Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.363
Przez dłuższą chwilę nie mógł uwierzyć własnym oczom, ale rzeczywistość pozostawała niezmienna. Przed drzwiami plebanii stała Dominika ze swoim mężem Romanem. Mateusz miał tak bardzo wryty w pamięć obraz Romana i jego młodej kochanki, że widok tego mężczyzny obok prawowitej małżonki Dominiki prowokował w nim niemal fizyczny ból. Początkowo nie mógł zrozumieć dlaczego, przecież chyba o to mu powinno chodzić, jeszcze nie wiedział w jakim celu, ale najwyraźniej Roman pojawił się u swojej żony i cały jego niecny plan zwalenia na nią winy za rozpad małżeństwa został zdemaskowany. To przecież na tym mu zależało, kiedy desperacko jeździł po lesie próbując ponownie natknąć się na Romana, aż mu się w końcu udało. A teraz bolał go widok Romana z jego żoną? Mateusz przypomniał sobie nagle historię Jonasza, który był zły na Pana Boga, że przebaczył Niniwitom ich grzechy w dodatku posługując się właśnie Jonaszem. Bo Jonasz chodził po Niniwie i wzywał do nawrócenia, ale tak naprawdę nie chciał, aby Bóg im przebaczył. O co chodziło Mateuszowi, kiedy próbował zdemaskować działania Romana? Czyż nie powinno mu chodzić o sakramentalne uzdrowienie małżeństwa? Zresztą, nawet nie wiedział, co będzie dalej z Dominiką i Romanem...
- Chcieliśmy podziękować – powiedziała Dominiaka patrząc na niego, a użycie przez nią liczby mnogiej nie umknęło Mateusza uwadze.
- I przeprosić – dodał Roman ze spuszczonym wzrokiem.
- Szczęść Boże, witam... Wejdźmy, proszę, do środka – wydukał wreszcie Mateusz i ruszył do drzwi plebanii. Dobrą minutę zajęło mu wybranie właściwego klucza z pęku, jakby otwierał te drzwi po raz pierwszy w życiu. Kiedy wreszcie tego dokonał skierował się do kancelarii, a Dominika i Roman poszli za nim. Mateusz usiadł za biurkiem, a małżonkowie usadowili się naprzeciw. Mateusz zauważył, że Roman chwycił Dominikę za rękę i stało się dla niego jasne, że musiało między nimi dojść do pojednania. Przez chwilę zrobiło mu się ciemno przed oczami, więc przymknął na chwilę powieki i dokładnie w tym momencie fala gorąca zalała jego serce. To mógł być tylko Pan, to On wlał w jego serce pokój i radość, bo Mateusz w jednej chwili zdał sobie sprawę, jak bardzo małostkowy był w swoich oczekiwaniach. Bo tak naprawdę to zależało mu jedynie na zdemaskowaniu złych intencji Romana i do głowy by mu nie przyszło, że po czymś takim i to tak szybko może być podjęta realna próba ratowania małżeństwa. Po raz kolejny okazało się, że Pan Bóg naprawdę daje więcej niż się Go prosi. Przez tych ostatnich kilka tygodni Mateusz „zadał” modlitwę w tej intencji wielu osobom, penitentom w konfesjonale, siostrom zakonnym, ale chyba sam się nie spodziewał takiego efektu. Otworzył wreszcie oczy i spojrzał z uśmiechem na siedzących naprzeciwko niego małżonków. Zmiana wyglądu jego twarzy musiała być ewidentna, bo Roman niezręcznie poprawił się na krześle i przez chwilę nawet wycofał swoją dłoń, ale zaraz chwycił rękę Dominiki jeszcze mocniej.
- Dobrze was widzieć razem – powiedział z uśmiechem Mateusz.
