Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.355
Mateusz zerwał się gwałtownie z łóżka i przez kilkanaście sekund próbował zrozumieć, co mu się śniło, jaki dzień właśnie się rozpoczął, a przede wszystkim, czy czasami nie zaspał. Sięgnął po leżącą na nocnym stoliku komórkę, aby sprawdzić, która jest godzina i natychmiast odetchnął z ulgą widząc, że dopiero co minęła piąta rano.
Położył się z powrotem i już na spokojnie uzmysłowił sobie, że był lipcowy poniedziałek, więc nie miał żadnej Mszy rano, mało tego, nie miał żadnych zaplanowanych zajęć aż do wieczornej Mszy Świętej. Dopiero za tydzień miały się rozpocząć półkolonie, w które zaangażował się organista Błażej ze swoją dziewczyną, a więc zapowiadało się kilka zupełnie spokojnych dni. Spróbował jeszcze raz wrócić myślami do tego, co mu się śniło, ale nic poza jakimś cieniem lęku czy strachu nie sprecyzowało się w jego wyobraźni. Przez kilka minut próbował zasnąć ponownie z nadzieją, że może przyśni mu się coś przyjemnego, ale świecące w okno słońce sprawiło, że sen nie przychodził. Zrzucił więc z siebie lekką kołdrę i w miarę energicznie ruszył w kierunku łazienki, aby rozpocząć nowy dzień. Po drodze uczynił znak krzyża i mamrotał pod nosem swoje poranne modlitwy. Jednak nie zdążył jeszcze odkręcić wody, kiedy rozległ się dźwięk domofonu.
O piątej rano? - jęknął do siebie półgłosem i ruszył w kierunku wiszącego przy drzwiach aparatu. Postanowił odczekać jeszcze chwilę zanim odpowiedział, ponieważ zdarzało się, że młodzież wracająca nad ranem z imprez robiła sobie żarty, ale po kilku sekundach dzwonek rozległ się po raz drugi. Mateusz wcisnął przycisk i przez chwilę słuchał odgłosów dobiegających z zewnątrz, ale nikt się nie odezwał.
- Ksiądz Mateusz, w czym mogę pomóc? - zapytał.
- Czy może ksiądz tu do mnie zejść? - odpowiedział żeński głos, który nie zdradzał żadnych objawów upojenia alkoholowego, choć wydawało się, że kobieta płakała.
- Żeby zejść na dół muszę się najpierw ubrać i to chwilę potrwa. A może mi pani powiedzieć, czy coś się stało?
- Mąż mnie zostawił - powiedziała kobieta.- O tej porze? - zdziwił się Mateusz i nie powstrzymał się od zadania tego niezbyt mądrego pytania. - Przepraszam, zaraz mi pani wszystko opowie, proszę mi dać dosłownie dwie minuty, dobrze?
- Dobrze - kobieta lekko zaszlochała, a Mateusz wyłączył domofon i szybko pobiegł do łazienki. Przepłukał twarz i usta wodą, po czym założył spodnie i bluzę i już miał zbiec na dół, ale w ostatnim momencie cofnął się do łazienki i jeszcze przez kilkanaście sekund wyszczotkował zęby. Potem już bez zbędnego ociągania się poszedł do drzwi wejściowych przekręcił klucz w zamku i otworzył je szeroko. Ku jego zaskoczeniu na zewnątrz nikt nie czekał. Wyszedł kilka kroków przed plebanię, rozglądnął się w prawo i w lewo, ale nikogo nie było w zasięgu wzroku.
- Kurde, może jakbym sobie darował te zęby, to może by tu jeszcze była - mruknął zły sam na siebie, chociaż naprawdę cała poranna toaleta i ubranie się nie zajęło mu dłużej niż dwie minuty, no i przecież nie mógł zejść na dół w spodenkach od piżamy, albo w szlafroku.
- Cóż, nic nie poradzę - westchnął i wrócił do siebie na górę, aby dokończyć porannej toalety.
