TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 10:49
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.394

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.394

- A może ja sobie nie życzę, żeby ksiądz się za mnie modlił pod moimi drzwiami? - powiedziała kobieta otwierając drzwi, przed którymi Mateusz modlił się przekonany, że nikogo nie ma w mieszkaniu, bo nikt nie zareagował na dzwonek.
- No niestety tego nie mogłem wiedzieć, że pani sobie nie życzy, a ja chcę się modlić za wszystkich moich parafian, czy też za wszystkich mieszkańców mojej parafii. Ale skoro pani sobie nie życzy, żebym się modlił pod pani drzwiami – Mateusz postanowił podjąć ryzyko – to zawsze może mnie pani wpuścić do mieszkania i tam pomodlimy się razem.
- Ale ja nie przyjmuję księdza od dziesięciu lat – nie poddawała się kobieta.
- A jak będzie W TYM roku? - nie ustępował Mateusz uśmiechając się.
- Proszę wejść – odpowiedziała kobieta po chwili wahania, a Mateusz odetchnął z ulgą, bo już się bał, że przeszarżował.
- Ale nie mam żadnego krzyżyka, świeczek ani obrusa, więc nie wiem czy ksiądz będzie zadowolony.
- Ale tu wcale nie chodzi o zadowolenie mnie, a brak krzyżyka nie sprawi, że nie możemy się pomodlić – powiedział spokojnie Mateusz.
W mieszkaniu kobieta zaprowadziła go do pokoju, w którym był zestaw wypoczynkowy i telewizor, a na ścianach mnóstwo obrazów i pamiątek z różnych stron świata. Próbował nie rozglądać się zbytnio, bo ludzie często odczytują to jako szukanie „czegoś świętego” na ścianach i traktują jako ostentacyjne, więc Mateusz spuścił wzrok, czekając aż kobieta się odwróci w jego kierunku.
- Tam! - powiedziała pani wskazując gestem maleńki krzyżyk nad drzwiami, więc Mateusz zwrócił się w tamtym kierunku.
- Przepraszam, zanim się pomodlimy zapytam tylko, czy pani tu mieszka sama czy z rodziną, bo w takim wypadku obejmiemy naszą modlitwą wszystkich – powiedział.
- Sama – odpowiedziała szybko kobieta. - Ale mam rodzinę – dodała po krótkiej chwili.
- To z nich też się pomódlmy – uśmiechnął się Mateusz.
- Na pewno im się przyda, choć nie wiem czy pomoże – zauważyła kobieta.
- Wszystkim nam, mnie i pani również, przyda się modlitwa – powiedział Mateusz i rozpoczął „Ojcze nasz”. Kobieta asystowała w milczeniu, ale kiedy na koniec udzielił błogosławieństwa przeżegnała się.
- Czy możemy na chwilę usiąść? - zapytał.
- Myślałam, że ksiądz chciał się tylko przez chwilę pomodlić...
- Rozumiem, dziękuję za wspólną modlitwę i życzę błogosławionego roku...
- Przepraszam! - przerwała mu kobieta. - Przepraszam. Liczyłam na to, że ksiądz mnie czymś wkurzy i że księdza wyproszę, no ale... niech ksiądz usiądzie.
- Jeśli pani się spieszy, to ja naprawdę mogę pójść. Dzisiaj mam szczęście takie, że się wszyscy spieszą, pani sąsiad Nowak żegnał mnie już z płaszczem w ręku...
- Nowak? Nowak się gdzieś spieszył? A to ci historyjka – zaśmiała się kobieta.
- Przecież on z domu prawie nie wychodzi. Pracuje zdalnie od czasów jeszcze przed pandemią. Ja w każdym razie nigdzie się nie spieszę, niech ksiądz usiądzie, proszę... - powiedziała i sama usiadła. Mateusz usiadł na fotelu i przez chwilę zastanawiał się, po co ten cały Nowak udawał, że się spieszy, a potem w milczeniu przyglądał się kobiecie.
- Będziemy tak siedzieć w milczeniu? - zapytała w końcu kobieta. - Czy może ksiądz czeka aż się wyspowiadam, dlaczego nie przyjmuję księdza po kolędzie.
