Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.350
- Proszę księdza proboszcza, ja jestem właśnie TĄ mamą – powiedziała z uśmiechem kobieta, przed którą Mateusz otworzył drzwi plebanii, ale której nie za bardzo kojarzył.
- A ja jestem TYM proboszczem – spróbował zażartować.
- Ależ, proszę księdza, mnie żadne plotki nie interesują, ja się w takie rzeczy nie bawię – powiedziała całkiem poważnie kobieta dając mu do zrozumienia, że – po pierwsze – nie zrozumiała żartu, a po drugie – ewidentnie już jakieś plotki muszą o nim krążyć, skoro stwierdzenie jestem TYM proboszczem wywołało u niej taką reakcję.
- Przepraszam, to był taki żart z mojej strony, bo nie zrozumiałem o co chodzi, że pani jest TĄ mamą – wytłumaczył się szybko Mateusz zastanawiając się jednocześnie przez chwilę, co tam mogą o nim wygadywać.
- Katechetka nie uprzedziła? - zdziwiła się kobieta.
- Obawiam się, że nie – odparł Mateusz.
- No, ona rzeczywiście taka trochę „zamieciona” czasami jest. Całe szczęście, że my już mamy pewne doświadczenie, więc jakoś to ogarniemy – powiedziała z uśmiechem świadczącym o sporej dozie pewności siebie.
- Na pewno – Mateusz odwzajemnił uśmiech. - A z czym konkretnie sobie poradzicie, pomimo „zamiecionej” katechetki?
- Ależ proszę księdza, to chyba oczywiste, z Pierwszą Komunią Świętą. Jak ksiądz myśli, po co ja tu przyszłam? - kobieta rozłożyła ręce dla podkreślenia swojego zdumienia.
- Teraz rozumiem. Pani w sprawie Pierwszej Komunii swojego dziecka.
- Ja w sprawie Komunii nie tylko mojego dziecka, ale całej grupy. Reprezentuję wszystkich rodziców – powiedziała kobieta z naciskiem na wszystkich.
- Pani...
- Skoczylas. Ramona Skoczylas, myślałam, że ksiądz już kojarzy parafian – przedstawiła się lekko urażona.
- Pani wybaczy, pani Romano, ale niestety jeszcze nie potrafię wszystkich spamiętać, kontaktów nie było za wiele, żeby się przedstawiać z imienia i nazwiska, a z kolędy jednak nie wszystkich spamiętałem po jednym razie.
- Ramona, proszę księdza, Ramona, nie Romana. A na kolędzie to akurat nas nie było – pani Ramona pewnie pomyślała, że Mateusz jej to delikatnie wytykał, więc się wytłumaczyła, ale nie miała racji, bo akurat wcale tego nie pamiętał.
- Bardzo przepraszam, oczywiście Ramona, piękne imię swoją drogą – próbował nadrabiać gafę Mateusz.
- Ja nie przepadam, ale mama chyba lubiła serial „Pogoda dla bogaczy” - wyjaśniła pani Skoczylas. - Całe szczęście, że akurat ten, a nie „Niewolnicę Isaurę”.
- Pani Ramono, przepraszam, że pytam, ale zawsze w innych parafiach miałem do czynienia z komitetem rodziców dzieci pierwszokomunijnych...
- U nas zawsze był jeden rodzic – weszła mu w słowo Ramona. - Ks. Piotr twierdził, że on nie będzie dyskutował z jakimś komitetem, tylko chciał mieć jedną osobę, z którą podejmował decyzję. Więc proszę się nie martwić, mam wszystkie pełnomocnictwa i nikt nie będzie miał do księdza żadnych pretensji w sprawie tego, co tutaj ustalimy.
- Aha, no to wspaniale. Czy mogę panią czymś poczęstować? To ustalanie może trochę potrwać...
- Nie sądzę, żeby to długo trwało, ale małą kawę chętnie wypiję – uśmiechnęła się pani Ramona i nawet wstała z fotela i zdjęła płaszczyk.
