TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:05
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) częsć XLV

Jasna i ta druga strona księży(ca) częsć XLV

Już od kilku dni koledzy ekscytowali się rychłymi zmianami proboszczowskimi, ale Mateusza jakoś to nie ruszało. Może dlatego, że sam się nie spodziewał awansu na proboszcza, choć kiedy dowiedział się, że właściwie ostatni ze święconych razem z nim kolegów za miesiąc obejmie samodzielną parafię, przez chwilę coś go ukłuło w sercu. Nie licząc duszpasterstwa we Włoszech Mateusz właśnie kończył swój piąty wikariuszowski rok w Polsce: trzy przed wyjazdem i dwa po powrocie. I wszystko wskazywało na to, że będzie przynajmniej jeszcze jeden, jak wynikało z wczorajszej rozmowy z Proboszczem.
 - Czuje się ksiądz gotowy na probostwo? – zapytał przy kolacji.
- Jeśli osiem lat pracy proboszczowskiej za granicą coś znaczy, to myślę, że pewnie bym sobie poradził – odpowiedział Mateusz.
- A tam gada ksiądz, przecież tam się nic nie robi, kościoły puste, co tam za doświadczenie można zdobyć. No niech ksiądz sam pomyśli, że ksiądz miał trzy lata kapłaństwa i studia na głowie i jeszcze ksiądz parafię prowadził, no to co to może być za doświadczenie – perorował Proboszcz.
- I nie miałem kościelnego ani gospodyni – usłużnie podpowiedział Mateusz.
- No sam ksiądz widzi! – żwawo podchwycił Proboszcz. – Skoro tam był ksiądz w tak młodym wieku i bez doświadczenia proboszczem, studentem, kościelnym i gospodynią to naprawdę oznacza to, że proboszcz nie ma tam nic do roboty. Ja nie sądzę, że to księdza przygotowało do tak odpowiedzialnej posługi jaką jest administrowanie parafią w naszym kraju – tryumf w głosie Księdza Proboszcza był absolutny. – I dlatego, podczas spotkania dekanalnego zasugerowałem Księdzu Biskupowi, że skoro księdza koledzy pracowali na wikariatach po osiem, dziesięć lat, to i ksiądz powinien jeszcze trochę popracować i się przypatrzeć. Ja nawet powiedziałem Biskupowi, że jak chce to może księdza zabrać, ale raczej na inny wikariat. No i Ksiądz Biskup powiedział, że księdza zostawi jeszcze na rok u mnie, jeśli nie mam nic przeciwko temu.
- I nie miał Ksiądz Proboszcz nic przeciwko temu? – zapytał Mateusz.
- Już księdzu mówiłem rok temu: jaki ksiądz jest, już wiem, a jaki byłby nowy - nie wiem, więc wolę nie ryzykować. A jak ksiądz trochę te swoje rewolucyjne pomysły ostudzi, to może w przyszłym roku powiem Biskupowi, że ksiądz dojrzał – to była niemal obietnica.
- A jakie są te moje rewolucyjne pomysły? – chciał się dowiedzieć Mateusz.
- No na przykład zniesienie egzaminu przed I Komunią i bierzmowaniem...
- Myślałem, że Księdzu Proboszczowi podobał się pomysł, aby nie łączyć egzaminu z Komunią, ale raczej z końcem roku szkolnego – zdziwił się Mateusz.
- Brałem to pod uwagę, ale skonsultowałem się z innymi doświadczonymi kolegami i wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie można w mieście tak na własną rękę takich rzeczy kombinować, że trzeba razem się zastanowić i razem działać – powiedział Proboszcz.
- Słusznie, trzeba razem działać – zgodził się Mateusz.
- No i razem postanowiliśmy nic nie zmieniać – dokończył Proboszcz. – A co do tych księdza idei, to co już ksiądz zapomniał jak się ze mną kłócił, że nie ma co robić Drogi krzyżowej w ogrodzie, tylko jakieś boisko albo oratorium dla dzieci chciał ksiądz budować?
- I to taka rewolucja? – zapytał Mateusz.
- Rewolucja nie rewolucja, ale jakie piękne stacje Drogi krzyżowej mamy w ogrodzie, a ksiądz nie był przychylny pomysłowi, jakby to od księdza zależało, to by ich nie było – odpowiedział ksiądz Proboszcz.
- Mamy, ale przez cały Wielki Post nawet jednego nabożeństwa Ksiądz Proboszcz nie chciał tam przeprowadzić – przypomniał Mateusz.
- Bo zimno przecież było, gdzie ludzi na taki ziąb...
- W Wielkim Poście raczej rzadko bywa ciepło, ale może Ksiądz Proboszcz, już z góry założył globalne ocieplenie i za parę lat wszystkie Drogi krzyżowe będzie się robić w ogrodzie – cierpko zauważył Mateusz.
