TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Września 2020, 18:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LXV

Jasna i ta druga strona księży(ca) część LXV

Zmierzając samochodem w kierunku plebanii Mateusz usiłował sobie przypomnieć, czy może jednak gdzieś w zakamarkach jego pamięci zarejestrowało się nazwisko kobiety, która tak pilnie chciała z nim rozmawiać. Ale mimo wszelkich wysiłków nazwisko Kępińska nie chciało się połączyć z żadną ze znanych mu twarzy. Nie przepadał za takimi spotkaniami „w ciemno”. Co prawda Jezus w Ewangelii mówi wyraźnie, aby nie martwić się o to, co się mówi do ludzi, bo Duch Święty podpowie, to jednak Mateusz wolał być przygotowany. Ta zasada natomiast doskonale pasowała do konfesjonału. Ileż to razy się już zdarzyło, że rozmawiając nawet z kolegami księżmi na temat różnych trudnych sytuacji, które przytrafiają się ich parafianom, nie potrafili znaleźć wystarczająco prostej recepty czy rozwiązania. Natomiast nigdy nie zdarzyło się to w konfesjonale. Podczas spowiedzi, zawsze Pan Bóg podpowiadał jakieś rozwiązanie. Wiara Mateusza w asystencję Ducha Świętego podczas sakramentu pokuty i pojednania nie tylko była niewzruszona, ale znajdowała kolejne potwierdzenia niemal każdego tygodnia. 

Podjeżdżając pod plebanię natychmiast zauważył dość wysoką, szczupłą kobietę, może koło pięćdziesiątki, która przechadzała się wzdłuż trawnika wyłaniającego się spod resztek śniegu. Rzeczywiście, nie widział tej kobiety na oczy.

- Ksiądz Mateusz, prawda? – zapytała.

- Tak, szczęść Boże, witam panią...

- Kępińska. Żaneta Kępińska i proszę niech się ksiądz nie śmieje z mojego imienia – zastrzegła natychmiast kobieta rumieniąc się lekko.

- Ależ skąd... – próbował powiedzieć Mateusz, choć rzeczywiście był nieco zdziwiony.

- Niech ksiądz nie zaprzecza, doskonale zdaję sobie sprawę, że takie imię u kobiety z mojej generacji jest absolutnie niespotykane. Moi rodzice wybrali je dla mnie po pierwsze dlatego, że na pierwszą randkę poszli do kina i bohaterką francuskiego filmu, którego nie pamiętam tytułu była właśnie jakaś Janette, a poza tym byli komunistami i chcieli zrobić na złość ich ówczesnemu proboszczowi. Alternatywą była Róża od Róży Luksemburg, ale ponieważ proboszcz optował właśnie za Różą, bo jest taka święta, no to oni wybrali specjalnie to drugie. Ot i historia cała. Zresztą przez długie lata nie używałam tego imienia, ale teraz po śmierci rodziców, chętnie do niego wróciłam, bo to proszę księdza byli dobrzy ludzie. Poza tym..., poza tym... imię którego używałam od szkoły średniej tak mi obrzydło, że nie chcę go więcej słyszeć... – pani Kępińska mówiła te słowa drżącym głosem i ze łzami w oczach.

- Zapraszam panią do środka, do kancelarii parafialnej – Mateusz przerwał niezręczną sytuację, dając w ten sposób chwilę kobiecie, aby mogła wyciągnąć chusteczkę i osuszyć łzy. Kiedy już usiedli w kancelarii nie bardzo wiedział od czego zacząć, na szczęście kobieta sama zaczęła mówić.

- Szczerze mówiąc, proszę księdza, to ja powinnam rozmawiać z kimś innym, bo mnie chodzi o rozwód kościelny i wiem, że księdza przyjaciel jest właśnie, no, jakby w tym sądzie. Nie wiem, jak to się nazywa, no ale on się tym zajmuje, prawda?

- Tak rzeczywiście mam takiego kolegę, ale muszę pani powiedzieć...

- Przepraszam, że księdzu przerywam, ale zanim ksiądz mnie odeśle, ja może wytłumaczę, dlaczego nie poszłam od razu do tamtego księdza. Ja się po prostu wstydzę, bo moja wiedza religijna jest czystym analfabetyzmem i bałam się, że z tego powodu mogę przekreślić moje szanse na rozpoczęcie tej sprawy. Dlatego chciałam najpierw porozmawiać z takim normalnym księdzem. Wysłucha mnie ksiądz?

- Ależ oczywiście, choć zapewniam panią, że również każdy ksiądz, który pracuje w Sądzie Biskupim udzieliłby pani wszelkiej pomocy i to, że pani wiedza jest nieprecyzyjna, wcale nie przekreśliłoby szans na rozpoczęcie procesu. Tak nawiasem mówiąc to nie ma czegoś takiego jak rozwód kościelny – powiedział Mateusz.

- No widzi ksiądz, jaki ze mnie ekspert? Rzeczywiście, to się chyba nazywa unieważnienie, prawda?

