TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:14
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc. 308

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odc. 308

- Na pewno Ksiądz Proboszcz wszystko sam ogarnie? - dopytywał się jeszcze Szymon, stojąc w drzwiach z dużą torbą podróżną.

- Na pewno, no przecież inaczej bym ci tych dodatkowych dni wolnego nie dał - Mateusz miał już wielką ochotę, aby wreszcie zostać sam.

- Ale mam wyrzuty sumienia, że proboszcz mi swój urlop odstąpił - wikariusz chyba rzeczywiście miał lekkie wyrzuty sumienia.

- Szymon! Spadaj! I zrelaksuj się, bo potem znowu będziesz jęczał we wrześniu, że nic nie odpocząłeś podczas wakacji. A pamiętaj, że jeszcze nie wiemy, czy w ogóle ktoś przyjdzie za Daniela. Być może będziecie musieli jego godziny ciągnąć przez cały rok. A o mnie się nie martw, bo ja gdzieś sobie wyskoczę, jak wy pójdziecie do szkoły, może pod koniec września - odpowiedział Mateusz.

- No to z Panem Bogiem! - powiedział Szymon i zamknął za sobą drzwi.

- Z Panem Bogiem - powiedział cicho Mateusz do zamkniętych drzwi i podszedł do okna. Patrzył na oddalającego się w kierunku samochodu wikariusza, który nie wykazywał wielkiego entuzjazmu do swojego kolejnego wyjazdu na urlop. To było coś, czego Mateusz zupełnie nie rozumiał. Pamiętał swoje pierwsze lata kapłaństwa, jak maluchem pojechali do Austrii w Alpy. Maluchem! W czterech. I z bagażami w środku! Co to była za męczarnia, ale jaka radocha! No i ile wówczas mieli pomysłów na ciekawe wakacje, zawsze związane z ruchem oczywiście. Po dziś dzień nie darzył szczególnym zainteresowaniem wyjazdów do hoteli all inclusive, chociaż coraz częściej mu się zdarzało spędzić kilka dni, zwłaszcza z Maciejem, na „nicnierobieniu”. Ale w końcu był już po pięćdziesiątce, miał prawo. No i coraz bardziej też lubił chwile, kiedy mógł być na parafii sam. Oczywiście tylko w okresach ograniczonej aktywności duszpasterskiej, jak teraz, kiedy właściwie wszystkie akcje z dziećmi i młodzieżą mieli za sobą. Kto wie, czy jednak za kilka lat nie poprosi Księdza Biskupa o jakąś parafię bez wikariuszy. Chyba, że całkiem zgnuśnieje, ale do tego raczej nie chciał dopuścić. Poszedł do swojego pokoju, który był połączeniem salonu ze studiem, tu pracował i wypoczywał, chociaż kiedyś lubił mieć te miejsca odseparowane. Teraz tylko spanie miał w innym pokoju, a całe życie z otwartymi oczami w tym saloniku. Pomyślał, że może po wielu latach wreszcie będzie mógł usiąść i posłuchać muzyki. Tylko słuchać, a nie robić czegoś innego przy dźwięku muzyki. Mimo, że dzisiaj już mało kto korzystał z płyt, on ciągle miał jeszcze trochę cd i zaczął pośród nich przebierać. Wybór padł na ostatniego Stinga. Włożył płytę do odtwarzacza i usiadł w fotelu przy oknie. Zanim skończył się pierwszy utwór rozległ się dźwięk służbowej komórki. Szybko odebrał.

- Szczęść Boże! Czy tu parafia? - zapytał kobiecy głos.

- Bóg zapłać! Tak, parafia, mówi ks. Mateusz.

- A czy mogę rozmawiać z Proboszczem?

- Tak, przy telefonie – odparł Mateusz.

- Proszę Księdza Proboszcza, czy ja mogę zamówić Mszę na dzisiejszy wieczór?