O 5.30 był już po prysznicu, ubrany i gotowy sam nie wiedział do czego. Pomyślał, że może zanim siądzie do brewiarza, wyjdzie jeszcze na chwilę przed plebanię i zrobi rundkę wokół kościoła, może gdzieś jeszcze dojrzy tę nieszczęsną kobietę. Tak też zrobił, ale nie spotkał żywej duszy. Wrócił do plebanii i usiadł w kancelarii, aby się pomodlić. Od jakiegoś czasu zauważył, że w kancelarii miał mniej rozproszeń niż u siebie w pokoju, zwłaszcza o tej porze. Jednak tym razem nie mógł się skupić, bo ciągle myślami wracał do tej kobiety. Zaczął się nawet martwić, czy ona sobie czegoś nie zrobiła, przecież była wyraźnie zdesperowana. Właśnie ten lęk o kobietę wreszcie pomógł mu się skupić, a ofiarowanie modlitwy w jej intencji zrobiło resztę: odmówił jutrznię i dodatkowo dziesiątek Różańca. To go trochę uspokoiło i choć ciągle rozważał różne scenariusze co do swego porannego niespodziewanego gościa to zabrał się również do jakiejś roboty, a konkretnie do nadrabiania zaległości związanych z dokumentacją sakramentów. Po dwóch godzinach poczuł głód, więc poszedł do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Jedząc kanapkę zastanawiał się, co zrobić dalej z tak wcześnie i nietypowo rozpoczętym dniem, który wydawał się niewiele od niego wymagać. A może i wymagał wiele, ale przez mycie zębów Mateusz to przegapił. Z jednej strony nie miał ochoty siedzieć cały dzień w domu, z drugiej nie mógł się opędzić od myśli, że kobieta może jeszcze wrócić, więc lepiej było zostać. Ostatecznie zdecydował się na dalszą pracę nad kancelaryjnymi zaległościami, odkładając decyzję na później, jakby nie było, dzień dopiero się zaczął. Kolejne dwie godziny pracy sprawiły, że w papierach wszystko miał w porządku. Pozostało mu jedynie zarejestrowanie ślubu w Urzędzie Stanu Cywilnego, więc postanowił pójść tam pieszo. Zajęło mu to pół godziny do urzędu i kolejne 35 minut na powrót do domu. Podczas drogi pilnie rozglądał się dookoła w nadziei, że może gdzieś dojrzy jakąś kobietę z oznakami może nie obłędu, ale jakiejś rozpaczy czy smutku, ale nikogo takiego nie spotkał. W sumie kobieta przecież mogła już jakoś ochłonąć i zacząć rozumować na chłodno, więc szanse, że ją rozpozna były raczej nikłe. W nim samym podczas spaceru emocje również się wyciszyły i z wolna zaczął traktować całą sytuację jako nieco dziwny zbieg okoliczności, do którego nie warto przykładać większej wagi. Nawet pożałował, że nie wybrał się nigdzie z samego rana mając spokojny dzień do dyspozycji. Kiedy doszedł do kościoła zrobił jeszcze kółko dookoła, a potem zdecydowanie ruszył na plebanię po klucz od samochodu.
Dochodziło południe kiedy wyjeżdżał z garażu. Do haka holowniczego przymocował stojak na rowery, następnie umieścił na nim swojego gianta i ruszył w kierunku Zagrodna, gdzie rozciągały się największe połacie lasu w pobliżu jego parafii. Pogoda była wręcz wymarzona, więc po około 45 minutach jazdy samochodem mógł się przesiąść na rower i wyruszyć na szlak.
