TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 365

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 365

– To od czego zaczniemy? - zapytał Roman.

– No, ale panie Romku, ja naprawdę nie do końca rozumiem, o co panu chodzi - wyznał Mateusz. Siedzieli razem w salonie, bo Roman, skruszony mąż Dominiki, pojawił się na plebanii z propozycją zaangażowania się w parafii.

– Wiem, wiem, to może wydawać się dziwne, zwłaszcza że powiedziałem księdzu, że raczej za wami nie przepadam, generalnie za Kościołem nie przepadam, czy może lepiej powiedzieć - nie przepadałem, ale chodzi o to, że jeśli mamy odbudować nasz związek z Dominiką, to chciałbym żeby to było na bazie… No po prostu z Panem Bogiem w tym wszystkim - tłumaczył Roman.

– Ja to rozumiem, ale żeby to uczynić, to najlepiej wybrać się z żoną na porządne rekolekcje dla par w kryzysie. Na przykład jezuici takie prowadzą i świetnie to robią - zaproponował Mateusz.

– Wiem o tym i pewnie na to też przyjdzie czas. Ale ja najpierw chciałbym się jakoś przydać, chciałbym też trochę się uwiarygodnić wobec Dominiki… Nie wiem, jak to wytłumaczyć… Pamięta ksiądz tego biznesmena Kluskę? - zapytał.

– Pamiętam - odparł nieco zaskoczony Mateusz.

– Słyszałem o nim taką historię, że jak on już sobie dał spokój z biznesem, bo go władza nękała i zajął się dobroczynnością, to się dość mocno nawrócił i chciał się włączyć w finansowanie budowli nowego sanktuarium Miłosierdzia Bożego, ale te zakonnice nie bardzo mu chciały zaufać. I on wtedy, nie wiem czy to one mu tak zasugerowały, czy on sam z siebie, ale żeby się uwiarygodnić wobec nich, zasponsorował budowę kilku szkół i kaplic. I dopiero wtedy, kiedy się okazało, że jest wiarygodny, że potrafił doprowadzić te dzieła do końca, bez żadnych przekrętów, no i że jego pieniądze są uczciwe, te siostry się zgodziły na jego pomoc przy budowie nowego sanktuarium - zakończył Roman wyraźnie z siebie zadowolony.

– W sumie ciekawa historia, coś na ten temat słyszałem - przyznał Mateusz, - ale nadal nie widzę związku. 

– No ale właśnie o to chodzi. Ja też się chcę uwiarygodnić. Wobec Dominiki, księdza i chyba generalnie wobec Boga. A ja już taki jestem, że najlepiej mi to wychodzi w działaniu, muszę mieć coś konkretnego do roboty i satysfakcję z tego, wtedy wiem, że jestem potrzebny i się dobrze realizuję. Chcę pokazać, że potrafię być w czymś stały. I wtedy myślę przyjdzie czas na ducha, na rekolekcje - wyjaśniał Roman, ale im więcej on mówił tym mniej Mateusz był przekonany.

– A co Dominika sądzi na ten temat? - zapytał Mateusz.

– Dominika jest na mnie trochę zła za to, że jej nie powiedziałem o naszym spotkaniu w lesie, ale jak jej wspomniałem, że idę do księdza, to miałem wrażenie, że się ucieszyła - powiedział Roman. - To co tu możemy fajnego zrobić?

– Niech no trochę pomyślę… - Mateusz kiedy usłyszał, że Dominika była zadowolona, jakoś tak od razu lepiej się usposobił do ewentualnego zaangażowania Romana. Nawet przez chwilę zrobiło mu się trochę głupio, bo pomyślał, że jeśli Romek często będzie się pojawiał na plebanii to i Dominika się pojawi, a on nie potrafił ukryć pewnej sympatii do tej kobiety. Nic zdrożnego, po prostu są tacy ludzie, w których obecności jest jaśniej i niewątpliwie Dominika była jedną z takich osób i jakkolwiek Mateusz był dość pewny siebie w swoim powołaniu i w kontaktach z płcią piękną potrafił zawsze nie przekraczać, ani nawet nie zbliżać się do pewnych granic, to jednak również dla niego było ważne, aby jej małżeństwo wróciło na dobre stabilne tory. Mateusz już miał zapytać Romka, w czym on się najlepiej odnajduje, ale ten go uprzedził.