- Nawet ten termin nie jest właściwy, bo jak małżeństwo jest ważne to nikt, nawet sąd kościelny nie może go unieważnić. Natomiast może się okazać, że jakieś małżeństwo z pewnych przyczyn od samego początku było nieważne. I to właśnie może orzec trybunał kościelny: że małżeństwo od początku było nieważne – wyjaśnił Mateusz.

- No właśnie – westchnęła kobieta. – A czy do tego jest potrzebny normalny adwokat? – zapytała.

- Z tego co wiem, nie ma takiej konieczności – odparł Mateusz.

- No właśnie... - powtórzyła kobieta i powtórnie westchnęła. – Pamięta ksiądz tę Ewangelię, w której kobieta osiemnaście lat cierpiała na krwotok i chce się dotknąć rąbka płaszcza Pana Jezusa, aby być uzdrowioną?

- Oczywiście, że pamiętam – rzekł Mateusz – jest też napisane, że wiele wycierpiała od lekarzy.

- No właśnie, co ja z tym „no właśnie” – pani Żaneta zauważyła, że nadużywa tego słowa. – Więc ja proszę księdza, od osiemnastu lat jestem rujnowana przez różnych adwokatów, którzy wyciągnęli mi wszystkie pieniądze, jakie miałam obiecując, że załatwią mi rozwód kościelny. Dokładnie tak to nazywali, więc proszę się nie dziwić, że i mnie zapadło w pamięć.

- Czy może mi pani powiedzieć, dlaczego myśli, że pani małżeństwo mogło być nieważne, czy woli pani o tym porozmawiać już z księdzem z sądu? – zapytał Mateusz.

- Oczywiście, że księdzu opowiem. Ja naprawdę nie mam zamiaru iść do tego sądu, jeśli ksiądz mi powie, że mój przypadek się nie kwalifikuje, bo po prostu nie chcę zawracać głowy księżom, którzy na pewno mają prawdziwe przypadki do rozważenia. O rany, teraz wygląda, jakby ksiądz był odpowiedni do zawracania głowy – zaczerwieniła się kobieta.

- Proszę się nie martwić, my naprawdę wszyscy jesteśmy od tego, aby nam zawracać głowę tym wszystkim, co może zbliżyć do Pana Boga i ulżyć na duszy.

- Jeszcze raz przepraszam. Jak mówiłam, moja rodzina nie była religijna i tak mnie wychowano, ale z jakichś przyczyn ślub kościelny musiał być, ja już sama nie pamiętam, jaka była motywacja, ale myślę, że chodziło o moich dziadków ze strony mamy, którzy byli bardzo religijni. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to na pewno ich modlitwy sprawiły, że nie skończyłam z sobą. W każdym razie męża miałam trochę z klucza, robił karierę w partii, taki młody wilk ambitny i wykształcony. Pobraliśmy się po kilku miesiącach znajomości, ponieważ byłam w ciąży. Niestety poroniłam, a mój mąż szybko okazał się niezrównoważonym sadystą. Dopiero kiedy uciekłam od niego wyszło na jaw, że już wcześniej leczył się psychiatrycznie, ale wtedy nie zależało mi na żadnym unieważnianiu, bo byłam daleko od Kościoła. Osiemnaście lat temu poznałam wspaniałego mężczyznę. Człowiek wielkiej wiary. Nawet nie wiedział o moim wcześniejszym małżeństwie, a i ja mu nic nie mówiłam. Nie chciałam też rozpoczynać nowego związku, ale on najpierw się ze mną zaprzyjaźnił, a potem pokazał mi, jak wiele otrzymuje od Boga. Pokazał mi swoją wiarę. Zaczęłam się od niego uczyć Pana Boga, tym razem na poważnie. I wtedy pomyślałam o tym „kościelnym rozwodzie”. Chciałam to najpierw załatwić, a potem, jako osoba wolna, którą mógłby kiedyś poprowadzić do ołtarza, otworzyć się na jego miłość. I przestać hamować moją. Niestety, zamiast pójść do księdza, poszłam do adwokata. Najpierw jednego, potem drugiego i potem znowu do tego pierwszego. I płaciłam, płaciłam, a oni mówili, że sprawa rozpoczęta, że już wszystko w Watykanie, że potrwa kilka lat, więc może trzeba jeszcze kilka tysięcy dolarów, dla ich partnera w Watykanie. Szkoda gadać, proszę księdza, zrujnowali mnie jak ci lekarze kobietę w Ewangelii.

- A co z pani no... przyjacielem?

- Nazywa się Rafał. W końcu nie wytrzymał mojego mataczenia i kombinowania, pożyczania pieniędzy i przyjął propozycję kontraktu za granicą. Jest informatykiem. A ja sobie dałam spokój z adwokatami, ale nie z wiarą oczywiście.

- Więc, czemu teraz pani, że tak powiem, wraca do sprawy?

- Rafał wrócił. I przez te wszystkie lata na mnie czekał. Teraz zna całą prawdę – głos pani Żanety znowu drżał ze wzruszenia. – Proszę księdza, szczerze, czy mam jakieś szanse, aby teraz, w wieku 45 lat, zacząć nowe życie, ale nie w grzechu tylko w sakramentalnym związku małżeńskim?

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!