- Pani pozwoli – powiedział odbierając od niej płaszcz. - Kawa z mlekiem?
- Jeśli ma ksiądz sojowe, to poproszę.
- Obawiam się, że sojowego to na pewno nie mam – powiedział Mateusz rozkładając bezradnie ręce.
- To w takim razie czarna – pani Ramona przybrała wyraz twarzy, jakby chciała powiedzieć „domyślałam się”.
- Proszę mi powiedzieć, na czym stoimy, co już wiemy – zagaił Mateusz, kiedy już postawił na stoliku dwie filiżanki kawy.
- No w zasadzie wiemy już wszystko. Mamy fotografa, kamerzystę, mamy florystkę, mamy firmę, która gruntownie wysprząta kościół – nacisk na słowo gruntownie zdecydowanie Mateuszowi nie przypadł do gustu.
- A przepraszam, florystkę ma pani na myśli naszą panią Małgosię? - zapytał.
- No nie, proszę księdza, na Pierwszą Komunię musi być coś naprawdę ekstra – niemal oburzyła się pani Ramona.
- Nie wiem, czy pani przywiązuje uwagę na co dzień do takich szczegółów – Mateusz zaczął ostrożnie, aby nie pytać wprost, czy kobieta chodzi do kościoła - ale nasze panie Małgosia i Beata przygotowują naprawdę fantastyczne dekoracje i robią to społecznie, za darmo. Nie wiem, czy jest sens wydawać pieniądze na...
- Proszę księdza – przerwała mu pani Skoczylas - jeszcze nie widziałam, żeby coś, co jest za darmo było cokolwiek warte. Ks. Piotr zawsze nam mówił, że w tym dniu kościół jest nasz i mamy całkowicie wolną rękę.
- Ale wtedy nie było jeszcze naszych flo...
- My już mamy wszystko załatwione, zapłacone i o nic się ksiądz nie musi martwić. O ofiarę na kościół też nie – dodała i Mateusz z trudem się powstrzymał od komentarza. Nie o to mu chodziło.
- Chodziło mi o inne sprawy, ale nie będę się upierał – powiedział i pomyślał, że być może Małgosi i Beacie będzie przykro, że one cały rok za darmo robią dekorację, a na Komunię bierze się kogoś z zewnątrz za pewnie niemałe pieniądze, ale nic już na to nie mógł poradzić. - Czyli kościół na Komunię jest wasz?
- Zgadza się i zobaczy ksiądz, że potrafimy się nim dobrze zająć – powiedziała.
- Nie wątpię w to. Nie wiem tylko, co jeszcze mamy ustalić.
- Mówiłam księdzu, że to długo nie potrwa. Mam tylko jeszcze jedną kwestię. No bo nie mamy organisty w parafii, więc myśleliśmy...
- Akurat organistę pani Ramono mamy, od kilku tygodni, więc tutaj nie ma żadnego problemu. To ten co grał w Święta – powiedział Mateusz choć był niemal pewien, że pani Ramona w Święta w kościele nie była, a już na pewno nie w ich kościele, bo poruszenie z powodu nowego organisty było tak wielkie, że nawet rzadki bywalec to zauważył.
- Aha... - pani Ramona z trudem ukrywała zmieszanie. - Czyli to był NASZ organista... Hmmm... No to chyba nawet nie tak źle – cedziła słowa uważnie obserwując minę Mateusza. - A właściwie to chyba... całkiem nieźle!
- Zgadza się, całkiem nieźle – uśmiechnął się Mateusz. - Czyli organistę też mamy odhaczonego!
- To właściwie już wszystko, pozostałe sprawy to chyba z panią katechetką ogarniemy – Ramona uśmiechnęła się z ulgą, że Mateusz nie drąży tematu organisty w Święta.
- Rozumiem, że ksiądz ten, który jest, też spełnia wymogi – zażartował jeszcze Mateusz ponownie bez zrozumienia.
- Jaki ksiądz? - zdziwiła się pani Skoczylas.