– No to może niech mi ksiądz powie, co tutaj macie w parafii, jakieś grupy czy coś… - zapytał.

– I to jest właśnie problem, bo my tutaj dopiero się próbujemy czegoś dorobić - niemrawo uśmiechnął się Mateusz i na jego szczęście w tym momencie rozległ się dzwonek u drzwi. - Przepraszam na chwilę. - Jak się okazało za drzwiami stały Majka i Paula.

– Szczęść Boże. Chciałyśmy obgadać spotkanie młodzieży - powiedziała Majka, a Mateusz się ucieszył i wprowadził dziewczyny do salonu zadowolony, że jednak może jakąś działalność parafialną Romanowi przedstawić.

– To jest pan Roman, który podobnie jak wy, chce się zaangażować w naszej parafii - przedstawił go dziewczynom, a potem z dumą dodał - a to wschodzące gwiazdy naszego parafialnego Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, Majka i Paula.

– Dzień dobry - powiedział uprzejmie Roman.

– Dzień dobry, a w co pan by się chciał zaangażować, co pan potrafi? - wypaliła od razu Majka.

– Jeszcze tego z księdzem proboszczem nie ustaliliśmy, a co potrafię? Generalnie siedzę w IT, trochę kiedyś robiłem w poligrafii i w wydawnictwie…

– No to super! Może nam pan pomoże zrobić taką gazetkę młodzieżową, żeby to można było gdzieś po szkołach porozrzucać - zaproponowała.

– Myślę, że nie byłoby z tym żadnych problemów. Dawno tego nie robiłem, ale chętnie sobie odświeżę inDesigna - wręcz ucieszył się Roman.

– A co to takiego? - zapytał Mateusz.

– Program komputerowy do składania gazet i książek - podpowiedziała Paula.

– To może pomyślimy o jakiejś gazetce parafialnej? - odważył się zapytać Mateusz.

– Z tym to ostrożnie proboszczu, bo dzisiaj z czytaniem gazetek w starym stylu to nie jest dobrze, to by trzeba było dobrze przemyśleć, ale jak mamy fachowca, to może warto spróbować - powiedziała Majka lustrując Romana, który z kolei przyglądał jej się z pewnym rozbawieniem.

– Widzę, że pani Majka to prawa ręka proboszcza - powiedział.

– Może być Majka, bez pani - uśmiechnęła się Majka. - A co do prawej ręki proboszcza, to nie do końca tak. Po prostu chcemy tu mieć coś dla nas młodych, a proboszcz też chce nas tutaj, więc próbujemy. Ale pan też się przyda, nie? - Majka spojrzała na Mateusza.

– Wygląda na to, że tak - uśmiechnął się Mateusz.

– To co, zaczynamy od razu? - zapytała wprost Majka.

– Od jutra tak - odpowiedział Roman. - Teraz muszę wrócić do mojej żony, bo tam też mam obowiązki. To co, zdzwonimy się? - zwrócił się do Mateusza.

– Zaraz, zaraz, nie będziemy się zdzwaniać - zamiast Mateusza natychmiast wtrąciła się Majka. - Ustalmy konkretnie, przynajmniej jeśli chodzi o tę broszurkę dla młodzieży, kiedy się spotkamy, bo nam zależy na czasie. A co do innych spraw, to możecie się z proboszczem zdzwaniać.

– Jutro o 16.00? - zapytał Roman, podczas gdy Mateusz nie mógł wyjść z podziwu dla tupetu dziewczyny z jednej strony, a z drugiej dla jej zorganizowania i konkretności. 

– Okay, czyli do jutra - zgodziła się Majka i Roman pożegnał się i wyszedł.

– Powiem ci Majka, że naprawdę masz tupet - uśmiechnął się Mateusz.