Miał świadomość, że w jego wieku i z jego nadwagą sport trzeba uprawiać rozsądnie, więc nie forsował tempa i wybierał w miarę równe drogi. Po godzinie zatrzymał się w pobliżu punktu kempingowego dla turystów i odpoczywał chwilę popijając wodę. Dopiero po kilku minutach dobiegł go cichy szmer rozmowy. Okazało się, że po drugiej stronie tablicy informacyjnej jakaś parka wyłożyła sobie koc i leżąc na nim leniwie rozmawiali. Mateusz był pewien, że oni go wiedzieli, bo nadjechał z ich strony, ale najwyraźniej nic sobie nie robili z jego obecności. Na wszelki wypadek głośno zgniótł plastikową butelkę po wodzie i podszedł do kosza na śmieci, aby ją wyrzucić. Mężczyzna wcale nie zwrócił na niego uwagi, natomiast kobieta, zdecydowanie młodsza od swego towarzysza, rzuciła mu obojętne spojrzenie. Mateusz wrócił na swoje wcześniejsze miejsce na ławce, teraz już na sto procent pewien, że są świadomi jego obecności. Sprawdził, czy w wyciszonej komórce nie miał jakichś informacji, ale chcąc nie chcąc słyszał treść ich rozmowy. W pewnym momencie znieruchomiał.
- Szkoda, że jej nie widziałaś, jak w środku nocy biegła za mną jak jakaś idiotka, błagając żebym wrócił do domu - mówił z szyderstwem w głosie mężczyzna, a Mateusz natychmiast powiązał te słowa z poranną wizytą w swoim domu.
- Już dawno ci mówiłam, że powinieneś z nią skończyć. Ciesz się, że tak długo na ciebie czekałam i przestań sobie zawracać nią głowę - powiedziała kobieta wyraźnie nadąsana.
- Ale przecież wiesz Skarbie, że musiałem czekać na moment, w którym to ona coś wypali, żeby nie padł żaden cień wątpliwości, że ja kogoś mam. Tak to planowaliśmy, że mam ją doprowadzić do skrajności, żeby sama wiedziała, że wpadła w obsesję, że zwariowała i dokładnie tak się stało. Dokładnie. Dzisiaj mnie oskarżyła, że się szlajam po nocach, że mam się wynosić z domu, a potem się okazało, że jednak byłem w pracy, bo zadzwoniła do szefa. Ale było już za późno, bo ja zgodnie z jej prośbą się wyniosłem. Więc mogła sobie za mną lecieć - mężczyzna zaśmiał się drwiąco. - Teraz tylko musimy być cierpliwi i ostrożni przez kilka miesięcy, a potem niby poznam ciebie na jakiejś imprezie i tak się zacznie nasza oficjalna love story. Musimy trzymać się planu Skarbie, jesteśmy tak blisko…
Mateusz już siedział na rowerze i pedałował do miejsca, gdzie zostawił samochód. Nie mógł ich dalej słuchać, był w tak ciężkim szoku, że musiał się oddalić. Jak to było możliwe? Taki zbieg okoliczności, rano ta kobieta, a potem ta para na placu kempingowym. To się wszystko składało w jedną całość, ale wydawało się niemożliwe do uwierzenia. Jakim cudem mógł trafić w dokładnie to samo miejsce co oni? Szansa była jedna na milion, ale to już w tym momencie wcale go nie nurtowało. Myślał tylko i wyłącznie o tym, że najprawdopodobniej kobieta, która rano zadzwoniła do jego drzwi była wrabiana. Przecież to niemożliwe, żeby się wydarzyły dwie podobne sytuacje w Jaroszynie. W tym momencie przyszła mu nagle wątpliwość, że może jednak to całkowity zbieg okoliczności i facet z lasu jest z zupełnie innej miejscowości. Na tereny rekreacyjne przy Zagrodnie zjeżdżają się ludzie z dwóch województw… Sam już nie wiedział, co o tym myśleć, bo sytuacja bardziej przypominała sceny z filmu o ojcu Mateuszu z Sandomierza niż z jego realnego życia. Kiedy dotarł do parkingu rozejrzał się za jakimiś innymi samochodami, ale nie było żadnego auta oprócz jego busa. Zatopiony w swoich myślach ruszył w drogę powrotną. Gdy tylko zaparkował przed plebanią zobaczył elegancką kobietę stojącą pod drzwiami.
