TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Października 2021, 16:07
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 362

Jasna i ta druga strona księżyca 362

- Przecież okno jest otwarte - Mateusz prowokował Macieja, choć tak naprawdę był przekonany, że misiowaty kolega nigdy by nie podjął próby wejścia przez okno, nawet jeśli chodziło o mieszkanie kolegi księdza. Tymczasem Maciej, ku zaskoczeniu Mateusza, zaczął się wdrapywać na parapet. I właśnie w tym momencie za ich plecami rozległ się głos Piotra.
- Czy was całkiem porąbało? - całkiem poważnie dopytywał się Piotr, miejscowy proboszcz, choć w kącikach jego ust i w oczach czaił się uśmiech na widok kolegów. - To teraz się włamujecie na plebanie? A ja słyszałem, że to właśnie ty, Mateusz, pomogłeś nakryć szajkę włamywaczy.
- I jak widzisz - odpowiedział z uśmiechem Mateusz wymieniając z kolegą „niedźwiedzia”, - ja się wcale nie włamuję. Co innego Maciej. To jest włamywacz pierwszej klasy, choć nie sądzę, żeby się z tym brzuchem wciągnął na parapet - zakończył ze śmiechem.
- Ty judaszu! Sam mnie podpuszczałeś, że niby okno otwarte, to na pewno Piotr jest gdzieś w pobliżu - tłumaczył się Maciej witając się z Piotrem. - I rzeczywiście miałeś rację. Otwieraj Piotruś drzwi, bo myśmy jeszcze śniadania nie jedli.
- Normalnie z nieba mi chłopaki spadacie - powiedział Piotrek prowadząc ich do drzwi wejściowych. - Co prawda, nie spodziewałem się, że spadniecie z nieba przez okno, ale i tak się cieszę.
- Piotrek! - Maciej aż się zatrzymał. - Od razu ci mówię, bo nie podoba mi się to „spadliście z nieba”, że my jesteśmy w drodze na moje wymarzone wakacje, więc nic nie wymyślaj.
- Pogadamy później, wchodźcie - powiedział Piotr otwierając drzwi do plebanii i prowadząc ich prosto do kuchni. - Siadajcie, albo nawet sami zajrzyjcie do lodówki i wyciągajcie na co macie ochotę. Ja wstawię kawę, bo jeszcze się nie dorobiłem poważnego ekspresu, ale mój przelewowy sprawdza się całkiem dobrze, pięć minut i będzie litr kawy.
- O widzę, że masz dobre jajeczka z zieloną skorupką. Robimy jajecznicę? - zapytał Maciej.
- Ja się piszę - odparł Mateusz. - Może być z dwóch jajek dla mnie.
- Ja już jadłem, więc potowarzyszę wam z kawą - powiedział Piotrek.
- Te jajka są malutkie, Mati, więc zrobię z ośmiu - zawyrokował Maciej i widząc, że Mateusz chce zaprotestować, podniósł palec do góry, jakby chciał go powstrzymać. - Nic się martw. Zjesz ile będziesz chciał, a ja zjem resztę.
Kiedy już jajecznica parowała na półmisku a świeża kawa z dzbanka, zasiedli wszyscy przy stole. Mateusz z Maćkiem delektowali się posiłkiem, a Piotr popijał kawę z dużego kubka przypatrując się kolegom ze zmarszczonym czołem.
- To mów Piter, czemu cię tak ucieszyła nasza próba włamania - zagaił Mateusz, kiedy nasycił już pierwszy głód, nic sobie nie robiąc ze spojrzenia, które Maciej rzucił mu znad talerza, ale nie mógł nic powiedzieć, bo miał pełne usta.
- Więc ja się właśnie zbierałem do domu, bo ojczulek trochę się pochorował - zaczął Piotr.
- A to bardzo mi przykro, stary - powiedział Maciej, który wreszcie zdołał przełknąć to co miał w ustach, a Mateusz też pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Załatwiłem na wieczorną Mszę wikariusza od sąsiada… - tłumaczył Piotr.
- …czyli zastępstwo masz - odetchnął z ulgą Maciej. - Bo wiesz, Mateusz nie był na urlopie od dwóch lat, a ja bardzo chciałem wyskoczyć na taki wyjazd, jakby ci tu wytłumaczyć, po prostu bez planów, gdzie droga poprowadzi. I właściwie tylko do ciebie wpadliśmy na śniadanie i dalej sami nie wiemy gdzie pojedziemy.
