TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Lipca 2019, 06:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca - odc. 306

Jasna i ta druga strona księżyca - odc. 306

Mateusz pełen ponurych myśli o kapłańskich odejściach uklęknął przed obrazem Matki Bożej i sięgnął po różaniec, aby  zawierzyć to wszystko Maryi. Zwłaszcza siebie, żeby się nie rozsypać. Ledwie zdążył odmówić „Wierzę” kiedy rozległo się pukanie do drzwi, a właściwie walenie pięścią w drzwi w sposób, w jaki czynił to tylko jego przyjaciel Maciej.

- Mateczko, wybacz, ale wiesz, że on mi prędzej drzwi rozwali niż sobie pójdzie – powiedział w kierunku obrazu i przeżegnawszy się wstał z klęczek i poszedł otworzyć. Maciej natychmiast zarzucił go swoimi opiniami nad spektakularnym odejściem z Kościoła dwóch mocno obecnych w mediach księży, czyli sytuacją, którą Mateusz przed Matką Bożą chciał omodlić. 

- Ze mnie się koledzy często śmieją, że jestem zwykłym zazdrośnikiem i dobra, niech tak będzie. Jestem medialnym nieudacznikiem, nie potrafię się wypowiadać do mediów, kamery mnie nie lubią, mikrofony mnie paraliżują. Niech będzie! Ale zawsze przestrzegam tych wszystkich „medialnych księży”, żeby się mieli na baczności – tłumaczył Maciej, który wpadł do Mateusza jadąc do rodziców. - I rozumiesz teraz pojadę do moich staruszków i mamuśka będzie mnie o wszystko wypytywać, a ona za każdym razem jak widzi w telewizji tych księży harleyowców czy innych „trendsetterów” to zawsze kręci głową i mówi: „To już takim normalnym księdzem być nie wystarczy?”

- Nie można wszystkich wrzucać do jednego garnka, bo przecież wielu z tych księży robi dobrą ewangelizacyjną robotę, ale wiesz, że ze mną wyważasz otwarte drzwi. Ja też uważam, że ksiądz ma być dobry jako ksiądz, a nie dlatego, że ma motor. Więc też pewnie jestem zazdrośnikiem i nieudacznikiem - skwitował Mateusz. - Ale ktoś tam do tych mediów musi chodzić i je ewangelizować.

- No ja to rozumiem i się zgadzam, ale oni tam idą, żeby opowiadać o tych motorach i innych pasjach, a kapłaństwo jest jedynie wyróżnikiem, który go odróżnia od innych motocyklistów. Choć na pewno potrafią przemycać jakieś dobro – bez większego przekonania dodał Maciej.

- Wiesz, ja się zastanawiam, no bo jednym z większych wydarzeń związanych z tym ponoć świetnym ks. Michałem, co to zaciągnął na siebie ekskomunikę, było złożenie wizyty duszpasterskiej podczas kolędy w agencji towarzyskiej. No i potem było o tym we wszystkich mediach. Skąd te media się o tym dowiedziały? Bo ja ci powiem, że jak byłem na mojej pierwszej parafii, to na jej terenie też działała agencja towarzyska. I za każdym razem jak szedłem po kolędzie, to tam też dzwoniłem. Ani razu mnie nie wpuścili, może były nieodpowiednie godziny, ale jeśliby mnie wpuścili, to ja bym się z nimi pomodlił, na pewno próbowałbym porozmawiać, może zaproponowałbym pomoc w znalezieniu innego sposobu zarobkowania... No nie wiem co bym powiedział, liczę że Duch Święty by mnie wspomógł. Ale to co wiem na pewno, to że nikomu bym tego nie opowiadał! A już na pewno nie mediom! Jeśli ktoś by się tam nawrócił i potem chciał dać świadectwo, to „chwała Panu, Alleluja, i do przodu”. Dlatego w pełni się z tobą zgadzam, że jak się człowiek decyduje na tak wielką ekspozycję medialną, to potem jest naprawdę blisko tej linii, za którą bycie w mediach staje się ważniejsze niż to, co się mówi. A to już jest próżność – zamyślił się Mateusz.

- Pomyślałeś kiedyś o tym, że na egzorcystę, który ma mieć bezpośredni kontakt z opętanymi, trzeba zostać wybranym przez Księdza Biskupa i trzeba mieć naprawdę głębokie i poukładane życie duchowe, cechować się pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia, a jeśli chodzi o media, gdzie ryzyko swądu nie jest wcale mniejsze idą wszyscy, którzy mają ochotę i którzy wierzą w swoje możliwości? - zapytał nagle Maciej.

- Nigdy o tym nie myślałem w ten sposób, ale rzeczywiście coś w tym jest... Z drugiej strony, jak jakiś ksiądz jest bierny i mierny, nie wychyla się i odklepuje rutynę, to diabeł go nie kusi, bo i po co? A jak któryś aktywny, ciągnie ze sobą do Jezusa tłumy, to tam Szatan się wścieka i na głowie staje, żeby przeszkodzić, no i tu wracamy do tego, co powiedziałeś - podsumował Mateusz.

- Jak to ktoś powiedział, z księżmi jak z samolotami. Dużo ich lata, ale jak jeden spadnie to zaraz wielka katastrofa - dodał jeszcze Maciej i potem obaj zatopili się we własnych myślach.