– Proszę księdza, ksiądz by ją musiał zobaczyć w akcji tydzień temu, na tym pierwszym spotkaniu KSM-u, jak się rozprawiła z tymi cwaniaczkami, co chcieli nam rozbić grupę - powiedziała Paula.

– No właśnie! Może się wreszcie dowiem, co tam się wydarzyło? - zapytał Mateusz.

– Nie ma co się za bardzo nad tym rozwodzić - powiedziała Majka. - Ale też chyba trzeba się na to przygotować, zwłaszcza po ostatnich wyborach, że pewne grupy osób poczują się dość pewnie i będą chciały pokazać swoją prawomyślność według nowych standardów. 

– Ale co konkretnie się działo? - nie dawał za wygraną Mateusz.

– Ja księdzu powiem - Paula wzięła sprawy w swoje ręce. - Majka zaczęła mówić, o co mniej więcej chodzi w KSM-ie, dlaczego warto się spotykać i robić to w kontekście Kościoła i wtedy zaczęły się przycinki: a kto pierwszy wejdzie księdzu pod sutannę, a to o miotle Jana Pawła II do zamiatania pod dywan spraw pedofilskich i takie tam. No i wtedy Majka ostro zapytała, co mają do papieża Polaka i na każdy ogólnik rzucony przez nich zasypywała ich konkretnymi danymi, datami, numerami spraw i goście zbaranieli. Próbowali jeszcze coś marudzić o pieniądzach w Kościele i tu też Majka przytoczyła parę danych, ile ziem i majątków zabrano Kościołowi, ile zwrócono, skąd fundusz kościelny. A na koniec stwierdziła, że gdyby Jan Paweł II wiedział, że walczy o wolną Polskę dla takich tłuków, to może by sobie dał spokój. Zapadła cisza. I Majka powiedziała, czy chcą teraz pogadać poważnie o Janie Pawle II, czy wolą sobie pójść. Jak wychodzili Krystian rzucił za nimi, że zawsze są mile widziani, ale jeden z nich już zza drzwi powiedział, że mają ciekawsze rzeczy do zrobienia, niż dawać alibi klechom, tak się wyraził, więc raczej na bank więcej ich nie zobaczymy. No i chyba nie muszę mówić jak wspaniałe wrażenie to wszystko wywarło na pozostałych ludziach. Byli zachwyceni, dziewczyny po spotkaniu wręcz wycałowały Majkę. Bo pewnie często słyszeli różne epitety o księżach, papieżu i Kościele, ale jeszcze nigdy nie widzieli, żeby ktoś, nie ksiądz, bronił się z taką wiedzą i pewnością siebie - dokończyła Paula.

– A skąd ty to wszystko wiesz? - Mateusz też był pod wrażeniem.

– Lubię czytać, a mam mało cierpliwości do bzdur, więc czytam to, co wiem, że mi się przyda. Wie ksiądz, że przeczytałam na przykład cały raport watykański w sprawie kardynała McCarrica, a jeszcze nie spotkałam żadnego księdza, który to przeczytał choćby w części?

- No to już spotkałaś - uśmiechnął się Mateusz.

– A to miło. Wreszcie. Po angielsku? - zapytała.

– Ja akurat po włosku. Ale naprawdę bardzo, bardzo się cieszę Majko, że razem z Paulą jesteście właśnie w mojej parafii. Ja nawet nie wiem, jak zagospodarowałbym tego Romka, a wy to zrobiłyście w trzy minuty. Jestem naprawdę pod wrażeniem.

– Dobra, dość tego słodzenia - powiedziała Majka. - Trzeba się brać za ten KSM. Wie ksiądz, że są rekolekcje w Rzymie dla kapelanów KSM? Jak mamy do tego podejść poważnie, to powinien tam ksiądz być. Włoski ksiądz zna. Sprawdziłam ceny biletów lotniczych. Z Wrocławia są jeszcze tanie loty. Tylko proszę się pospieszyć.

– Do Rzymu? - zdumiał się Mateusz, a w jego myślach powróciły wspaniałe wspomnienia. 

Jeremiasz Uwiedziony

Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA) 

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo
do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!