TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 12 Sierpnia 2020, 23:20
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część 210

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część 210

To naprawdę bolało. Usłyszeć o sobie jako o przyczynie w kontekście czyjegoś grzechu. Przecież Mateusz doskonale pamiętał słowa Pana Jezusa o losie, jaki czeka tych, którzy sieją zgorszenie. Jeśli ktoś staje się powodem zgorszenia tych najmniejszych, temu lepiej kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go do morza. Ten fragment zawsze napełniał go jakimś szczególnym niepokojem. Kiedy przychodziła konkretna niedziela i trzeba było po raz kolejny przygotować homilię na ten temat, z większą niż zwykle pasją szukał komentarzy, wyjaśnień biblijnych i teologicznych, co mógł Jezus myśleć mówiąc te słowa. I na przykład ostatnio przeczytał, że kiedy Pan Jezus mówi w tym miejscu o zgorszeniu tych „małych”, to nie ma na myśli dzieci, ale tych, którzy nie są doskonali w wypełnianiu Prawa. Czyli byśmy powiedzieli dzisiaj takich letnich w wierze, takich wierzących, ale praktykujących słabo albo wcale. Tak więc kobieta, która się u niego spowiadała i mówiła o grzechach, które popełnia właściwie z jego powodu, bo rzekomo nic nie robi, a tylko ciągle auta zmienia, w pełni tutaj pasuje. No i jeszcze ten Pan Jezus, który wszystkim wybacza, który jest miłosierdziem, a w tym przypadku jest taki twardy i zasadniczy. No bo ten kamień młyński u szyi gorszyciela ma sprawić, że taki delikwent już nigdy nie wypłynie na powierzchnię, a to znaczy, że jego ciało nie będzie złożone w ziemi. To była straszna perspektywa dla żyjących w czasach Jezusa i straszna kara. Te myśli kłębiły mu się w głowie, od kiedy wrócił ze spowiedzi u kolegi. Zawsze kiedy ktoś wyznaje swoje grzechy i w jakiś sposób, pozytywny czy negatywny, wspomina również o swoim księdzu, czy generalnie o jakimś księdzu, Mateusz starał się, aby nie dociekać w myślach, o kogo może chodzić, często prosił, aby nie podawać więcej szczegółów, albo unikać podawania imienia czy nazwiska. Po ludzku rzecz biorąc jakaś durna ciekawość nieraz przez chwilę się pojawiała, ale szybko sobie z tym radził. Natomiast kiedy ktoś nieświadomy, u kogo się spowiada, wymienia ciebie, to jest to mocny cios. Nawet jeśli z całego serca czujesz, że jest to cios poniżej pasa i w żadnym wypadku nieuzasadniony. Jak ktoś mógł mu zarzucać, że nic nie robi przy budowie kościoła, a tylko zmienia auta na coraz to lepsze? Przecież wystarczy pójść na plac budowy i się można przekonać. Kiedy tu przychodził była tam dziura w polu i tyle. A teraz kończą zakładać dach! A jeszcze przecież wyremontowany kościół w Kołymce! Przy okazji! W zaledwie kilka lat. I tego nie widzą, a widzą samochód. I pomyśleć, że chciał taki właśnie, a nie inny, aby służył parafii... 

- Panie Maliński, jak pan myśli, nie przegiąłem z tym samochodem? - zapytał swojego doradcę i szefa komitetu budowy kościoła, który nigdy nie miał skrupułów, aby powiedzieć mu, co myśli.

- Z jakim samochodem? - zdziwił się Maliński.

- No z moim samochodem, z volkswagenem - Mateusz odparł zniecierpliwiony, no bo o jaki samochód mogło mu chodzić.

- Ma ksiądz na myśli ten skandal z emisją spalin? Nie ma się co przejmować, najwyżej zapłacą jeszcze proboszczowi odszkodowanie - odparł Maliński.

- Nie chodzi mi o spaliny, tylko czy pan nie myśli, że może niepotrzebnie, że za duży, albo co...

- Ja uważam, że za mały. Jak ksiądz wczoraj wsadził tam dwunastu ministrantów, to mi się wydał ciut za mały. No i gdyby był większy, to nie musiałby ksiądz dwa razy obracać, jak ksiądz po tę wełnę mineralną do ocieplania jeździł... - odpowiedział Maliński. - Proboszczu! Niechże proboszcz da już spokój! Nie wiem, kto co księdzu nagadał, ale musi jakiś głupol, bo od kilku dni chodzi ksiądz jak struty i ciągle tylko o tym samochodzie. No przecież trzeba nie mieć zielonego pojęcia, żeby księdza oskarżać o luksusy! Jakby se ksiądz limuzynę kupił, to jeszcze bym zrozumiał, no ale żeby się o tego transportera czepiać, to jakaś paranoja. Przecież ksiądz jeszcze jednej rzeczy tym samochodem nie zrobił dla swojej prywaty! Władek przywiózł nim robotników, ja sam pojechałem po stoły, ministrantów ksiądz wozi, księży na spowiedź, co jeszcze ksiądz chce zrobić? Wypożyczalnię darmową? Ksiądz musi mniej tych głupot słuchać... I nie musi się ksiądz przed nikim tłumaczyć, bo i nie ma z czego. I broń Boże, żeby księdzu nie przyszło do głowy, żeby się tego auta pozbyć i znowu jakąś pandę sobie sprawić, żeby ludzie się nie czepiali. Sam ksiądz kiedyś powiedział w kazaniu, że prawda obroni się sama. Ja to świetnie pamiętam, bo wtedy o mnie gadali, że ja w kościele pomagam, bo mi ksiądz za to płaci. I nie powiem, też mnie szlag trafił, ale miał ksiądz rację. Prawda obroniła się sama, bo ja wtedy zrezygnowałem i ci, co na mnie gadali, sami przyszli przeprosić i prosić, żebym wrócił.

