Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 360
Mężczyzna został sam. Mateusz jeszcze raz rozejrzał się za Maciejem i Piotrem, ale nigdzie ich nie było widać, a Roman właśnie wstał z ławki.
„Nie ma na co czekać – pomyślał. – Raz kozie śmierć”.
- Proszę pana, czy mogę panu zabrać chwilę? - Mateusz stanął tuż przed nim na szeroko rozstawionych nogach, jakby chciał mu zagrodzić drogę.
- Szczerze mówiąc, nie bardzo mam czas...
- Już jesteśmy! - z odległości kilkunastu metrów dobiegł głos Piotra, który właśnie w tym momencie pojawił się razem z Maciejem. - Znaleźliśmy drogę, Mateusz, nie musisz pana kłopotać. – Piotrek najwyraźniej chciał powstrzymać Mateusza przed powiedzeniem czegokolwiek.
- To w takim razie, życzę miłego dnia – Roman odwrócił się na pięcie i chciał odejść, ale Mateusz zrobił krok w bok, aby w dalszym ciągu mieć go przed sobą.
- Nie proszę pana, to raczej nie będzie miły dzień – powiedział Mateusz.
- Mateusz, proszę cię... - jęknął Maciej i próbował odciągnąć kolegę za rękaw.
- Co tu się w ogóle dzieje, panowie macie jakiś problem? - Roman przybrał minę zniecierpliwionego prokuratora.
- Nie, my nie mamy żadnego problemu, natomiast pan ma i to wielki, a jeszcze większy ma z panem pańska żona, pani Dominika i to raczej nie ona odjechała przed chwilą na rowerku – wypalił Mateusz. Maciej z rezygnacją głośno wypuścił powietrze z płuc, Piotr odwrócił się w drugą stronę, natomiast Roman jakby się skurczył, a jego twarz zbladła.
- Nie wiem o czym... skąd pan zna... - paplał bez sensu, nie wiedząc, jak chce poprowadzić tę rozmowę, do której był zupełnie nieprzygotowany. - Jeśli mnie natychmiast nie zostawicie w spokoju, dzwonię na policję! - po tych słowach zdecydowanym krokiem ruszył w kierunku ścieżki.
- Tak myślałem, nie potrafi pan stanąć twarzą w twarz z problemem, najlepiej winę zwalić na kogoś innego – mówił Mateusz w kierunku oddalającego się Romana. - Na pana nieszczęście, pani Dominika już wie o wszystkim, więc nie uda się jej wrobić w rozbicie małżeństwa, będzie to pan musiał wziąć na siebie – Mateusz musiał coraz bardziej podnosić głos, bo Roman oddalał się coraz szybciej.
- Dosyć! - Maciej szarpnął go za rękaw.
- Okay, teraz przynajmniej już wie – Mateusz odetchnął z ulgą.
- Ja tam nie wiem, czy to dobrze – Piotrek pokręcił głową. - Może to jakiś świr i jeszcze coś tej swojej Dominice zrobi?
- No co ty, przecież widział nas trzech, którzy coś wiemy, poza tym nie wyglądał mi na takiego groźnego – powiedział Mateusz, choć słowa Piotrka wzbudziły w nim lekki niepokój.
- Albo sobie coś zrobi – dorzucił Maciej i w tym momencie Mateusz zdał sobie sprawę, że zupełnie nie brał pod uwagę takiego scenariusza i niepokój w nim nie był już wcale lekki.
- Miejmy nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Przynajmniej facet ma teraz pewność, że jego plan się nie powiedzie i ma okazję zachować się, jak mężczyzna – powiedział Piotr, który chyba zauważył zmieszanie na twarzy Mateusza.
- Zabierajmy się stąd – powiedział Maciej i wszyscy trzej ruszyli w kierunku ścieżki.
