TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Września 2020, 20:11
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 332

Jasna i ta druga strona księżyca 332

Pan Ksawery Drzazga z niedowierzaniem na twarzy wpatrywał się na przemian w niszczarkę i w twarz Mateusza. Nie potrafił wydusić z siebie słowa. Mateusz również milczał. Potrzebował dłuższej chwili, aby opanować w sobie złość. Bardzo nie lubił takiego cwaniactwa.

Zawsze, kiedy tylko było to możliwe i nie musiał obchodzić obowiązujących praw i zwyczajów, starał się pomóc. Często mu się zdarzało prowadzić eksternistyczne kursy przedmałżeńskie i indywidualne przygotowania do bierzmowania dla dorosłych, ale nigdy nie stosował w nich taryfy ulgowej. Uczestnicy tych indywidualnych przygotowań czasami musieli poświęcić więcej wysiłku, niż gdyby robili to „normalnie”, a on sam też często poświęcał im więcej czasu, niż w regularnych kursach, podczas których spotkania zwykle prowadzili na zmianę z wikariuszami, więc naprawdę kosztowało go to sporo czasu. Nigdy nie prosił nawet o żadną ofiarę pieniężną. Dlatego człowiek, któremu poszedł na rękę, choć nie był z jego parafii, a który próbował sobie „kupić” bierzmowanie mocno go zirytował. Bez żadnych skrupułów wpakował jego kopertę w niszczarkę, choć przecież nie powinno się niszczyć pieniędzy. No ale przecież on nie wiedział, co jest w kopercie.
- Chyba niezbyt dobrze to rozpoczęliśmy, proboszczu - odezwał się po paru minutach Ksawery.
- Ja wiem, że w takich sytuacjach używanie liczby mnogiej pomaga rozmyć odpowiedzialność, panie Ksawery - uśmiechnął się Mateusz, – ale uważam, że ja rozpocząłem bardzo dobrze. Chętnie poświęciłem panu mój czas, znalazłem sposób, aby panu pomóc i w dalszym ciągu mam taki zamiar, więc zdecydowanie rozpocząłem bardzo dobrze. Ponieważ tutaj chodzi o sakrament bierzmowania, który bywa nazywany, nie twierdzę że słusznie, ale jednak, sakramentem dojrzałości, więc oczekuję, że weźmie pan na siebie odpowiedzialność za swoje czyny bez przerzucania jej na mnie - Mateusz nie przestawał się uśmiechać, złość jak zwykle szybko mu przeszła, ale wypowiadał się stanowczo.
- Faktycznie, ma ksiądz rację w 100 procentach – zgodził się Ksawery. - Proszę księdza, czy ja mogę na chwilę wyjść? Bardzo proszę.
- Oczywiście, proszę, jestem tutaj, kiedy pan będzie mnie potrzebował – odpowiedział Mateusz i zastanawiał się, czy jego rozmówca chce wykonać jakiś telefon, może do swojej przyszłej teściowej, która być może obiecała mu, że sobie „załatwi” bierzmowanie bez większych ceregieli, czy może wyjdzie i wcale nie wróci. Też mu się takie sytuacje zdarzały. Zanim jednak zdążył w myślach postawić na którąś z tych możliwości, pan Ksawery był z powrotem.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Ksiądz pozwoli, że się przedstawię, Ksawery Drzazga – powiedział mężczyzna, wyciągając rękę do przywitania. Mateusz natychmiast domyślił się, że mężczyzna chce zacząć wszystko od nowa i chętnie wszedł w konwencję.
- Na wieki wieków. Amen. Ksiądz Mateusz, miejscowy proboszcz. Pamięć mam co prawda nienajlepszą, ale nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek słyszał to nazwisko w mojej parafii – powiedział uśmiechając się.
- Całe szczęście - westchnął z ulgą Ksawery, - bo jeszcze by ksiądz mógł mieć jakieś złe wspomnienia – uśmiechnął się porozumiewawczo. - Rzeczywiście nie jestem z księdza parafii, ale poradzono mi, że właśnie ksiądz mi może pomóc – powiedział siadając na krześle, które gestem wskazał mu Mateusz.
