TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Czerwca 2021, 11:44
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 333

Jasna i ta druga strona księżyca 333

Aż trudno uwierzyć, że zbliżała się już połowa sierpnia. Mieli takie wielkie plany na tegoroczne wakacje w parafii, a jak dotychczas nie zrobili praktycznie nic. Nie dość, że pandemia ciągle jeszcze trzymała w szachu ludzi, którzy nie za bardzo chcieli wracać do kościoła, to jeszcze okazało się, że podstawowa administracja zwyczajnych obowiązków w składzie dwuosobowym była nie lada wyzwaniem.

Mateusz mając dwóch wikariuszy każdemu z nich musiał dać miesiąc urlopu, a to oznaczało, że on na swój będzie musiał poczekać. Nie wiadomo do kiedy.
- Nie wiedziałam, że ksiądz potrzebuje urlopu. Myślałam, że to jest powołanie, a nie zawód – nie wiadomo który już raz usłyszał wczoraj od parafianki, której tłumaczył, że nie może przyjąć kolejnej intencji mszalnej, bo ks. Szymon jest na urlopie, a on z Dawidem mają już pozajmowane wszystkie możliwe terminy.
- No ale sam ksiądz mówił, jak u nas nastał, że nikomu nie odmówicie Mszy Świętej – upierała się kobieta.
- Pamiętam co powiedziałem. W nagłych przypadkach takich jak prośba o udany przebieg operacji, czyli w sytuacjach, których nie da się przewidzieć, możemy odprawić czwartą Mszę w ciągu dnia, ale tak jak mówię, to są wyjątki. Normalnie trzeba o taką możliwość prosić Księdza Biskupa – tłumaczył jej Mateusz. - A pani przychodzi dwa dni przed terminem prosić o Mszę w 30. rocznicę śmierci. Przecież o tej rocznicy pani nie dowiedziała się wczoraj. Zawsze prosimy, żeby takie rocznicowe Msze zamawiać wcześniej. Droga pani, zróbmy tak. Ja spróbuję znaleźć kapłana, który mógłby do nas podjechać i odprawić pani tę Mszę, ale nie mogę niczego obiecać. Jeśli nie znajdę nikogo, to zapiszemy w pierwszym wolnym terminie. A pani sugeruję, żeby już teraz zarezerwować sobie termin na przyszły rok. Mamy już kalendarz.
- Nie będę zapisywać nic na przyszły rok, bo nie wiem czy dożyję – odparła kobieta. - Niech mi ksiądz da znać, czy kogoś znalazł na wtorek, bo jak ksiądz nie znajdzie, to zamówię w innej parafii. Rocznica ma być w rocznicę, a nie w pierwszym wolnym terminie – powiedziała zapisując na kartce numer telefonu.
- Jak sobie pani życzy – Mateusz już nie chciał dalej prowadzić tej rozmowy, bo zdawał sobie sprawę, że jakiekolwiek dalsze tłumaczenie nie ma sensu. Miał inne problemy na głowie. Udało mu się załatwić kilka miejsc dla dzieci na obozie sportowym, ale dzieciaki trzeba było dostarczyć nad jezioro w sobotę. A w sobotę przecież uroczystość Wniebowzięcia, sześć Mszy w parafii, a jeszcze Dawid musiał odwieźć chorego ojca na operację. Dojazd do miejsca obozu to były lekko licząc dwie godziny w jedną stronę. Nie chciał angażować rodziców, którzy zresztą oczekiwali od niego organizacji transportu. Zastanawiał się więc gorączkowo jak wyjść z tej patowej sytuacji. Próbował się dodzwonić do organizatora wypoczynku, ale jak na złość osoby odpowiedzialnej za ten obóz nie było w pracy, a telefon komórkowy miała wyłączony. Westchnął głęboko i wyjrzał przez okno. Przed plebanią zaparkował sportowy mercedes, z którego żwawo wyskoczył pan Ksawery Drzazga z pomarańczową książeczką Youcat Bierzmowanie w dłoni. Mateusz uzmysłowił sobie, że za chwilę będzie musiał przeprowadzić kolejne spotkanie przygotowujące do przyjęcia sakramentu bierzmowania dla dorosłych, które zupełnie wyleciało mu z głowy. Całe szczęście, że akurat był na miejscu. Poza tym nie mógł się nie cieszyć, że pan Drzazga, który tak nieszczęśliwie „wystartował” swoją przygodę z bierzmowaniem i z nim, teraz tak bardzo się przykładał do każdego spotkania.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – zawołał od progu.