- Chodziło mi o mnie, bo innego nie mamy.
- A, oczywiście, oczywiście. No to jest chyba nawet księdza obowiązek?
- Obowiązek, ale proszę mi wierzyć, że z największą radością udzielę Komunii waszym dzieciom. A pani jest mamą...
- Leny. Jednej z czterech. Jak wybierałam imię, to myślałam, że będzie taka unikalna, a tu klops – tłumaczyła się.
- Ależ na pewno Lena jest unikalna, pani Ramono, nawet jeśli nie jest jedyną Leną w klasie czy w grupie – zapewnił ją Mateusz. - Życzę miłego dnia, z Bogiem!
- O rany, zapomniałam o najważniejszym! No przecież miałam jeszcze z księdzem ustalić, jaki prezent będzie od naszych dzieci dla kościoła – Ramona zatrzymała się w drzwiach.
- Aha, przyznam szczerze, że też nie byłem przygotowany na tę rozmowę i w tej chwili nic mi nie przychodzi do głowy.
- My mamy tylko taką prośbę, żeby to było coś, co będzie można powiedzieć, że to jest właśnie od nas. Rozumie ksiądz o co mi chodzi? Żeby to nie była jakaś rzecz, której się używa raz na rok. Coś z czym można się będzie identyfikować podczas każdej Mszy.
- Rozumiem, rozumiem. To oczywiste, że jest takie pragnienie, żeby być na każdej Mszy, znaczy się w każdą niedzielę, prawda? - Mateusz patrzył na Ramonę skwapliwie przytakującą i zastanawiał się, czy ona na pewno wie, czemu przytakuje. - Zawsze na to bardzo liczę, że uroczystość I Komunii będzie takim impulsem, dla całej rodziny, żeby postawić niedzielną Mszę w centrum tygodnia i życia. No i pewnie jeszcze milej jest, jak się widzi ten krzyż czy świecznik i pomyśli „a to jest od nas”... Wie pani co? Proszę przekazać pani katechetce informację jaki budżet przeznaczacie na ten dar, a ja szybciutko się postaram coś zaproponować, dobrze?
- Dobrze, proszę księdza, to do widzenia – pani Ramona zdecydowanie lepiej się czuła w kwestiach organizacyjnych niż rozważaniach o wartości Mszy Świętej i wyraźnie wolała nie ciągnąć tematu.
- Do widzenia i z Panem Bogiem! - zawołał za nią Mateusz i poszedł prosto do kościoła, bo to był ten dzień i godzina, kiedy Małgosia z Beatą szykowały kwiaty na niedzielę. Po wejściu do środka zauważył, że krząta się tylko Beata, z którą nigdy jeszcze nie rozmawiał sam na sam, ale na samym początku Małgosia wyznała mu, że jej koleżanka i pomocnica jest niewierząca. Mateusz zawsze sobie obiecywał, że z nią porozmawia, ale Beata zawsze starała się być razem z Małgosią i okazja nigdy się nie pojawiła. Aż do tej pory. I to jeszcze w takiej sytuacji, kiedy Mateusz miał poinformować, że nie będą robić dekoracji na I Komunię. Wcale mu się to okoliczność nie podobała.
- Witam szefa – uśmiechnęła się Beata.
- Witam pani Beatko – Mateusz odwzajemnił uśmiech. - A co to dzisiaj Małgosia panią zostawiła samą na pastwę proboszcza? - zażartował.
- Szykuje się na wesele swojej kuzynki – odparła z uśmiechem Beata. - A proboszcza to się aż tak bardzo nie obawiam. Chyba nawet mniej niż parafianie.
- A bo wie pani, oni sobie myślą pewnie, że jako proboszcz mogę im w czymś zaszkodzić, jakiegoś zaświadczenia nie wydać, albo coś w tym stylu, a pani...
- Jako niewierzącej nie może mi ksiądz zaszkodzić? To chciał ksiądz powiedzieć? - Beata patrzyła mu prosto w oczy.
Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!