TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Grudnia 2020, 14:23
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 337

Jasna i ta druga strona księżyca

Mateusz nie czuł się najlepiej i dlatego bez zbędnych komplementów dał się namówić na pozostanie w salonie przed telewizorem razem z Szymonem i Dawidem.
- Nie chce mi się wierzyć, że proboszcz nigdy nie widział ani jednego odcinka „Rancza”, to się po prostu w głowie nie mieści - dziwił się Szymon wygodnie wyciągając nogi pod ławą.
- Przecież to jest teologia pastoralna w najczystszej postaci. Jak człowiek się z tym zapozna to życie parafialne nie ma dla niego najmniejszych tajemnic.
- Ja to oglądałem jeszcze przed seminarium - przyznał się Dawid. - I powiem wam, że miałem jednego kumpla ateistę, niestety już umarł, i on uwielbiał ten serial. Nie opuszczał ani jednego odcinka. I jeszcze mi się odgrażał, że jak by mi przyszło do głowy pójść do seminarium, a coś już wtedy przebąkiwałem, to on mnie nie skreśli z listy znajomych, jeżeli zachowam ten sznyt. Tak właśnie powiedział. Ten sznyt.
- Boże... - Mateusz pokręcił delikatnie lekko pobolewającą głową. - Czyli okazuje się, że zmarnowałem tyle lat mojego kapłaństwa, tylko dlatego, że nie zgłębiałem z wielkim nabożeństwem tajemnic zawartych w komedii o pijaczkach.
- Ostrożnie proboszczu z pijaczkami, mają rolę ściśle symboliczną – ostrzegł go Szymon.
- To wam się przyznam jeszcze do jednej rzeczy: tego drugiego filmu „Ojciec Mateusz” też nie widziałem ani jednego odcinka, przynajmniej w Polsce. Bo we Włoszech pewnie ze 20 lat temu na coś się załapałem. To też mnie dyskwalifikuje?
- E tam, to, to jest akurat badziewie, nic ksiądz nie stracił – szepnął Dawid dając tym samym znak, że mają się wyciszyć.
- Do naszych warunków o wiele bardziej pasuje „Ranczo” - podsumował Szymon. Mateusz oglądał przez dłuższy czas w milczeniu próbując zdefiniować postacie, ale ten szmer w głowie nie do końca pozwalał mu się zrelaksować. I nagle film nabrał nieoczekiwanego zwrotu akcji: w jednym momencie wszystko przestało się liczyć: kampania polityczna, otwieranie nowego biznesu, lekcje w szkole, bo, uwaga, uwaga, zaginął pies Hot-dog. Wszyscy wpadli w zbiorową histerię i zaczęli go szukać, boć to w końcu zwierzak nie tylko przyjaciel człowieka, ale nawet lepszy niż człowiek. Mateusz przyglądał się swoim wikariuszom, ale nie dostrzegał żadnej reakcji.
- I co wy na to, panowie? - zapytał w końcu.
- Mam nadzieję, że go znajdą, bo to fajny pies – odparł spokojnie Dawid nie odrywając wzroku od telewizora.
- A swoją drogą to na tym przykładzie można zobaczyć, że być może to nowa ustawa o ochronie zwierząt spowoduje, że ludzie zaczną tych biednych zwierząt pilnować, a nie zostawiać ich na pastwę losu. A potem krokodyle łzy... - podsumował Szymon. Mateusz nie mógł uwierzyć własnym uszom. Z tego co przeczytał o tej nowej ustawie, była ona tak niedopracowana, że wprowadzi kolosalne zamieszanie nawet w tych sprawach, które do tej pory jako tako funkcjonowały. A do tego rozwali kilka dobrze funkcjonujących biznesów. A co jeszcze bardziej kuriozalnego spośród zakazu hodowli futrzaków, wyłączono króliki!
- Panowie, jasne, że piesek w porządku, trzeba znaleźć, ale nie widzicie tej nawałnicy taniej gry emocjonalnej, na najbardziej babskich uczuciach? I uwaga, ja nie mówię, o emocjach kobiet, których wszyscy potrzebujemy. Ja mówię o najbardziej prymitywnych sztucznie wzbudzonych „babskich” uczuciach, łzach w oczach, i no pasaran! - gardłował się Mateusz.
- No ja nie do końca nadążam za proboszcza tokiem myślenia – przyznał się Dawid lekko podirytowany, że nie pozwolili mu w spokoju oglądnąć filmu, który właśnie się skończył i wszyscy byli szczęśliwi, bo piesek się znalazł, a kto zastawił w lesie wnyki, które go zraniły, dostał za swoje.
- OK. Ojciec Józef Maria Bocheński, mówi ci to coś? - zapytał Mateusz.
- No jasne, czachaty gość, ale chyba już nie żyje – odparł Szymon.
