TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 10:49
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc.390

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 390

Mateusz usiadł na fotelu w saloniku i spojrzał na swój telefon. Do przybycia księdza biskupa pozostało około 30 minut. Przez chwilę się jeszcze zastanawiał, czy to dobrze, że wizytacja odbywa się w dzień powszedni, zwłaszcza że Olek, który miał już wszystko za sobą, wydawał się niepocieszony, właśnie z tego powodu, że frekwencja w jego parafii nie była za wysoka. Ale z drugiej strony przecież ludzie pracują i trudno od nich wymagać, aby wszystko rzucili i przychodzili do kościoła, żeby się biskupowi pokazać. Mateusz też nie spodziewał się tłumów u siebie, poza tym miał jakieś dziwne przekonanie, że tym razem mimo wszystko biskupowi nie chodzi o to, żeby zobaczyć tłumy, ale o spotkanie z księżmi w ich naturalnym habitacie, a nie tym „stworzonym na potrzeby” hierarchy. W ostatnich latach można było mieć takie wrażenie, że z powodu różnych skandali i problemów, zaufanie między księżmi a biskupami mocno się pogmatwało. I Mateuszowi się wydawało, że biskupowi zależy, aby te relacje umocnić i może też pokazać księżom, że docenia ich pracę i że się cieszy, że ich ma. No, ale może rzeczywiście mu się tak tylko wydawało. Wszystko się okaże, jak otrzymają protokoły powizytacyjne, a przecież do niego ordynariusz jeszcze nie dotarł, więc musiał trochę poczekać, choćby żeby ujrzeć te słynne tylne światła samochodu księdza biskupa, kiedy będzie już odjeżdżał, które tak bardzo podobały się księdzu Wiesiowi, a co dopiero na protokół. Mateusz ponownie spojrzał na telefon, aby zobaczyć, która godzina, ale dokładnie w tym momencie na ekranie zamiast godziny wyświetliła się uśmiechnięta gęba Macieja, więc zanim nawet jeszcze rozległ się sygnał Mateusz odebrał połączenie.
- Łomatko! - wykrzyknął Maciej – A co ty non stop gapisz się w telefon? Przecież biskup ma przyjechać, a nie zadzwonić, wpatruj się lepiej w drzwi kolego, a najlepiej wyjdź na ganek – zażartował.
- A co ty mi tu głowę zawracasz w takim momencie? - roześmiał się Mateusz.
- No chciałem się dowiedzieć, jak tam samopoczucie przed wizytacją oczywiście – głos Macieja wyraźnie zdradzał radochę, jaką odczuwał z tego powodu, że on miał spokój, a Mateusz nie.
- A jakie miałoby być? Znakomite! Pasterz przyjeżdża, niech zobaczy jak to wszystko z bliska wygląda, nie mam nic do ukrycia czy do obawiania się – odpowiedział Mateusz. - Powiem ci szczerze, że o wiele bardziej przejmowałem się w poprzednie dni, bo trochę spraw musiałem sobie nadrobić i pod tym względem to bardzo fajnie, że jest taka wizytacja, bo jest mobilizacja. A teraz mam totalny pokój w sercu. No, może deczko się martwię, jaka będzie frekwencja, bo znasz moją parafię, ale z drugiej strony to naprawdę chcę, żeby biskup zobaczył dokładnie wszystko takie, jakie jest na co dzień, a nie od święta. Więc, krótko mówiąc luzik – uśmiechnął się Mateusz, kończąc swoją diagnozę sytuacji. Dzięki Bogu kilkuletni pobyt we Włoszech bardzo mu pomógł w racjonalizacji relacji z biskupami i teraz mógł już korzystać z jej owoców.
- Masz wszystkie księgi itd.? - zapytał Maciej.
- Nie. No ale muszę coś zostawić, żeby szef miał co wpisać do zaleceń powizytacyjnych – zażartował Mateusz. - Słuchaj Macieju, muszę kończyć, bo ktoś mi się dobija do drzwi.
- Nie ściemniaj, na biskupa jeszcze za wcześnie – odparł Maciej.