- Bardzo mi przykro, ale intencje mszalne mamy zajęte na przynajmniej trzy miesiące do przodu, a w dodatku jestem sam, więc nie może być koncelebry – wytłumaczył Mateusz.

- Ale mi naprawdę bardzo zależy, żeby ta Msza została dzisiaj odprawiona – głos kobiety nabrał bardziej stanowczego tonu, choć Mateusz raczej się spodziewał błagalnego, bo kobiety lubią tak czasami emocjonalnie zaszantażować.

- A proszę mi powiedzieć, w jakiej intencji pani by chciała tę Mszę? - zapytał jeszcze Mateusz, bo mogło chodzić o jakiś ciężki wypadek, albo operację i wtedy próbowałby coś zorganizować, albo znaleźć jakiegoś kolegę do koncelebry, albo po prostu odprawić dodatkową Mszę.

- Za moich zmarłych rodziców - odpowiedziała od razu kobieta.

- Pani kochana, ale jeżeli pani wie, kiedy jest rocznica śmierci mamy czy taty, czy jakaś inna okoliczność, to przecież może pani przyjść kilka miesięcy wcześniej i zarezerwować termin - Mateusz próbował jak najdelikatniej przypomnieć zasady, jakie mieli w parafii.

- Ale ja nie mam dzisiaj żadnej rocznicy - odpowiedziała kobieta.

- No to ja tym bardziej nie rozumiem, dlaczego pani się tak upiera, żeby ta Msza była dzisiaj - odparł bezradnie Mateusz.

- No bo tak mi przyszło do głowy, że chciałabym dzisiaj przyjść do kościoła i wysłuchać Mszy Świętej - odpowiedziała.

- No to przecież pani może przyjść na Mszę Świętą i się pomodlić - Mateusz zaczynał być lekko poirytowany i zastanawiał się, czy czasami kobieta nie robi sobie z niego jakichś żartów.

- Nawet jak to nie jest moja Msza? - kobieta była najwyraźniej zdziwiona.

- Proszę pani, Msza jest dla wszystkich. Owszem, kapłan sprawuje ją w jakiejś intencji, ale jest ona otwarta dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którzy tę intencję zamówili - spokojnie tłumaczył Mateusz, choć w głębi ducha nie mógł się pogodzić z myślą, że ktoś może jeszcze mieć takie pomysły.

- No co do niedzielnej to wiedziałam, ale w tygodniu myślałam, że jest inaczej. No to nic, przyjdę dzisiaj i mam nadzieję, że nikt nie będzie na mnie krzywo patrzył - westchnęła kobieta. 

- Szczęść Boże!

- Szczęść Boże! Proszę przyjść, kościół jest dla wszystkich - zapewnił jeszcze Mateusz, zanim rozłączył rozmowę. Przez dłuższą chwilę się jeszcze zastanawiał, czy ta pani bierze udział w życiu parafii, czy może pojawia się tylko na Boże Narodzenie i Wielkanoc, ale i tak trudno było uwierzyć, że mogła myśleć tak, jak myślała. Chociaż z drugiej strony, jak nieraz przypadkiem zobaczył jakiś teleturniej, w którym ludzie mieli niesamowitą wiedzę w różnych dziedzinach,
a potem wysypywali się na banalnym pytaniu 

z zakresu wiara i religia, to coraz częściej myślał, że potrzebna jest jakaś forma podstawowej katechizacji dla dorosłych. Tylko czy ludzie będą chcieli się dać katechizować? To było pytanie, na które nie zdążył nawet spróbować odpowiedzieć, ponieważ dla odmiany rozległ się dzwonek u drzwi wejściowych. Wyłączył odtwarzacz płyt, bo najwyraźniej nie było szans, żeby posłuchać dzisiaj muzyki i wyszedł do korytarza.

- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! - powiedział wysoki mężczyzna w garniturze, co Mateusza nieco zdziwiło, bo ukrop lał się z nieba.

- Na wieki wieków. Amen. W czym mogę panu pomóc?