- Na wieki wieków. Amen – Mateusz uśmiechnął się i wskazał mu krzesła po drugiej stronie biurka. - I jak panie Ksawery, co tam pan wyczytał na dzisiejsze spotkanie?
- Powiem księdzu, że to się staje coraz bardziej interesujące. Na początek muszę księdzu podziękować za to ostatnie tłumaczenie tych dwóch misteriów, znaczy się Wcielenia i Paschy. Faktycznie bardzo często się tych terminów używa i niby się wie o co chodzi, ale ja dopiero teraz tak naprawdę rozumiem. Wczoraj wziąłem na spytki narzeczoną, żeby mi wytłumaczyła, wie ksiądz, że niby się przygotowuję do bierzmowania i potrzebuję pomocy. No i mówię jej, żeby mi wytłumaczyła Misterium Wcielenia i Misterium Paschalne. A ona się wykręcała, aż w końcu przyznała, że nie pamięta. No to ja do niej, że „kobieto, przecież to podstawy naszej wiary”, no i wytłumaczyłem jej wszystko elegancko. Teściowa była zachwycona, nawiasem mówiąc ona też nie za bardzo wiedziała, jak to wytłumaczyć, ale moja narzeczona zaczęła na mnie patrzeć podejrzliwie. Kiedy zapytałem o co chodzi, to powiedziała, że martwi się, czy ja do jakiejś sekty czasami nie przystąpiłem – odpowiadał Ksawery zanosząc się śmiechem.
- Tak to jest panie Ksawery, że czasami zwykłe, normalne i konieczne w pewnych sprawach zaangażowanie czasami jest odbierane niemal jak fanatyzm – skomentował Mateusz.
- No właśnie, narzeczona wzięła mnie za fanatyka. Ale coś mam wrażenie, że ksiądz dzisiaj nie jest zbyt entuzjastycznie nastawiony do naszego spotkania – stwierdził Ksawery uważnie mu się przyglądając. - Jak ksiądz chce, to ja mogę przyjść kiedy indziej, bo akurat mam sporo pytań co do tych różnych prób wyjaśnienia czy też zaprzeczenia Zmartwychwstaniu Pana Jezusa – powiedział wymachując pomarańczowym Youcatem.
- Absolutnie, pani Ksawery, pański neoficki zapał naprawdę bardzo mnie cieszy i przyjemnością są dla mnie nasze spotkania. Wie pan, znacznie częściej mam do czynienia z minimalnym zainteresowaniem i zaangażowaniem. Mam po prostu różne sprawy do ogarnięcia w parafii i czasami człowiek powinien się rozdwoić albo mieć dar bilokacji jak św. Pio, a niestety Pan Bóg mi go nie chce udzielić. Ale nie będę swoimi sprawami zanudzał – próbował zamknąć temat Mateusz.
- Proszę księdza, nie powiem, że mogę jakąś Mszę za księdza odprawić, bo wiadomo, że nie. Ale być może mógłbym w jakiś sposób pomóc. Ja się dobrze wszystkiego dowiedziałem i wiem, że w przygotowaniach młodzieży do bierzmowania praktykujecie tutaj jakieś formy wolontariatu i ja się absolutnie od tego nie uchylam. A jak już księdzu mówiłem, moje menedżerskie stanowisko w firmie ojca daje mi dużą elastyczność, jeśli chodzi o czas. Więc jeśli ksiądz może mnie czymś obarczyć...
- Hmm... - zamyślił się Mateusz. - No dobrze, może mi pan coś doradzi. W sobotę mamy uroczystość...