***
Przez kolejnych kilka dni Mateusz gorączkowo sprawdzał na lokalnych portalach, czy nie donoszą one o jakiejś tragedii typu mąż zabił żonę, albo że ktoś sobie odebrał życie, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Z czasem utracił też nadzieję, że pojawi się u niego Dominika i opowie dalszy ciąg tej historii, czy Roman w ogóle się u niej pojawił. Zakładał, że chyba jednak nie, bo na ile poznał tę kobietę, to był przekonany, że poinformowałaby go o dalszym ciągu. A to by oznaczało, że całe jego desperackie „śledztwo” na nic się nie zdało. Chociaż z drugiej strony był zadowolony, że przynajmniej nie przyniosło ono żadnych tragicznych skutków, których prawdopodobieństwo uzmysłowili mu Maciek i Piotrek. No i trzeba powiedzieć, że zupełnie wyleczył się z marzeń o nadzwyczajnych sytuacjach, które zwykle zdarzają się tylko w filmach. Jedna taka w zupełności mu wystarczyła, żeby zrozumieć, dlaczego w Chinach powiedzenie „obyś żył w ciekawych czasach” to nie jest dobre życzenie, ale złorzeczenie albo wręcz przekleństwo.
Czyżby zaczął doceniać normalność swojej parafii, która sprawiała wrażenie uśpionego olbrzyma? Może i tak. Jednym z niewielu dobrych skutków „filmowego” epizodu w jego życiu była natomiast jazda rowerem. Co prawda nigdy więcej nie wybrał się do parku pod Zagrodnem, zresztą obiecał to Maciejowi i Piotrowi, ale w dalszym ciągu codziennie godzinę spędzał na jednośladzie i bardzo dobrze mu to robiło. Chyba nawet wyszczuplał.
***
Bardzo mu się ten dzień podobał. Po obiedzie udało się wyskoczyć na godzinną jazdę rowerem, a teraz już po prysznicu miał jeszcze niemal godzinę do popołudniowego otwarcia kościoła. Tradycyjnie więc z różańcem w dłoni ruszył na spacer wkoło świątyni i nadal cieszył się słońcem, które na szczęście już tak nie dopiekało, jak na przełomie sierpnia i września. Na jednej z ławeczek przysiadły dwie dziewczyny. Chyba nawet były z jego parafii, bo wydawało mu się, że ich twarze nie są mu obce, zresztą dziewczyny były śliczne. Rozprawiały o czymś żywiołowo pokazując sobie coś na swoich telefonach, często wybuchając śmiechem. Mateusz przeszedł obok nich już dwa razy, ale dziewczyny zupełnie nie zwróciły na niego uwagi, więc i on już więcej nie patrzył w ich stronę. Po kilku kolejnych okrążeniach coraz częściej zamykał na dłużej powieki, aż w pewnym momencie, kiedy otworzył oczy niemal się nie wpakował na dziewczyny, które stanęły mu na drodze. Dziewczyny zareagowały głośnym śmiechem.
- Nie wiedziałyśmy, że ksiądz śpi na stojąco – powiedziała jedna.
- Chyba na chodząco – dodała druga i dalej się śmiały patrząc na jego minę.
- To efekt tego słońca – uśmiechnął się Mateusz.
- Proszę księdza, mamy takie pytanie – powiedziała blondynka.
- Czy nie dało by się załatwić jakiegoś młodego wikariusza do naszej parafii? - szybko wtrąciła się krótko ostrzyżona brunetka.
- Załatwić? - roześmiał się Mateusz. - Zaraz do tego dojdziemy. Rozumiem, że jesteście moimi parafiankami, tak?
- No pewnie, przecież prawie co niedzielę się widzimy w kościele – powiedziała brunetka.
- Nie, no wiesz Paula, proboszcz może nas nie widzieć, bo my tak raczej się nie pchamy do pierwszych ławek, a za filary proboszcz nie zagląda – powiedziała blondynka i znowu obie wybuchnęły śmiechem.
- Czyli ty jesteś Paula – powiedział Mateusz do brunetki, - a ty...
- Majka, nice to meet you – powiedziała blondynka i znowu obie się roześmiały.