- Niech zgadnę! Pewnie pan się żeni i chce wcześniej przystąpić do sakramentu bierzmowania, a w pana parafii jest to niemożliwe? - Mateusz nie wychodził z roli.
- Prorok jakiś czy jasnowidz? - uśmiechnął się Ksawery. - Ale tak, to jest dokładnie mój problem i mam wielką chęć, aby się do tego sakramentu z Księdza pomocą przygotować. I mam jeszcze jedną prośbę, żeby ksiądz nie stosował wobec mnie żadnej taryfy ulgowej. Naprawdę chcę to zrobić dobrze - zakończył swój wywód Ksawery i spokojnie wpatrywał się w Mateusza, choć jeszcze co jakiś czas wzrok mu uciekał w kierunku stojącej niedaleko niszczarki.
- Dwie stówy - powiedział Mateusz, również rzucając okiem na niszczarkę.
- Nie, nie. Pięć stów - smutno uśmiechnął się Ksawery i spojrzał ponownie na Mateusza.
- Absolutnie! Mówię panu, że za dwie stówy kupiłem używaną na Allegro. Chodzi jak nówka! - wytłumaczył Mateusz udając, że nie wie o jakiej kwocie mówi Ksawery.
- No tak, ależ bałwan ze mnie - pokręcił głową Ksawery. - Ale pomoże mi ksiądz? Na poważnie?
- Oczywiście. Mam tu taką książeczkę...
- … a ja mam ją przeczytać – przerwał mu Ksawery – i po każdych trzech rozdziałach się spotkamy i omówimy, tak? Nie tylko ksiądz ma dar jasnowidztwa - uśmiechnął się.
- Zgadza się! To na początek, a potem zobaczymy, co dalej - odparł Mateusz.
- Myślałem, że na tym się skończy i dostanę zaświadczenie, że mogę przystąpić do bierzmowania w katedrze - zaniepokoił się Ksawery.
- Teoretycznie tak, ale ja muszę mieć pewność, że pan jest gotowy – stanowczo zapowiedział Mateusz.
- Będę - z zaskakującą pewnością siebie powiedział Ksawery. - Będę, proszę księdza, bo chyba czas najwyższy, żeby wziąć odpowiedzialność za siebie. Przecież nie mogę w nieskończoność pozwalać wszystkim wokół, aby robili wszystko za mnie - powiedział Ksawery patrząc gdzieś w ścianę za głową Mateusza. Mateusz zrozumiał, że chyba coś ważnego dokonuje się w tym młodym człowieku i przezornie wolał mu nie przerywać. Rzeczywiście po chwili Ksawery sam z siebie zaczął mówić dalej.
- Ojciec ma firmę, którą rozkręcił dzięki swojej pomysłowości i ciężkiej pracy, ja jestem jedynym synem i ojciec bardzo chce żebym przejął po nim działalność. I w sumie ja też chcę, bo to branża reklamy, którą lubię, ale ponieważ firma jest, dobrze prosperuje, więc ja doszedłem do wniosku, że nie muszę się przepracować na studiach, bo i tak mam gdzie pójść. Studia zawaliłem i zwaliłem winę na ojca, że to przez niego, bo mnie zmuszał do tego kierunku, co jest nieprawdą. Ojciec nigdy mnie do niczego nie zmuszał. Potem sytuacja z moją narzeczoną. Wspaniała dziewczyna, ja nie wiem jak ona mogła się zakochać w takim nieudaczniku jak ja, ale tak się stało, i ja jestem wielkim szczęściarzem. Ona jest osobą wierzącą, chciała żebyśmy poczekali do ślubu z... no wie ksiądz, z seksem, nie wiem czy tak to się mówi w waszej nomenklaturze, ale ja absolutnie nie chciałem czekać. Potem kiedy zaszła w ciążę oczywiście obarczyłem ją winą, że nic nie wzięła, choć wiele razy ostrzegała mnie, że może mieć płodne dni. Kiedy o ciąży dowiedziała się jej matka, nie powiem, zachowała