Jasna i ta druga stona księży(ca) 392
- No i wyobraź sobie, że mi się to wszystko śniło – powiedział ze śmiechem Mateusz.
- Ale nie wiadomo, czy nie był to sen proroczy – zauważył Maciej.
- W której jego części? W tej, w której biskup mówi mi, że się nadaję do lamusa, bo nie mam kompetencji miękkich, czy w kwestii święcenia diakonów świeckich? - dopytywał Mateusz.
- Nie, no akurat w tych to nie trzeba być prorokiem, bo to się dzieje i jest na oczach wszystkich – powiedział Maciej i natychmiast musiał się uchylić od kuksańca kolegi. - Chodziło mi o to, że z biskupów zostanie jedno - dekoracja, bo większej władzy mieć nie będą.
- To wynikało z mojego snu? - zdziwił się Mateusz.
- No przecież mówiłeś, że Święty Józef w twojej szopce miał twarz naszego ordynariusza.
- Aha! No tak, ale ja akurat nie pomyślałem o takiej interpretacji – Mateusz pokiwał głową i na chwilę zapadła cisza, jakby obaj przyjaciele zadumali się nad przyszłością Kościoła, któremu – jakby nie było – poświęcili swoje życie. Siedzieli przy kominku u Macieja wieczorem w drugi dzień świąt i dzielili się wrażeniami z przebiegu uroczystości. W sumie obaj byli zadowoleni z przygotowania wiernych przez rekolekcje i z wystroju świątyń, a Mateusz ze szczegółami opowiedział sen, który mu się przydarzył podczas drzemki przy stawianiu dekoracji.
- Można jeszcze zinterpretować twój sen, jako lęk przed oceną twojej pracy przez biskupa po wizytacji - zauważył Maciej. - A ponadto warto się zastanowić, czy ta twoja drzemka nie jest rezultatem postępującej cukrzycy, przecież ty nigdy nie spałeś w dzień. W każdym razie wygląda na to, że się starzejesz, popadasz w lęki i się sypiesz – skwitował z uśmiechem Maciej.
- No popatrz, czyli jednak miałem rację, kiedy myślałem, że po świętach pojadę sobie do Macieja, a on na pewno podniesie mnie na duchu, zwłaszcza że za chwilę trzeba wyruszyć na kolędę – Mateusz udawał, że nie złapał żartu, chociaż odnośnie tej cukrzycy, to kto wie, przecież nie robił sobie żadnych wyników przynajmniej od pięciu lat. - Poza tym drzemka nie była w dzień tylko wieczorem – dodał, ale chyba bardziej chciał uspokoić samego siebie niż ripostować Maciejowi.
- Przecież to ja jestem starszy i to ja wymagam podniesienia na duchu – zauważył Maciej.
- Ciebie podnosić na duchu? Ciekawe z czego. Jak już jakimś cudem wdrapię się na wyżyny twojego dobrego samopoczucia i optymizmu to spróbuję podnieść cię jeszcze wyżej – zaśmiał się Mateusz, ale zaczął uważniej przyglądać się Maciejowi, który niby zachowywał się normalnie, żartował jak zwykle, ale chyba nie był taki, jak zawsze. Trochę się wściekł na siebie, że zawsze zanim jeszcze odczytał z mowy ciała i mimiki twarzy innych ich stan duchowy, zarzucał ich swoimi problemami i frustracjami, a często nawet głupotami, jak dzisiaj z tym snem. - Hej brachu! Coś się dzieje? Talk to me – dodał poważniejąc.
- Takie tam, drobiazgi – odparł Maciej nie patrząc na przyjaciela.
- A konkretnie?