- Też myślę, że to nie on, ale poważnie dzwonek dzwoni, nie słyszysz? Spadam. Hej! - Mateusz rozłączył się i szedł w kierunku drzwi wejściowych cicho pomstując, kto może o tej porze go niepokoić i to akurat tuż przed przybyciem biskupa.
- Szczęść Boże, w czym mogę pomóc? - powiedział natychmiast po otwarciu drzwi i od razu czuł, że musiało to zabrzmieć bardzo niegrzecznie, więc na koniec wykrzywił twarz w czymś, co miało być uśmiechem, ale był pewien, że też mu nie wyszedł.
- Szczęść Boże, księże proboszczu – powiedziała stojąca przed drzwiami i przyglądająca mu się z uśmiechem kobieta, którą Mateusz dobrze znał z kościoła, choć oczywiście nie pamiętał jak się nazywa.
- Czyżbym przyszła nie w porę?
- To zależy, droga pani – powiedział Mateusz starając się z całych sił zachować spokój, bo czymś z czym sobie radził zdecydowanie kiepsko, były właśnie takie pytania ludzi, którzy przychodzili nie w porę, wiedzieli o tym i pytali, czy przychodzą nie w porę. No, może tylko jednej rzeczy bardziej nie lubił, mianowicie jak ktoś przychodził wczesnym popołudniem i mówił „na pewno księdza obudziłem”. Mateusz jeszcze chwilę skupił się na uspokojeniu siebie. - Jeśli ma pani ochotę na spotkanie z naszym pasterzem, to jest pani jak najbardziej w porę, bo ma tu być lada chwila z wizytacją kanoniczną. Natomiast jeśli chodzi o mnie, to z powyższej przyczyny mam bardzo niewiele czasu – Matusz jeszcze raz się uśmiechnął tym razem chyba z lepszym rezultatem.
- Czyli można by się też biskupowi poskarżyć na proboszcza? - zapytała kobieta z całkiem poważną miną, by po chwili się roześmiać. - Żartuję oczywiście. Zupełnie nie wiedziałam, że gościmy dzisiaj księdza biskupa, bo kilka tygodni byłam u swojej mamy. Księże proboszczu, ja tylko na chwilę. Chciałam zapytać, czy może przydadzą się choinki na Boże Narodzenie do kościoła, bo mamy piękne w tym roku i chętnie przekażemy. Wcześniej nigdy nie proponowałam, ale w tym roku wyrosły naprawdę piękne, takie gęste... Myślę że księdzu by się spodobały – kobieta znowu się uśmiechnęła, a Mateusz był bardzo zły na siebie, że tak na nią naskoczył po otwarciu drzwi. Czemu on miał zawsze takiego pecha, że był cierpliwy do wszystkich ludzi przychodzących nie w porę, a zawsze „jak mu się ulało” to trafiało na tych, którzy albo mieli poważny powód, żeby przyjść nie w porę, albo przychodzili – jak ta kobieta – żeby coś ofiarować.
- Przepraszam, nie pamiętam jak pani ma na imię...
- Małgorzata – podpowiedziała kobieta.
- Pani Małgorzato, bardzo serdecznie dziękuję za tę propozycję. Dziś wieczorem albo jutro rano porozmawiam z organistą, który zajmie się dekoracją świąteczną w tym roku i panią powiadomimy, ale myślę, że bardzo chętnie skorzystamy. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
- No to zmykam i nie przeszkadzam. I niech się ksiądz nie martwi tym biskupem, bo wszystko jest u nas jak należy – pani Małgorzata znowu się uśmiechnęła.
- No skoro mamy takich parafian, to nie może być inaczej – powiedział Mateusz uchylając drzwi i przepuszczając kobietę i z osłupieniem zauważył, że następne dwie stoją na ganku. Pani Małgorzata skinęła głową nowo przybyłym i z uśmiechem spojrzała na Mateusza, jakby chciała powiedzieć: „no, ma ksiądz pecha dzisiaj”.
- Proszę księdza, przyjmie nas ksiądz? Sprawa jest poważna – powiedziała jedna z kobiet, której Mateusz nie znał zupełnie, podczas gdy druga była mu znajoma, na pewno z ich parafii.
