TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Czerwca 2021, 11:15
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca 330

Jasna i ta druga strona księżyca 330

- Panie Piotrze życzę wszystkiego najlepszego z okazji imienin! Niech święty patron wyprasza wszelkie potrzebne łaski, Matka Boża otacza swoją opieką, a Pan Bóg błogosławi! No i oczywiście dużo zdrowia, bo przecież jest pan bardzo potrzebny swojej rodzinie, a nie ukrywam, że również i nam w parafii – Mateusz pomimo obowiązujących przepisów epidemicznych mocno wyściskał solenizanta, pana Piotra Wachowskiego, który był taką parafialną „złotą rączką”.

Jeśli do czegoś nie było akurat fachowca pod ręką, zawsze można było liczyć na pana Piotra. Czasami nawet pan Piotr musiał poprawiać robotę po prawdziwych fachowcach... Rzeczywiście ciężko było sobie wyobrazić parafialny krajobraz gospodarczy bez dzisiejszego solenizanta.
- Księże Proboszczu, z całego serca dziękuję, przede wszystkim za Mszę Świętą w mojej intencji, bo to jest najważniejsze, wie ksiądz? Dzień, w którym z racji moich urodzin czy imienin nikt z bliskich nie zamówi za mnie Mszy Świętej, będzie oznaczał, że żyję za długo – pan Piotr nie ukrywał emocji.
- Na pewno taki dzień nie nadejdzie - Mateusz doskonale znał rodzinę pana Piotra i wiedział, że Msze Świętą zamawiają zawsze z rocznym wyprzedzeniem.
- Księże proboszczu, ja wiem, że ksiądz raczej nie chodzi po przyjęciach, ale może by ksiądz wpadł do nas na kawkę? Zapewniam, że nie robimy żadnej imprezy, nie będzie żadnego obżarstwa, że o pijaństwie nie wspomnę... Co ma ksiądz w planie na dziś wieczór? - pan Piotr wpatrywał się w niego proszącym wzrokiem.
- W sumie nic – Mateusz nic sobie nie potrafił przypomnieć, a oczywiście nie chciał kłamać.
- No widzi ksiądz? Wszystko pasuje... Chociaż na godzinkę... - mówił dalej solenizant.
- Dobrze, ale naprawdę tylko na kilka minut, panu rzeczywiście nie mogę odmówić, bo jak mi pan potem pięknym za nadobne odpowie, to będę miał przerąbane - uśmiechnął się Mateusz na samą myśl o tych wszystkich mniejszych i większych interwencjach, które pan Piotr wykonał na plebanii.
- To do zobaczenia tak około 19.00, dobrze? - upewniał się jeszcze pan Piotr.
- Dobrze, będę o 19.00 - odparł Mateusz i ruszył w kierunku plebanii zastanawiając się, czy ma jakiś drobiazg, żeby zabrać ze sobą. Nauczył się tego od swojego proboszcza z rodzinnej parafii, który nigdy nie poszedł do nikogo z pustymi rękami. „Nawet drobiazg - mówił - bo my księża mamy się kojarzyć z dawaniem, z dobrocią, a nie z poborcami podatków, którzy zawsze czegoś chcą od ludzi”. Co prawda były to jeszcze czasy głębokiej komuny i wtedy rzeczywiście każdy drobiazg był mile widziany, a dzisiaj nie wiadomo z czym pójść do ludzi, żeby nie zobaczyć skwaszonej miny, ale zasada była jak najbardziej poprawna. Dlatego zawsze kiedy przebywał gdzieś na pielgrzymkach lubił nakupić takich drobnych, ale niebanalnych pamiątek, które potem sukcesywnie rozdawał. A w najgorszym przypadku kupował jakieś słodycze, bo jak się okazuje, nie ma takich ilości, których dzieci by nie mogły przejeść. Czasami czuł się z tym niekomfortowo, bo przecież ten nadmiar cukru był straszny, no ale w końcu się rozgrzeszał, że on to robi raz na kilka miesięcy