- Proszę księdza, ja tu już byłam dzisiaj wcześnie rano…
Mateusz zerwał się gwałtownie z łóżka i przez kilkanaście sekund próbował zrozumieć, co mu się śniło, jaki dzień właśnie się rozpoczął, a przede wszystkim, czy czasami nie zaspał. Sięgnął po leżącą na nocnym stoliku komórkę, aby sprawdzić, która jest godzina i natychmiast odetchnął z ulgą widząc, że dopiero co minęła piąta rano. Położył się z powrotem i już na spokojnie uzmysłowił sobie, że był lipcowy poniedziałek, więc nie miał żadnej Mszy rano, mało tego, nie miał żadnych zaplanowanych zajęć aż do wieczornej Mszy Świętej. Dopiero za tydzień miały się rozpocząć półkolonie, w które zaangażował się organista Błażej ze swoją dziewczyną, a więc zapowiadało się kilka zupełnie spokojnych dni. Spróbował jeszcze raz wrócić myślami do tego, co mu się śniło, ale nic poza jakimś cieniem lęku czy strachu nie sprecyzowało się w jego wyobraźni. Przez kilka minut próbował zasnąć ponownie z nadzieją, że może przyśni mu się coś przyjemnego, ale świecące w okno słońce sprawiło, że sen nie przychodził. Zrzucił więc z siebie lekką kołdrę i w miarę energicznie ruszył w kierunku łazienki, aby rozpocząć nowy dzień. Po drodze uczynił znak krzyża i mamrotał pod nosem swoje poranne modlitwy. Jednak nie zdążył jeszcze odkręcić wody, kiedy rozległ się dźwięk domofonu.
O piątej rano? - jęknął do siebie półgłosem i ruszył w kierunku wiszącego przy drzwiach aparatu. Postanowił odczekać jeszcze chwilę zanim odpowiedział, ponieważ zdarzało się, że młodzież wracająca nad ranem z imprez robiła sobie żarty, ale po kilku sekundach dzwonek rozległ się po raz drugi. Mateusz wcisnął przycisk i przez chwilę słuchał odgłosów dobiegających z zewnątrz, ale nikt się nie odezwał.
- Ksiądz Mateusz, w czym mogę pomóc? - zapytał.
- Czy może ksiądz tu do mnie zejść? - odpowiedział żeński głos, który nie zdradzał żadnych objawów upojenia alkoholowego, choć wydawało się, że kobieta płakała.
- Żeby zejść na dół muszę się najpierw ubrać i to chwilę potrwa. A może mi pani powiedzieć, czy coś się stało?
- Mąż mnie zostawił - powiedziała kobieta.
- O tej porze? - zdziwił się Mateusz i nie powstrzymał się od zadania tego niezbyt mądrego pytania. - Przepraszam, zaraz mi pani wszystko opowie, proszę mi dać dosłownie dwie minuty, dobrze?
- Dobrze - kobieta lekko zaszlochała, a Mateusz wyłączył domofon i szybko pobiegł do łazienki. Przepłukał twarz i usta wodą, po czym założył spodnie i bluzę i już miał zbiec na dół, ale w ostatnim momencie cofnął się do łazienki i jeszcze przez kilkanaście sekund wyszczotkował zęby. Potem już bez zbędnego ociągania się poszedł do drzwi wejściowych przekręcił klucz w zamku i otworzył je szeroko. Ku jego zaskoczeniu na zewnątrz nikt nie czekał. Wyszedł kilka kroków przed plebanię, rozglądnął się w prawo i w lewo, ale nikogo nie było w zasięgu wzroku.
- Kurde, może jakbym sobie darował te zęby, to może by tu jeszcze była - mruknął zły sam na siebie, chociaż naprawdę cała poranna toaleta i ubranie się nie zajęło mu dłużej niż dwie minuty, no i przecież nie mógł zejść na dół w spodenkach od piżamy, albo w szlafroku.
- Cóż, nic nie poradzę - westchnął i wrócił do siebie na górę, aby dokończyć porannej toalety.