- No widzi ksiądz?! Ksiądz dalej jest sceptyczny! Bo ksiądz nie ma zielonego  pojęcia o tym, co to znaczy być proboszczem i się do roboty przykładać! – nerwy poniosły Kanonika.
- To może i dobrze, że zostanę jeszcze rok i się czegoś nauczę – powiedział spokojnie Mateusz, nie chcąc doprowadzać do kłótni.
- Brawo. Słusznie ksiądz powiedział, przyglądać się i uczyć – Proboszcz zamknął temat i Mateusz wstał od stołu.
- No to ja lecę na spotkanie z lektorami – powiedział po modlitwie.
- Jeszcze ksiądz każe im przychodzić? Przecież już czerwiec prawie, w ten sposób ich ksiądz zniechęci, trzeba im wyjść na przeciw, to są młodzi ludzie – dobrotliwie tłumaczył Proboszcz, który od połowy maja zawieszał działalność dwóch prowadzonych przez siebie grup parafialnych.
- Jasne, ale to już właściwie takie spotkanie przedwakacyjne, mają mi potwierdzić, kto pojedzie na obóz w góry. Jak to było? „Po Bożym Ciele nie ma księdza w kościele”? Ale Bożego Ciała jeszcze nie było, Księże Proboszczu – zażartował Mateusz.
Proboszcz nic nie odpowiedział.
„Ciekawe – myślał Mateusz – koledzy proboszczowie skarżą się, że ich wikariusze od połowy maja nie chcą już nic robić i tylko myślą o wakacjach, a u nas wygląda jakby role się odwróciły. A przecież Kanonik wcale nie jest taki zły i ludzie go lubią. Nieraz to chyba rzeczywiście jest tak, że najgorsze strony my, księża pokazujemy pomiędzy nami”.
***
Mateusz nie miał wrażenia, że chłopcy przychodzą niechętnie na zbiórki ministranckie czy lektorskie, a wręcz przeciwnie. Choć rzeczywiście w ostatnich tygodniach dostrzegł pewne zmiany, jakby lekki podział, wśród lektorów. Zauważył, że pewna grupa, mniej więcej 7 – 8 chłopców z dwudziestki lektorów, zachowuje się trochę dziwnie. Trzymali się nieco na uboczu i często zdarzało się, że kiedy ksiądz zbliżał się do nich - ich rozmowy milkły. Nawet miał już poruszyć tę sprawę, ale przygotowania do różnych parafialnych uroczystości, a także czekający niektórych z nich egzamin lektorski sprawiły, że Mateusz odłożył to na później. Myślał nawet, że może będzie ku temu jakaś okazja podczas długich wieczorów na obozie w górach, gdzie co prawda będą również chłopcy z dwóch innych parafii, ale z pewnością znalazłyby się takie chwile, aby skonfrontować się w ramach wspólnoty parafialnej. Okazało się jednak, że nikt z tych chłopców nie przyszedł na dzisiejszą zbiórkę i prosili kolegów, aby zgłosili księdzu ich... rezygnację z letniego wyjazdu.
- Żaden z nich nie chce jechać? – dziwił się Mateusz.
- Tak nam kazali powiedzieć – odpowiedział Tomek ze spuszczoną głową.
- Ale przecież specjalnie na prośbę Zbyszka Trębacza zdecydowaliśmy się na Bieszczady i teraz on nie jedzie? – Mateusz nie mógł tego ogarnąć. – Powiedzieli wam coś jeszcze, dlaczego nie chcą jechać? – próbował dowiedzieć się czegoś więcej.
- My nic nie wiemy – powiedział Tomek, a była to klasyczna odpowiedź człowieka, który coś ukrywa.
- A czemu mówisz za wszystkich, skąd wiesz, że inni też nic nie wiedzą? – zapytał Mateusz.
Tomek zaczerwienił się i spuścił głowę. Mateusz po kolei patrzył w oczy wszystkim chłopakom, a oni po kolei spuszczali głowy.
- Myślałem, że macie do mnie trochę zaufania – powiedział smutno Mateusz.
- Bo mamy, proszę księdza, ale to jest tak durne i bez sensu, że wstyd o tym mówić – powiedział Daniel Maćkowiak.
- Co jest takie durne, że oni nie jadą? – dociekał kapłan.
- To, dlaczego nie jadą – odpowiedział Daniel.
- No słucham, chyba możecie powiedzieć – Mateusz próbował mówić jak najluźniejszym tonem, ale nie udało mu się ukryć napięcia w głosie.
- Wszystko nakręcił ten stary komuch...
- Tylko bez wyzwisk, proszę – gwałtownie przerwał mu Mateusz.
- To znaczy chciałem powiedzieć dziadek Trębacza, który zbiera podpisy po osiedlu, aby nie dopuścić do wyjazdu dzieci z księżmi, bo wie ksiądz, te skandale w Irlandii i w Niemczech... 

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!