i nie może brać odpowiedzialności za to, co rodzice robią na co dzień. Kiedy przejrzał swoje zasoby, okazało się, że rzeczywiście nie ma już nic, żadnych pamiątek. Już się nastawił na jakąś bombonierkę w sklepie po drodze, ale tuż przed wyjściem przypomniał sobie, że przecież kilka dni temu zakupił w sklepie internetowym album o Ojczyźnie, a wczoraj dostał identyczny z racji swojego jubileuszu, którego jeszcze nie świętował. Musiał tylko sprawdzić, czy w kancelarii w szafie nie leżała odebrana przez któregoś z wikariuszy przesyłka. Na jego szczęście książka leżała jeszcze nie rozpakowana, a więc na pewno nie uszkodzona. Nie uznawał recyklingu prezentów, więc złożyło się świetnie. Zapakował książkę w ozdobną torebkę i ruszył do pana Piotra wzdychając po drodze, jak tu się wymówić od jedzenia. Kiedy dotarł na miejsce bardzo się zdziwił, ponieważ rzeczywiście nie było zastawionego stołu, a jedynie kawa, herbata i zimne napoje na stoliku w ogrodzie. Ale tym co go zdziwiło jeszcze bardziej była spora grupa osób, których nawet nie znał. Te dwie sprawy zestawione razem budziły jeszcze większe jego zdziwienie. Tylu ludzi w dniu imienin u pana Piotra, którego żona była niesłychanie gościnną kobietą i nic do jedzenia? Zresztą gospodyni też nigdzie nie mógł dostrzec. Pan Piotr zauważył jego zdziwienie.
- Mówiłem księdzu proboszczowi, że nie będzie żadnego przyjęcia - uśmiechnął się. - Moja Marylka zrobiła mi przyjęcie w sobotę, a dzisiaj wysłałem ją z koleżanką do kosmetyczki, bo jakby dzisiaj odpuściła kolejkę, to by musiała czekać kilka tygodni. Takie to teraz po tej pandemii zwyczaje... A ja zaprosiłem kilku kolegów, bo... mamy parę pytań do proboszcza.
- No to ja zaczynam się bać - niby żartem odpowiedział Mateusz, ale w rzeczywistości poczuł się trochę nieswojo. Nie dlatego, żeby się bał jakiejś konfrontacji, ale pomyślał, że jednak pan Piotr mógł go uprzedzić, że jacyś koledzy będą chcieli go o coś zapytać,
- Księże proboszczu, żeby było jasne, to nie żadna pułapka - pan Piotr chyba dostrzegł zmieszanie Mateusza. - Jak się umawialiśmy to szczerze mówiąc nie do końca wierzyłem, że się ksiądz da namówić. Ale bardzo się cieszę, bo są kwestie o które wiemy, że nie powinniśmy księdza interpelować na gruncie publicznym.
- Rozumiem, rozumiem. Ale o co chodzi? - zapytał Mateusz nalewając sobie do szklanki wody gazowanej.
- No o politykę chodzi, proszę księdza - powiedział pan Marian sąsiad Wachowskich. - Bo nam się jednak wydaje, że ludzie potrzebują jakiejś... formacji! O! To jest dobre słowo. Chciałem powiedzieć wskazówki, ale tu by się ksiądz na pewno nie zgodził - stwierdził pan Piotr.
- Na pewno nie będę wam dawał żadnych wskazówek - uśmiechnął się Mateusz.
- W kościele na pewno nie, ale ja osobiście nie widzę problemów, żeby tutaj na prywatnym gruncie, ksiądz nam powiedział, co myśli o poszczególnych kandydatach na prezydenta - powiedział pan Piotr, który w międzyczasie nalewał chętnym kawy z dzbanka.
- Naprawdę nie wiecie na kogo chcecie zagłosować? - roześmiał się Mateusz.
- Księże, czy ja wyglądam na takiego co nie wie? - zapytał retorycznie pan Marian. - My tu wszyscy jak tu siedzimy mamy swoje preferencje, czasami odmienne, ale przynajmniej się nie bierzemy za łby. No i chodzi o to, że może ksiądz sobie nie zdaje sprawy, jak ludzie mają namieszane w głowach. Mnie osobiście to się nie mieści w mojej głowie, że pomimo tak szerokiego dostępu do mediów ludzie mogę mieć taki misz-masz w głowach.