O 5.30 był już po prysznicu, ubrany i gotowy sam nie wiedział do czego. Pomyślał, że może zanim siądzie do brewiarza, wyjdzie jeszcze na chwilę przed plebanię i zrobi rundkę wokół kościoła, może gdzieś jeszcze dojrzy tę nieszczęsną kobietę. Tak też zrobił, ale nie spotkał żywej duszy. Wrócił do plebanii i usiadł w kancelarii, aby się pomodlić. Od jakiegoś czasu zauważył, że w kancelarii miał mniej rozproszeń niż u siebie w pokoju, zwłaszcza o tej porze. Jednak tym razem nie mógł się skupić, bo ciągle myślami wracał do tej kobiety. Zaczął się nawet martwić, czy ona sobie czegoś nie zrobiła, przecież była wyraźnie zdesperowana. Właśnie ten lęk o kobietę wreszcie pomógł mu się skupić, a ofiarowanie modlitwy w jej intencji zrobiło resztę: odmówił jutrznię i dodatkowo dziesiątek Różańca. To go trochę uspokoiło i choć ciągle rozważał różne scenariusze co do swego porannego niespodziewanego gościa to zabrał się również do jakiejś roboty, a konkretnie do nadrabiania zaległości związanych z dokumentacją sakramentów. Po dwóch godzinach poczuł głód, więc poszedł do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Jedząc kanapkę zastanawiał się, co zrobić dalej z tak wcześnie i nietypowo rozpoczętym dniem, który wydawał się niewiele od niego wymagać. A może i wymagał wiele, ale przez mycie zębów Mateusz to przegapił. Z jednej strony nie miał ochoty siedzieć cały dzień w domu, z drugiej nie mógł się opędzić od myśli, że kobieta może jeszcze wrócić, więc lepiej było zostać. Ostatecznie zdecydował się na dalszą pracę nad kancelaryjnymi zaległościami, odkładając decyzję na później, jakby nie było, dzień dopiero się zaczął. Kolejne dwie godziny pracy sprawiły, że w papierach wszystko miał w porządku. Pozostało mu jedynie zarejestrowanie ślubu w Urzędzie Stanu Cywilnego, więc postanowił pójść tam pieszo. Zajęło mu to pół godziny do urzędu i kolejne 35 minut na powrót do domu. Podczas drogi pilnie rozglądał się dookoła w nadziei, że może gdzieś dojrzy jakąś kobietę z oznakami może nie obłędu, ale jakiejś rozpaczy czy smutku, ale nikogo takiego nie spotkał. W sumie kobieta przecież mogła już jakoś ochłonąć i zacząć rozumować na chłodno, więc szanse, że ją rozpozna były raczej nikłe. W nim samym podczas spaceru emocje również się wyciszyły i z wolna zaczął traktować całą sytuację jako nieco dziwny zbieg okoliczności, do którego nie warto przykładać większej wagi. Nawet pożałował, że nie wybrał się nigdzie z samego rana mając spokojny dzień do dyspozycji. Kiedy doszedł do kościoła zrobił jeszcze kółko dookoła, a potem zdecydowanie ruszył na plebanię po klucz od samochodu.
Dochodziło południe kiedy wyjeżdżał z garażu. Do haka holowniczego przymocował stojak na rowery, następnie umieścił na nim swojego gianta i ruszył w kierunku Zagrodna, gdzie rozciągały się największe połacie lasu w pobliżu jego parafii. Pogoda była wręcz wymarzona, więc po około 45 minutach jazdy samochodem mógł się przesiąść na rower i wyruszyć na szlak.
