TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:04
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.358

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.358

- Mówię ci, zupełnie mnie rozwaliła sprawa tej Dominiki – zwierzał się Mateusz Maciejowi, kiedy spotkali się na kolacji imieninowej u jednego z kolegów w dekanacie jaroszyńskim.

- Czekaj no, spróbuję trochę poczytać w twoich myślach – Maciej na chwilę odłożył sztućce i zamknął oczy. - Mój Boże, ona taka piękna i taka porzucona, jak on tak mógł? Jak można taką ładną, mądrą i dobrą kobietę zostawić dla jakiejś nabuzowanej silikonem młódki, trzeba mieć nie po kolei w głowie. Ja bym nigdy nie zostawił takiej mądrej i dobrej kobiety dla takiego wywłoka, mało tego, zrobię wszystko żeby ona znowu uwierzyła w siebie, przecież ktoś jej musi uzmysłowić, że ona na to wszystko nie zasłużyła, a jeśli nie ja to kto? Tego nie można puścić płazem, gość musi ponieść karę, a jeśli się nie da gościa ukarać, to chociaż jej trzeba jakoś wynagrodzić, żeby nie straciła wiary w siebie. Przecież tak wartościowego człowieka nie można stracić, ona ma tyle do dania. Może w mojej parafii znajdzie sobie właściwe miejsce, aby wyeksponować wszystkie swoje możliwości, a gdy będzie jej ciężko, proszę! Oto moje ramię, w nim może się bezpiecznie wypłakać – zakończył Maciej i otworzył oczy.
- Co ty chrzanisz Maciej?! - Mateusz również odłożył sztućce i wpatrywał się zdumionymi oczami w kolegę, podczas gdy kilku innych kolegów również zwróciło na nich swoją uwagę.
- No próbuję się wczuć w ciebie – powiedział przytłumionym głosem Maciej uśmiechając się uspokajająco do innych kolegów, którzy powrócili do swoich dań i konwersacji.
- We mnie? Próbujesz się wczuć we mnie? - Mateusz jeszcze nie dowierzał, że jego przyjaciel właśnie w taki sposób odczytał jego opowieść.
- No a co, nie jest atrakcyjna i skrzywdzona? - Maciej rzucił to pytanie nie patrząc na Mateusza.
- Skrzywdzona na pewno, atrakcyjna chyba też, ale ani przez chwilę mi nie przeszły nawet przez przedsionek mózgu dywagacje, którymi mnie poczęstowałeś – powiedział z wyrzutem.
- Ani przez chwilę? - Maciej nadal na niego nie patrzył tylko zajął się swoim dewolajem, jakby celowo chciał mu dać czas na zastanowienie. Mateusz chciał natychmiast potwierdzić, że ani przez chwilę, ale powstrzymał się i wtedy, owszem, powróciły do niego te myśli, kiedy zauważył, że w niektórych momentach jego rozmowy z Dominiką, jej twarz jakby piękniała i sam się wtedy zastanawiał, czy czasami nie przejmuje się nią tak bardzo właśnie dlatego, że jest atrakcyjna a takiej nie powinno się zostawiać. Jakby mniej atrakcyjną można było zostawić, denerwował się sam na siebie. Ale stąd do podejrzewania go o jakieś zadurzenie daleka droga. A przede wszystkim droga wykluczona i nie do pomyślenia. Czuł się szczęśliwym księdzem i nie takie kobiety stawały już na jego drodze i jakoś zawsze potrafił zachować się adekwatnie do sytuacji.
- W sumie to muszę powiedzieć, że sam się zastanawiałem, czy gdyby pojawiła się u mnie kobieta ewidentnie nieatrakcyjna...
- ...brzydka! - wtrącił Maciej.
- Niech ci będzie... nieładna, to właśnie się zastanawiałem, czy też bym się tak przejmował, ale sam siebie za takie podłe myśli skarciłem. Ale tak, takie pytanie sam sobie zadałem. Natomiast cały ten zameczek, który ty sobie skonstruowałeś jest tylko w twojej głowie, w mojej na pewno nie – powiedział stanowczo Mateusz.