się bardzo spokojnie zważywszy, jak bardzo wierząca jest ta rodzina, nie naciskali na ślub, ale dla mnie nie ma żadnych wątpliwości, że ja kocham moją Dobrawę, kocham to dziecko, którego oczekujemy i wręcz się boję, żeby czasami Dobrawa nie rozmyśliła się. No ale nie miałem bierzmowania, i znowu, zamiast wziąć na siebie odpowiedzialność i poszukać wyjścia z sytuacji, obarczyłem tym teściową, nawet żartując sobie, że może brak bierzmowania uratuje mnie od ślubu. I tak całe życie, a mam już 31 lat. Zawsze wszyscy starają się za mnie, a ja regularnie wszystko rozwalam. Czasami siebie rozgrzeszam, właściwie zawsze siebie rozgrzeszam, że to oni chcą coś zrobić dla mnie, więc niech robią. Wie ksiądz, ja nie wiem, ale coś jest nie w porządku z pokoleniem moich rodziców, bo z moimi przyjaciółmi jest dokładnie tak samo. To rodzice załatwiają im pracę, rodzice zbierają za nich dokumenty do ślubu, rodzice bawiąc ich dzieci. Zdejmują z nas każdą możliwą odpowiedzialność. A my, nie powiem, chętni z tego korzystamy, że niby zajęci, zapracowani... Nie zauważył ksiądz czegoś takiego? - zapytał.
- Czy nie zauważam? Ja mam to na co dzień i też nie mogę się nadziwić. Częściej mama przychodzi po choćby zaświadczenie o chrzcie dla syna do ślubu, niż taki syn osobiście. Teraz przychodzi nam z pomocą, paradoksalnie RODO, nie możemy wystawiać zaświadczeń osobom trzecim, więc może i was trochę RODO zmobilizuje – uśmiechnął się Mateusz.
- Ja nie mogę, RODO ma nas zmusić, żebyśmy wzięli sprawy w swoje ręce - Ksawery kręcił głową z niedowierzaniem. - W każdym razie, proszę księdza, wkrótce zostanę ojcem, mężem i chciałbym, abyśmy z moją Dobrawą mieli to samo podejście do wiary, Boga, wychowania dzieci i życia w rodzinie. Dlatego powiem tak: jeśli każe mi ksiądz przeczytać dwie książki albo pięć, bo to jest potrzebne, to ja biorę te książki i zaczynam. Jeśli mam tu przyjść dziesięć razy na spotkania przed bierzmowaniem to przyjdę. Bo czas zacząć robić wszystko tak jak trzeba. Przepraszam, ale wy księża też musicie przestać nam wszystko ułatwiać - powiedział niespodziewanie.
- Obiecuję panu, że będę się bardzo starał -uśmiechnął się Mateusz. - Kiedy macie ślub?
- Za dwa miesiące. Bierzmowanie w katedrze jest tydzień przed ślubem. Mam nadzieję, że zdążę - odpowiedział Ksawery.
- A jakbym panu powiedział, że do ślubu nie jest konieczne przyjęcie bierzmowania, to co by pan na to powiedział? - Mateusz chciał się przekonać, czy cały ten wywód Ksawerego był naprawdę szczery.
- To nie ma żadnego znaczenia. Chcę żeby ksiądz mi pomógł przygotować się i chcę przyjąć bierzmowanie, czy jest potrzebne czy nie. A jakbym czasami przyszedł do księdza i powiedział, że może skoro nie jest potrzebne to bierzmowanie, to dajmy sobie spokój, to proszę zrobić użytek raz jeszcze z tej niszczarki i walnąć mnie w łeb. Dobrze?
- Panie Ksawery, to jest bardzo dobra niszczarka, używana, ale dobrze funkcjonująca, nie mogę narażać jej na awarię poprzez niewłaściwe użytkowanie. Ale obiecuję, że coś do walnięcia pana w łeb się znajdzie.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!