TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 18 Sierpnia 2019, 07:13
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XLII

Jasna i ta druga strona księży(ca) część XLII

„Panie Jezu, dziękuję Ci za to, że po raz kolejny okazałeś się silniejszy od mojej słabości i przyszedłeś na pomoc mojej głupocie – modlił się Mateusz klęcząc przed pięknym ołtarzem dedykowanym Bożemu Miłosierdziu. – Na każdym kroku mi to pokazujesz, a mimo to zawsze, kiedy staje przede mną jakieś wyzwanie próbuję szukać rozwiązań po mojemu. I kiedy już myślę, że wszystko zmarnowane, Ty Panie przychodzisz i bierzesz mnie za rękę. Dzięki Amico mio”.
Ta modlitwa była wyrazem wielkiej radości po zakończeniu rekolekcji, podczas których Mateusz doświadczył nie wiadomo który raz w swym życiu, jak Bóg działa w słabości ludzkiej. Na swój prywatny użytek Mateusz nazywał te sytuacje „paradoksem Piotra”. Św. Piotr jak wszystkim wiadomo był rybakiem, więc woda była jego żywiołem. Ale kiedy zobaczył Jezusa chodzącego po wodzie zapragnął i on tej niezwykłej umiejętności i na polecenie Pana spróbował. Wszyscy wiemy, jak się to skończyło: przestraszył się, i on, człowiek wody, rybak, zaczął tonąć. Na szczęście Pan był blisko i go wyciągnął. „Paradoks Piotra” dla Mateusza to było właśnie pogrążanie się na najbardziej znanym terenie, na swoich śmieciach, można powiedzieć. Ksiądz jako „rybak ludzi” jest człowiekiem słowa, i na tym terenie powinien się czuć doskonale, a przecież tak często zdarza im się na tym właśnie terenie pogrążyć się. Czasem z zarozumiałości i przekonania, że po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach kapłaństwa jest się w stanie powiedzieć kazanie na każdy temat i w każdym momencie. Czasem z przeintelektualizowania i z wiary w swój krasomówczy talent (nieraz ta wiara jest konsekwencją nieustannego chwalenia księdza przez rozmaitej maści lizusów, którzy co niedzielę nie omieszkają „przykadzić”, jaka to piękna była homilia. Mateusz jeszcze pamiętał, jak na jego pierwszej parafii jeden z parafian przyszedł do zakrystii, z jakimś zapytaniem, ale rozpoczął od stwierdzenia:
- Księże Mateuszu, gratuluję wspanialej homilii, doprawdy majstersztyk!
- Ale… ja nie miałem dzisiaj homilii – odpowiedział zdziwiony Mateusz. Parafianin, zaczerwienił się jak piwonia i brnął dalej.
- Miałem na myśli tę sprzed tygodnia.
- Aha – skwitował krótko Mateusz i litościwie nawet już nie ripostował, że tydzień wcześniej był z młodzieżą w górach, ale zacnego parafianina tam nie widział.)
To ciekawe, że nieraz totalny brak przygotowania homilii ma dokładnie takie efekty, jak homilia przygotowana w najmniejszych detalach, gdzie jednak jest się skoncentrowanym nie na Jezusie, ale na udowodnieniu wszystkim: „Zobaczcie jak ja doskonale spaceruję sobie po tej tafli wody! Normalnie bez trzymanki, zobaczcie… O! I nie ma tu żadnych palików! Jak Jezus! Kto tak potrafi?”
Wszystkie te myśli kłębiły się Mateuszowi w głowie po ostatnim spotkaniu z młodzieżą podczas rekolekcji w pobliskim Borowie. Naprawdę miał wiele obaw, czy uda mu się dotrzeć do tych młodych ludzi, którzy co tu ukrywać, spokojnie mogliby być jego dziećmi, tak wielka jest różnica wieku. Przygotowywał się więc bardzo pracowicie: miał gotowe dwie prezentacje w powerpoincie, wypożyczył rzutnik multimedialny, opracował na gitarę kilka piosenek religijnych „modnych” obecnie wśród licealistów (te z jego czasów brzmiały dzisiaj, jak pierwsze piosenki… Krzysztofa Krawczyka albo coś w tym stylu) miał gotową konferencję o ks. Popiełuszce, bo przecież Rok Kapłański, o miłości, o sensie chodzenia do kościoła i kilka innych wariantów. Im bardziej jednak rósł przed nim stos przygotowanych konspektów, tym bardziej czuł się bezradny. Przypomniał sobie wówczas Paulę, dziewczynę poznaną w bibliotece na Uniwersytecie Stanforda, gdzie zbierał jakieś materiały podczas studiów. Sama przysiadła się do niego podczas lunchu i wywiązała się rozmowa. Okazało się, że dziewczyna biegle włada angielskim, hiszpańskim, włoskim i niemieckim.
- Świetnie mówisz po włosku, ile lat się uczyłaś? – zapytał zachwycony Mateusz.
- Właściwie to miałam taki miesięczny kurs – odpowiedziała Paula.