- Najpierw zasłabłem przy wnoszeniu choinek do kościoła i właściwie straciłem przytomność – opowiadał cichym głosem Maciej, a Mateusz prawie się spoliczkował myśląc, jakimi pierdołami zawracał głowę koledze. - Przyjechało pogotowie, coś mi tam dali i po świętach mam pojechać do szpitala na kompleksowe badania. Tyle co pogotowie odjechało zadzwonił do mnie ksiądz kanclerz i poinformował, że jakieś dwa różne listy przyszły do kurii i – jakby to powiedzieć – nie chwalą mnie w tych listach, więc po świętach mam tam kiedyś wpaść, zapoznać się i ustosunkować. Tak więc, jak widzisz, po świętach będę miał znacznie ciekawiej niż w święta – zakończył Maciej.
- No to nieźle, a ja ci głowę zawracam takimi pierdołami – Mateusz był niepocieszony, ale nie zamierzał się dłużej zajmować sobą tylko zaczął intensywnie myśleć, jak pomóc przyjacielowi.
- W każdym razie myślę, że listami do kurii nie ma się co przejmować, bo gdyby były jakieś poważne zarzuty, a jak wiesz dzisiaj można się spodziewać wszystkiego, to jeszcze przed świętami zostałbyś zawieszony. A skoro nawet konkretnego dnia ci nie wyznaczyli i masz przyjść kiedy chcesz, to jestem przekonany, że to jakieś bzdury – zakończył Mateusz starając się, by jego głos wybrzmiał wystarczająco pewnie i stanowczo.
- Chyba mnie przekonałeś – Maciej uśmiechnął się lekko. - Rzeczywiście tryb procedowania nie wskazuje na nic poważnego, a ja nawet mam takie przeczucie, że wiem o jaką sprawę chodzi.
- Mianowicie? - Mateusz chciał, aby kolega wyrzucił z siebie wszystko.
- Pamiętasz, mówiłem ci kiedyś, że kończy mi się umowa z firmą pogrzebową, która obsługuje mój cmentarz. No i ponieważ ludzie trochę się na nich skarżyli, tym razem postanowiłem, że nie chcę już nikomu dawać wyłączności, a do pilnowania porządku przy śmieciach sam sobie kogoś znajdę. A oni byli przekonani, że przedłużenie umowy to tylko formalność. No i wyobraź sobie, że od dnia, w którym im to oznajmiłem, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Telefony, które odbierałem i po drugiej stronie było tylko milczenie. Często w nocy. Jakieś skargi dziwne, że na cmentarzu coś jest nie tak jak być powinno. Dzwonienie do drzwi po nocach, a kiedy już otwierałem, nikogo nie było.
- Maciej! Czemu mi o tym wcześniej nie powiedziałeś? - oburzył się Mateusz.
- Bo początkowo nie wiązałem tych faktów w całość i nie myślałem, że trzeba o tym z kimkolwiek rozmawiać. Ale od dwóch, trzech tygodni zacząłem się nawet bać i zaczęły się kłopoty ze snem.
- Więc bardzo prawdopodobne, że to twoje zasłabnięcie to też z tego powodu – wtrącił Mateusz.
- Pewnie tak – zgodził się Maciej.
- Informowałeś o tym jakieś służby?
- Nie, bo jak tak na to spojrzeć z boku, to nic się nie wydarzyło, nikogo nie złapałem za rękę, nawet jednego słowa mi nikt nie powiedział. A osoby, które się skarżyły na cmentarz, miały do tego prawo, bo na przykład ktoś im ukradł wszystkie znicze i kompozycje kwiatów, albo przewrócił krzyż. Takich spraw są setki na różnych cmentarzach.
- W sumie masz rację, ale przecież ty się w takiej sytuacji wykończysz – zgodził się Mateusz.
- Można by to sprawdzić podpisując z nimi kolejną umowę. Pewnie by się wszystko skończyło, ale przecież nie mogę się tak ugiąć i potem współpracować z takimi, co tu dużo mówić, pół-bandytami, bo takie metody stosują bandyci – Maciej brzmiał znowu stanowczo.
- Więc mogę ich przeczekać...