- Szczerze mówiąc, to ja chciałbym księdzu pomóc. Czy mogę wejść do środka? - mężczyzna uśmiechał się przyjaźnie, może nawet zbyt przyjaźnie.

- Proszę bardzo - odpowiedział Mateusz, robiąc przejście dla gościa, a jednocześnie rozglądając się wokół plebanii, aby zorientować się, czym przyjechał jego niespodziewany gość, jednak żadnego samochodu nie było w okolicy, ale też żadnych innych osób.

- W czym chciałby mi pan pomóc? - zapytał kiedy już zasiedli po przeciwnych stronach biurka w kancelarii parafialnej.

- To zależy...

- Bardzo pana przepraszam - przerwał mu dość obcesowo Mateusz, aż sam się zdziwił swoim zachowaniem. - Proszę mi po prostu powiedzieć, kim pan jest i co pana do mnie sprowadza.

- Proszę się nie denerwować - ze stoickim spokojem i przyklejonym do twarzy uśmiechem odparł mężczyzna.

- Ja się nie denerwuję, ale przyznam się, że nie lubię takiej zabawy w kotka i myszkę. Proszę, jaką ma pan dla mnie propozycję, czy też zapytanie? I jak pana godność, jeśli można wiedzieć.

- Nazywam się Ryszard Kokoszka, jestem adwokatem i chciałbym księdzu zaproponować usługi naszej kancelarii prawniczej - powiedział mężczyzna.

- Aha. No to ja panu bardzo dziękuję, że się pan pofatygował, ale szkoda, że pan nie skorzystał z telefonu, bo w ten sposób byłoby i łatwiej
i pewnie taniej, a odpowiedź byłaby taka sama jak ta, której teraz panu udzielę. Bardzo dziękuję, ale nie potrzebuję prawnika. W sprawach dotyczących codziennego funkcjonowania parafii możemy skorzystać z prawnika, który współpracuje z naszą kurią. Więc dziękuję, ale nie jestem zainteresowany - odpowiedział Mateusz wstając.

- No może teraz ksiądz nie jest zainteresowany, ale może będzie zainteresowany w przyszłości. Kto wie, jakie mogą się pojawić zarzuty. Nie widzi ksiądz, co się dzieje dookoła? Czy nie lepiej byłoby mieć kogoś właściwego pod ręką? Ja nie chcę nic sugerować, ale patrząc na przykład Stanów Zjednoczonych, czy choćby Irlandii, można się spodziewać efektu kuli śnieżnej. Na wszelki wypadek pozwolę sobie zostawić księdzu moją wizytówkę, dobrze? - mężczyzna patrzył na Mateusza, jakby chciał powiedzieć, że to jest jego ostatnia i najlepsza szansa na ochronę.

- Nie. Proszę nie zostawiać mi tej wizytówki. Na pewno znajdzie pan kogoś, komu będzie bardziej użyteczna - powiedział Mateusz i ustawił się bokiem, aby mężczyzna mógł przejść. - Szczęść Boże.

Kiedy prawnik opuścił plebanię, Mateusz natychmiast chwycił za telefon i zadzwonił do Macieja. W krótkich słowach opowiedział mu całe zajście.

- Wyobrażasz sobie? - zakończył swoją relację.

- Kancelarie adwokackie zawsze szukają sobie nowych pól aktywności - podsumował Maciej. - Pewnie sobie zrobili jakiś research i im wyszło, że teraz księża będą potrzebowali adwokatów. Może wiedzą coś, czego my nie wiemy, może jest planowana jakaś szeroko zakrojona akcja. Jakby nie spojrzeć, ciekawie to nie wygląda. Normalnie powiedziałbym, wziąć popcorn i spokojnie oglądać dalszy ciąg akcji. Ale dla nas chyba będzie lepiej sięgnąć po różaniec.

Jeremiasz Uwiedziony 

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne
i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości 
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!