- W porządku – skwitował Maciej. 
- Chciałem się upewnić, a jednocześnie cię przestrzec, bo chyba nie muszę ci przypominać sytuacji ks. Waldka, który tak się przejął losem jednej porzuconej pani, że teraz ani ona porzucona, ani on księdzem.
- Dzięki za troskę, Maciej, ale naprawdę wszystko jest w porządku.
- No to czemu mówisz, że cię sytuacja rozwaliła? - tym razem Maciej utkwił w nim wzrok.
- Już tłumaczę. Bo o ile nie mam żadnych myśli o pocieszaniu Dominiki, to powiem ci, że nie mogę sobie wybić z głowy tego faceta. Jak wcześniej na rower wybierałem się raz na rok, tak od owego nieszczęsnego spotkania w lasku pod Zagrodnem byłem tam pojeździć na rowerze chyba z pięć razy, ale gostka ani jego cizi nie spotkałem – zwierzył się Mateusz.
- Chyba ci się tryb filmowego „Ojca Mateusza” z Sandomierza włączył – zaśmiał się Maciej.
- Naprawdę! Wyobraź sobie, że planowałem urządzenie pikniku parafialnego w celu integracji i pobudzenia parafian do działania i zupełnie mi to wyleciało z głowy. Całkowicie, rozumiesz? Przedwczoraj spotkałem przed kościołem tę dziennikarkę, co kiedyś chciała mnie nabrać na apostazję, żeby o tym napisać, pamiętasz? Mówiłem ci o tym...
- Coś kojarzę... - Maciej dłubał w kotlecie.
- Jej rodzice mieszkają w mojej parafii i podczas kolędy właśnie u nich narodził się ten pomysł i oni zadeklarowali swoją pomoc w organizacji. No i teraz spotykam ich córkę, a ona mówi, że rodzice pytają o festyn, a ja na to: jaki festyn? I dopiero po chwili mnie olśniło, no ale teraz to już muszę chyba poczekać do wczesnej jesieni, bo w środku lata nie ma jak się do tego przygotować – Mateusz jeszcze teraz czuł się zmieszany na samą myśl, jak mógł kompletnie zapomnieć o tym pomyśle.
- Widzisz, to jest jedna z tych sytuacji, kiedy dobrze jest mieć bliskich współpracowników, na przykład wikariuszy, którzy choćby podczas obiadu rzucą na głos: „proboszczu, a co z tym piknikiem?” - powiedział Maciej odstawiając na bok pusty talerz. - Świetny był ten dewolaj!
- Przecież ty nigdy nie miałeś wikariusza – zauważył Mateusz.
- I właśnie dlatego mam wszystko w telefonie. Każde spotkanie. Każdy pomysł zapisuję od razu. I ustawiam przynajmniej dwa przypomnienia. Tydzień przed i dzień przed, albo kilka godzin przed, jeśli chodzi o konkretne spotkanie. W ten sposób nic mi nie umknie. Chociaż nieraz są niezłe jaja, bo nie mogę sobie przypomnieć, o co mi chodziło. Na przykład kilka dni temu telefon mi sygnalizuje powiadomienie no i czytam: „portfel” i za żadne skarby nie mogłem sobie przypomnieć o co chodzi.
- I o co chodziło? - zapytał Mateusz.
- Nie wiem – odparł Maciej.
- Po dziś dzień nie wiesz? - zdziwił się Mateusz a Maciej twierdząco pokiwał głową. - Aha, no to świetne są te przypomnienia, nie powiem – roześmiał się.
- Przyznaję, że to przez moje lenistwo, powinienem być bardziej szczegółowy, ale zwykle kiedy coś zapisuję, to jestem przekonany, że to oczywista oczywistość o co chodzi. Niestety, po kilku miesiącach, a nawet tygodniach, to już nie jest takie oczywiste.