- Naprawdę? Nic takiego nie pamiętam - zdziwił się Mateusz.

- Bo ksiądz wtedy wyjechał i ks. Maciej był na zastępstwie. Burza się przetoczyła przez Strzywąż w jeden tydzień. W gablocie napisałem, że rezygnuję. A potem pół wioski ścigało tych, co te plotki roznosili i musieli przyjść i błagać mnie, żebym wycofał rezygnację, zanim proboszcz wróci. Widzę, że jednak ksiądz Maciej to porządna firma. Pary z ust nie puścił - Maliński cmoknął z uznaniem.

- Nie tylko Maciej, ale w ogóle nikt mi nic nie powiedział - dziwił się Mateusz.

- Bo ja o to prosiłem. Wiem, że ksiądz by się jeszcze bardziej zdenerwował i przejmował niż ja. A poza tym, to te plotki puszczali ludzie też zaangażowani w parafię... No i pewnie by było księdzu trudno z nimi na co dzień pracować... Ale potem sami się wykruszyli, więc nie ma o czym mówić - zakończył Maliński, a Mateusz przez chwilę poczuł tę durną ciekawość, kto to mógł być, ale rozsądek szybko wziął górę, podobnie jak zawsze dzieje się to podczas słuchania spowiedzi. Różni ludzie przewinęli się przez parafię i wolał o wszystkich zachować dobre wspomnienia. Ale to co usłyszał sprawiło, że poczuł jeszcze większe uznanie dla starego kowala.

- Panie Maliński, mnie to naprawdę Pan Bóg pana zesłał. Nie mam pojęcia, co ja bym bez pana zrobił - powiedział patrząc na swojego współpracownika.

- To samo mówi moja stara. Że Pan Bóg mnie wkręcił w ten komitet budowy i dzięki temu ona ma spokój w domu przez większą część dnia - odpowiedział z uśmiechem Maliński.

- Panie Maliński, skoro tak sobie szczerze gadamy, to ja mam jeszcze jedno pytanie do pana. Czy ja kiedykolwiek w czymś pana zgorszyłem? No wie pan, że pomyślał pan, że coś nie przystoi księdzu, albo że dałem zły przykład, czy zniechęciłem ludzi do wiary, do Pana Boga, do Kościoła. Proszę szczerze powiedzieć, miało miejsce coś takiego? - zapytał Mateusz i wbił wzrok w starego kowala.

- Ja już księdzu mówiłem kilka razy... Mnie to najbardziej wkurza, jak ksiądz przestaje być mężczyzną i stara się być czymś pośrodku. Może nie jest to zarzut do księdza, ale i proboszczowi nieraz się zdarza takie coś. Taki brak stanowczości i męskiego wzięcia odpowiedzialności na siebie. Ja rozumiem, że to może chodzi o wysłuchanie wszystkich, o pokazanie, że wszyscy się liczą i każdy jest ważny. Ale i tak za wszystko księdza rozliczą. Wie ksiądz co? Jak ten kościół, co go budujemy, nie będzie się ostatecznie ludziom podobał, to nikt nie przyjdzie do Malińskiego z pretensjami, tylko przyjdą do księdza. I dlatego ja zawsze mówię, co myślę i jak uważam, że będzie lepiej...

- No i ja prawie zawsze pana słucham, bo się na tym nie znam - wtrącił się Mateusz.

-... ale jak ksiądz zdecyduje inaczej niż ja mówię, to ja to przyjmę, bo wiem, kto za to odpowiada. I tak ma być. I ja myślę, że takich księży prawdziwych mężczyzn naprawdę nam potrzeba. Nie miłośników koronek i falbanek, ale mężczyzn. Zdecydowanych, którzy swoją postawą pokazują, że widzą, gdzie nas prowadzą. I robią to z szacunkiem dla wszystkich, bez chamstwa i buty, ale stanowczo. W konfesjonale to trza być miłosiernym, a w życiu konkretnym. I męskim. Nie wiem, co innych wkurza, czy gorszy, ale mnie najbardziej dobijają ci księża, co zamiast ręki podają ci takiego śledzia, że nie wiesz, czy to ścisnąć, czy odrzucić... Jak Boga kocham! Akurat tu nie chodzi o księdza, ale skoro se tak gadamy, to mówię, co myślę. Może ksiądz kolegom powie...

Jeremiasz Uwiedziony

Ilustracja Marta Promna

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!