- Cóż, trzeba się modlić, bo księdzem jest się do końca życia, więc może jeszcze chłopakom Duch Święty przemówi do rozumu. Ale cały kontekst nie pomaga. Bo taki dobrze „wypromowany” samolot, który spadł, to jest wielka gratka dla wszelkiej maści wrogów Kościoła i zawsze będą chętni, żeby ich eksploatować. Jak widać w mediach, niektórzy „jadą na tym” od wielu lat. A oprócz tego, jest też większe przyzwolenie społeczne. Czytałem, że jak ten „harleyowiec” ogłosił po Bożym Ciele, że odchodzi, bo otwiera nowy rozdział swojego życia z Edytą czy Justyną, to nawet niektórzy wierni bili mu brawo... Wiesz dzisiaj jest ta wszechogarniająca tolerancja dla wszystkiego, zwłaszcza dla indywidualności i wolności wyboru, autentyczności, że jakiekolwiek zobowiązania przestają być wiążące... Więc nie będzie łatwo, żeby wrócili, ale modlić się trzeba - westchnął Maciej.

- W ogóle trzeba się modlić... Jak się odstawi brewiarz i Różaniec, to nie ma mocnych... Wiesz co? Przerwałeś mi Różaniec, idziemy do ogrodu! Jedna dziesiątka za ciebie, jedna za mnie, jedna za harlejowca i jedna za tego od agencji. Dawaj! - Mateusz zerwał się i ruszył w kierunku drzwi.

- No to jeszcze musimy pomyśleć za kogo piątą - wysapał Maciej z trudem dźwigając się z fotela.

- Coś nam przyjdzie do głowy - uśmiechnął się Mateusz zamykając drzwi na klucz.

Przez kolejnych kilkanaście minut krążyli w małym ogrodzie modląc się głośno na Różańcu. Gdzieś od trzeciej dziesiątki Mateusz czuł jak w kieszeni koszuli wibrował mu telefon, ale nie chciał przerywać modlitwy. Jednak ktoś musiał dzwonić w jakiejś pilnej sprawie, bo co kilkadziesiąt sekund ponawiał próbę. Kiedy więc skończyli czwartą dziesiątkę Mateusz postanowił odebrać.

- Sorry Maciej, ale ktoś mi się dobija od kilku minut, odbiorę. A ty pomyśl, za kogo piąta dziesiątka - powiedział do przyjaciela i odszedł parę kroków w bok i nacisnął zieloną słuchawkę na ekranie wibrującego telefonu.

- Słucham! - skoro ktoś dzwonił na jego numer komórkowy, to wiedział kto odbierze.

- Czy rozmawiam z księdzem Mateuszem? - zapytał nieznany mu męski głos.

- A czy ja mogę wiedzieć, z kim mam przyjemność? - Mateusz nigdy nie potwierdzał swojej tożsamości zanim rozmówca się nie przedstawił.

- Przepraszam, z tej strony Wojtek - odpowiedział głos po drugiej stronie.

- Ja też przepraszam, ale nie za bardzo pana kojarzę - odpowiedział Mateusz, który nie mógł przypasować żadnego mężczyzny o imieniu Wojtek do głosu, który słyszał w słuchawce.

- No nie wygłupiaj się, wiem, że dałem ciała i że możesz udawać, że mnie nie znasz, ale w końcu byliśmy razem święceni, a tego się chyba nie wymazuje z pamięci - powiedział mężczyzna.

- Wojtek Bocian? To ty się nie wygłupiaj, jakże mógłbym udawać, że cię nie znam, no proszę cię! Co u ciebie? Nie słyszałem cię z 10 lat, głos ci się zmienił, jakiś taki bardziej tubalny masz teraz, niż w seminarium - zauważył Mateusz.

- Wiesz, teraz mam większą tubę rezonansową, a właściwie oponę na brzuchu - roześmiał się Wojtek, kolega z rocznika święceń, który chyba po ośmiu latach odszedł z kapłaństwa i słuch po nim zupełnie zaginął.

- Co porabiasz? Ożeniłeś się? Dzieci? - pytał Mateusz, który zawsze lubił Wojtka w czasach seminaryjnych i w pierwszych latach kapłaństwa, kiedy jeszcze był wikariuszem w Polsce.

- Nie. Cały czas pozostałem sam, choć nie powiem, że nie szukałem - odpowiedział Wojtek.

- No to dawaj do firmy z powrotem! - zażartował Mateusz, ale szybko tego pożałował, bo przecież było to niedelikatne, choć stary Wojtek, którego znał na pewno by się nie obraził.

- No właśnie, ja w tej sprawie dzwonię. Masz jakichś kolegów w Sądzie Biskupim, żebym mógł z nimi pogadać o procedurach? Przez tyle lat jestem poza, więc nie mam pojęcia jak się do tego zabrać. A chyba jestem gotów do powrotu – Wojtek totalnie go zaskoczył.

- Naprawdę? W tym najbardziej popapranym dla nas czasie chcesz wrócić do kapłaństwa? - Mateusz nie posiadał się z radości, ale nie mógł nie zadać tego pytania.

- Wiesz, chyba właśnie dlatego. Znowu jest czas walczaków, może się przydam - odparł poważnie Wojtek. Mateusz zasłonił na chwilę mikrofon i zawołał do Macieja.

- Maciej! Mam piątą dziesiątkę! Wojtas Bocian chce wrócić! Znowu chce być księdzem! 

Jeremiasz Uwiedziony 
Ilustracja Marta Promna 
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo
do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!