Miał świadomość, że w jego wieku i z jego nadwagą sport trzeba uprawiać rozsądnie, więc nie forsował tempa i wybierał w miarę równe drogi. Po godzinie zatrzymał się w pobliżu punktu kempingowego dla turystów i odpoczywał chwilę popijając wodę. Dopiero po kilku minutach dobiegł go cichy szmer rozmowy. Okazało się, że po drugiej stronie tablicy informacyjnej jakaś parka wyłożyła sobie koc i leżąc na nim leniwie rozmawiali. Mateusz był pewien, że oni go wiedzieli, bo nadjechał z ich strony, ale najwyraźniej nic sobie nie robili z jego obecności. Na wszelki wypadek głośno zgniótł plastikową butelkę po wodzie i podszedł do kosza na śmieci, aby ją wyrzucić. Mężczyzna wcale nie zwrócił na niego uwagi, natomiast kobieta, zdecydowanie młodsza od swego towarzysza, rzuciła mu obojętne spojrzenie. Mateusz wrócił na swoje wcześniejsze miejsce na ławce, teraz już na sto procent pewien, że są świadomi jego obecności. Sprawdził, czy w wyciszonej komórce nie miał jakichś informacji, ale chcąc nie chcąc słyszał treść ich rozmowy. W pewnym momencie znieruchomiał.
- Szkoda, że jej nie widziałaś, jak w środku nocy biegła za mną jak jakaś idiotka, błagając żebym wrócił do domu - mówił z szyderstwem w głosie mężczyzna, a Mateusz natychmiast powiązał te słowa z poranną wizytą w swoim domu.
- Już dawno ci mówiłam, że powinieneś z nią skończyć. Ciesz się, że tak długo na ciebie czekałam i przestań sobie zawracać nią głowę - powiedziała kobieta wyraźnie nadąsana.
- Ale przecież wiesz Skarbie, że musiałem czekać na moment, w którym to ona coś wypali, żeby nie padł żaden cień wątpliwości, że ja kogoś mam. Tak to planowaliśmy, że mam ją doprowadzić do skrajności, żeby sama wiedziała, że wpadła w obsesję, że zwariowała i dokładnie tak się stało. Dokładnie. Dzisiaj mnie oskarżyła, że się szlajam po nocach, że mam się wynosić z domu, a potem się okazało, że jednak byłem w pracy, bo zadzwoniła do szefa. Ale było już za późno, bo ja zgodnie z jej prośbą się wyniosłem. Więc mogła sobie za mną lecieć - mężczyzna zaśmiał się drwiąco. - Teraz tylko musimy być cierpliwi i ostrożni przez kilka miesięcy, a potem niby poznam ciebie na jakiejś imprezie i tak się zacznie nasza oficjalna love story. Musimy trzymać się planu Skarbie, jesteśmy tak blisko…
Mateusz już siedział na rowerze i pedałował do miejsca, gdzie zostawił samochód. Nie mógł ich dalej słuchać, był w tak ciężkim szoku, że musiał się oddalić. Jak to było możliwe? Taki zbieg okoliczności, rano ta kobieta, a potem ta para na placu kempingowym. To się wszystko składało w jedną całość, ale wydawało się niemożliwe do uwierzenia. Jakim cudem mógł trafić w dokładnie to samo miejsce co oni? Szansa była jedna na milion, ale to już w tym momencie wcale go nie nurtowało. Myślał tylko i wyłącznie o tym, że najprawdopodobniej kobieta, która rano zadzwoniła do jego drzwi była wrabiana. Przecież to niemożliwe, żeby się wydarzyły dwie podobne sytuacje w Jaroszynie. W tym momencie przyszła mu nagle wątpliwość, że może jednak to całkowity zbieg okoliczności i facet z lasu jest z zupełnie innej miejscowości. Na tereny rekreacyjne przy Zagrodnie zjeżdżają się ludzie z dwóch województw… Sam już nie wiedział, co o tym myśleć, bo sytuacja bardziej przypominała sceny z filmu o ojcu Mateuszu z Sandomierza niż z jego realnego życia. Kiedy dotarł do parkingu rozejrzał się za jakimiś innymi samochodami, ale nie było żadnego auta oprócz jego busa. Zatopiony w swoich myślach ruszył w drogę powrotną. Gdy tylko zaparkował przed plebanią zobaczył elegancką kobietę stojącą pod drzwiami.
- Proszę księdza, ja tu już byłam dzisiaj wcześnie rano…
Jeremiasz Uwiedziony
Książka: JASNA I TA DRUGA STRONA KSIĘŻY(CA)
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!