladują swoim zainteresowaniem, ale to oczywiście nie był przypadek Ryszarda. Wreszcie grubo po dziewiątej wieczorem rozległ się sygnał telefonu, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Ryszarda. - No wreszcie – powiedział Mateusz pomijając nawet powitanie. - Już się zacząłem martwić. - Na szczęście nie ma powodu do zmartwień – powiedział Rysiek, a Mateusz odetchnął z ulgą. - Miałem dzisiaj zastępcę na Mszę wieczorną i prosto z kurii pojechałem na Jasną Górę. Tak sobie postanowiłem dzisiaj rano, bez względu na rezultat rozmowy z biskupem, więc dotrzymałem słowa. Przepraszam, że nie zadzwoniłem wcześniej, ale chciałem trochę się oderwać, nie rozmawiać o tym co było, o tym co powiedział ksiądz biskup... - Rysiek, nic mi nie musisz mówić... - Spokojnie Mati – przerwał mu Rysiek.  - Wiem, że nic nie muszę, ale teraz dzwonię do ciebie, bo chcę. Dobrze mi zrobiła wizyta u Matki Bożej, ale u księdza biskupa też nie było źle. Co nie znaczy, że cala wizyta w kurii była przyjemna, bo zanim spotkałem się biskupem miałem jeszcze rozmowę z jednym z kurialistów, pozwól, że nie wspomnę z którym, ale nie była to przyjemna rozmowa. Dość powiedzieć, że po tej pierwszej konfrontacji byłem prawie pewien, że biskup mnie odwoła. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy później biskup był bardzo serdeczny, chciał dokładnie wiedzieć co się stało, zapytał czy nie potrzebuję odpoczynku, albo jakiegoś wsparcia i czy czuję się na silach, aby zostać w tej parafii i dalej głosić Ewangelię tym ludziom. A moją odpowiedź znasz – zakończył Ryszard.

Jeremiasz Uwiedziony
Książka: Jasna i ta druga strona księży(ca)
 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!