- Czyli nie macie nic zarezerwowanego? - w Piotra jakby wstąpiła nowa nadzieja.
- Nie! Bo właśnie o to chodziło, żeby była taka przygoda, bez planów i rezerwacji - Maciej wydawał się być rozdrażniony.
- To super! Widać tak miało być - Piotr udawał, że wcale nie dostrzega niezadowolenia Macieja. - To pierwszą część urlopu możecie spędzić u mnie.
- No ale sam mówiłeś, że już masz zastępstwo - Mateusz postanowił wziąć rozmowę na siebie, bo widział, że Maciejowi już nawet apetyt przeszedł i odłożył widelec z niedokończoną jajecznicą.
- Tak. Ma przyjechać wikariusz z sąsiedniej parafii. Ale używam go tylko w ostateczności, bo on się zawsze spieszy, liturgię odprawia byle jak i za każdym razem po jego obecności u mnie mam problemy z ludźmi. Bo część, znacznie większa, w tym ci którzy na przykład mieli zamówioną intencję, narzekają, że odprawione było byle jak. Ale też zawsze paru się znajdzie, co twierdzą, że najwyraźniej można odprawić Msze „sprawnie”, więc może ja bym wreszcie przestał „przedłużać” i „wymyślać”. Tak więc korzystam z chłopka tylko jak nie mam innego wyjścia. Poza tym, jutro mam też pogrzeb i musiałbym wrócić, bo temu „speedy gonzalesowi” na pewno bym nie dał pogrzebu. Ale gdybyście wy zostali, to wtedy mógłbym z ojczulkiem zostać chociaż dwa dni, bo wam bym spokojnie ten pogrzeb powierzył - skończył Piotr i przyglądał się kolegom z nadzieją.
- No pewnie, że zostaniemy - westchnął Maciej zanim Mateusz otworzył usta.
- Ja chciałem tylko powiedzieć - dodał Mateusz, - że właśnie na tym miała polegać nasza podróż. No przecież ten Jack Reacher, co go naśladujemy, to jechał przed siebie, ale jeśli gdzieś natrafił na jakiś problem, to go rozwiązywał, a potem jechał dalej, tak? - spojrzał na Macieja, bo Piotr zupełnie nie wiedział, o co chodzi.
- Niby tak - niemrawo zgodził się Maciej sięgając na powrót po widelec. - No i przecież mówię, że zostaniemy.
- Nie wiem, kto to ten cały Jack, ale naprawdę jestem wam wdzięczny - powiedział Piotr nie kryjąc zadowolenia. - Słuchajcie! Pół godziny stąd otworzyli nowy basen ze strefą saun. Mam dwa karnety, więc kiedy będziecie chcieli, nawet dwa razy dziennie możecie tam podjechać. Jest naprawdę fajnie, przynajmniej teraz, jak wszystko nowe, a sezon już się trochę kończy, więc nie ma tłumów. Poza tym, wyremontowałem strych i mamy tam super rzutnik multimedialny, jak wiecie mam olbrzymią kolekcję DVD z filmami, więc możecie sobie robić seanse filmowe lepsze niż w kinie, bo tak mam super fotele i sofy - uśmiechał się Piotr.
- Ty, faktycznie, ja już zapomniałem, że kiedyś miałeś jeszcze większego hopla na punkcie kina, niż ja - przypomniał sobie Mateusz.
- Dalej mam - uśmiechnął się Piotr. - Tylko, że w kinie już takie badziewie dają, że wolę klasykę u siebie zobaczyć po raz dziesiąty nawet. W każdym razie myślę, że nie będziecie się tutaj nudzić, a z drugiej strony, moi parafianie wiedzą, że mam chorego ojca i że się do niego wybierałem, więc na pewno nikt was nie będzie tu nachodził. A jakby co to i tak będą dzwonić do mnie i ewentualnie ja będę was o coś prosił, choć przecież to dwa dni, nic nie powinno się wydarzyć.
- Dobra, wszystko jasne Piter, ty się zbieraj, a my tu wszystko ogarniemy - powiedział Maciej, który ponownie z wielkim apetytem dokończył jajecznicę i dolał sobie i Mateuszowi kawy.
