TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc.359

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc.359

– To zupełnie do niego niepodobne - powiedział Maciej do Piotra, który jednak w dalszym ciągu nie bardzo wiedział, czym ma się niepokoić. 

– Sorry, Maciek, ale moim zdaniem przesadzasz. No dobra, trafiła mu się cała ta dziwna sprawa, przyszła kobieta się pożalić, całkiem przypadkiem wpakował się na jej męża z inną, każdemu z nas mogło się to przytrafić i też byśmy się tym zaaferowali, w końcu coś spoza rutyny i można się poczuć ojcem Mateuszem z filmu. Co w tym złego? Ty byś nie próbował rozwikłać takiej zagadki? - zapytał Piotr.

– No pewnie, że bym próbował, ale mi się takie rzeczy nie zdarzają - odparł Maciej. - Ale pomyśl, czy kiedykolwiek zdarzyło się, że Mateo coś sobie postanowił i potem odpuścił?

– No pewnie! - parsknął Piotr. - Przecież miał się odchudzać, pójść na Camino, jeździć codziennie na rowerze, dokończyć doktorat…

– Nie o takie rzeczy mi chodzi - skrzywił się Maciej. 

– A o jakie? - zapytał Piotr.

– O sprawy duszpasterskie. Jak na coś się nastawił, to zawsze doprowadził to do końca, zazdrościłem mu tego uporu i konsekwencji - przyznał Maciej. - Wymienisz mi jedną rzecz, którą Mateusz zaplanował i odpuścił?

– Hmmm - Piotr zamyślił się na dłuższą chwilę. - Tu możesz mieć rację, bo nic takiego nie przychodzi mi do głowy.

– No widzisz? A teraz planował wielki festyn rodzinny, aby rozbudzić parafię i miało to być w czerwcu, a tu już za chwilę wrzesień i nic. To zupełnie do niego niepodobne - tłumaczył Maciej. - A wiem, że już nawet o tym rozmawiał z niektórymi spośród swoich parafian, czyli nie była to idea tylko w jego głowie, ale inicjatywa już rozpoczęta. A potem, zonk i cisza. 

– No, to faktycznie trochę do niego niepodobne - zgodził się Piotr. - Ale może z jakichś przyczyn przesunął tę imprezę na jesień albo po prostu mu się nie chce?

– Nie, nie! - Maciej kategorycznie pokręcił głową. - Sam mi się przyznał, że zupełnie o tym zapomniał.

 – Powiedz mi, czy sugerujesz, że może ta cała, jak jej tam, Dominika, wpadła mu w oko, czy coś z tych rzeczy? - zapytał prosto z mostu Piotr. 

– Niekoniecznie mam na myśli jakieś sprawy damsko - męskie, ale wiesz, takie współczucie: piękna kobieta zdradzona i porzucona przez męża, wiesz jak jest, ty jako facet żyjący w celibacie litujesz się i dziwisz, co za prostak, żeby taką świetną kobietę zostawić, trzeba jakoś jej pomóc. No i z jakichś powodów zwróciła się właśnie do ciebie, wybrała właśnie ciebie, czy to nie jest wyróżnienie? - Maciej coraz bardziej wczuwał się w rolę.

– Ej, Maciej, brzmisz jakbyś mówił z autopsji - wtrącił się Piotr uważnie przyglądając się koledze, który na chwilę zamilkł.

– Nie gadamy teraz o mnie, tylko o Mateuszu - powiedział w końcu Maciej, ale Piotr nie odezwał się ani słowem, a jego mina mówiła: nie pójdziemy ani o krok dalej, dopóki mi nie powiesz o sobie.

– No dobra, mówię trochę z autopsji, ale żebyś się zbytnio nie ekscytował, to ci powiem, że rzecz się zakończyła zanim się zaczęła. Może nie było to moją zasługą, ale jakoś Pan Bóg mnie uchronił od popełnienia głupstwa. A teraz wracamy do Mateusza, ok?

– Zgoda. No ale co my możemy poradzić? Masz jakiś pomysł? Mamy znaleźć tego faceta i kazać mu wrócić do żony, czy znaleźć tę Dominikę i powiedzieć jej, żeby się odczepiła od Mateusza, czy może zabrać Mateusza na jakieś rekolekcje?