- …a może oni przeczekają ciebie, bo się fizycznie i psychicznie wykończysz – przerwał mu Mateusz. - Jedno jest pewne. Musisz o tym poinformować księdza biskupa, najlepiej jak najprędzej. I kto wie, może trzeba będzie pomyśleć o zmianie parafii.
- I powiem ci brachu, że to mnie właśnie najbardziej martwi, bo też myślę, że tak to się może skończyć. A przecież tutaj są fajni ludzie, naprawdę świetnie mi się tutaj pracuje. I jestem pewien, że gdybym powiedział moim radnym to, co ci powiedziałem, to oni by wzięli sprawy w swoje ręce i dobrze by się to dla tych kopidołków nie skończyło, ale nie chcę żeby wioska się skłóciła, a już na pewno nie chcę, żeby to było z mojego powodu.
- Kurczę pieczone, kto by pomyślał... Taka fajna wspólnota i taki kwas – Mateusz kręcił głową z niedowierzaniem.
- Ja też się tego nie spodziewałem, powiem ci szczerze, że już sobie tutaj miejsce na cmentarzu upatrzyłem i stosowny zapis umieściłem w testamencie – uśmiechnął się Maciej.
- Testament można zmienić, a miejsca na cmentarzu jeszcze długo nie będziesz potrzebował – z przekonaniem w głosie powiedział Mateusz. - Jak by nie było, kolędę chyba jeszcze będziesz musiał przeprowadzić, zanim zapadną jakieś decyzje.
- Jesteś pierwszą osobą, której to mówię, Mati, ale mentalnie jestem już gotowy na odejście, chociaż decyzji żadnej nie podjąłem. Nie mam też pojęcia, co na to powie kuria, ale nie sądzę, aby biskup w przypadku, gdy fakty będą się powtarzać, nie zgodził się na zmianę. Oczywiście pójdę po kolędzie i powiem ci, że nawet jestem mocno podekscytowany, bo wiesz, chodzić po kolędzie z myślą, że może to ostatnie takie spotkania, to wszystko nabiera innego wymiaru. Zwłaszcza, że ludzie o tym nie wiedzą. A potem może się okazać, że te głupie zachowania się skończą, dadzą mi spokój i wszystko zostanie po staremu, więc nie będę w ogóle ludziom o tym mówił, że noszę się z zamiarem poproszenia o zmianę.
- Ale jesteś pewien, że dasz radę i nie przypłacisz tego zdrowiem? - zapytał Mateusz.
- Zdaje się, że już lekko przypłaciłem, ale powoli to sobie racjonalizuję. Kilka razy zaprosiłem też na kawę mojego kumpla policjanta i specjalnie go poprosiłem, aby był w mundurze, wiesz, niech sobie te kopidołki myślą, że coś się dzieje wokół tej sprawy. W każdym razie ostatnie dwie noce spałem jak dziecko bez żadnych tabletek, więc zobaczymy. Na pewno, jeśli dojdzie do zmiany, to następnego proboszcza będę musiał wprowadzić w problematykę, bo jednak ta firma pogrzebowa jest najczęściej wybierana przez ludzi.
- A mówiłeś, że się na nich skarżyli – zauważył Mateusz.
- Bo się skarżyli. Ale jak przychodzi co do czego, to aspekt zewnętrzny, jaka będzie bryczka i jakie fajerwerki, robi różnicę – westchnął Maciej.
- Aha, czyli nic nowego pod słońcem – uśmiechnął się gorzko Mateusz. - A wracając do ciebie, na pewno czujesz się lepiej? Nie wpadniesz mi w jakąś deprechę?
- O ile już nie wpadłem, to teraz jestem na fali wznoszącej – uśmiechnął się Maciej. - Mam nawet nadzieję, że zacznę mieć takie fajne sny, jak ty. Ciekawe, w jakiej roli moja podświadomość by obsadziła naszego pasterza.
Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!