- Jeszcze raz bardzo wam dziękuję - powiedział Piotr i położył na stoliku przy oknie kilka pęków kluczy. - Tu macie wszystkie klucze, są dobrze opisane. Ja się zbieram, bo przede mną długa jazda.
- Jak to, przecież do domu masz niecałą godzinkę - zdziwił się Mateusz.
- Ale tata nie jest w domu. Udało się załatwić miejsce w szpitalu wojskowym w Warszawie - odparł Piotr i jego przyjaciele zrozumieli, że sytuacja jest naprawdę poważna.
- Jest bardzo ciężko? - zapytał Maciej.
- Zdaniem lekarzy beznadziejnie - odparł Piotr, nie patrząc na kolegów.
- Piotrek, mogłeś od razu tak powiedzieć, to bym się nie zachowywał jak błazen - powiedział zły głównie na siebie Maciej.
- Nie chciałem stosować szantażu emocjonalnego - lekko uśmiechnął się Piotr. - Wiedziałem, że się zgodzicie bez takiego nacisku. Jeszcze raz dzięki. Ja spadam.
- Odprawimy dzisiaj Mszę o zdrowie dla twojego taty - rzucił jeszcze za nim Mateusz i drzwi zamknęły się z lekkim trzaskiem. Przez chwilę zapanowała cisza i obaj popijali kawę.
- Dobrze zrobiliśmy - powiedział Maciej.
- Bardzo dobrze - zgodził się Mateusz.
- Już tyle czasu minęło od śmierci moich rodziców, że w ogóle nie pamiętam, jak to jest być księdzem i mieć rodziców. Zawsze gonię moich wikariuszy, żeby jeździli odwiedzać swoich, póki ich mają.
- A ja mam właśnie do siebie żal, bo jak mój staruszek się pochorował, to ja nie miałem czasu, żeby do niego pojechać i wziął i umarł wcale na mnie nie czekając. Jakby mi chciał powiedzieć, że na pogrzeb to już się będę musiał pofatygować - powiedział Maciej.
- Nie pamiętałem tej historii, ale nie wierzę, że zignorowałeś poważną chorobę ojca - odparł Mateusz.
- Zignorować to może nie, bo w sumie wyglądało to na jakieś zwykłe przeziębienie wtedy, ale faktem jest, że za często domu rodzinnego nie odwiedzałem. Wiesz, jak to czasem jest, kiedy jeden z rodzeństwa zostaje z rodzicami i reszta ma jakieś wieczne pretensje, albo że się źle opiekuje, albo że za dużo rodzice jemu dali…
- Ty miałeś jakieś takie anse do brata, który został na ojcowiźnie? - jeszcze bardziej zdziwił się Mateusz.
- Ja nie, ale moje siostry miały i w sumie trochę mnie w to wciągnęły. I kiedy się zorientowałem, że pakują mnie w ich problemy, które mnie nie dotyczyły, to się odciąłem drastycznie od tego wszystkiego i w sumie stałem się rzadkim gościem w domu. A że mój ojczulek zawsze miał lekkie ciągotki do hipochondrii i zawsze robił z igły widły, to na koniec się na tym przejechałem, bo on naprawdę umierał, a ja miałem ważne sprawy w parafii. I dlatego ciągle mam wyrzuty sumienia - zakończył Maciej.
- Słuchaj, a jak było z twoją mamą, bo pamiętam, że byłem na pogrzebie, ale nie pamiętam szczegółów - zapytał Mateusz.
- Mama zmarła nagle, na zawał, nie było możliwości, żeby zdążyć do niej dojechać przed śmiercią. Właściwie nikt z rodzeństwa przy niej był. Ale wiesz, u nas było tak, że tata był ciągle chory, a mama zawsze zdrowa, no i zawinęła się nagle piętnaście lat przed nim. Z mamą nie mam problemów. Z tatą jeszcze trochę tak. Żałuję, że nie pojechałem do niego, choć wiedziałem, że jest chory… Ale nawet brat mi mówił, że „spokojnie, bo wiesz jaki jest tata…”
- Może to i marna pociecha, ale dzisiaj trochę tej niewielkiej skazy zmazujesz - powiedział Mateusz. - Dzięki tobie Piotrek odwiedzi ojca i kto wie, czy go nie pożegna.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!