- Ksiądz Mateusz – przedstawił się Mateusz i potrząsnął dłońmi obu dziewczyn. - Zawsze was tak wszystko śmieszy?
- Zawsze – odparły dziewczyny właściwie równocześnie i oczywiście znowu wybuchnęły śmiechem.
- Powróćmy do waszego pytania – powiedział Mateusz.
- No właśnie, to jak ksiądz myśli, da się coś załatwić? - zapytała Majka.
- Ale po co wam ten wikariusz? Nie macie księdza w szkole?
- W naszym ogólniaku są dwie katechetki i ani jednego księdza – wyjaśniła Paula. - Poza tym nam nie chodzi o księdza w szkole, ale o księdza w parafii.
- No i po co byłby wam ten wikariusz? - Mateusz ugryzł się w język i nie dodał pytania, czy nie wystarczy im proboszcz.
- Bo, proszę księdza, w tym roku w sierpniu koleżanka z klasy zabrała nas na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę – zaczęła tłumaczyć Majka.
- Byłyście na pielgrzymce? - Mateuszowi aż się rozjaśniły oczy. - I doszłyście do końca?
- Spoko luz! - powiedziała Majka i obie wybuchnęły śmiechem.
- No i ta nasza koleżanka, Michasia, oprócz nas miała tam jeszcze sporo fajnych koleżanek i kolegów z jej parafii, no i oni wszyscy opowiadali, że tam u nich mają takiego młodego księdza i wspólnotę, spotykają się co tydzień, a nawet częściej, razem gdzieś wyjeżdżają, do kina albo na pizzę, no i my postanowiłyśmy, że przecież skoro tam na wsi mają tego wikariusza i wspólnotę, to tym bardziej my w mieście musimy mieć coś takiego – wyjaśniła Paula.
- To jak będzie z tym wikariuszem? - Majka uniosła wysoko brwi w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Jakby co, to my możemy też pójść, do tego, no... biskupa i jakoś z nim to ogarnąć – dodała Paula i tym razem to Mateusz wybuchnął śmiechem.
- Ogarniecie to z biskupem? - zapytał jeszcze nie mogąc przestać się śmiać.
- Spoko luz! - powiedziała Majka i teraz śmiali się już wszyscy troje.
- W której jesteście klasie? - zapytał.
- W trzeciej – powiedziała Paula.
- Czyli macie tak po... siedemnaście lat?
- Mniej więcej, kobiet się o wiek nie pyta – powiedziała Paula i obie się zaśmiały.
- Przepraszam – uśmiechnął się Mateusz. - W każdym razie ksiądz biskup na pewno by was wysłuchał, ale szczerze wątpię, czy w naszej diecezji mamy jakiegoś wolnego wikariusza, żeby go tutaj mogli przysłać. Ale tak sobie myślę, czy naprawdę konieczny jest wikariusz, żebyśmy w naszej parafii mieli wspólnotę młodzieżową? - zapytał Mateusz, a dziewczyny spojrzały po sobie.
- Hmm, ktoś by to musiał ogarniać – powiedziała wreszcie Majka.
- Wie ksiądz, taki co się nie obrazi, że zażartujemy, no i żeby mu się chciało gdzieś wyjechać... – Paula wymieniała kolejne wymagania.
- No chyba ksiądz nie myśli o sobie? - wypaliła nagle Majka.
- Tak się składa, że nie mamy innego księdza – uśmiechnął się Mateusz.
- No przecież wiemy, dlatego chcemy załatwić tego wikariusza. Któremu proboszczowi by się chciało latać z młodzieżą? – powiedziała Paula.
- Mi by się bardzo chciało – powiedział Mateusz.
- Serio? - obie dziewczyny znowu powiedziały to samo słowo równocześnie.
- Słowo harcerza! - uśmiechnął się Mateusz. - Z wami dwiema rozruszamy tę łajbę!
Jeremiasz Uwiedziony
Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA)
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!