– No nie wygłupiaj się, kobieta Mateusza się nie czepiła, tylko się mu zwierzyła w chwili desperacji, nawet jej nie znamy, tym bardziej jej męża. Ale chyba trzeba pogadać z Mateuszem, mam na myśli trochę go wybadać, a ja nie chciałbym tego robić sam, bo już ostatnio trochę się na mnie wkurzył, bo coś tam napomknąłem. No i generalnie chyba trzeba go namówić, żeby sobie odpuścił tę sytuację, bo przecież nic nie może zrobić. Życie to nie film. A jak kobieta się znowu pojawi, to jej wysłucha i już. Nie może się zamartwiać, jak tu dorwać gościa i zmusić do przyznania się, że on wszystko ukartował, a Dominika nie miała żadnej obsesji.

– Aha, tego nie załapałem, czyli gość ją wrabia, że to wszystko jej wina, tak? - zapytał Piotr.

– No przecież ci mówiłem - zirytował się na niego Maciej.

– Dobra, może po prostu nie połączyłem punktów - przyznał Piotr. - Ale w takiej sytuacji to się nie dziwię Mateuszowi, że chciałby jakoś pomóc. Pamiętam, kiedyś miałem taką sytuację, że przyszła dziewczyna do mnie i na początku powiedziała, że zwalnia mnie z jakiegokolwiek sekretu, bo to nie będzie spowiedź, ale jej chłopak zostawił ją z dzieckiem w brzuchu i ona nie wie co zrobić. Też mi się krew zaburzyła na gościa, ale oboje byli z mojej parafii, więc wiedziałem o kogo chodzi. Koniec końców okazało się, że to jednak ona zachowała się nieładnie, bo go spiła i doprowadziła do sytuacji, no wiesz, a potem ciąża.

– I udało ci się pomóc? - zapytał Maciej.

– Dzięki Bogu tak. Zrobiłem konfrontację i rzecz stała się oczywista.

– A co z dzieckiem?

– Trochę to potrwało, ale udało się ją namówić na dom dla samotnych matek z dziećmi, prowadzony przez siostry zakonne. Miała tam być do końca ciąży, a potem ewentualnie oddać dziecko do adopcji - wyjaśnił Piotr.

– I tak się stało? - zapytał Maciej.

– Nie, stało się jeszcze lepiej, bo siostry zrobiły świetną robotę, dziewczyna się nawróciła, postanowiła zatrzymać dziecko po urodzeniu i chyba rok później poznała fajnego chłopaka i teraz chyba nawet mają jeszcze jedno dziecko - uśmiechnął się Piotr.

– No to super. Potem dasz mi namiar do tych sióstr, warto mieć pod ręką. Ale wróćmy do Mateusza. Co robimy?

– Ja bym nic nie robił, ale skoro ty jesteś jego najlepszym kumplem i się martwisz, to może rzeczywiście trzeba coś zrobić, tylko nie mam zielonego pojęcia co.

– Ja też nie wiem, ale chyba najprostszą sprawą będzie wybrać się do niego i już. Potem zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie - powiedział Maciej.

– Ok, może się okaże, że mu już przeszło i wpadł w wir przygotowań do festynu - Piotr jeszcze mówił, gdy z kieszeni Macieja dobiegł dźwięk telefonu.

– O wilku mowa - uśmiechnął się Maciej patrząc na wyświetlacz swojej komórki. - No cześć Mati! Co tam? - po chwili słuchania jego twarz spoważniała, a nawet zbladła.

– Co? Gdzie jesteś? - zapytał Maciej i odsunął telefon od ucha i włączył głośnik.

– No mówię ci, że jestem w Zagrodnie, w tym samym lasku, co wtedy no i jest ten gość z tą swoją dziunią! - ekscytował się Mateusz. - Nie mam pojęcia co robić… 

– Chłopie, jeszcze cię gość oskarży o stalking, nie rób nic głupiego - błagalnym głosem poprosił Maciej. - Czy oni cię widzieli? - zapytał.