- Niemożliwe! – Mateusz nie chciał uwierzyć. – Chyba, że mieszkałaś we Włoszech ładnych parę lat.
- Byłoby pięknie, ale nie. Byłam w Italii dwa razy, po parę tygodni – odpowiedziała spokojnie dziewczyna. – Właściwie to każdego języka uczyłam się sama i nie miałam możliwości, aby wyjeżdżać do różnych krajów. Studiuję i pracuję, aby zarobić na studia, nie mam czasu na dłuższe wyjazdy.
- Ale chyba pozostałymi językami nie władasz tak dobrze, jak włoskim? – pytał coraz bardziej zdziwiony Mateusz.
- Szczerze mówiąc z włoskim idzie mi najgorzej – powiedziała Paula z uśmiechem.
- Nie! Nabijasz się ze mnie? – Mateusz nie chciał uwierzyć.
- Naprawdę. Chcesz pogadać po angielsku albo hiszpańsku? Może po niemiecku? – Paula w dalszym ciągu się uśmiechała.
- Nie, nie, lepiej pozostańmy przy włoskim – zaczerwienił się Mateusz. – Ale, posłuchaj Paula, zdradź mi proszę ten sekret. Jak to robisz, że znasz tyle języków i tak biegle?
Dziewczyna, która nie wiedziała, że Mateusz jest księdzem, spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem i z zupełnie już poważną miną zaczęła wyjaśniać.
- Wiesz… modlę się. Za każdym razem, kiedy chcę się nauczyć choćby kilku słówek, czy biorę do ręki podręcznik, albo rozmówki czy płytę do nauki języka, albo spotykam obcokrajowca, jak dzisiaj ciebie, najpierw się modlę. Proszę Jezusa, aby mi pomógł lepiej poznać język, by zrozumieć ludzi, którzy nim mówią i może pomóc im. Za każdym razem się modlę, aby Jezus dał mi ten talent, a potem z niego skorzystał. I On to robi – zakończyła.
Mateusz był w szoku. Normalnie szczęka mu opadła wobec takiego świadectwa. I jeśli wcześniej był czerwony jak piwonia to teraz musiał sfioletowieć ze wstydu. Bo on, ksiądz, choć tak bardzo chciał znać różne języki, nigdy się nie modlił przed ich nauką (no może kiedyś przed jakimś egzaminem?). W ogóle to chciał je znać dla siebie! Raczej nie myślał, żeby poznać je dla innych… I ta dziewczyna, która pracowała, aby zarobić na swoje studia dała mu taką lekcję, jak do tej pory żadne rekolekcje w życiu.
Myśląc o Pauli (notabene Paula pochodziła z Brazylii, więc mówiła jeszcze w ojczystym portugalskim) zostawił wszystkie materiały, poszedł do kościoła i uklęknął przed obrazem Bożego Miłosierdzia. Pogadał z Panem Jezusem i z Faustynką. Pomodlił się za Paulę.
„Kto wie? – pomyślał – Pewnie już nauczyła się rosyjskiego, japońskiego i Bóg jeden raczy widzieć jakiego jeszcze innego języka”. Uśmiechnął się. Uspokoił. A potem były rekolekcje.
Zaczął od świadectwa. A potem to już tylko pozwolił się prowadzić młodzieży. Wsłuchał się w ich pragnienie miłości, przyjaźni i szczęścia. On już wiedział jak bardzo pragną Boga, ale oni jeszcze nie. Ile oni mu zadali pytań! Nie zdążył pokazać żadnej prezentacji, ale wszystko inne, co przygotował okazało się pomocne, choć nie tak, jak planował.
Katechetka Kasia też była bardzo zadowolona. Właśnie w tej chwili rozmawiała z Proboszczem borowskiej parafii, a Mateusz siedział przed obrazem Bożego Miłosierdzia.
- Udało się! – Kasia aż piszczała z radości biegnąc ku niemu od zakrystii.
- Co się udało? – zapytał Mateusz.
- Postanowiliśmy z Księdzem Proboszczem, że rozpoczynamy cotygodniowe spotkania dla młodzieży. Od sześciu lat nie było tu takich spotkań, ale Ksiądz Proboszcz tak się ucieszył frekwencją na spotkaniach rekolekcyjnych i tymi wszystkimi pytaniami, że postanowił nie przepuścić takiej okazji i ruszamy już w najbliższy czwartek, jeszcze przed świętami. Żeby nie gasić ducha. Będziemy je prowadzić razem, ale jest też prośba do księdza, księże Mateuszu, czy raz na jakiś czas nie mógłby ksiądz wpaść do nas. Zwłaszcza jak Ksiądz Proboszcz nie będzie mógł…
- To już sobie obgadam osobiście z Proboszczem i… nawet pani nie wie, jak się cieszę! To świetny owoc tych rekolekcji! – Mateusz był wzruszony niemal do łez.
- A to wszystko dzięki księdzu, a ja księdza zaprosiłam – Kasia podzieliła zasługi.
- Nie, proszę takich głupot nawet nie myśleć. Tak naprawdę to wszystko dzięki Faustynce i… Pauli – powiedział zamyślony Mateusz.
- A ta Paula, to też jakaś święta?

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!