- Tak jest, zmarł 25 lat temu i właśnie rok obecny został ustanowiony w Senacie jego rokiem. W dowód uznania. Chyba tylko jeden senator wstrzymał się od głosu. Czyli postać ponad podziałami. No i właśnie ojciec Bocheński, doskonale to wytłumaczył. Według niego, jeśli ktoś ma wyczucie moralne, że doświadczenia na zwierzętach są czymś złym, to trudno z nim polemizować. Mają prawo. Ale jeżeli przeciwnicy takich doświadczeń wysuwają na poparcie swojego wierzenia zabobonne argumenty, tak właśnie je nazwał, zabobonne, to nie można milczeć. Na przykład jeśli uważają, że zwierzęta są naszymi „braćmi”, to przeczą zasadniczej różnicy miedzy człowiekiem a zwierzęciem, w duchu naturalistycznym. Mało tego, równocześnie odrzucają podstawowe prawo przyrody, rządzące światem zwierzęcym, według którego jeden gatunek zwierzęcy służy potrzebom innego, owady myszom, myszy sowom, itd. Takie zaprzeczenie podstawowemu prawu przyrody jest skrajnym humanizmem, nazywa się antynaturalizmem. I według ojca Bocheńskiego mamy do czynienia z oczywistą sprzecznością i zabobonem. Prawdy są w tej dziedzinie dwie. Z jednej strony jest rzeczą pewną, zdaniem wszystkich znawców, że niektóre doświadczenia są nieodzowne w medycynie i w produkcji leków. Z drugiej strony powinniśmy unikać okrucieństw wobec zwierząt, nie ze względu na same zwierzęta, ale dlatego, że okrucieństwo wobec nich paczy ludzki charakter i prowadzi do okrucieństwa wobec ludzi. Jednym z powodów szerzenia się tego zabobonu jest sentymentalizm – polega on na tym, że to, co razi nasze poczucie estetyczne bierze się za moralnie złe – Mateusz westchnął głęboko i zamilkł. Dawid z Szymonem spojrzeli po sobie ze zdumieniem.
- No to zdaniem naszego prezesa ojciec Bocheński nie jest po prostu dobrym człowiekiem, bo na tik-toku ukazał się jego wpis, że kto jest dobrym człowiekiem, musi poprzeć tę ustawę – przypomniał Dawid.
- Na szczęście dla ojca Bocheńskiego, on już nie żyje... I widzisz Hot-dog, coś ty narobił? - zażartował Szymon.
- Kurde, ale się proboszcz przygotował – nie ukrywał uznania Dawid.
- Od kilku dni siedzę w temacie, bo nie możemy się zatrzymać na tych rozbuchanych babskich emocjach, bo nas zmiotą z powierzchni ziemi. W sumie już powoli nas zmiatają – powiedział Mateusz. - Wyobraźcie sobie wczoraj, rozmawiałem z jedną naszą parafianką, nie powiem z kim, bo nie wolno. Mimo, że nie była to spowiedź. Po prostu pani podeszła do mnie i pyta mnie, co ja tam sądzę na temat tych „LGTB”. Więc ja jej odpowiadam, że wolę używać określenia „gender”, bo wtedy zdecydowanie wiadomo, że nie chodzi o konkretne osoby i nikt nie powinien czuć się urażony. I powiedziałem, że to zgubna ideologia, wychodzi prościutko z marksizmu, a ten w założeniu ma też zawsze walkę z Bogiem i Kościołem. Nie mogę tego popierać. Pani spojrzała na mnie tak, jakby w sumie nic nie zrozumiała, ale w końcu mówi, że ona to wcale nie jest, za tym LGBT, właściwie to ona jest przeciw. Ale nie może być tak, żeby „takie osoby” nie miały żadnych praw. No więc ja jej mówię, że te osoby mają wszystkie prawa zgodnie z naszą konstytucją. Pani spojrzała na mnie ze zdziwieniem, pokręciła głową i powiedziała: „oj księże proboszczu, wy to chyba naprawdę nie widzicie co się dzieje dookoła”. Ponieważ staliśmy w ryneczku, rozejrzałem się dookoła i zwróciłem ku niej pytające spojrzenie. „Ksiądz to pewnie telewizji nie ogląda. Albo tylko tę ojca Rydzyka. A ponoć już świat ma nas dość z tymi prześladowaniami... Tylu mądrych ludzi się podpisało... Chcą nam pomóc. Ja bym nie odrzucała tej dłoni. Przecież co to komu szkodzi?” Pani się potem odwróciła i poszła szukać Hot-doga, kręcąc za smutkiem głową.
- Co? - Dawid był czujny.
- Żartowałem – odparł Mateusz. - Chwyciłem ją jeszcze raz za rękę i spokojnie powiedziałem, że tak naprawdę w naszym kraju nigdy nie było praw penalizujących zachowania homoseksualne. Nigdy. Nigdy u nas nie szło się do więzienia za to, że się było gejem. Natomiast, uwaga, uwaga, w USA istnieją jeszcze stany, gdzie prawo penalizujące nie zostało zniesione po dziś dzień.
- Ja wiem, że proboszcz jest oczytany, ale przecież nikt by nie kłamał przed milionami widzów, przecież to by można było łatwo sprawdzić – kobieta dalej był zatroskana. - Ja już księdzu mówiłam, że mnie dwie płcie wystarczą, mam nadzieję, że chłop nie zwariuje na stare lata. No ale skoro udowodniono naukowo, że jednak tych płci jest aż kilkadziesiąt, to co nam to szkodzi? To nauka! Niech se będą!
- Świetny przykład: żadna nauka, a zwykłe kłamstwo. Ten który ustalił tę nową listę płci przyznał się bezwstydnie, że je sobie wymyślił. Wymyślił! Nakłamał! I co? I nic. Kontynuują powtarzanie tych kłamstw i dewastują wasze dobre serca. Dobre serca kobiet i ich emocje. Taką mam nieraz wizję, że jak was poszczują na nas księży, to nie będziemy wiedzieli dokąd uciekać – zakończył Mateusz.

Jeremiasz Uwiedziony

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!