– Tak, siedzę na ławce 10 metrów od nich. Gawędzą sobie jakby nigdy nic i wcale na mnie nie zwracają uwagi. Chyba nawet nie kojarzą, że już się kiedyś widzieliśmy, są całkowicie pochłonięci sobą. Co byś zrobił na moim miejscu? - w głosie Mateusza czuć był nerwowość.

– Nic nie rób! Wyślij mi lokalizację i tam przyjadę. Aha, jest u mnie Piotr, zabiorę go ze sobą - powiedział Maciej.

– Mówiłeś mu coś o tej historii? - zapytał Mateusz, a Maciej się zarumienił.

– Szczerze mówiąc właśnie mu wspomniałem, że się bawisz w ojca Mateusza z Sandomierza…

– Dobra, resztę opowiesz mu w samochodzie. Wysłałem ci lokalizację. Streśćcie się! - rzucił Mateusz i przerwał połączenie. Maciej i Piotr szybko zerwali się z foteli i pospieszyli w kierunku drzwi wyjściowych.

***

Mateusz siedział na ławce i podobnie jak dotychczas gapił się w swój telefon kątem oka patrząc na siedzącą nieopodal parkę. Czuli się bardzo pewnie i nie szczędzili sobie czułości. Mateusz czuł się mocno nieswojo. Wmówił sobie, że wcale tu nie przyjeżdża, aby dorwać niewiernego Romka, ale po prostu wreszcie się wziął za siebie i niemal codziennie jeździ na rowerze. Przecież zawsze sobie obiecywał, czyż nie? A tu pod Zagrodnem mu się podoba, no i dobrze, nie ukrywał przed sobą tej myśli, że może znowu natknie się na męża Dominiki. Co prawda ona się więcej nie pokazała w kancelarii, ale przecież obiecał, że jej samej z tym nie zostawi, więc jeśli przypadkiem spotka tego jej Romka, to… No właśnie nie miał zielonego pojęcia, co mu zrobi, czy powie. Bo właśnie go spotkał i czuł się jak jakiś podglądacz, choć ani oni się nie chowali, a już na pewno nie przed nim, ani on się z niczym nie krył. Co chwilę kontrolował czas, ale wiedział, że Maciej potrzebuje przynajmniej 40 minut, żeby tu dojechać. No chyba, że Maciej był u Piotra, to dystans był o wiele krótszy. Zdał też sobie sprawę, że tam gdzie był, nie można dojechać samochodem, więc przynajmniej kilka minut spaceru trzeba było doliczyć. 

– Kotku, ja się muszę zbierać… - dobiegł go głos kobiety i Mateusz zaczął od razu panikować. 

– Gdzie masz rower? - zapytał pan Romek, a kobieta wskazała stojący nieopodal jednoślad i wtedy Mateusz zrozumiał, że chyba nie przyjechali razem i miał rację.

– Dobrze kochanie, to ty jedź, a ja jeszcze chwilę poczekam i potem pójdę do samochodu. Tylko proszę cię, nie dzwoń i nie przyjeżdżaj bez zapowiedzi, trzymaj się planu, naprawdę niewiele brakuje, postarajmy się tego nie zepsuć - mimo że Roman zniżył głos Mateusz wszystko dokładnie słyszał.

– A ja myślałam, że ty bardzo tęsknisz, choć w połowie tak jak ja za tobą - kobieta zrobiła minę, od której Mateuszowi zebrało się na wymioty, ale nie do niego był adresowany ten grymas, a Romanowi nie przeszkadzał.

– Tęsknię bardzo, ale musimy być ostrożni. Zwłaszcza teraz - tłumaczył nieco zniecierpliwiony mężczyzna. - No zmykaj już! - powiedział i cmoknął ją w policzek. Kobieta z nadąsaną twarzą poszła w kierunku roweru i po chwili odjechała ścieżką prowadzącą na południe. 

Mężczyzna został sam. Mateusz jeszcze raz rozejrzał się za Maciejem i Piotrem, ale nigdzie ich nie było widać, a Roman właśnie wstał z ławki. 

– „Nie ma no co czekać - pomyślał Mateusz - raz kozie śmierć”.

- Proszę pana, czy mogę panu zabrać chwilę?

Jeremiasz Uwiedziony 

 CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!