- Przepraszam, że nie odezwałam się od ostatniego razu, ale stwierdziłam, że nie ma sensu zawracanie księdzu głowy – powiedziała Dominika. - A potem zupełnie niespodziewanie Roman powrócił i poprosił o drugą szansę. Wiem wszystko, wiem o tej kobiecie, wiem, że o mało co nie pojawiło się tam potomstwo... - Dominika głęboko westchnęła. - Ale chyba Pan Bóg nad tym czuwał, bo ciąży jednak nie było. Romek wrócił i próbujemy. Sama nie wiem co go do tego skłoniło – Dominika przez chwilę popatrzyła na męża, - ale próbujemy. Nie jest łatwo, ale przecież jesteśmy małżeństwem, zawartym przed Panem Bogiem. Postanowiliśmy, że przede wszystkim, dla odbudowania zaufania, nie możemy mieć przed sobą żadnych tajemnic. Dlatego chciałam, abyśmy się tu dzisiaj pojawili, bo przecież byłam u księdza w chwili desperacji, no i od księdza właściwie dowiedziałam się, że Romek kogoś ma... No ale teraz to już przeszłość – powiedziała Dominika i lekko, ale bez przekonania się uśmiechnęła. Mateusz zorientował się z jej słów, że chyba Roman wszystkiego jej nie powiedział, a przynajmniej nie wspomniał o ich ostatnim spotkaniu.
- Tak Dominiko, żadnych tajemnic - powiedział Roman patrząc na swoją małżonkę. - I dlatego musisz coś jeszcze wiedzieć. To nie tak, że nie wiadomo z jakiego powodu wróciłem do ciebie, bo zdarzyła się jeszcze jedna rzecz, o której nie wiesz - mówił dalej.
- Kolejna rzecz, o której nie wiem? - zdenerwowała się Dominika.
- Powiedziałbym ci o tym prędzej czy później, ale skoro tu jesteśmy u księdza, to nie ma no co czekać. Chodzi o to, że je też spotkałem się z księdzem Mateuszem, to znaczy wpadliśmy na siebie w tym lesie i ksiądz mi wtedy powiedział, że wiesz o wszystkim i że nie dopuści, aby cała wina spadła na ciebie. To był pierwszy moment refleksji dla mnie, chociaż wtedy tak nie myślałem, bo wszystko wskazywało na to, że... no wiesz, Kaśka, że była w ciąży i wydawało mi się, że tego nie da się odwrócić. Potem powrócił jej okres i zrozumiałem, że to jest jak dar z nieba, żeby to wszystko odkręcić i... wróciłem. Powiedziałem ci wszystko, oprócz spotkania z księdzem...
- Czy są jeszcze jakieś inne „oprócz”? - powiedziała Dominika i zerwała się z krzesła i wybiegła na zewnątrz.
- Nie pobiegnie pan za nią? - zapytał Mateusz.
- Za chwilę. I tak dzisiaj nic nie pomoże. Zresztą ma rację, że jest zdenerwowana. Po tym, jak mi wszystko wybaczyła, ma wielką górę, z której teraz spada. Zasługuję na każdą zlośliwość czy focha z jej strony – powiedział spokojnie Roman.
- Czemu jej pan od razu nie powiedział? - zapytał Mateusz.
- Nie chciałem, żeby myślała, że wróciłem, bo mnie ksiądz postraszył. Ja raczej nie mam wielkiego szacunku dla was, księży, nie miałem – poprawił się szybko, - i generalnie myślałem, że to nic nie wnosi. Ale ona ma rację. Jeśli mówimy sobie wszystko, to wszystko. Zaraz do niej pójdę, ale też chciałem księdzu podziękować. Musiał sobie ksiądz zadać wiele trudu, żeby mnie ponownie tam spotkać...
- Naprawdę chce pan, żeby to małżeństwo znowu się poukładało? - zapytał Mateusz.
- Naprawdę. Bardzo! - odparł Roman patrząc mu w oczy.
- A co z tamtą kobietą?
- Jak znam życie, to już sobie znalazła pocieszyciela. Mówię tak, bo sam byłem pocieszycielem po jej poprzedniej historii, notabene też z mężczyzną żonatym. Zauroczenie, proszę księdza, dobry seks i człowiek myśli, że jest młodszy o dwadzieścia lat.
- Chciał pan mieć to dziecko? - zapytał Mateusz.