- Może właśnie za dużo tych mediów i dlatego taki misz-masz - ripostował pan Piotr.
- Moja córka, która ma dziewiętnaście lat i może już głosować powiedziała mi, że większość jej koleżanek i kolegów nie ma pojęcia, kto jest premierem w naszym kraju, a dodatkowo nie widzą większej różnicy pomiędzy rządem, senatem a sejmem - powiedział mężczyzna w wieku Mateusza. - Ja jestem z parafii św. Mikołaja i zapewniam księdza, że córka zadaje się z towarzystwem z powiedzmy klasy średniej.
- Naprawdę? - Mateusz uznał to za sporą przesadę.
- Moja bratanica uważa, że mamy premiera z SLD i trzeba go koniecznie wymienić, bo podobno ma zabrać 500+. Bratanica ma 21 lat - powiedział pan Piotr z kwaśną miną, jakby się wstydził, że jego krewna jest tak nieuświadomiona.
- Skoro jest tak jak mówicie, to rzeczywiście nie jest wesoło i za parę lat wybory będą już klasycznym castingiem piękności - zauważył Mateusz.
- Ale ja dalej nie wiem, w czym ja bym mógł wam pomóc - dodał.
- Przede wszystkim proszę księdza, my rozumiemy, że księża nie mogą się mieszać w bieżącą politykę, ale oczekiwalibyśmy więcej nauki Kościoła - powiedział pan Marian, a Mateusz nie mógł uwierzyć własnym uszom. Jego parafianie domagają się więcej nauki społecznej Kościoła w homiliach.
- No bardzo pięknie, ale jak z pół roku temu była katecheza o nauczaniu Jana Pawła II to ja żadnego z was nie widziałem – powiedział Mateusz i w pewnym sensie wyrzucił mały kamyczek z buta, bo jeszcze nigdy nie poświęcił tyle czasu dla przygotowania wystąpienia, na które przyszłoby tak mało osób. A konkretnie cztery.
- No tak, tak czułem, że ksiądz to powie, ale ten temat brzmiał tak bardziej... biograficznie i to ludzi nie ciągnie, bo o św. Janie Pawle, naszym wspaniałym papieżu mają po pięć książek i kilka filmów. Jakby ksiądz to zatytułował na przykład „Jaka polityka u katolika?”, to by i z mojej parafii przyszli – skwitował parafianin od św. Mikołaja.
- Może rzeczywiście... - zamyślił się Mateusz. - No ale co ja mam dzisiaj wam powiedzieć?
- Jak ksiądz wybiera na kogo zagłosować? Bez nazwisk. Kryteria – wypalił pan Piotr.
- OK. Rozmawiamy nieformalnie, do niczego nie namawiam. Oczywiście jeśli ktoś jest zbyt odległy ideowo od Ewangelii i nauki Kościoła, to z całym szacunkiem odpada w przedbiegach. Na drugim miejscu odpadają, jak ich nazywam, harcownicy, czyli ludzie znikąd, którzy są wypuszczani na konkretne wybory, aby odebrać głosy głównym graczom. Ludzie, którzy w polityce nic nie osiągnęli. I jeśli ktoś mi mówi, no ale dobrze mówią, mają dobre poglądy, dajmy im szansę, to ja mówię: oczywiście. Najpierw może sołtys? Wójt, prezydent miasta? Niech ma szansę, pokaże, że potrafi, pogadamy w następnych wyborach. I ostatnie kryterium, jak mi się żyje pod rządami danej osoby czy partii. Kiedy było mi lepiej, kto mnie jako wyborcę bardziej szanował? Jak sobie to wszystko poskładam, to ani TVN ani Radio Maryja nie jest w stanie zmienić moich preferencji wyborczych. I tyle panowie - zakończył Mateusz.

 

Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!