- Powiem ci, że ja mam to samo, skleroza to mało powiedziane – powiedział Mateusz i przez chwilę się zamyślił próbując wydedukować o co mogło chodzić Maciejowi, kiedy zapisał w swoim telefonie hasło portfel, ale nic mu nie przychodziło do głowy. A właściwie to przychodziła mu do głowy Dominika i jej wiarołomny mąż i ciągle powracające pytanie, w jaki sposób mógłby jej pomóc, w końcu obiecał jej, że nie będzie sobie z tym radzić sama. Na szczęście od ich pierwszej rozmowy więcej się nie pojawiła, nie pozostawiła mu też numeru telefonu i chyba nawet nie podała mu swego nazwiska, a jeśli podała, to i tak go już nie pamiętał, więc mogło być i tak, że sytuacja uległa zmianie, albo mąż się pojawił po resztę rzeczy i ona się z tym pogodziła. I uznała sprawę za zamkniętą. Ale jego ciągle męczyła ta myśl, że cały podstępny plan tego Romka mógł się powieść, to znaczy że cała wina spadnie na Dominikę i Mateusz cały czas się zastanawiał, po co Pan Bóg doprowadził do tej sytuacji, w której właśnie on dowiedział się całej prawdy i nawet nie był związany żadną tajemnicą. Gdzieś w głębi swoich myśli czuł, że ta sprawa jakoś jeszcze powróci i chciał tego. Chciał, aby to co powiedziane w tajemnicy zostało wygłoszone na dachach, aby wszyscy krewni i znajomi Dominiki i Romka wiedzieli kto skrewił. W tym momencie jeden z księży zastukał delikatnie łyżeczką w szklankę z prośbą o chwilę uwagi.
- Bracia, posłuchajcie mnie, proszę, przez chwilę. Chcemy w naszym kościele zainstalować obraz tego nowego błogosławionego od młodzieży i internetu, Carlo Acutisa, bo moja młodzież po ŚDM-ie trochę się nim podekscytowała. No i mam taką prośbę, czy ktoś z was może mi polecić jakiegoś porządnego malarza, bo przecież nie wstawię do kościoła reprodukcji, chociaż moja rada parafialna nie widziałaby w tym nic złego. Ale ja powiedziałem, że albo porządny obraz albo nic. A ponieważ mamy w toku poważne i kosztowne prace w kościele, więc z kasą jest krucho. Podsumowując, szukam dobrego malarza, ale żeby się nie cenił, jak jakiś Picasso – ks. Sławek chyba już kończył, ale właściwie to głośne klapnięcie wywołane przez Macieja który otwartą dłonią strzelił sobie w czoło, przywołało uwagę wszystkich.
- Maciej, masz kogoś, kogo mógłbyś mi polecić? - zapytał ks. Sławek.
- Myślę, że tak – powiedział Maciej. 
- Przed wyjściem podejdź do mnie, dam ci namiar telefoniczny.
- Świetnie, ale jak ktoś inny ma też kogoś na oku, to poproszę, żeby do mnie podszedł, zawsze lepiej mieć jakiś wybór – powiedział ks. Sławek i usiadł, a szmer rozmów pomiędzy księżmi rozległ się na nowo.
- Komar ci usiadł na czole, czy co? - zapytał Mateusz czyniąc aluzję do wcześniejszego energicznego uderzenia się w czoło przez Macieja.
- Nie, przypomniałem sobie, o co chodziło z tym portfelem – uśmiechnął się Maciej.
- Tak? No to podziel się, bo też od kilku minut nad tym główkuję – Mateusz z zaciekawieniem spojrzał na przyjaciela.
- Chodziło o „portret”, a ten debilny automatyczny korektor zrobił z tego „portfel”. Dobrze, że Sławek zapytał o tego malarza, bo nigdy bym na to nie wpadł. Zamówiłem portret św. Jana Pawła II i miałem sprawdzić postępy w pracach, więc zapisałem przypomnienie, a tu taki chochlik wyskoczył. Nie śmiej się ze mnie, ale w tamtym tygodniu wyprułem nawet podszewkę w portfelu...

Jeremiasz Uwiedziony

Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA)
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!