- Dlaczego pani nie przyjmowała, jeśli już, bo właśnie pani zaczęła przyjmować – uśmiechnął się Mateusz.
- E tam, wprosił się ksiądz i tyle – kobieta machnęła ręką.
- Prawda! - zgodził się Mateusz nadal się uśmiechając. - Ale skoro już jestem to może pani założę kartotekę, bo wydaje się że tutaj pani nie mam – powiedział przekładając karty parafian.
- Czy to coś w stylu, jak bycie odnotowanym na policji? - kobieta spoglądała na niego spod uniesionych brwi.
- Mniej więcej. Mogę prosić pani nazwisko? - Mateusz uznał, że podtrzymywanie tej konwencji żartu będzie najlepsze przynajmniej na tym etapie.
- Niezguła Anna i proszę się nie śmiać, to po mężu i ciągle nie mam czasu, żeby wrócić do panieńskiego, a miałam takie piękne, bo Sienkiewicz – powiedziała i Mateusz już wiedział, że pani jest rozwiedziona, więc nie musiał o to pytać.
- Wiem, że nie wypada, ale muszę zapytać o datę urodzenia.
- 20 września 1979 roku, ślub był w 2005, a rozwód sześć lat temu – pani Anna beznamiętnym głosem podawała daty.
- Macie dzieci?
- Mamy syna. Właśnie kończy dwadzieścia lat i mieszka z byłym – powiedziała Anna tym razem uważnie przyglądając się Mateuszowi, jakby chciała się zorientować, czy ta wiadomość wywoła jakąś widoczną reakcję, może obawiała się potępienia, że co to za matka, która zostawiła dziecko ojcu, ale Mateusz spokojnie notował wszystko w kartotece.
- Od sześciu lat? - zapytał.
- Od trzech. Najpierw był ze mną, ale potem się uparł, że chce do ojca, więc poszedł do ojca – Anna powróciła do beznamiętnego tonu.
- A jak ma syn na imię?
- Miłosz.
- No dobrze, to jeśli pani chce, teraz może się pani wyspowiadać.
- Mówi ksiądz poważnie?
- Na chwilę obecną jedynie nawiązuję do pani wcześniejszego pytania, czy ma się pani wyspowiadać z tego, dlaczego od dziesięciu lat nie przyjmuje pani księdza po kolędzie, bo rozumiem, że to decyzja jeszcze sprzed rozwodu. A jeśli – i teraz mówię całkiem poważnie – ma pani potrzebę rzeczywistej spowiedzi to też jestem do dyspozycji.
- I tak by mnie ksiądz tutaj w mieszkaniu wyspowiadał? Bez konfesjonału?
- A dlaczego nie? Przecież ciągle chodzimy jako księża choćby do ludzi chorych i spowiadamy ich w domu...
- Ale ja nie jestem chora... - wtrąciła mu się Anna. - Niech ksiądz nic nie mówi! – szybko dodała widząc Mateusza otwierającego usta. – Zaraz mi ksiądz powie, że jestem chora... No dobra! To może jednak ta pierwsza spowiedź. Chodzi właśnie o naszego... znaczy się mojego syna. Miłosz był ministrantem i bardzo to lubił. Ja to się nawet wtedy bałam, chociaż był zaledwie chłopcem, że on jeszcze księdzem będzie chciał zostać. No ale Miłosz zawsze lubił mieć długie włosy. I akurat w naszej parafii zmienił się proboszcz i mu powiedział, że albo sobie obetnie te włosy albo ma się nie pokazywać przy ołtarzu. Miłosz nie chciał ściąć tych włosów, no i poszedł w kolejną niedzielę do zakrystii, ale proboszcz go wygonił. I od tego dnia chłopak nigdy więcej nie chciał pójść do kościoła. Ja trochę próbowałam go namówić, ale były mnie nie wspierał, wręcz przeciwnie, jemu to było nawet na rękę, bo sam nigdy nie był zbytnio praktykujący. Byłam u proboszcza, prosiłam, żeby pozwolił mu służyć z tym włosami, ale proboszcz nawet na mnie nie spojrzał. Rok chodziłam jeszcze sama do kościoła, ale ten bunt we mnie narastał. No i kiedy proboszcz przyszedł na kolędę i nas bardzo niegrzecznie potraktował, że to nasza wina, że chłopak do kościoła nie chodzi, więc coś we mnie pękło i powiedziałam, że od tego dnia mnie też niech się w kościele nie spodziewa. Nie powiem księdzu jak to skwitował, bo ksiądz nie uwierzy. Zresztą, dawne dzieje – zakończyła Anna i zamilkła. Mateusz też przez dłuższą chwilę nie wiedział co powiedzieć.