- Wiem! – przerwał mu Ksawery. - Wniebowzięcie Matki Bożej! Pamiętam świetnie, bo jako młodziak chodziłem na piesze pielgrzymki na Jasną Górę. To były czasy...
- Naprawdę? - ucieszył się Mateusz. - Ja też chodziłem przez wiele lat. W tym roku ten przeklęty cowid pozbawił nas nawet tego. Ale wracając do soboty, to mamy oczywiście sporo Mszy w kościele, a wikariusz jeszcze musi odwieźć chorego ojca do szpitala w Poznaniu na operację. A udało mi się załatwić dla szóstki dzieci taki obóz sportowy i nie mam jak ich zawieźć. Fizycznie brakuje mi czasu. Mam busa dziewięcioosobowego, ale nie mam kierowcy. A musi to też być zaufana osoba, bo chodzi o dzieci.
- I’m your man! - wykrzyknął Ksawery.
- Przepraszam? - Mateusz nie od razu go zrozumiał.
- Jestem człowiekiem, którego ksiądz szuka! - odpowiedział Ksawery. - Jeśli ma ksiądz do mnie choć trochę zaufania, to ja te dzieciaki zawiozę, tylko jeśli ksiądz pozwoli, to wolałbym naszym samochodem firmowym, zawsze pewniej się człowiek czuje. Co prawda jest na siedem osób, no ale dzieci jest sześcioro, więc w sam raz.
- Sam nie wiem... - Mateusz nie mógł się zdecydować.
- Decyzja należy do księdza. Ja na sobotę nie miałem żadnych planów. Znaczy się, oczywiście miałem iść na Mszę, bo w końcu święto, ale to wszystko – uśmiechnął się Ksawery.
- Bardzo panu dziękuję. Dam znać dzisiaj do wieczora. A teraz wracamy do bierzmowania – powiedział Mateusz.
***
Ostatecznie poprosił Ksawerego, aby odwiózł dzieci, bo nie miał innego rozwiązania, ale cały czas nie opuszczały go wątpliwości. Na każdej Mszy modlił się w modlitwie wiernych, aby dzieci szczęśliwie dojechały na obóz sportowy. Tak naprawdę nie znał człowieka. Ale musiał przyznać, że Ksawery mocno się starał. Przyjechał punktualnie z bagażnikiem wypełnionym pączkami, kanapkami i napojami. Mercedes Vito był luksusowo wyposażony, aż się bał, że dzieciaki jeszcze coś popsują, chociaż gdy podzielił się tymi obawami z Ksawerym ten tylko machnął niedbale ręką.
- Panie Ksawery, jestem panu niezmiernie wdzięczny, wybawił mnie pan z nie lada kłopotu. Myślę, że za ten „wolontariat” podaruję panu jedno spotkanie formacyjne – powiedział Mateusz.
- O, co to to nie! - żachnął się Ksawery. - Szczerze mówiąc to mam tyle pytań, że nie wiem czy nie będzie potrzebne jakieś dodatkowe spotkanie – dodał z uśmiechem a potem wsiadł do samochodu i pojechali.
Po trzeciej Mszy Mateusz wyciągnął komórkę i wykręcił numer jednego z chłopców, którzy pojechali z Ksawerym.
- No jak tam Kuba, dojechaliście szczęśliwie? - zapytał.
- Tak proszę księdza, jesteśmy na miejscu – odpowiedział chłopak.
- A jak podróż? - dopytywał Mateusz.
- Super! Przed każdym fotelem jest taki mały telewizorek i mogliśmy sobie obejrzeć Awengersów! - ekscytował się chłopak.
- Czyli wszystko w porządku? - upewniał się Mateusz głęboko oddychając z ulgą.
- No prawie – odparł Kuba.
- A co było nie tak? - Mateusz aż zamarł.
- No bo po filmie już do końca drogi musieliśmy z panem kierowcą odmawiać Różaniec. Ale poza tym super! Kończę proszę księdza. No i żeby ten pan po nas przyjechał na koniec obozu, dobra?

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są
fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!