- Jeśli da nam się to w miarę szybko załatwić – jęknął Mateusz przepuszczając kobiety korytarzem i spoglądając w kierunku wjazdu na podwórze plebanii, bo biskup powinien zaraz nadjechać. Kiedy wszedł do kancelarii obie panie już się rozgościły na krzesłach i wcale się to nie zapowiadało na szybką sprawę, więc wzdychając udał się na drugą stronę i usiadł za biurkiem.
- Drogie panie, muszę wam powiedzieć, że dzisiaj mamy wizytację kanoniczną księdza biskupa i że będzie on tutaj lada moment, więc gdyby nie udało nam się wyczerpać tematu...
- To może przejdźmy od razu do rzeczy – przerwała mu kobieta, której nie znał.
- Czemu ksiądz się wtrąca w plany małżeńskie młodych ludzi?
- Ja? - Mateusz zbaraniał wobec takiej agresji, ale dokładnie w tym momencie doznał olśnienia, że zapewne chodzi o Grzegorza i Lenę. Kobieta, którą rozpoznawał to była mama Grzesia, a ta która go zaatakowała, to niewątpliwie matka Leny. Kiedy to sobie pomyślał to nawet zauważył pewne podobieństwo. Z tym, że Lena miała w sobie taką delikatność, której na pewno nie odziedziczyła po matce.
- Chodzi o naszego Grzesia – powiedziała nieco spokojniej, jak trafnie odgadł Mateusz, mama Grzegorza. - Nie wiemy co się dzieje, bo jesteśmy w kulminacyjnym punkcie przygotowań do ślubu i wesela i zupełnie dla nas niespodziewanie, Grzegorz usadził mnie i męża na sofie i stwierdził, że żadnego ślubu nie będzie.
- Dokładnie tak samo zrobiła nasza Lena – dodała pani agresywna, tym razem nieco łagodniej. Mateusz pomyślał, że to Lena pierwsza powiedziała mu, że nie chce wyjść za Grzegorza, mimo że go kocha, a potem on sam, Mateusz wyciągnął identyczne stwierdzenie od Grześka, ale przecież w nic się nie wtrącał. Mógłby opowiedzieć całą sekwencję zdarzeń, ale nie chciał, żeby teraz cały ciężar pierwszej przyczyny spadł na barki Leny, a już na pewno nie w konfrontacji z ich mamami. Poza tym był nerwowy, bo biskup powinien już być. Ale nie miał wyjścia, w takim momencie nie mógł ich odesłać.
- A wy panie uważacie, że oni się powinni pobrać – powiedział wreszcie Mateusz patrząc na przemian to na jedną to na drugą kobietę. Kobiety też spojrzały po sobie i przez chwilę żadna z nich się nie odzywała.
- Ja wiem na sto procent, że Lenka kocha Grzesia, właściwie od zawsze. I to bardzo go kocha – powiedziała wreszcie mama Leny.
- Ja tak samo nie mam najmniejszych wątpliwości, że Grzegorz kocha Lenę, on w życiu nie miał żadnej innej dziewczyny, i jakkolwiek jest bardzo spokojnym i ułożonym chłopcem, ksiądz proboszcz zresztą wie, bo jest przecież lektorem, to jak coś nie tak o Lenie powiedział, to się strasznie wściekał. Jestem pewna, że bardzo mu na niej zależy, chyba jak na nikim na świecie – stwierdziła mama Grzegorza.
- Rozumiem, ale ja nie pytałem, czy oni się kochają, tylko czy wy, panie uważacie, że powinni się pobrać – zauważył Mateusz i już czuł się znacznie pewniej i wiedział dokąd chce poprowadzić tę konwersację i pewnie by wyszedł z niej obronną ręką, gdyby w drzwiach nie pojawiły się dwie głowy. Jedna należała do ks biskupa, a druga do jego sekretarza.
- Szczęść Boże ojcze – z uśmiechem pozdrowił go ksiądz biskup, który ukłonił się również w stronę kobiet. - Widzę, że ważne sprawy.

Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!