- Czyli od tego czasu jest pani niepraktykująca? - zapytał w końcu.
- To na pewno. Zastanawiam się tylko, czy w ogóle jestem jeszcze wierząca. Chociaż w międzyczasie dwa razy zostałam chrzestną i to były dwie Msze, na których byłam od tamtego czasu. No może jeszcze przy kilku innych okazjach. Jeśli się ksiądz zastanawia, jak to możliwe, że zostałam chrzestną to powiem księdzu, że u księdza kolegów, a może i u księdza też, wszystkie karteczki da się załatwić... Ale w obu przypadkach byłam u szczerej spowiedzi i uzyskałam rozgrzeszenie – wyjaśniła. Mateusz chciał zareagować, że on żadnych karteczek nie wystawia bezpodstawnie, ale stwierdził, że chyba nie ma to w tym momencie sensu.
- Czy ja mogę panią przeprosić za tamtego księdza? - powiedział Mateusz.
- Nie – Anna pokręciła głową. - Miłosza też pewnie nie, bo tego Miłosza ministranta to już nie ma, teraz jest Miłosz uzależniony od gier i portali społecznościowych i kto wie od czego jeszcze, którego ja próbowałam ratować, ale u ojca może robić co chce. Nie sądzę, żeby nawet spojrzał w stronę księdza, jakiegokolwiek księdza.
- Czyli to wasze życie bez Boga, bez religii, wcale nie jest łatwiejsze...
- A jakby ksiądz nazwał tego proboszcza, który za długie włosy wyrzucił moje dziecko z kościoła? - przerwała mu Anna.
- Nie mam wszystkich danych – westchnął Mateusz, - ale nie wygląda to dla niego za dobrze.
- Mi najdelikatniejsze słowo jakie przychodzi do głowy to... no nie będę mówić – oczy Anny się zaszkliły. - Kto wie, jakby się to wszystko potoczyło, gdyby go wtedy nie wyrzucił... I za co???
- Pani Anno, czasu nie cofniemy i bardzo mi jest przykro z tego powodu. Ale możemy spróbować zacząć od tego momentu. Ksiądz się pani wpakował do domu na kolędę. I mówi pani ten ksiądz, że Bóg kocha pani syna i kocha panią – Mateusz widział, że to najtrudniejszy moment.
- To są slogany, nie musi mi ksiądz prawić sloganów – Anna kręciła przecząco głową odwrócona w stronę okna, żeby nie widział jej łez. - A jak jeszcze teraz widzę księży przy ołtarzu, KSIĘŻY z kitkami, z brodami, z wygolonymi fryzurami, z wypielęgnowanymi u kosmetyczki brwiami, to wie ksiądz co czuję?
- To nie są slogany, to prawda, dla której ja poświęciłem całe swoje życie i możliwość założenia rodziny. Poświęciłem swoje życie, żeby tę prawdę mówić zwłaszcza tym, którzy jej nie widzą i niestety nieraz jej nie widzą z naszej winy, księży...
- Wzięłabym nożyczki i tym księżom te kitki poucinała! - Anna kontynuowała swój wątek, jakby wcale Mateusza nie słuchała. Ale po chwili odwróciła się do niego. - Czemu ksiądz stoi? Chyba jeszcze ksiądz nie wychodzi, przecież jeszcze nie skończyliśmy. Jeszcze mnie ksiądz do niczego nie przekonał. Proszę usiąść – powiedziała i odwróciła się znowu do okna. Mateusz usiadł i pomyślał, że może coś dobrego z tej rozmowy będzie, ale też odetchnął z ulgą, że był... łysy.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!