- Skoro uwierzyłem, że mam znowu dwadzieścia lat, to uwierzyłem też, że chcę mieć dziecko. Boże, co za szczęście, że to się jednak nie stało... Muszę iść, proszę księdza. Pewnie już przestała płakać i dobrze żebym tam był. Ale my tu jeszcze wrócimy. Musi nam ksiądz pomóc. Sam się ksiądz w to wpakował. A ja wiem jedno. Innej opcji poza tą, że będę do końca życia z Dominiką, nie widzę.
- Wie pan, że dobrze by było przychodzić nie tylko do mnie...
- Wiem, o co księdzu chodzi. Od mojego powrotu jesteśmy na Mszy w każdą niedzielę i w każdą środę na nowennie. Nawet karteczkę piszemy z prośbą o uratowanie naszego małżeństwa. Bo naprawdę ktoś tam z góry musiał nad tym wszystkim czuwać. Macie tu u was nowennę? - zapytał.
- Mamy – odparł Mateusz.
- To zaproponuję Dominice, żebyśmy się tutaj przenieśli, jeśli chodzi o kościół – powiedział Roman.
- Taka taktyka?
- Nie, skąd. Ale Dominika się uspokaja jak mówi o księdzu, więc dlaczego nie?
- W każdym razie jesteście tu zawsze mile widziani, nie tylko razem – powiedział Mateusz.
- Woli ksiądz żeby Dominika przychodziła sama? - przez twarz Romana przebiegł nikły uśmiech.
- Miałem na myśli pana, jakby pan jeszcze chciał pogadać na osobności – uśmiechnął się Mateusz i mocno uścisnął wyciągniętą dłoń Romana.
Okazało się więc, że nie było aż tak wspaniale w tym poobijanym małżeństwie, ale na pewno na drodze do uzdrowienia. Co za sytuacja... Jak zwykle kiedy całym sobą oczekiwał efektów swojej desperackiej misji nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Kiedy sobie wreszcie odpuścił i zajął myśli innymi sprawami, oto odpowiedź. Miał w sobie przypuszczenie graniczące z pewnością, że Dominika i Roman staną się permanentną częścią jego parafialnej rzeczywistości, a kto wie, może nawet się zaprzyjaźnią. Przed nimi była ciężka praca w ponownym odzyskaniu zaufania i rozpaleniu uczuć, ale Mateusz był niemal pewien, że im się uda. I chciał im pomóc. I szczerze mówiąc, oprócz wielkiej sympatii, jaką w sobie miał do Dominiki, dzisiaj również poczuł nić porozumienia z Romanem, a tego by się po sobie nie spodziewał. Do tej pory był dla niego cholernym cynikiem, teraz stał się facetem po przejściach, który probuje ratować to, co się da uratować. Co do Dominiki to zawsze miał pewność, że jeśli pojawi się szansa na uratowanie małżeństwa, ona na pewno się nie cofnie. Naszła go myśl, że musi koniecznie zadzwonić do Macieja i Piotra, żeby im powiedzieć, że jego upór nie poszedł na marne, ale doszedł do wniosku, że nie pokaże im swojej ekscytacji, tylko przy najbliższej okazji nonszalancko opowie o wizycie Dominiki i Romana, jakby to nie było nic istotnego. Ot, kolejna drobna sprawa załatwiona. Uśmiechnął się do swoich myśli i w tej chwili poczuł wibrowanie komórki w kieszeni. Kiedy ją wyciągnął okazało się, że był to esemes od Majki.
„Sytuacja ogarnięta i zakończona sukcesem. Kolejne spotkanie KSM-u za tydzień, ale będzie nas o połowę mniej” - odczytał na ekranie i nie mógł zrozumieć, co to za sukces, skoro ma być ich o połowę mniej.
„Chyba mamy spór co do znaczenia słowa sukces” - odpisał Mateusz wstawiając na końcu emotikona z mrugnięciem.
„Opowiem wszystko jak się spotkamy. A sukces polega na tym, że za tydzień nie będzie pośród nas lewackich bojówkarzy, którzy chcieli nas odjaniepawlić”.
Jeremiasz Uwiedziony
Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA)
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!